Miesiąc: Listopad 2014

Na kogo głosować?

Prawdziwy bohater i symbol naszych czasów – bezwzględny kongresman Frank Underwood, którego w serialu „House of Cards” gra Kevin Spacey – spotyka się w jednym z odcinków z zarzutem, że bezczelnie kogoś okłamał. Oświadcza wówczas:

– Zrewidowałem jedynie parametry mojej obietnicy!

Zdanie to stanowi esencję dzisiejszej polityki podporządkowanej jedynemu celowi: zdobyciu i utrzymaniu władzy.

Nie miej więc złudzeń i nie narzekaj, że programy wyborcze błyskawicznie blakną po wyborach, a budowa metra, obwodnicy czy mostu gwałtownie przyspiesza przed następnymi. To naturalna kolej rzeczy, masz bowiem zaszczyt uczestniczyć w wielkim eksperymencie globalnego wdrożenia słynnego dowcipu o Radiu Erewań:

Słuchacze pytają:
– Czy to prawda, że w Moskwie rozdają samochody?
Radio Erewań odpowiada:
– Tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie w Moskwie, a w Leningradzie i nie rozdają, tylko kradną.

Miłego głosowania!

Na kogo?

Najlepiej na kogoś, kogo dobrze znasz – na przykład na sąsiada, któremu możesz skutecznie uprzykrzyć życie, gdy zawiedzie twoje oczekiwania.

Bo wybory są nie dla kraju, województwa, miasta, dzielnicy czy wsi.

Nawet nie dla żadnej partii politycznej!

Wybory są DLA CIEBIE!

Zabełtać ludziom w głowach

Biografia głównego projektanta Apple Jony’ego Ive’a zawiera wiele ciekawych informacji, w jaki sposób produkty tej firmy manipulują ludźmi. Oto kilka interesujących cytatów na temat decyzji projektowych podejmowanych w procesie konstruowania pierwszego iMaca:

Jak to ujął Jony, iMac miał być „bezwstydnie plastikowy” – co stało się źródłem pewnych utrudnień. „Nie chcieliśmy, żeby wyglądał tandetnie – wyjaśniał później Jony. – Komputer przystępny od tandetnego dzieli bardzo cienka granica, a nam zależało, żeby wyglądał właśnie przystępnie. W tamtych czasach technologia wciąż odstręczała od siebie olbrzymią liczbę ludzi, więc chcieliśmy im dać jasno do zrozumienia, że iMaca nie trzeba się bać.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 169]

Przezroczystość nadawała wrażenie przystępności, ale projektantom zależało, by uczynić iMaca jeszcze bardziej przyjaznym, więc umieścili na górze obudowy rączkę. Według Jony’ego wcale nie miało to na celu ułatwienia przenoszenia iMaca, tylko stworzenie więzi z użytkownikiem przez zachęcenie go do dotknięcia komputera. Była to ważna, a jednocześnie niemal nieuchwytna innowacja, która miała zmienić sposób podejścia użytkownika do sprzętu komputerowego.

„W tamtych czasach ludzie nie byli przyzwyczajeni do obcowania z technologią – tłumaczy Jony. – Nie dotkniesz czegoś, czego się boisz. Mogłem sobie łatwo wyobrazić, że moja mama, na przykład, bałaby się dotknąć iMaca. Dlatego pomyślałem, że gdyby dodać mu rączkę, to dzięki niej pojawiłaby się możliwość nawiązania z nim osobistego kontaktu. To było przystępne, intuicyjne rozwiązanie. Dawało przyzwolenie na dotyk. Poza tym wywoływało wrażenie, że komputer jest w pewien sposób uległy wobec użytkownika”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 171]

„Kiedy projektowaliśmy pierwszego iMaca, naszym celem nie było stworzenie produktu, który będzie wyróżniał się wyglądem, tylko zbudowanie najlepszego zintegrowanego komputera dla odbiorcy masowego. Jeśli przy okazji nabrał on nietypowego kształtu, to najwyraźniej tak miało być. Rzecz w tym, że bardzo łatwo być innym, ale bardzo trudno lepszym”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 172]

Następnie podszedł swobodnym krokiem do piedestału ustawionego na środku sceny i ściągnął czarną płachtę z iMaca, którego obudowa zalśniła w blasku jupiterów. Jobs sprawiał wrażenie, jakby oczekiwał oklasków, jednak widownia – dotychczas podekscytowana – zamarła.

„Jest cały przezroczysty! – ekscytował się Jobs. – Można zajrzeć do środka. Jest taaaki fajny!… A od tyłu prezentuje się lepiej niż inne komputery od frontu”.

W miarę, jak kamerzysta okrążał iMaca, pokazując go z różnych stron, zgromadzona w auli publiczność zaczęła okazywać coraz większe zainteresowanie. „Wygląda, jakby pochodził z innej planety – skonstatował Jobs z dumą, co wywołało falę śmiechu na widowni. – Dobrej planety. Takiej, na której mieszkają lepsi projektanci”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 181]

Brak stacji dysków sprawił, że również i Jony musiał się tłumaczyć. „Nie wiem, jak brzmi najlepsze wytłumaczenie Apple na brak stacji dyskietek – odpowiadał. – Ale mogę powiedzieć, co ja o tym sądzę. Kiedy się rozwijasz, zostawiasz pewne rzeczy za sobą. Stacja dyskietek, i będę bronił tej tezy do upadłego, to naprawdę przestarzała technologia. Wiem, co mówi się na ten temat, ale zupełnie się tym nie przejmuję. Jeśli robisz krok naprzód i nie napotykasz żadnych tarć, to znak, że zmiana, którą próbujesz wprowadzić, jest dużo mniej ważna, niż ci się wydaje”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 183]

ANPP

W 8. numerze Productive! Magazine PL możesz znaleźć mój artykuł Mit garażu, w którym rozprawiłem się z naiwnym poglądem, jakoby firmy-gwiazdy, które wykluły się w amerykańskich garażach i wyrosły na światowe korporacje, kultywowały nieskrępowaną, garażową kulturę pracy uznawaną przez bałaganiarzy za niezastąpiony katalizator kreatywności.

Tak nie jest i… wszystko na ten temat!

A właściwie nie wszystko. W czytanej ostatnio przeze mnie hagiografii głównego projektanta Apple Jony’ego Ive’a znalazłem dowód, jak to naprawdę było z tą twórczą atmosferą, która zrodziła iPhone’y, iPady i komputery Mac występujące w większości hollywoodzkich przebojów filmowych.

Otóż w Apple rządzi ANPP. Cóż to takiego? Dowiesz się z poniższego cytatu:

W miesiącach po premierze iMaca „drużyna A” Jobsa dopracowała również nową metodologię pracy, którą ochrzciła „nowym procesem opracowywania produktów Apple” [ang. Apple New Product Process, w skrócie ANPP]. Miała się ona stać jedną z kluczowych składowych sukcesu firmy.

Nie powinno dziwić, że w świecie według Steve’a Jobsa system ANPP błyskawicznie wyewoluował i przyjął postać jasno zdefiniowanego procesu wprowadzania wyrobów na rynek opierającego się na nader szczegółowym opisie wszystkich faz opracowywania produktów.

Nowy proces w praktyce przypomina wielką listę zadań do wykonania, a jego fizyczna forma ma postać programu, dostęp do którego uzyskuje się przez wewnętrzną sieć firmy. ANPP wyszczególnia zadania dla wszystkich osób zaangażowanych w poszczególne etapy pracy nad każdym z produktów i zawiera instrukcje dla wszystkich działów: sprzętowego i oprogramowania, następnie operacyjnego, finansowego i marketingowego, a na koniec nawet zespołów wsparcia klienta, które mają za zadanie rozwiązywać problemy i naprawiać produkty już po ich wypuszczeniu na rynek. „Obejmuje on wszystko, od łańcucha zaopatrzenia aż po sklepy – mówi jeden z byłych pracowników szczebla kierowniczego. – ANPP jest podłączony do wewnętrznych systemów dostawców i dostawców dostawców. Mowa o setkach firm. System dotyczy dosłownie wszystkiego, od farb, przez śrubki, po procesory”.

ANPP od samego początku angażuje wszystkie działy firmy, nawet marketing, którego praca będzie widoczna dopiero po premierze produktu. „W Apple jest dla nas bardzo ważne, by już w początkowej fazie tworzenia produktu wziąć pod uwagę potrzeby klienta i wyzwania wynikające z potrzeby konkurowania na rynku – mówi szef marketingu Apple, Phil Schiller. – Dział marketingu, podobnie jak inżynierowie i grupa operacyjna, jest pełnowartościowym ogniwem zespołu tworzącego nasze produkty”.

Jobs zainicjował powstanie pierwotnej wersji ANPP już w NeXT, opierając się w pewnej mierze na najlepszych praktykach Hewletta-Packarda i innych firm z Doliny Krzemowej. Po powrocie do Apple szybko doprowadził swój nowy proces do perfekcji. Choć ANPP może na pierwszy rzut oka sprawiać wrażenie, jakby krępował pracowników, w rzeczywistości był wartym uwagi, nowatorskim krokiem ze strony Apple: „Jest to bardzo ściśle zdefiniowany proces, ale wcale nie jest ani uciążliwy, ani biurokratyczny. Pozwala wszystkim wykazać się kreatywnością tam, gdzie jest to naprawdę ważne. Wystarczy spojrzeć na rezultaty. Apple działa bardzo szybko”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 193-194]

Pajęcze GTD

Entuzjastom metody Getting Things Done (GTD) Davida Allena wszystko się kojarzy z jednym… ;-)

Członek forum dyskusyjnego GTD Connect obserwował ostatnio, jak pewien pająk „obsługuje” swoją sieć:

  1. Pierwszym sieciowym zadaniem pająka było rozpięcie sieci tak, żeby jak najskuteczniej służyła do wyłapywania wszystkiego, co przelatuje w pobliżu. Wszystkiego, a nie tylko tego, co nadaje się do zjedzenia!
  2. Drugim sieciowym zadaniem pająka było ciągłe, systematyczne zajmowanie się tym, co wpada w tę sieć i decydowanie, co należy zjeść od razu, co zachować na później, a co usunąć z pola przechwytywania, żeby pułapka była gotowa do dalszego, optymalnego działania (chodzi tu o utrzymywanie stanu opisywanego w literaturze jako „pajęczyna zero” ;-) ).

Jeśli przeczytałeś podręcznik Davida Allena, to od razu widzisz, że pająk realizował dwa, a być może nawet trzy pierwsze etapy procesu zarządzania strumieniem zadań:

  1. Kolekcjonowanie – czyli gromadzenie niezbędnych rzeczy (w tym przypadku much i innego latającego tałatajstwa).
  2. Analiza – czyli opróżnianie skrzynki spraw przychodzących (w tym przypadku opróżnianie sieci wyłapującej i decydowanie, co nadaje się do zjedzenia już, co później, a co wcale).
  3. Porządkowanie – czyli odpowiednia kategoryzacja zadań (w tym przypadku pożeranie lub wyrzucanie).

Zainspirowany tym skojarzeniem, naszkicowałem nowe logo GTD, które przekazuję wszystkim pająkom do wykorzystania w procesie dekorowania ich pajęczyn!

GTD Spider Web