Miesiąc: Listopad 2014

Szaleństwo przekute w metodę

Uważnie czytana biografia Jony’ego Ive’a odkrywa wiele ciekawych informacji na temat bezwzględnej jazdy po bandzie, jaką uprawiał Steve Jobs i jaką nadal kultywuje jego firma. Ostatnio wyszło na jaw, że przedstawiciele Apple zaczynają rozmowy z partnerami od stwierdzenia: „Z dostawcami nie negocjujemy. Bądźcie dorośli i podpisujcie umowę bez gadania”.

Oto kilka ostatnich, smakowitych cytatów z tej interesującej książki:

Już w 1996 roku magazyny pełne niesprzedanych komputerów niemal pociągnęły Apple na dno, dlatego teraz hołdowano zasadzie „im mniej zapasów, tym lepiej”. Zresztą Cook sam kiedyś powiedział, że zapasy „nie są po prostu złe, lecz fundamentalnie złe”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 272]

Satzger, ulegając narastającej frustracji, wyraził w końcu opinię, że amerykański dostawca nie ma w ogóle wyobrażenia o tym, jakiej jakości oczekuje Apple. „W Apple elementy wykonane „całkiem dobrze” nie mają prawa bytu – stwierdził. – Amerykańskie firmy nie potrafiły pojąć, że w produktach Apple każda część, z którą klient ma bezpośredni kontakt, musi być nieskazitelnej jakości. Klienci dostrzegali nawet najdrobniejsze niedociągnięcia”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 275]

„Steve ma skłonność do wydawania pośpiesznych opinii i dlatego nie pokazuję mu niczego w obecności innych – wspomina Jony. – Mógłby bowiem stwierdzić: „To zwykłe gówno” i zdusić pomysł w zarodku. Pomysły to bardzo ulotna materia i dopóki znajdują się w fazie rozwoju, trzeba się z nimi obchodzić delikatnie. Wiedziałem, jak ważny może być ten projekt, i dlatego zdawałem sobie sprawę, że gdyby Steve go upieprzył, byłaby to wielka szkoda”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 286]

Jobs poinformował szefów projektu, że mogą przejąć wszystkich pracowników, których tylko będą potrzebowali, ale pod żadnym pozorem nie wolno im rekrutować ludzi spoza firmy. „To był nie lada orzech do zgryzienia – wspomina Forstall. – Ja poradziłem sobie, wyszukując ludzi, którzy byli prawdziwymi mistrzami w swoim fachu, naprawdę niesamowitymi inżynierami, po czym ściągałem ich do mojego biura, prosiłem, żeby usiedli i mówiłem: „W swojej obecnej roli sprawdzasz się naprawdę fantastycznie. Twój szef cię uwielbia. Przed tobą świetna kariera w Apple, jeśli po prostu będziesz dalej robił to, co robisz, co lubisz robić. Ale mam dla ciebie pewną ofertę, pewną opcję. Rozpoczynamy nowy projekt. Jest tak tajny, że na razie nie mogę ci nawet powiedzieć, o co chodzi”… I ku mojemu zdumieniu cała grupa niewiarygodnie utalentowanych osób zgodziła się podjąć tak postawione wyzwanie. Tak oto stworzyłem zespół, który napisał oprogramowanie do iPhone’a”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 294-295]

Z finansowego punktu widzenia wdrożenie technologii unibody wymagało podjęcia przez Apple olbrzymiego ryzyka. Firma rozpoczęła poważne inwestycje około 2007 roku, w pierwszej kolejności podpisując kontrakt z japońskim producentem frezarek na zakup wszystkich wyprodukowanych przez niego maszyn w ciągu kolejnych trzech lat. Według jednego ze źródeł oznaczało to aż dwadzieścia tysięcy sterowanych komputerowo frezarek rocznie w cenach od 250 tysięcy do miliona dolarów za sztukę. Na tym jednak nie koniec. Apple zakupiło jeszcze więcej maszyn, skupując wszystkie frezarki CNC, jakie udało im się znaleźć. „Wykupili wszystkie dostawy – mówi pewne źródło. – Dla innych firm praktycznie nie zostało już nic”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 331]

Lojalność czy umiejętności?

Muszę przyznać się do pewnej ułomności:

Cierpię na chorobliwą lojalność.

I w dodatku nie znoszę, gdy ktoś nie dzieli ze mną tej przypadłości.

Ostatnio zastanawiałem się, co jest ważniejsze: lojalność pracownika czy jego umiejętności?

Oczywiście najlepsi są superspecjaliści, geniusze w swojej dziedzinie, którym jednocześnie możesz ufać bardziej niż sobie samemu. Nie powiem, że takich nie spotkałem, ale niestety jest ich stosunkowo niewielu i dylemat pozostaje dylematem.

Rozkminiając ten problem, doszedłem do wniosku, że lojalność i umiejętności to cechy, których nie można mierzyć taką samą skalą:

  • Lojalność jest parametrem dwustanowym. W normalnych warunkach, czyli gdy wykluczymy działalność niezgodną z podstawowymi zasadami moralnymi wyznawanymi przez obie strony, twój pracownik jest albo lojalny albo nielojalny. Nie może być lojalny tylko w 72% przypadków, tak jak nie można być tylko częściowo w ciąży. Nielojalność zawsze pozostanie nielojalnością, choć zdarza się, że nie wynika ona ze złych intencji. Czasami jest owocem zupełnie odmiennego poglądu na rzeczywistość i dążenia do jej „lepszego” poukładania.
  • Umiejętności są parametrem ciągłym, mierzonym wykładniczą skalą osiąganych rezultatów. Z moich obserwacji wynika, że sprawność profesjonalna jednostek wybitnych jest 10 razy wyższa od średniej i 100 razy wyższa od sprawności nieudaczników.

Pytanie zatem jest następujące:

Czy powinieneś zatrudniać nielojalnych geniuszy?

Moim zdaniem: NIE.

Dlaczego?

Ponieważ człowiek nielojalny podważa twój autorytet jako pracodawcy lub przełożonego, a w ostatecznym rozrachunku to twój kurnik, a nie jego. I nie chodzi tu o zamykanie ust osobom, które mają inne pomysły. Problemem jest kontestowanie i wyśmiewanie przez nie decyzji już podjętych, obgadywanie szefa za plecami, a w najdrastyczniejszych przypadkach wynoszenie brudów poza firmę. Tego tolerować nie wolno!

Zrozumieliśmy się?

No to do roboty! ;-)

Do czego służą pieniądze?

„Pieniądze są szkłem powiększającym, przez które widać, kim naprawdę jesteś.” – Tim Ferriss

Jak to rozumieć?

Im więcej masz pieniędzy, tym mniej musisz dbać o to, co ludzie o tobie powiedzą. Coraz częściej stać cię na luksus „bycia sobą”. I coraz bardziej twoja natura wyłazi spod maski, pod którą się wcześniej skrywałeś.

Wreszcie możesz być szczery i wygarniać głupkom, że są głupi, biednym, że są głupi, mniej zaradnym, że są głupi, słabiej wykształconym, że są głupi…

Tylko…

Czy w ten sposób czynisz świat lepszym?

Czy może tylko odreagowujesz swoje kompleksy i lata upokorzeń, kiedy to tobie ktoś mówił, że jesteś głupi?

„Wiele osób jest aż tak bardzo biednych, że jedyną rzeczą, którą mają, są pieniądze.” – Rodolfo Costa

Dlaczego?

Bo pieniądze szczęścia nie dają, jeśli są wszystkim, co masz!

Życzę ci, żebyś miał okazję sprawdzić swój stosunek do tych dwóch spostrzeżeń i wyciągnąć wnioski, które uczynią cię szczęśliwszym.

Kapryśna determinacja Steve Jobsa

Steve Jobs wielkim przedsiębiorcą był.

Dlaczego?

Myślę, że dzięki swojej kapryśnej, ale bezkompromisowej determinacji. Po prostu wyciskał z rzeczywistości to, co chciał, nie bacząc na potrzeby i uczucia współpracowników. Czy to moralne? Może i nie, ale niewykluczone, że bez tej presji Apple zatrzymałoby się tam, gdzie inne firmy, i nie stało najcenniejszą marką świata.

Oto kilka smakowitych cytatów z biografii Jony’ego Ive’a opisujących kapryśną determinację Jobsa:

„Gdy pokazaliśmy projekt inżynierom – opowiadał Jobs – podali mi trzydzieści osiem rozmaitych powodów, dla których nie mogą tego zrobić. Ja na to: „Nie, nie, robimy to”. Oni zapytali: „A właściwie dlaczego?”. A ja odpowiedziałem: „Dlatego, że jestem dyrektorem generalnym i sądzę, że da się to zrobić”. No i wprawdzie niechętnie, ale to zrealizowali”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 175]

Segall zaproponował pięć potencjalnych nazw, z czego cztery dla zmyłki – jako tło dla tej, która go naprawdę zauroczyła, czyli iMac. „Odnosiła się do Maca, a „i” oznaczało internet – mówi. – Ale mogło również znaczyć „osobisty” [ang. individual], „pełen wyobraźni” [ang. imaginative] i wiele innych rzeczy, które iMac zaczął z czasem reprezentować”.

Jobs odrzucił wszystkie pięć nazw, ale Segall nie zamierzał się poddawać w kwestii iMaca. Kiedy wrócił z trzema czy czterema nowymi pomysłami, jeszcze raz spróbował przekonać go do swojej ulubionej nazwy. Tym razem Jobs odpowiedział: „W tym tygodniu już nie uważam, że jest zupełnie do bani, ale wciąż mi się nie podoba”.

Segall nie usłyszał już nic więcej na temat nazwy od samego Jobsa, ale znajomi donieśli mu, że szef Apple kazał nanieść słowo „iMac” na prototypy za pomocą sitodruku, żeby mógł zobaczyć, jak będzie się na nich prezentowało.

„Najpierw dwukrotnie odrzucił tę nazwę, a potem pojawiła się na komputerach” – wspomina Segall. Według niego Jobs zmienił zdanie tylko dlatego, że małe „i” ładnie wyglądało na gotowym produkcie.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 177-178]

„Steve powiedział po prostu: „Nie uważasz, że masz obowiązek, zarówno wobec siebie, jak i wobec mnie, żeby zrobić to lepiej?”. Odpowiedziałem, że ma rację, po czym zabraliśmy się z powrotem do pracy, zrobiliśmy to jeszcze raz i wyszło lepiej. Jak zawsze”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 197]

Na kogo głosować?

Prawdziwy bohater i symbol naszych czasów – bezwzględny kongresman Frank Underwood, którego w serialu „House of Cards” gra Kevin Spacey – spotyka się w jednym z odcinków z zarzutem, że bezczelnie kogoś okłamał. Oświadcza wówczas:

– Zrewidowałem jedynie parametry mojej obietnicy!

Zdanie to stanowi esencję dzisiejszej polityki podporządkowanej jedynemu celowi: zdobyciu i utrzymaniu władzy.

Nie miej więc złudzeń i nie narzekaj, że programy wyborcze błyskawicznie blakną po wyborach, a budowa metra, obwodnicy czy mostu gwałtownie przyspiesza przed następnymi. To naturalna kolej rzeczy, masz bowiem zaszczyt uczestniczyć w wielkim eksperymencie globalnego wdrożenia słynnego dowcipu o Radiu Erewań:

Słuchacze pytają:
– Czy to prawda, że w Moskwie rozdają samochody?
Radio Erewań odpowiada:
– Tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie w Moskwie, a w Leningradzie i nie rozdają, tylko kradną.

Miłego głosowania!

Na kogo?

Najlepiej na kogoś, kogo dobrze znasz – na przykład na sąsiada, któremu możesz skutecznie uprzykrzyć życie, gdy zawiedzie twoje oczekiwania.

Bo wybory są nie dla kraju, województwa, miasta, dzielnicy czy wsi.

Nawet nie dla żadnej partii politycznej!

Wybory są DLA CIEBIE!

Zabełtać ludziom w głowach

Biografia głównego projektanta Apple Jony’ego Ive’a zawiera wiele ciekawych informacji, w jaki sposób produkty tej firmy manipulują ludźmi. Oto kilka interesujących cytatów na temat decyzji projektowych podejmowanych w procesie konstruowania pierwszego iMaca:

Jak to ujął Jony, iMac miał być „bezwstydnie plastikowy” – co stało się źródłem pewnych utrudnień. „Nie chcieliśmy, żeby wyglądał tandetnie – wyjaśniał później Jony. – Komputer przystępny od tandetnego dzieli bardzo cienka granica, a nam zależało, żeby wyglądał właśnie przystępnie. W tamtych czasach technologia wciąż odstręczała od siebie olbrzymią liczbę ludzi, więc chcieliśmy im dać jasno do zrozumienia, że iMaca nie trzeba się bać.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 169]

Przezroczystość nadawała wrażenie przystępności, ale projektantom zależało, by uczynić iMaca jeszcze bardziej przyjaznym, więc umieścili na górze obudowy rączkę. Według Jony’ego wcale nie miało to na celu ułatwienia przenoszenia iMaca, tylko stworzenie więzi z użytkownikiem przez zachęcenie go do dotknięcia komputera. Była to ważna, a jednocześnie niemal nieuchwytna innowacja, która miała zmienić sposób podejścia użytkownika do sprzętu komputerowego.

„W tamtych czasach ludzie nie byli przyzwyczajeni do obcowania z technologią – tłumaczy Jony. – Nie dotkniesz czegoś, czego się boisz. Mogłem sobie łatwo wyobrazić, że moja mama, na przykład, bałaby się dotknąć iMaca. Dlatego pomyślałem, że gdyby dodać mu rączkę, to dzięki niej pojawiłaby się możliwość nawiązania z nim osobistego kontaktu. To było przystępne, intuicyjne rozwiązanie. Dawało przyzwolenie na dotyk. Poza tym wywoływało wrażenie, że komputer jest w pewien sposób uległy wobec użytkownika”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 171]

„Kiedy projektowaliśmy pierwszego iMaca, naszym celem nie było stworzenie produktu, który będzie wyróżniał się wyglądem, tylko zbudowanie najlepszego zintegrowanego komputera dla odbiorcy masowego. Jeśli przy okazji nabrał on nietypowego kształtu, to najwyraźniej tak miało być. Rzecz w tym, że bardzo łatwo być innym, ale bardzo trudno lepszym”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 172]

Następnie podszedł swobodnym krokiem do piedestału ustawionego na środku sceny i ściągnął czarną płachtę z iMaca, którego obudowa zalśniła w blasku jupiterów. Jobs sprawiał wrażenie, jakby oczekiwał oklasków, jednak widownia – dotychczas podekscytowana – zamarła.

„Jest cały przezroczysty! – ekscytował się Jobs. – Można zajrzeć do środka. Jest taaaki fajny!… A od tyłu prezentuje się lepiej niż inne komputery od frontu”.

W miarę, jak kamerzysta okrążał iMaca, pokazując go z różnych stron, zgromadzona w auli publiczność zaczęła okazywać coraz większe zainteresowanie. „Wygląda, jakby pochodził z innej planety – skonstatował Jobs z dumą, co wywołało falę śmiechu na widowni. – Dobrej planety. Takiej, na której mieszkają lepsi projektanci”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 181]

Brak stacji dysków sprawił, że również i Jony musiał się tłumaczyć. „Nie wiem, jak brzmi najlepsze wytłumaczenie Apple na brak stacji dyskietek – odpowiadał. – Ale mogę powiedzieć, co ja o tym sądzę. Kiedy się rozwijasz, zostawiasz pewne rzeczy za sobą. Stacja dyskietek, i będę bronił tej tezy do upadłego, to naprawdę przestarzała technologia. Wiem, co mówi się na ten temat, ale zupełnie się tym nie przejmuję. Jeśli robisz krok naprzód i nie napotykasz żadnych tarć, to znak, że zmiana, którą próbujesz wprowadzić, jest dużo mniej ważna, niż ci się wydaje”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 183]

ANPP

W 8. numerze Productive! Magazine PL możesz znaleźć mój artykuł Mit garażu, w którym rozprawiłem się z naiwnym poglądem, jakoby firmy-gwiazdy, które wykluły się w amerykańskich garażach i wyrosły na światowe korporacje, kultywowały nieskrępowaną, garażową kulturę pracy uznawaną przez bałaganiarzy za niezastąpiony katalizator kreatywności.

Tak nie jest i… wszystko na ten temat!

A właściwie nie wszystko. W czytanej ostatnio przeze mnie hagiografii głównego projektanta Apple Jony’ego Ive’a znalazłem dowód, jak to naprawdę było z tą twórczą atmosferą, która zrodziła iPhone’y, iPady i komputery Mac występujące w większości hollywoodzkich przebojów filmowych.

Otóż w Apple rządzi ANPP. Cóż to takiego? Dowiesz się z poniższego cytatu:

W miesiącach po premierze iMaca „drużyna A” Jobsa dopracowała również nową metodologię pracy, którą ochrzciła „nowym procesem opracowywania produktów Apple” [ang. Apple New Product Process, w skrócie ANPP]. Miała się ona stać jedną z kluczowych składowych sukcesu firmy.

Nie powinno dziwić, że w świecie według Steve’a Jobsa system ANPP błyskawicznie wyewoluował i przyjął postać jasno zdefiniowanego procesu wprowadzania wyrobów na rynek opierającego się na nader szczegółowym opisie wszystkich faz opracowywania produktów.

Nowy proces w praktyce przypomina wielką listę zadań do wykonania, a jego fizyczna forma ma postać programu, dostęp do którego uzyskuje się przez wewnętrzną sieć firmy. ANPP wyszczególnia zadania dla wszystkich osób zaangażowanych w poszczególne etapy pracy nad każdym z produktów i zawiera instrukcje dla wszystkich działów: sprzętowego i oprogramowania, następnie operacyjnego, finansowego i marketingowego, a na koniec nawet zespołów wsparcia klienta, które mają za zadanie rozwiązywać problemy i naprawiać produkty już po ich wypuszczeniu na rynek. „Obejmuje on wszystko, od łańcucha zaopatrzenia aż po sklepy – mówi jeden z byłych pracowników szczebla kierowniczego. – ANPP jest podłączony do wewnętrznych systemów dostawców i dostawców dostawców. Mowa o setkach firm. System dotyczy dosłownie wszystkiego, od farb, przez śrubki, po procesory”.

ANPP od samego początku angażuje wszystkie działy firmy, nawet marketing, którego praca będzie widoczna dopiero po premierze produktu. „W Apple jest dla nas bardzo ważne, by już w początkowej fazie tworzenia produktu wziąć pod uwagę potrzeby klienta i wyzwania wynikające z potrzeby konkurowania na rynku – mówi szef marketingu Apple, Phil Schiller. – Dział marketingu, podobnie jak inżynierowie i grupa operacyjna, jest pełnowartościowym ogniwem zespołu tworzącego nasze produkty”.

Jobs zainicjował powstanie pierwotnej wersji ANPP już w NeXT, opierając się w pewnej mierze na najlepszych praktykach Hewletta-Packarda i innych firm z Doliny Krzemowej. Po powrocie do Apple szybko doprowadził swój nowy proces do perfekcji. Choć ANPP może na pierwszy rzut oka sprawiać wrażenie, jakby krępował pracowników, w rzeczywistości był wartym uwagi, nowatorskim krokiem ze strony Apple: „Jest to bardzo ściśle zdefiniowany proces, ale wcale nie jest ani uciążliwy, ani biurokratyczny. Pozwala wszystkim wykazać się kreatywnością tam, gdzie jest to naprawdę ważne. Wystarczy spojrzeć na rezultaty. Apple działa bardzo szybko”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 193-194]