Miesiąc: Kwiecień 2014

Upiekło się!

Zrobiłeś coś źle.

Poniosłeś porażkę.

Schrzaniłeś.

Zastanów się jednak, co tak naprawdę się stało.

Podlicz straty.

Czy największą z nich jest twoja urażona duma?

Nadwyrężone poczucie własnej wartości?

Kolejny dowód na to, że nie jesteś dokonały?

Zauważ, że żyjesz!

Co prawda zagapiłeś się i przejechałeś skrzyżowanie na czerwonym świetle, ale tym razem na szczęście nikt, jadący z innego kierunku, nie uderzył w ciebie, nie poranił cię, nie zabił.

Zapamiętaj, żeby tego więcej nie robić, ale też uśmiechnij się, doceniając fakt, że tym razem ci się upiekło!

Pomarańczowy internet

Internet 2014 Orange

Sześć lat temu dość lekkomyślnie naśmiewałem się z telekomunikacyjno-polskiej infrastruktury dostarczającej mi w Warszawie internet (Skąd się bierze internet?).

Teraz wiem, że niesłusznie. Zapomniałem o szacunku dla tradycji i zabytkowego dziedzictwa, które powinniśmy pielęgnować.

Na szczęście pamięta o tym Orange – nowy właściciel mojej „ostatniej mili” internetu. Jakże malowniczo zza podstołecznych krzaków wyłania się „mój” drewniany, pamiętający jeszcze zabory, słup telekomunikacyjny podtrzymujący elementy wszechświatowej pajęczyny. Zapewnia mi niezawodny kontakt z wirtualną rzeczywistością, gdy… nie wieje zbyt silny wiatr.

Chwała globalnym koncernom, że nie depczą nowoczesnymi buciorami przaśnego lokalnego krajobrazu, że zachowują to, co darzymy tak wielkim sentymentem…

Internet 2014

Z życiem za pan brat

„When you are properly engaged with your life you don’t need any more time and if you are not properly engaged more time ain’t gonna solve it. It’s all about having the proper relationship to it.” – David Allen

Po polsku ująłbym to tak:

„Gdy jesteś ze swoim życiem za pan brat, nie potrzebujesz więcej czasu. W przeciwnym przypadku, żadna jego ilość nie rozwiąże problemu. Sedno tkwi we właściwym stosunku do swoich spraw.” – David Allen

Tylko wyjęcie wszystkich trupów z szafy, wymiecenie śmieci spod dywanu i trzeźwa ocena, co jest możliwe, a co nie, mogą sprawić, że osadzisz swoje zamiary i oczekiwania w realiach tego świata, a nie w jakimś wyimaginowanym matriksie, gdzie ludzie są w stanie przeczytać 100 książek dziennie, jednocześnie studiując na trzech kierunkach, pracując na pięciu etatach, porządkując zagraconą piwnicę i wylegując się na plaży w Santa Barbara w Kalifornii.

Prawie wszystko jest w zasięgu twojej ręki, ale musisz wybrać, co chcesz osiągnąć, bo nie da się zrobić wszystkiego naraz. I właśnie do tego służy metoda Getting Things Done (GTD) Davida Allena. Do zebrania potencjalnych powinności i możliwości w jednym miejscu oraz przeanalizowania, co warto i co da się zrobić.

A „w temacie” kalifornijskich plaży, mam inny, ciekawy cytat, który wymknął się z ust Davidowi Allenowi z okazji jego majowej przeprowadzki do Amsterdamu:

„California is kind of in the middle of nowhere relative to the rest of the world.” – David Allen

czyli:

„Kalifornia leży tak trochę w centrum pustkowia, biorąc pod uwagę całą resztę świata.” – David Allen

Niech w lany poniedziałek ten cytat uleczy twoje europejskie kompleksy, jeśli takowe masz!

Marnując życie – dzień po dniu

Przyszłość jest niewiadomą.

Co prawda może przynieść wiele radości, ale może też przywlec nieszczęścia.

I co wtedy?

Co zrobisz, gdy przydarzy ci się coś niedobrego?

A cóż to może być?

Może złamiesz nogę… Albo stracisz pracę… Albo nie zdasz egzaminu… Albo dostaniesz raka mózgu… Albo cię okradną… Albo terroryści zaatakują twoje miasto… Albo…

Tysiące możliwości, a ty je wszystkie musisz przeanalizować i przerazić się swoją niemocą wobec zatrważającego świata…

Zastanów się jednak, w jaki sposób możesz zaradzić tym czającym się nieszczęściom, poświęcając ich rozpamiętywaniu swój czas.

Odpowiem ci: W ŻADEN!

Dlaczego?

Dlatego, że tych potencjalnych możliwości jest zbyt wiele. A szansę ziszczenia się ma tylko jedna lub dwie. I i tak nie będziesz do nich dobrze przygotowany, ponieważ twoje martwienie się było zbyt rozproszone. Próbowałeś ogarnąć wszystko, co może stanąć ci na drodze, zamiast skupić się na tym, co naprawdę wydarza się w tej chwili i może mieć dobre lub złe konsekwencje w przyszłości.

To tak, jakbyś stał na boisku i zastanawiał się, w jaki sposób nie uda ci się strzelić gola przeciwnikowi, gdy tymczasem ten właśnie przeciwnik przebiega obok ciebie, pędząc z piłką w kierunku twojego pola karnego. A ty ani me, ani be, ani wślizgu-mizgu…

Jakże prawdziwe jest powiedzenie, które pierwszy raz usłyszałem w filmie „American Beauty”:

„Dziś jest pierwszy dzień całej reszty twojego życia.”

Jeżeli spędzisz ten dzień na zamartwianiu się, nie zyskasz nic. Następne dni będą, jakie będą i niewiele możesz na to poradzić. Tymczasem stracisz dzień, który mogłeś zyskać, ale wolałeś utopić w beczce z troskami – w większości bezpodstawnymi i wydumanymi.

Rachunek jest prosty: marnując każdy dzień… marnujesz każdy dzień!

Ale nie tylko. Wytrwale uczysz swój mózg negatywnego postrzegania świata, a to coraz bardziej wpływa na twój nastrój i zdolność do działania.

Jeśli masz takie skłonności i jesteś inteligentnym człowiekiem (a na pewno jesteś, bo głupole nie myślą o przyszłości), powiedz sobie:

„Dość tego, do licha!”

I świadomie, z pełną determinacją, na jaką cię stać (a wiem, że stać cię na wiele), zacznij kasować ze swojej głowy te nieuzasadnione, czarne spekulacje na temat tego, co może się jeszcze złego wydarzyć.

Wyimaginowane troski same nie znikną – musisz je odimaginować, wręcz wymłotkować!

A zatem – do młotka! :-)

Insulina, głupcze!

Podążając za entuzjastyczną rekomendacją Michała Śliwińskiego, twórcy znakomitej aplikacji do zarządzania swoim życiem Nozbe, sięgnąłem po, dostępną także w języku polskim, książkę „Dlaczego tyjemy i jak sobie z tym poradzić?”. Tusza nie jest obecnie moim problemem, ale temat bardzo mnie zainteresował.

Autor, Gary Taubes, kwestionuje pogląd, że o otłuszczeniu ludzkiego organizmu decyduje tylko i wyłącznie bilans energetyczny mierzony liczbą pożeranych i spalanych kalorii. Opierając się na dowodach naukowych, twierdzi, że głównym winowajcą jest nierównowaga hormonalna. W szczególności poziom insuliny stymulowany nadmiernym spożyciem węglowodanów.

Postaram się w najbliższym czasie przeprowadzić eksperymenty na żywych organizmach w celu potwierdzenia lub obalenia tez przedstawionych w tej książce, a o wynikach poinformuję za kilka miesięcy.

Tymczasem… kilka cytatów na zachętę:

Pożywienie to energia, a mierzymy ją kaloriami. Gdy zatem spożywamy więcej kalorii, niż spalamy, tyjemy. Jeśli spożywamy mniej kalorii, chudniemy.

Takie postrzeganie naszej wagi jest na tyle przekonujące i powszechne, że dzisiaj właściwie nie da się w nie nie wierzyć. Nawet jeśli mamy mnóstwo dowodów na to, że jest inaczej – przecież od tylu lat staraliśmy się mniej jeść i więcej ćwiczyć – bardziej prawdopodobne jest, że zakwestionujemy własne poglądy i siłę woli niż twierdzenie, że o naszej otyłości decyduje brak równowagi kalorycznej.

Moim ulubionym przykładem takiego sposobu myślenia jest przypadek uznanego fizjologa wysiłku fizycznego, współautora zestawu wskazówek na temat aktywności fizycznej i zdrowia, opublikowanych w sierpniu 2007 roku przez Amerykańskie Stowarzyszenie Kardiologiczne oraz Amerykańskie Kolegium Medycyny Sportowej. Człowiek ten powiedział mi, że gdy zaczynał uprawiać biegi lekkoatletyczne w latach siedemdziesiątych, był „niski, gruby i łysy”, a teraz zbliża się do siedemdziesiątki i jest „niski, grubszy i łysy”. Przez te lata przytył kilkanaście kilogramów, a przebiegł jakieś sto trzydzieści tysięcy kilometrów – czyli mniej więcej trzykrotnie obiegł Ziemię (wzdłuż równika). Podejrzewał, że wysiłek fizyczny, sprzyjający utracie wagi, ma granice, ale wierzył też, że gdyby nie biegał, byłby jeszcze grubszy.

Gdy go zapytałem, czy naprawdę uważa, że mógłby być szczuplejszy, gdyby przebiegł cztery razy dookoła Ziemi, a nie trzy, stwierdził: „Nie dałbym rady być już bardziej aktywny fizycznie. Nie miałbym na to czasu. Ale gdybym mógł biegać przez ostatnie kilkadziesiąt lat przez dwie-trzy godziny dziennie, może bym tak nie przytył”. Szczerze mówiąc, pewnie i tak by przytył, ale ta myśl nie przyszła mu do głowy.

Gary Taubes „Dlaczego tyjemy?” (14-15)

Nie tyjemy dlatego, że jemy za dużo i ruszamy się za mało.

Gary Taubes „Dlaczego tyjemy?” (16)

Nie jest jednak moją intencją sugerowanie, że istnieje magiczna recepta na schudnięcie, a już na pewno nie taka, która nie wymaga poświęceń. Pytanie brzmi: co trzeba poświęcić?”

Gary Taubes „Dlaczego tyjemy?” (16)

Otyłość to skutek nierównowagi hormonalnej.

Gary Taubes „Dlaczego tyjemy?” (18)

Próbuj!

Co prawda mistrz Yoda z „Wojen Gwiezdnych” nauczał, że „nie ma ‚spróbuję’ – albo działasz, albo nie”, ale okazuje się, że większość ludzi nawet nie zanurza stopy w oceanie możliwości, żeby sprawdzić jego temperaturę, nie wspominając już o skakaniu na głęboką wodę!

Statystyki mówią (powtarzam to za Brianem Tracy), że przeciętna „próbowania nowych rzeczy” w społeczeństwie jest mniejsza od jedności!

Po prostu wiele osób z własnej woli nigdy nie spróbowało i nie zamierza spróbować niczego nowego!

Jeśli jesteś w tej grupie, przełam się i zacznij działać!

Gdy przyjdzie ci do głowy lub usłyszysz o jakimś ciekawym pomyśle, nie zaczynaj od wyszukiwania problemów i wad, ale zachwyć się jego niezwykłością!

Postaraj się dostrzec, jak będzie fajnie, jeśli jednak spróbujesz i się uda!

Pamiętaj, że choć działanie nie gwarantuje sukcesu, to brak działania gwarantuje porażkę!

Powodzenia!