Rok: 2013

Dbaj o gwiazdy!

Oto dylemat:

Jesteś szefem zespołu. Jak to w życiu – jedni podwładni pracują lepiej, umieją więcej i wykazują większe zaangażowanie, a inni… niekoniecznie. Komu powinieneś poświęcać więcej czasu? Gwiazdom czy słabeuszom?

W swojej humanitarnej dobroci wielu szefów przykłada większą wagę do wyciągania za uszy tych, którzy sobie nie radzą, niż do wspierania tych, którzy wykazują się ponadprzeciętną samodzielnością i sprawnością w realizacji zadań. Wydaje im się, że powinni wyrównywać szanse podwładnych, a nie faworyzować tych, którzy i tak już błyszczą na firmowym firmamencie.

To błąd!

Firma nie jest organizacją charytatywną, lecz przedsięwzięciem mającym na celu maksymalizację zysku. Zatem podstawowym obowiązkiem każdego szefa jest takie kierowanie podwładnymi, żeby ich potencjał się nie marnował.

Oczywiście pracownik mający trudności w wypełnianiu swoich podstawowych obowiązków wymaga uwagi i pomocy, ale nie kosztem pracownika, który jest od niego 10 razy wydajniejszy. Bo każda gwiazda może błyszczeć jeszcze jaśniej i dawać z siebie więcej – dla wspólnego dobra. Często zdolni ludzie, nie widząc zainteresowania zwierzchników, przyczajają się w swojej „jamie komfortu” i w ten sposób marnują swój potencjał. 5-procentowy wzrost produktywności gwiazdy może przynieść firmie pięć razy więcej korzyści niż 20-procentowy wzrost produktywności słabeusza. Ponadto gwiazda skupiająca swe wysiłki w niewłaściwym kierunku może doprowadzić do katastrofy, zanim szef zakończy motywującą rozmowę ze słabeuszem.

Dlatego radzę:

Jako szef bądź wyczulony na problemy mniej doświadczonych lub słabszych pracowników, ale nie zaniedbuj gwiazd, bo to one są twoim najpotężniejszym orężem.

Sprzedawcy XXI wieku

Według Daniela H. Pinka, autora książki „To Sell Is Human”, wszyscy jesteśmy sprzedawcami, mimo że większość z nas nie stoi za ladą ani wśród hipermarketowych półek, ani wśród nowiutkich samochodów wystawionych w salonie sprzedaży, usiłując uszczęśliwić bywalców tych przybytków masowej konsumpcji. Ale na każdym kroku, zarówno w pracy, jak i w domu, usiłujemy sprzedać nasze idee, poglądy i pomysły otaczającym nas ludziom. Usiłujemy im sprzedać naszą wizję świata.

Ponadto Daniel H. Pink zauważa, że w XXI wieku diametralnie zmienił się układ sił na rynku. Skończyła się dyktatura sprzedawców dysponujących lepszymi informacjami i znakomitym zapleczem prawnym. Dzięki powszechnemu dostępowi do wiedzy zgromadzonej w internecie, klienci otrzymali oręż zapewniający im równe szanse, a czasami nawet przewagę w transakcyjnym starciu.

Czy spostrzeżenia te warte są poświęcenia im całej książki? Nie wiem. Drążąc temat autor podjął próbę zredefiniowania tradycyjnej sprzedażowej mantry „A-B-C” z „Always-Be-Closing” („nie ustawaj w dążeniu do domknięcia transakcji”) na:

  • Attunement – pozostawaj w harmonii z ludźmi i okolicznościami;
  • Buoyancy – utrzymuj się na powierzchni oceanu odrzucenia;
  • Clarity – pomagaj ludziom identyfikować problemy, które mogą rozwiązać przy twojej pomocy.

Jeśli interesuje cię głębsze wejście w tę tematykę, przeczytaj całą książkę, jeśli nie, poprzestań na poniższych cytatach:

Umiejętność zmobilizowania innych do wymiany tego, co mają, na to, co im oferujemy, jest kluczowa dla naszego przetrwania i szczęścia.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 139]

Tradycyjny opis zachowań w ekonomii wyróżnia dwie najważniejsze formy aktywności: produkcję i konsumpcję. Ale dziś większość tego, co robimy, wydaje się dotyczyć również mobilizowania. To znaczy, mobilizujemy innych ludzi, by podzielili się swoimi zasobami – zarówno namacalnymi (na przykład gotówką), jak i nienamacalnymi (wysiłkiem, uwagą) – po to, żeby obydwie strony dostały to, czego chcą.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 306]

„Chodzi o przywództwo uszami, a nie ustami,” – mówi Ferlazzo.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 572]

„Ludzie pragną zawarcia uczciwej transakcji z miłą osobą.”

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 771]

Zwiększ swoją siłę, wytłumiając ją.

(…)

występuje odwrotna proporcjonalność między siłą i zdolnością do patrzenia na sprawy z innej perspektywy. Siła może uczynić nieczytelnymi sygnały, które odbierasz, zniekształcając oczywiste komunikaty i przesłaniając te subtelniejsze.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 945, 965]

Zgodnie z oczekiwaniami sprzedawcy-introwertycy nie osiągali tak dobrych wyników jak ekstrawertycy, zarabiając 120 dolarów na godzinę w porównaniu do 125 dolarów w przypadku ich bardziej towarzyskich kolegów. Ale obie te grupy nie dorównywały trzeciej: ambiwertykom.

Ambi-co?

Ludziom, którzy nie są ani nazbyt ekstrawertyczni, ani krańcowo introwertyczni.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 1117]

W Amazonie, jak w większości organizacji, odbywa się wiele zebrań. Ale podczas tych najważniejszych, obok miejsc zarezerwowanych dla menedżerów, mistrzów marketingu i czarodziejów programowania, Bezos stawia dodatkowe, puste krzesło. Ma ono przypominać zgromadzonym, kto jest najważniejszą osobą na sali: klient.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 1183]

„Lewitacja jest niewidzialną siłą, która unosi cię ku niebu, podczas gdy grawitacja przeciwnie – ściąga cię na ziemię. Niekontrolowana lewitacja czyni cię ulotnym, oderwanym od gruntu i rzeczywistości. Niekontrolowana grawitacja wgniata cię w bagno nieszczęścia (…) ale zrównoważone sprawiają, że utrzymujesz się na powierzchni.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 1452]

Wielokrotnie wykazano, że ludzie czerpią więcej zadowolenia z kupowania doznań niż rzeczy.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 1799]

Dla wielu z nas przeciwieństwem mówienia nie jest słuchanie. To czekanie. Gdy inni mówią, zwykle dzielimy naszą uwagę pomiędzy tym, co słyszymy, a tym, co sami zamierzamy za chwilę powiedzieć. Prowadzi to do marnych rezultatów obu tych czynności.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 2472]

Wpływając pozytywnie na wizerunek swojego partnera, nie pogarszasz własnego wizerunku – wręcz przeciwnie.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 2571]

Traktuj każdego tak, jakbyś traktował swoją ukochaną babcię.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 2947]

Perfekcyjna uprawa GTD

Wielu ludzi znajduje perwersyjną przyjemność w doskonaleniu swoich systemów GTD.

Zmieniają sposoby prowadzenia list Projektów i Najbliższych Działań, testują różne aplikacje, sami wymyślają nowe układy list oraz sposoby ich przechowywania i przeglądania.

Toczą nieustanne spory, ile należy mieć skrzynek spraw przychodzących, ile list kontekstowych i czy wolno zarezerwować sobie w kalendarzu dwie godziny na podgonienie tematu, który nagle stał się pilny.

A tu wcale nie chodzi o to, żeby perfekcyjnie uprawiać GTD!

Tu chodzi o zdrowy rozsądek!

Celem metody Getting Things Done Davida Allena jest jak najłatwiejsze realizowanie zamierzeń przy jak najmniejszym wysiłku – zarówno umysłowym, jak i fizycznym.

Nie ma czegoś takiego, jak uprawianie GTD, ponieważ GTD nie jest celem samym w sobie, lecz tylko efektywnym narzędziem do osiągania celów.

Masz w ustach natręta!

Coraz więcej osób, tak?, zarówno w mediach, tak?, jak i w codziennych kontaktach, tak?, nadużywa słowa tak. Najczęściej w formie nieco pytającej, tak?

Nie jest to tylko polska przypadłość, right?, ponieważ wirus ten rozprzestrzenił się również w Dolinie Krzemowej, right?, dotarł do Niemiec, ja?, opanował Francję, oui?, i wiele innych krajów, bum!

Jak widać, ulega on, motyla noga, lingwistycznym mutacjom i dostosowuje się, kurcze pióro, jak kameleon do otoczenia.

Co z tym zrobić?

W skali globalnej nie wiem, k…a, ale zawsze to lepsze, k…a, niż inne przerywniki, które ubarwiają wypowiedzi homo, k…a, sapiens!

Natomiast w skali, de facto, osobistej mam dla ciebie, de facto, dobrą radę:

Nagraj się, yyyyy, na dyktafonie, yyyyy, i odsłuchaj uważnie, yyyyy, zarejestrowany materiał. Albo, yyyyy, poproś znajomego, żeby, yyyyy, spróbował wychwycić takie niepożądane, yyyyy, powtarzające się wtrącenia.

A potem ćwicz, ćwicz i jeszcze raz ćwicz, żeby pozbyć się natręta, który co chwilę wyłazi z twoich ust.

Powodzenia!

Alex destylowany

Alex W. Barszczewski (polski trener, coach, life-mentor i autor samorozwojowego bloga dla młodych menedżerów Blog Alexa) w ramach, jak to sam nazwał, „działania badawczo-dydaktycznego” napisał i własnym sumptem wydał książkę „Sukces w relacjach międzyludzkich”.

Jako podręcznik z dziedziny rozwoju osobistego łączy ona w sobie dwie sprzeczne cechy – jest zarówno typowa, jak i unikalna:

  • typowa, przedstawia bowiem pewne koncepcje i narzędzia, które czytelnik może z pożytkiem zastosować w swoim życiu, o ile będzie w stanie zmobilizować się nie tylko do lektury, ale i do aktywnej, regularnej pracy nad sobą. Z doświadczenia wiem, że właśnie brak motywacji jest największym problemem blokującym samodoskonalenie, jednak autor atakuje ten problem już w prologu, przedstawiając trzy autobiograficzne scenki. Mają one przekonać czytelnika, że choć dziś, być może, jest w jednym dołku, jutro będzie w innym, ale pojutrze ma szansę zdobyć wszystko, co tylko sobie wymarzy. Ale do tego niezbędny jest sukces w relacjach międzyludzkich.
  • unikalna, opiera się bowiem na kultywowanym przez autora, ekstremalnie pragmatycznym podejściu do życia polegającym na skupianiu się na pozytywach i bezkompromisowym czyszczeniu emocjonalnego przedpola z tego, co negatywne. Oczywiście wszystko zgodnie z zasadami etycznymi zebranymi w postaci dekatrialogu Aleksa – listy 13 wskazówek wyznaczających zakres użycia opisywanego arsenału interpersonalnego. Jako że trudno się z nimi nie zgodzić, oto moja, zwięzła ich interpretacja:
    1. Szanuj każdego – także jego wolę nie bycia szanowanym.
    2. Szukaj w każdym czegoś dobrego.
    3. Podaruj coś każdemu – choćby uśmiech.
    4. Pielęgnuj tylko wzajemnie korzystne relacje.
    5. Pielęgnuj tylko relacje „bez łaski”.
    6. Dbaj o interesy słabszej strony relacji.
    7. Nie osądzaj pochopnie, bo możesz nie wiedzieć wszystkiego.
    8. Bez zbędnych emocji dystansuj się w przypadku dysonansu w relacji.
    9. Nieproszony, nie udzielaj rad.
    10. Proś, zanim zaczniesz egzekwować swoje prawa.
    11. Dziękuj, ponieważ nikt na tym świecie niczego nie musi.
    12. Psuj radość atakującej cię osobie.
    13. Nie daj się lekceważyć.

Praktycznie wszystkie idee zawarte w książce Alex przedstawiał już wielokrotnie w swoim blogu, ale zebrane w jednym miejscu stanowią właśnie ten tytułowy „destylat”, który moim zdaniem wart jest życzliwej uwagi. Tak, jak lepiej kupić pół litra niż zawracać sobie głowę zgłębianiem procesu produkcji zacieru i jego destylacji, tak lepiej wydać 35 złotych i zacząć pracę nad sobą niż utonąć na długie miesiące w odmętach bogatej, wielotematycznej, blogowej twórczości autora.

O tym, że Alex może mieć coś do powiedzenia w temacie relacji świadczą nie tylko jego słowa, ale i sama książka, która została:

  • profesjonalnie zredagowana przez Ewę J. Wytrążek – nawet długie, wielokrotnie złożone zdania oszlifowano tak, że są dostatecznie zrozumiałe i „czytające się”;
  • obdarzona skromną, gustowną okładką autorstwa Marty Sitkiewicz, przypominającą raczej podręcznik akademicki niż literaturę samodoskonaleniową;
  • wydrukowana dużą czcionką, ułatwiającą starszym czytelnikom pomykanie przez tekst bez nadmiernego męczenia oczu. Wierz mi, w pewnym wieku ten aspekt staje się naprawdę ważny. Znam wielu ludzi, którzy za pomocą tego kryterium dokonują preselekcji swoich lektur. Ja z tego powodu preferuję książki elektroniczne na czytniku Kindle, który pozwala mi dostosowywać wielkość czcionki do moich potrzeb. Jedynym mankamentem typograficznym tej pozycji są całe akapity wyróżnione podkreśleniem – wolałbym wytłuszczenie, które zwiększa czytelność, a nie ją zmniejsza.

Widać zatem, że autora wspierała grupa kompetentnych, zaangażowanych osób, co jest niewątpliwym przykładem sukcesu w relacjach międzyludzkich.

W książce „Sukces w relacjach międzyludzkich” znalazłem wiele interesujących spostrzeżeń i ćwiczeń. Oto niektóre z nich:

  • Szkodliwe niedziękowanie – tak jak Alex, mam alergię na tę gangrenę toczącą polskie społeczeństwo:

    Wielokrotnie w Polsce, życząc komuś powodzenia, otrzymuję dziwną odpowiedź: „Nie dziękuję” (bez przecinka czy pauzy po „nie” – brzmi to jak „niedziękuję”). Na pytania o powód takiej odpowiedzi słyszę: „Aby nie zapeszyć”…
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 49]

  • Bezpodstawna życzliwość stanowi również moją dewizę, lecz kluczowa jest tu następująca uwaga:

    Wyzwanie polega na tym, że nie może to być udawana czy choćby sterowana życzliwość na zawołanie, bo wtedy łatwo zostanie rozpoznana i zakwalifikowana jako manipulacja. To musi być integralny element Waszej osobowości.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 63]

  • Dobre słowo na „dzień dobry” to wyrwany z kontekstu cytat, który powinieneś sobie wydrukować i powiesić nad łóżkiem, żeby rano robił ci dobrze (każdy autor musi pogodzić się z tym, że czytelnik może zrobić dowolny użytek z jego twórczości :-) ):

    Znając siebie dość dobrze wiem, że – obok bycia czasem skuteczną maszyną do rozwiązywania problemów – jestem też, a może przede wszystkim, bardzo wrażliwym człowiekiem.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 110]

  • Istotne zastrzeżenie powinno, moim zdaniem, być zamieszczane w każdej pozycji samodoskonaleniowej, bo w końcowym rozrachunku chodzi przecież o twoje życie, a nie lepsze lub gorsze pomysły autora podręcznika:

    Oczywiście to, co napisałem powyżej, jest moim osobistym sposobem działania i efektem osobistego doświadczenia, co nie musi oznaczać, że jedynym lub najlepszym z możliwych. Nie zmienia to faktu, że dla mnie (i sporej grupy osób, które znam) funkcjonuje to znakomicie i to przez wiele lat. Dlatego zachęcam Was co najmniej do poważnego rozważenia tego, co czytacie w tej części książki, a najlepiej wypróbowania w praktyce.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 114]

  • Wielkoduszność we własnym interesie jest niezwykle skuteczną i jednocześnie szlachetną strategią definiowania i osiągania własnych celów w sytuacjach pokonfliktowych:

    Chodzi o to, aby po pozytywnej zmianie zachowania partnera nie mścić się na nim za poprzednie rundy, nie odgrywać się i nie dawać nauczki. Taka pamiętliwość przyczyniała się do pogorszenia wyniku końcowego w konkursie, co potwierdzam też moimi obserwacjami życiowymi. Niestety większość ludzi skupia się w takich wypadkach na wymierzeniu sprawiedliwości, zamiast na własnych pożądanych wynikach.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 189-190]

  • Koniec – czyli przytoczone w książce, celne, niemieckie powiedzenie:

    „Lepszy bolesny koniec niż ból bez końca.”
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 200]

  • Mistrz ciętej riposty – tak nazwałem ostatni rozdział książki, w którym Alex przedstawia sposoby radzenia sobie z „dobrymi radami” i zarzutami formułowanymi przez bliźnich. Podobno poniższe pytanie jest świetną pierwszą reakcją pozwalającą skutecznie zbić z pantałyku „zatroskanego” agresora:

    „Co chcesz przez to powiedzieć?”
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 229]

Wierzę, że moja recenzja sprawi Aleksowi przyjemność, więc mam prośbę:

Jeśli jesteś bywalcem Blogu Alexa, powiedz mu o tym wpisie!

Lubię poniedziałek!

Wielu ludzi utwierdza się w nielubieniu poniedziałku. Uważają pierwszy dzień tygodnia za zapowiedź udręki pod hasłem „byle do piątku”. Często taka perspektywa psuje im już niedzielne popołudnie i nie daje w nocy spać.

Dlaczego tak się dzieje?

Ponieważ oddają poniedziałkowi władzę nad sobą!

Pytają: „Co przyniesie nowy tydzień? Jakie troski, stresy i zmartwienia?”, zamiast zastanowić się, co sami chcieliby zaproponować poniedziałkowi, wtorkowi i wszystkim kolejnym dniom.

Czekają na czyjąś inicjatywę i z pełną frustracji rezygnacją oddają temu komuś odpowiedzialność za swoje życie.

Pamiętaj: za każdą rzecz na świecie ktoś jest odpowiedzialny.

Dotyczy to także twojego życia. Jeśli uchylasz się od wzięcia odpowiedzialności, weźmie ją ktoś inny, ale wówczas nie dziw się, że będzie działał zgodnie ze swoim, a nie twoim interesem. To chyba naturalne, nieprawdaż?

Mnie poniedziałek nie przeraża. Wiem, czym zamierzam go wypełnić. Jest zapalnikiem pozwalającym zainicjować realizację lub kontynuację moich projektów. Oczywiście nie mam monopolu na sukces i czasem coś idzie nie tak, jak sobie zaplanowałem, ale świadomość, że to ja mam władzę nad poniedziałkiem, a nie on nade mną, radykalnie zwiększa moją sympatię dla tego dnia.

A ty? Lubisz poniedziałek?

Konkurs „Zdecyduj,” – rozwiązanie

Oto plakat konkursowy w całości:

Konkurs Zdecyduj - rozwiązanie

Rację miał herrhrupek, pisząc, że plakat ten zachęca do wyboru, jak będzie wyglądała twoja kara… Skąd on to wiedział?

Przyznam, że wizerunek tego eleganckiego mężczyzny cieszącego się odbywaniem kary pozbawienia wolności w domowych pieleszach pod nadzorem elektronicznego gadżetu budzi moje mieszane uczucia. Z jednej strony nie jestem zwolennikiem społecznej zemsty na przestępcach, ale z drugiej strony… Czy okres kary powinien być tak promienny, jak to pokazano na plakacie? Czy w ogóle można to jeszcze nazwać karą?

Dla mnie „kara” powinna polegać na naprawieniu wyrządzonej szkody (bezpośrednio lub pośrednio) albo, gdy stało się coś nieodwracalnego, na wykonaniu czegoś pożytecznego, a nie na byczeniu się w domu przed telewizorem z bransoletką na nodze. Mówimy oczywiście o występkach zagrożonych karą pozbawienia wolności do jednego roku.

Na przykład podpalacze warszawskiej tęczy na Placu Zbawiciela powinni zostać skazani na karę jej udekorowania ślicznymi kolorowymi kwiatkami…

To tyle na temat oficjalnego przesłania tego dziwnego plakatu.

A teraz wyniki konkursu.

Po pierwsze serdecznie dziękuję wszystkim komentatorom za udział w tej zabawie. Jestem pod wrażeniem Waszej kreatywności!

Już chciałem przyznać główną nagrodę toni za odpowiedź: „Z zegarkiem firmy Blacktime uporządkujesz całe swoje życie.”, ponieważ lubię tworzenie wirtualnych bytów, ale niestety nie odpowiada ona na pytanie konkursowe, które brzmiało:

Zgadnij, do podjęcia jakiej decyzji jesteś w ten sposób zachęcany.

Wyróżnienie w postaci mojego uznania przyznaję serii propozycji zgłoszonych przez rozawigeland369. Szczególnie podoba mi się: „Ogolić się czy założyć pasujący do zarostu zegarek?”.

Wyróżnienie w postaci mojego uznania oraz wszechświatowej, bezstresowej sławy przyznaję serii propozycji zgłoszonych przez cpc6-croy22-2-0-cust442.19-2.cable.virginm.net z: „Czy to już czas zrobić pranie?” na czele.

Natomiast główną nagrodę w postaci mojego uznania, wszechświatowej, bezstresowej sławy oraz książki Davida Allena „Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności” zdobywa Ishikawa za:

„Używasz zwykłego proszku czy ‚GTD do Białego’?”

Serdecznie gratuluję udanego podkreślenia skuteczności GTD w domu i w zagrodzie na polu higieny i w służbie skuteczności działania! Jeśli chcesz otrzymać książkę, prześlij mi pocztą elektroniczną adres fizyczny, na jaki mam ją wysłać.

Jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom konkursu i życzę Wam, żebyście nigdy nie musieli zastanawiać się nad podjęciem decyzji, której dotyczy ten plakat.