Miesiąc: Grudzień 2013

Kłótnia z rzeczywistością

„Ilekroć zaczynam kłócić się z rzeczywistością, przegrywam.” – Krzysztof Wysocki, 2013-06-18

Już dawno doszedłem do tego wniosku, ale dopiero w tym roku sformułowałem go w postaci złotej myśli, która przejdzie do historii i zostanie zapisana ozdobną czcionką w księdze światowej złotomyślności.

Zauważyłem jednak, że są ludzie, którzy interpretują tę sentencję niezgodnie z moimi intencjami. Spieszę zatem z wyjaśnieniem.

Nie chodzi mi o uznanie rzeczywistości za dopust boży, na który nie mamy żadnego wpływu. To byłaby postawa ofiary losu – postawa mi obca, żeby nie powiedzieć, wstrętna.

Kłótnia z rzeczywistością to dla mnie nieuznawanie oczywistych ograniczeń i uwarunkowań narzucanych przez świat zewnętrzny. Nie „brak zgody na nie”, ale ich nieuznawanie. Zamykanie oczu, zatykanie uszu i głośne powtarzanie: „nieprawda, nieprawda, nieprawda…”.

Rzeczywistość nie znika, gdy się na nią nie patrzy. Zamykanie oczu nie jest skuteczną strategią zabezpieczającą przed poślizgiem na skórce od banana. Wręcz przeciwnie – wyostrzone postrzeganie rzeczywistości pozwala unikać zastawianych przez nią pułapek. Albo chociaż minimalizować ich skutki.

Jaki z tego wniosek?

Bądź czujny, wierz swoim oczom i zamiast kłócić się z rzeczywistością, wykorzystuj ją do swoich celów!

Po co mówisz?

We wpisie Sprzedawcy XXI wieku zamieściłem tezę Daniela H. Pinka (autora książki „To Sell Is Human”), że wszyscy jesteśmy sprzedawcami, ponieważ cały czas usiłujemy sprzedawać nasze idee, poglądy i pomysły otaczającym nas ludziom. Cele te staramy się osiągać między innymi za pomocą mniej lub bardziej publicznych występów, które w otoczeniu biznesowym najczęściej przyjmują postać powerpointowych prezentacji.

Zauważyłem, że każdego mówcę można stosunkowo łatwo zakwalifikować do jednego z trzech, niżej wymienionych poziomów dojrzałości prezentacyjnej:

  1. Sztubak – to osoba, której celem jest nie popełnić błędu. Powiedzieć bez potknięć coś logicznego i zadowolić rodzica, nauczyciela, szefa oraz innych słuchaczy. Wszystko zaczyna się od traumy z dzieciństwa: „Powiedz cioci wierszyk! Tylko się nie pomyl!”. Postawę tę ugruntowuje szkoła każdym wywołaniem do tablicy, egzaminem i wyznaczeniem do wystąpienia na szkolnej akademii. Później, gdy w pracy szef prosi o zaprezentowanie czegoś na zebraniu, Sztubak w ekspresowym tempie odklepuje zadany temat. Lepiej lub gorzej, ale żeby jak najszybciej mieć już to za sobą. Nie chce podpaść, więc nigdy nie powie nic kontrowersyjnego, nigdy nie sprzeciwi się i nie wywoła rewolucji zmieniającej świat. Opisze rzeczywistość najlepiej, jak umie, i odetchnie z ulgą, gdy będzie już mógł wrócić na miejsce.
  2. Celebryta – to osoba, której celem jest zabłysnąć. Po uwolnieniu się z traum dzieciństwa i po pierwszych sukcesach podczas wystąpień publicznych zaczyna żywić się uwielbieniem bliźnich i czerpać z niego życiodajną siłę. Uwielbienie to może dotyczyć zarówno jego osoby, jak i poglądów lub wiedzy. Chce w pełni zająć słuchaczy sobą i swoimi sprawami. Swoją rzeczywistością, którą wszyscy powinni podziwiać. Najlepiej przez pancerną szybę, żeby czegoś nie popsuli.
  3. Inspirator – to osoba, której celem jest zmotywować słuchaczy do zmiany rzeczywistości. W przeciwieństwie do Sztubaka i Celebryty Inspiratora nie interesuje, jak bezpośrednio zostanie oceniony jego występ lub jego osoba, ale to, co zrobi publiczność. Weźmie udział w referendum? Kupi iPada? Zasili konto fundacji? Przestanie wtykać nos w nie swoje sprawy? Dzięki praktyce Inspirator jest odporny na błędy (albo je eliminuje, albo ignoruje), a ewentualny poklask stanowi dla niego jedynie szlachetną przyprawę dodaną do głównego dania, którym jest władza nad ludźmi. Umiejętność motywowania ich do określonego działania. To wielka moc niosąca w sobie różne pokusy, którym tylko niewiele osób jest w stanie się oprzeć. Dlatego wielu zdolnych ludzi zamiast Inspiratorami staje się Manipulatorami.

A ty?

  1. Boisz się, że twoje powerpointowe slajdy zawierają literówki?
  2. Zastanawiasz się, czy tło slajdów pasuje do koloru twojego krawata?
  3. A może obraz z rzutnika jest dla ciebie tylko miłym dodatkiem, ponieważ liczy się siła twoich słów, a nie krój i wielkość użytej czcionki? Steve Jobs powiedział kiedyś: „Ludzie, którzy wiedzą, co mówią, nie potrzebują PowerPointa”. Sam używał programu Keynote opracowanego przez Apple. :-)

Na jakim poziomie teraz jesteś?

I co zamierzasz z tym zrobić?

Nauczyciele

Znalazłem w swoim notatniku następującą, zasłyszaną gdzieś opinię o ludziach „robiących” oświatę:

  • Ci, którzy umieją coś zrobić, robią to.
  • Ci, którzy nie umieją, zostają nauczycielami.
  • Ci, którym nie wychodzi nauczanie, zostają metodykami i uczą nauczycieli, jak uczyć.
  • Alternatywnie, ci ostatni zaczynają uczyć WF-u, a potem zostają dyrektorami szkół.

Pachnie mi tu niemiłym uogólnieniem, ale w takim razie skąd bierze się dość powszechne narzekanie prezesów największych firm na stan oświaty oraz narzekanie nauczycieli na programy nauczania i szkolną administrację?

No skąd?

I proszę, żeby żadna ministra nie mydliła mi tu oczu ostatnimi wynikami naszych gimnazjalistów w międzynarodowym teście PISA, ponieważ ja nie potrzebuję w mojej firmie PISArzy, lecz ludzi potrafiących zespołowo rozwiązywać problemy i wspólnie realizować ambitne projekty.

Dbaj o gwiazdy!

Oto dylemat:

Jesteś szefem zespołu. Jak to w życiu – jedni podwładni pracują lepiej, umieją więcej i wykazują większe zaangażowanie, a inni… niekoniecznie. Komu powinieneś poświęcać więcej czasu? Gwiazdom czy słabeuszom?

W swojej humanitarnej dobroci wielu szefów przykłada większą wagę do wyciągania za uszy tych, którzy sobie nie radzą, niż do wspierania tych, którzy wykazują się ponadprzeciętną samodzielnością i sprawnością w realizacji zadań. Wydaje im się, że powinni wyrównywać szanse podwładnych, a nie faworyzować tych, którzy i tak już błyszczą na firmowym firmamencie.

To błąd!

Firma nie jest organizacją charytatywną, lecz przedsięwzięciem mającym na celu maksymalizację zysku. Zatem podstawowym obowiązkiem każdego szefa jest takie kierowanie podwładnymi, żeby ich potencjał się nie marnował.

Oczywiście pracownik mający trudności w wypełnianiu swoich podstawowych obowiązków wymaga uwagi i pomocy, ale nie kosztem pracownika, który jest od niego 10 razy wydajniejszy. Bo każda gwiazda może błyszczeć jeszcze jaśniej i dawać z siebie więcej – dla wspólnego dobra. Często zdolni ludzie, nie widząc zainteresowania zwierzchników, przyczajają się w swojej „jamie komfortu” i w ten sposób marnują swój potencjał. 5-procentowy wzrost produktywności gwiazdy może przynieść firmie pięć razy więcej korzyści niż 20-procentowy wzrost produktywności słabeusza. Ponadto gwiazda skupiająca swe wysiłki w niewłaściwym kierunku może doprowadzić do katastrofy, zanim szef zakończy motywującą rozmowę ze słabeuszem.

Dlatego radzę:

Jako szef bądź wyczulony na problemy mniej doświadczonych lub słabszych pracowników, ale nie zaniedbuj gwiazd, bo to one są twoim najpotężniejszym orężem.