Rok: 2012

Leczysz zdjęcie czy pacjenta?

Znowu mam okazję do ogólniejszych rozważań na kanwie moich ostatnich kontaktów z przedstawicielami służby zdrowia.

Do lekarza przychodzi pacjent uskarżający się na silne dolegliwości bólowe, które skutecznie zatruwają mu życie i uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. Lekarz uważnie ogląda prześwietlenie organu podejrzanego o tę dywersję i mówi:

  1. Wersja pierwsza:
    – Widzę na tym zdjęciu pewne wskazówki, że organ ten może być przyczyną bólu, jednak nie powinien być on aż tak silny. Zalecam intensywną rehabilitację.
    – Ale ja już od trzech miesięcy usiłuję się rehabilitować, a ból tylko rośnie, zamiast się zmniejszać – nieśmiało oponuje pacjent.
    – Powtarzam: nie widzę żadnych wskazań do interwencji chirurgicznej. Proszę się rehabilitować.
  2. Wersja druga:
    – Widzę na tym zdjęciu pewne wskazówki, że organ ten może być przyczyną bólu, jednak jego siły i uciążliwości nie jestem w stanie ocenić. Skoro pacjent twierdzi, że dolegliwość całkowicie niszczy jego komfort życia, nie pozostaje mi nic innego, jak spytać, czy decyduje się on na interwencję chirurgiczną, która, co prawda, nie gwarantuje sukcesu, ale z dużym prawdopodobieństwem daje nadzieję powrotu do zdrowia. Ja nie leczę zdjęcia – leczę pacjenta, który najlepiej wie, jak bardzo go boli.

A ty? Którą wersję terapii stosujesz w stosunku do swoich klientów?

  • Czy jesteś bezwzględnym profesjonalistą, który, nie pytając klienta, na podstawie twardych faktów wie lepiej, jak dolegliwy jest problem i jak należy go leczyć?
  • Czy też bierzesz pod uwagę indywidualne odczucia osaczonego przez ból człowieka, a twarde fakty pomagają ci jedynie wypracować optymalny sposób uzdrowienia sytuacji?

PO zebraniu, a nie PODCZAS

Na temat zebrań biznesowych, narad, nasiadówek, posiedzeń i komitetów można pisać bez końca. O ich bezproduktywności i stratach czasu, jakie powodują. Jest ich zbyt wiele, zwołuje się je zbyt często, a ich rezultaty są przeważnie, mówiąc delikatnie, niemierzalne.

Dlatego, tak wielkie znaczenie mają:

  • umiejętność sprawnego komunikowania się za pomocą poczty elektronicznej, o czym już nieraz pisałem (na przykład we wpisie Dualizm komunikacyjny);
  • umiejętność i odwaga samodzielnego podejmowania decyzji poza zebraniami, o czym traktuje darmowa książka „Przeczytaj to przed następnym zebraniem: Standard Nowoczesnych Zebrań narzędziem sukcesu twojej organizacji” (opisana przeze mnie we wpisie Przeczytaj to przed następnym zebraniem);
  • umiejętność należytego przygotowania i poprowadzenia zebrania, o czym też już nieraz pisałem (na przykład we wpisach Produktywne spotkania – 9 wskazówek i Skuteczne zebrania).

Wszyscy eksperci podkreślają, że przygotowanie i rozesłanie programu zebrania jest warunkiem koniecznym jego skuteczności. Nie stanowi gwarancji, ale dowodzi, że choć jedna osoba zastanowiła się, czemu ma być poświęcony wspólnie spędzony czas.

Dziś mam dla ciebie niezwykle istotną radę dotyczącą zawartości programu zebrania:

Punkty programu zebrania powinny dotyczyć tego, co się stanie PO zebraniu, a nie PODCZAS zebrania.

Powtarzam:

Punkty programu zebrania powinny dotyczyć tego, co się stanie PO zebraniu, a nie PODCZAS zebrania.

Na przykład:

  • TAK: „Podjęcie decyzji w sprawie uruchomienia Projektu X.”
  • NIE: „Omówienie sprawy uruchomienia Projektu X.”

Albo:

  • TAK: „Wybór lokalizacji nowego zakładu produkcyjnego.”
  • NIE: „Dyskusja na temat lokalizacji nowego zakładu produkcyjnego.”

Dostrzegasz różnicę?

Po zebraniu uczestnicy powinni wiedzieć, co robić, a nie, co robili!

Sekretny Algorytm TesTeqa

Niektórzy początkujący użytkownicy metody GTD (Getting Things Done) Davida Allena mają kłopot z optymalnym wyborem kolejnego Najbliższego Działania.

Przypomnijmy: podstawą GTD są listy grupujące Najbliższe Działania pod względem kontekstu, czyli możliwości ich wykonania w danym miejscu, przy użyciu określonych narzędzi (na przykład @Home – w domu, @Work – w pracy, @Computer – przy komputerze, @Internet – przy komputerze lub telefonie z dostępem do sieci itp.). Z drugiej strony Najbliższe Działania z reguły są elementami większych przedsięwzięć nazywanych Projektami.

I tu rodzi się problem:

Czy, na przykład, po wykonaniu w kontekście @Internet Najbliższego Działania „Znajdź numer telefonu fryzjera Benka”, które to działanie jest elementem Projektu „Karnawałowa fryzura”, powinieneś przejść do realizacji kolejnego Najbliższego Działania w tym samym kontekście, czy raczej trzymać się Projektu i zadzwonić (w kontekście @Call) do fryzjera Benka, żeby niezwłocznie zarezerwować termin wizyty?

Ta druga opcja wydaje się niezgodna z duchem metody GTD. Przecież nie po to podzieliłeś Najbliższe Działania na konteksty, żeby teraz ignorować ich istnienie i zmieniać je jak rękawiczki zgodnie z potrzebami jakiegoś Projektu.

Moja rada jest następująca: nie bądź ortodoksem i użyj Sekretnego Algorytmu TesTeqa (zwanego przez niektórych zdrowym rozsądkiem):

  1. Jeśli wykonane właśnie Najbliższe Działanie nie było elementem żadnego Projektu i wciąż jeszcze dysponujesz czasem i energią, zabierz się za kolejne Najbliższe Działanie w tym samym kontekście.
  2. Jeśli wykonane właśnie Najbliższe Działanie było elementem „zwykłego” Projektu i wciąż jeszcze dysponujesz czasem i energią, zabierz się za kolejne Najbliższe Działanie w tym samym kontekście.
  3. Jeśli wykonane właśnie Najbliższe Działanie było elementem priorytetowego Projektu i wciąż jeszcze dysponujesz czasem i energią, zabierz się za kolejne Najbliższe Działanie dotyczące tego samego Projektu, zmieniając kontekst, o ile jest to niezbędne.