Miesiąc: Marzec 2012

Awans: ZA CO czy PO CO?

To zjawisko występuje w każdej organizacji: w dużej i małej, biznesowej i politycznej, wojskowej i cywilnej. W każdej.

W miarę rozwoju lub na skutek naturalnych procesów wymiany kadr na stanowiskach kierowniczych pojawiają się wakaty, które trzeba zapełnić, żeby w mechanizmie organizacyjnym nie brakowało kluczowych trybików. Nadchodzi wtedy czas na brzemienną w skutki decyzję: kto zajmie narożne biuro z widokiem na rzekę?

Istnieją dwa krańcowo różne powody mianowania pracowników na wyższe stanowisko:

  1. ZA CO? – metoda wyboru menedżera na podstawie wydarzeń z jego i firmowej przeszłości, najczęściej przybierająca formę wynagrodzenia go za dokonania na dotychczasowym stanowisku pracy.
  2. PO CO? – metoda wyboru menedżera na podstawie jego predyspozycji do kształtowania przyszłości organizacji lub jej fragmentu.

ZA CO? to w większości przypadków podejście błędne, opierające się na założeniu, że dobry programista, brukarz czy redaktor będzie potrafił pokierować ludźmi wykonującymi pracę, na której sam tak dobrze się zna. Nie jest to wykluczone, ale stosunkowo mało prawdopodobne.

PO CO? to podejście skupione na przyszłości – na celach firmy i strategiach ich osiągania, do których realizacji dobierani są poszczególni menedżerowie. Dobrze, jeśli są to ludzie, którzy sprawdzili się już w kierowaniu innymi przedsięwzięciami, ale na przykład:

  • dobry programista może być brany pod uwagę, jeśli nie tylko tworzy dobry kod, ale potrafi też spojrzeć szerzej na cele tworzenia tego kodu i narzucić kolegom profesjonalizm w zakresie modularyzacji i dokumentacji oprogramowania;
  • dobry brukarz może być brany pod uwagę, jeśli nie jest mu obojętne, czy chodnik będzie równy, czy krzywy oraz czy kostki brukowej wystarczy do ułożenia mozaiki zgodnie z założeniami projektu;
  • dobry redaktor może być brany pod uwagę, jeśli poza jakością swoich tekstów dba o rozwój gazety i szuka nowych pomysłów na przyciągnięcie szerszej rzeszy wiernych czytelników.

Oczywiście wszystkie te rozważania nie mają żadnego znaczenia w sytuacji, kiedy jedynym kandydatem do awansu jest syn właściciela…

Wstydliwa rzecz

Jesteś dobrym człowiekiem. Masz swoją pasję polegającą na robieniu czegoś, co przynosi pożytek, radość lub rozrywkę bliźnim. Coraz więcej osób chce skorzystać z twojej wiedzy, pomocy i czasu. I sowicie cię wynagrodzić. A ty się wstydzisz…

Wstydzisz się wyznaczyć słuszną cenę za swoją usługę lub produkt.

Bo paraliżuje cię podstawowa wątpliwość:

Jak mogę brać od kogoś pieniądze za coś, czego robienie sprawia mi tak wielką przyjemność?

I wiążesz z trudem koniec z końcem, rozwijając swoją pasję po godzinach, po powrocie z nielubianej pracy do domu. Wielu potrzebującym musisz odmawiać, bo przecież się nie rozerwiesz. Doba ma tylko 24 godziny. Musisz się kiedyś wyspać, a twoja rodzina musi jakoś dotrwać do pierwszego.

To zaklęty krąg, którego źródłem jest idiotyczne przekonanie, że ludzie powinni ci płacić tylko za to, co sprawia ci trudność, jest nudne i czego nie lubisz robić. Że ich pieniądze są rekompensatą za twoje cierpienia.

Co za bzdura!

Jeśli tylko masz pożyteczną pasję i wiesz, że inni chcieliby skorzystać z twoich talentów i umiejętności, nie wahaj się ani chwili. Wyznacz cenę za swoje usługi. Jaką cenę? Taką, która:

  • pozwoli ci zrezygnować z kieratu i całkowicie poświęcić się pasji;
  • zapewni ci środki do życia;
  • umożliwi ci rozwijanie pasji, tak abyś mógł coraz lepiej pomagać coraz większej liczbie potrzebujących.

I nie bądź zbyt skromny, nie wyznaczaj zbyt niskiej ceny. Pamiętaj, że wojna cenowa to równia pochyła prowadząca do bankructwa. Jeśli dla pozyskania klienta musisz obniżyć cenę, zachęć go specjalną, ograniczoną w czasie promocją, ale nie zmieniaj swojego cennika.

Niech twoim atutem będzie wiedza, praktyka i profesjonalizm, a nie taniocha.

Nie wstydź się, tylko zobacz, z jaką radością ludzi chcą wynagradzać cię za rozwiązywanie ich problemów.

Ile zatem kosztuje godzina twoich usług?

15 wartości Asany

Firma Asana to nowy gracz na rynku oprogramowania wspomagającego organizację działania firm, zespołów oraz pojedynczych osób. Utworzyli ją byli pracownicy Facebooka i trzeba przyznać, że bardzo poważnie podeszli do zagadnienia. Czy im się powiedzie? Nie wiem, ale myślę, że mają duże szanse. Póki co moją uwagę zwróciła opublikowana na firmowej stronie lista 15 wartości Asany:

  1. Uważność.
  2. Równowaga.
  3. Uczciwość i przejrzystość.
  4. Rozum i intuicja w równowadze.
  5. Umyślność zamiarów bez przywiązania się do wyników.
  6. Działanie w obliczu strachu.
  7. Wykorzystywanie dźwigni.
  8. Pragmatyczny kunszt.
  9. Spokój umysłu.
  10. Honor.
  11. Firma jako kolektyw równych wśród równych.
  12. Inwestowanie w siebie samych i w siebie nawzajem.
  13. Przyznawanie się do błędów.
  14. Rozwiązywanie problemów – nawet nie swoich.
  15. Ufanie mądrości ponad zasadami i zachętami.

Nie wiem, czy jest to oświecony kapitalizm, czy trącąca spółdzielczymi ideałami utopia, ale podoba mi się.

Ciekawe, czy kultywowanie takich wartości jest możliwe bez akcjonariatu pracowniczego?

Ciekawe też, przy jakiej liczbie pracowników gra zespołowa zamienia się w indywidualne popisy i dryblingi?

Ile przeżyjesz dni?

Odpowiedź na tytułowe pytanie wydaje się być stosunkowo prosta. Jeśli z lepszym lub gorszym przybliżeniem przyjmiesz, że obecnie w Polsce średnia długość życia wynosi 3/4 wieku, to z łatwością wyliczysz, że od chwili narodzin do śmierci przeżyjesz:

75 * 365 = 27 375 dni (z przestępnym haczykiem)

Jeśli w życiu chodziłoby tylko o czystą buchalterię, to nie byłoby sprawy…

Ale zastanów się: czy dzień będący dokładną kalką dnia poprzedniego jest naprawdę kolejnym dniem? Czy tylko przewidywalną kopią składającą się z dobrze znanych, lubianych, znienawidzonych lub ignorowanych elementów? Takich jak odgłos budzika, poranna toaleta, droga do pracy, użeranie się z szefem i klientami, bezmyślna pogawędka z koleżanką, droga do domu czy przeleżenie reszty dnia na kanapie przed telewizorem.

Nie, nie namawiam cię do rewolucji, porzucania swojego dotychczasowego życia i wyjazdu do Tybetu. Tam też można przeżyć całe życie jednym dniem.

Proponuję ci podjęcie następującego zobowiązania:

Codziennie zrobię coś, co uczyni ten dzień innym od wszystkich poprzednich.

Pamiętasz czasy, kiedy byłeś dzieckiem? Wtedy każdy dzień był obietnicą czegoś nowego, jakiejś niespodzianki. Oczywiście im jesteś starszy, tym trudniej jest cię czymś zaskoczyć lub zadziwić, ale większa wiedza o świecie może w równej mierze być pożywką dla wirusa znudzenia, jak i rozbudzać motywującą do działania ciekawość.

Nie sil się na przesadną oryginalność i doskonałość w wymyślaniu codziennych odmienności. Wystarczy, że umyjesz zęby trzymając szczoteczkę w drugiej ręce albo pojedziesz do pracy inną drogą, albo uśmiechniesz się do klienta, zamiast na niego nakrzyczeć, albo przeczytasz wieczorem ciekawą książkę, albo spędzisz czas na medytacji.

Pamiętaj, że w ostatecznym rozrachunku, niezależnie od tego, ile dni przeżyjesz, to od ciebie zależy, ile z nich będzie wartych zapamiętania.

Emerytura 50

Blisko dwa lata temu opublikowałem wpis Emerytura Pawlaka, w którym przedstawiłem szczegółowe wyliczenie, dlaczego obecny system emerytalny jest bezsensowny. Niedawno Waldemarowi Pawlakowi znów wymknęło się, że na emeryturę z ZUS-u nie ma co liczyć. Przyznaję mu rację – oczywistość nadal pozostaje oczywistą oczywistością.

Tymczasem opinię publiczną zaczęła rozgrzewać debata na temat podwyższenia wieku emerytalnego w celu podtrzymania przy życiu dogorywającego bezsensu. No może niezupełnie bezsensu – wszak Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest miejscem wypłaty zasiłków tysiącom pracujących tam urzędników oraz istotnym źródłem przychodów dla firm budowlanych, meblowych i informatycznych.

Mógłbym tak dalej wdeptywać leżącego w ziemię, ale nie o tym jest ten wpis.

A o czym?

O błędnej taktyce negocjacyjnej przeciwników podwyższenia wieku emerytalnego.

Drodzy Związkowcy! Pracownicy! Matki Polki! Młodzieży!

Skoro rząd twierdzi, że konieczne jest podwyższenie wieku przejścia na emeryturę dla kobiet i mężczyzn do 67 lat, nie protestujcie, żądając utrzymania obecnego status quo!

Szanowni Panowie! Naprawdę chcecie pracować do 65 roku życia?

A wy, Drogie Panie, harować do 60 roku życia?

Zastanówcie się, co robi firma Apple, gdy atakuje ją Samsung? Organizuje marsze? Oflagowuje swoją siedzibę? Żąda rozmów?

NIE! KONTRATAKUJE!

Słuchajcie zatem uważnie, bo nie będę powtarzać.

Nie przyjmujmy do wiadomości mętnych argumentów i pseudonaukowych wyliczeń. Nie żądajmy wycofania się rządu z tej reformy. Bądźmy pragmatyczni i zaproponujmy jej korektę. Niech naszym hasłem będzie:

Emerytura 50

Dlaczego rząd nie miałby zadekretować, że Polak zasługuje na pełną emeryturę w wieku 50 lat? Przecież obecny system i tak zbankrutuje, ale dzięki naszej wspólnej, społecznej propozycji stanie się to w radosnej, zrelaksowanej i wypełnionej narodową zgodą atmosferze.

Nowy system zapewni harmonijny trójpodział życia przeciętnego Polaka:

  • 25 lat dzieciństwa i nauki;
  • 25 lat pracy;
  • 25 lat zasłużonej emerytury.

Poza tym wprowadzenie obowiązkowego przechodzenia pięćdziesięciolatków na emeryturę rozwiąże palący problem bezrobocia zarówno w tej grupie wiekowej, jak i wśród młodzieży. To niepodważalny i ostateczny argument świadczący o tym, że nie ma rozsądnej alternatywy dla naszego programu:

Emerytura 50

Kto jest za?

Jak Pan może, Panie Profesorze?

Coś jest na rzeczy.

Gazetę Wyborczą zaczęły wypełniać artykuły dotyczące przyszłości książek elektronicznych, a w szczególności ich szans rynkowych w Polsce. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to oczywiście chodzi o pieniądze. Gazeta Wyborcza stała się właśnie dostępna w sklepie Amazon, którego wejście do naszego kraju zapowiadają coraz częstsze plotki, spekulacje i przecieki. I bardzo dobrze! Amazon wie, jak to się robi.

W piątek (2012-03-09) opublikowany został wywiad z Panem Profesorem Zygmuntem Baumanem, jednym z socjologiczno-filozoficznych autorytetów Gazety Wyborczej. Oto fragment tej rozmowy:

Zygmunt Bauman: Książka papierowa to jest jednak szczególna przyjemność dla wielu ludzi. Ja na przykład lubię papierowe książki m.in. dlatego, że jak czytam, to podkreślam w nich to, co zwróciło moją uwagę. Lubię też zaginać rogi, żeby wiedzieć, jak do tego trafić.

Tomasz Kwaśniewski: Pan niszczy książki!?!

Zygmunt Bauman: Przeciwnie, ja je personalizuję.

Tomasz Kwaśniewski: A dlaczego zrezygnował pan z Kindle’a?

Zygmunt Bauman: Bo próbowałem zaginać ekran, ale się nie dało.

Panie Profesorze! Panie Profesorze!

Czy to premedytacja, czy tylko ignorancja?

Trzeba było zajrzeć do menu urządzenia, a jeśli nic Pan tam nie znalazł, to przeczytać instrukcję obsługi, a jeśli i ona okazałaby się niejasna, to po prostu zapytać. Na przykład mnie. Albo autora blogu „Świat Czytników”. Z przyjemnością byśmy pomogli!

Amazon Kindle dysponuje wygodną funkcją podkreślania interesujących fragmentów lektury. I nie trzeba ich potem wcale szukać! Urządzenie tworzy indeks, za pomocą którego bardzo łatwo znaleźć właściwy cytat. Omawiając lektury w ramach BIZNESU BEZ STRESU często korzystam właśnie z tej funkcji czytnika.

Ale to jeszcze nie wszystko! Zaznaczone przez siebie fragmenty można udostępnić innym czytelnikom, a na własnym urządzeniu zobaczyć, ilu z nich zachwyciło się tą samą odkrywczą myślą autora książki. To wszystko jest niemożliwe w przypadku wydań papierowych.

Poza tym Kindle dysponuje wirtualnymi zakładkami oraz możliwością dołączania własnych notatek.

I wcale nie trzeba w tym celu giąć ekranu lub mazać po nim flamastrem. Wystarczy nacisnąć odpowiedni klawisz.

Wnioski z tego wszystkiego są dwa:

  1. Książki elektroniczne to przyszłość druku – przyszłość polegająca na tworzeniu wspólnoty czytelniczej, a nie tylko na digitalizacji martwego słowa.
  2. Nawet profesorowi nie przystoi krytykować spraw, na których poznanie i zrozumienie nie miał ochoty poświęcić należytej dozy swojej uwagi.

Dzień Kobiet

Nie byłbym sobą, gdybym z okazji Dnia Kobiet nie zabrał się za być może przeintelektualizowane, ale całkiem pożyteczne rozważania.

Dzień Kobiet? To znaczy czyj? Przebojowej pani ministry, której niestraszne są polityczne boje i medialne nagonki, która bez wahania rozepchnie łokciami tłum napitych kiboli? Czy nieśmiałej dziewczyny marzącej o poślubieniu pięknego, pachnącego i bogatego młodzieńca, któremu urodzi trójkę zdrowych, mądrych i radosnych berbeci? A może naburmuszonej urzędniczki, na którą w domu czeka głodny leniwiec o twarzy przypominającej zupełnie nikogo albo Ferdynanda Kiepskiego?

Dzień Kobiet jest tak samo nieadekwatny, jak i Dzień Górnika dotyczący w równym stopniu wymuskanego, poruszającego się służbową limuzyną dyrektora kopalni, jak i umorusanego, spoconego kreta fedrującego na przodku.

Powiedzmy sobie szczerze: zarówno Dzień Kobiet, jak i Dzień Górnika zawsze będą przynosiły radość tym, którzy są na górze i gorycz tym, którzy spędzają życie niżej. Znacznie niżej.

Szczęście i pozytywne zbiegi okoliczności odgrywają w naszym życiu znaczącą rolę, ale ja bez chwili wytchnienia wierzę, że jeszcze bardziej liczy się nasza gotowość do korzystania z nadarzających się okazji. Gotowość poparta rzetelną wiedzą, umiejętnościami i doświadczeniami zgromadzonymi w praktycznym działaniu.

W XXI wieku podział na kobiety i mężczyzn, na górników i hutników stał się anachroniczny. Ważniejszy jest podział na ludzi aktywnych i biernych – na tych, którzy sami sięgają gwiazd, i na tych, którzy czekają, aż im manna spadnie z nieba.

Dlatego zamiast Dnia Kobiet świętujmy dziś Dzień Aktywnych i życzmy im optymalnego wykorzystania jedynej w swoim rodzaju okazji, jaką dostali od losu – okazji, która nazywa się ŻYCIE.