Miesiąc: Listopad 2011

Jeden klik do nowej ikony

Zamiast popłynąć z prądem i rzucić się do czytania biografii Steve’a Jobsa, wyruszyłem ostatnio na poszukiwania kolejnej ikony przemysłu informatycznego. Mój wybór padł na Jeffa Bezosa, założyciela największej wirtualnej księgarni na świecie Amazon.com. O tym, że nie ja jeden traktuję Bezosa jako poważnego kandydata do roli wzorcowego lidera branży, może świadczyć ostatni numer czasopisma Wired, w którym pojawił się bardzo ciekawy wywiad pod tytułem „Jeff Bezos Owns the Web in More Ways Than You Think”[wired.com]. Polecam.

Swoje studia w tym przedmiocie skupiłem na lekturze, wydanej w październiku bieżącego roku, książki Richarda L. Brandta „One click: Jeff Bezos and the rise of Amazon.com” w wersji na… czytnik Amazon Kindle. Nie polecam tego dzieła, ponieważ jest ono mało oryginalnym, powierzchownym wyciągiem informacji wyszukanych przez autora w sieci i różnych publikacjach oraz wynikających z epizodycznej korespondencji z pracownikami Amazon.com. Warto zaczekać na tak solidne, wnikliwe i szczere opracowanie jak biografia Jobsa. Jestem pewien, że Bezos doczeka się takiej publikacji, ponieważ już teraz na to zasługuje.

Z książki Richarda L. Brandta dowiedziałem się, że:

  • W dzieciństwie Jeff Bezos spędzał wiele czasu na ranczu dziadka i tam nauczył się samowystarczalnego podejścia do życia – tego, że gdy coś jest do naprawienia lub zrobienia, to trzeba wziąć się za to, żeby całość się nie zawaliła. To było ziarno przedsiębiorczości, które potem tak wspaniale zakiełkowało.
  • Jeff Bezos podchodzi do wszelkich wyzwań metodycznie i bez emocji. Szukając kobiety swojego życia opracował zestaw kryteriów, które kandydatka powinna spełnić (podejście takie stosują bankierzy podczas oceny, czy warto zawrzeć daną transakcję). Bezos szukał kobiety zaradnej, więc kryterium numer jeden była potencjalna zdolność wybranki do wydostania go z więzienia w jednym z krajów Trzeciego Świata.
  • Praktycznie wszyscy zgadzają się ze stwierdzeniem, że w procesie zakładania Amazon.com Jeff Bezos wykazywał pewność siebie Muhammada Ali, entuzjazm Johna Kennedy’ego i pomysłowość Thomasa Edisona, czyli komplet cech niezbędnych do przekonania innych, żeby przyłączyli się do jego wyprawy w nieznane. Na przykład na samym początku istnienia firmy przekonał do zainwestowania w nią członków swojej rodziny, uczciwie przy tym oświadczając, że prawdopodobieństwo powodzenia wynosi 30% (to i tak świadectwo olbrzymiego optymizmu Jeffa, ponieważ zwykle przyjmuje się, że tylko 1 na 10 start-upów nie przynosi strat inwestorom).
  • Obowiązującą w Krzemowej Dolinie filozofią jest stwierdzenie, że najlepsi są ci, którzy nie wiedzą, że „czegoś nie da się zrobić”, więc to robią wymyślając odpowiedni, nieznany wcześniej sposób.
  • W Amazon.com krążył dowcip, że celem firmy jest stworzenie idealnej strony internetowej, która nie zawierałaby pola wyszukiwania, elementów nawigacyjnych i wykazu oferowanych towarów. Wyświetlałaby tylko jedną rzecz: najtrafniejszą propozycję książki, którą jako następną powinien przeczytać dany klient.
  • Często popełnianym w branży błędem jest wiara, że „sami napiszemy oprogramowanie najlepiej”. W wielu przypadkach to strata czasu w sytuacji, gdy ktoś już zainwestował czas i pieniądze w stworzenie i uczynienie niezawodnym danego komponentu. Wystarczy schować dumę i iść na zakupy.
  • Podczas rekrutacji w Amazon.com stosowano niepisaną zasadę, że każdy następny zatrudniony powinien być lepszy od poprzednich. Dzięki temu poprzeczka cały czas wędrowała coraz wyżej.
  • Według Jeffa Bezosa sztuka tworzenia nowych rzeczy polega na jednoczesnym byciu upartym i elastycznym, przy czym najtrudniejsze jest wyczucie, kiedy być upartym, a kiedy elastycznym.
  • Jeff Bezos jest zwolennikiem tworzenia firm zdecentralizowanych, a nawet zdezorganizowanych, złożonych z kreatywnych „zespołów dwupizzowych” – to znaczy takich, których wszyscy członkowie, gdy zgłodnieją, mogą się najeść dwiema pizzami.
  • Dziadek Bezos, porażony kiedyś brakiem empatii wnuczka wobec papierosowego nałogu babci, powiedział: „Jeff, kiedyś zrozumiesz, że trudniej jest być miłym niż mądrym”.

Obyczajne zachowanie

„Zabawne, jak gadające głowy w TV usiłują nadać ideologiczny sens prostej, ludzkiej potrzebie rzucania kamieniami w policję.” – to moja sobotnia myśl po wysłuchaniu kilku telewizyjnych analiz piątkowych rozruchów w Warszawie.

Profesorowie, doktorzy, historycy, socjologowie, redaktorzy i politycy snuli uczone rozważania na temat różnych odcieni patriotyzmu i prawa do ich manifestowania. Pewien dyrektor muzeum stwierdził, że Święto Niepodległości to nie czas na subiektywne oceny tego, co dzieje się 11 listopada 2011 roku w stolicy.

Jakże żałosne jest to inteligenckie nadstawianie drugiego policzka, kiedy łobuz wali wykształciucha drągiem po wypełnionej frazesami łepetynie.

Jakże bezjajeczne jest wstrzymywanie się od „subiektywnych ocen”. Bo co? Jedno nierozważne słowo i przestanę być dyrektorem placówki kulturalnej?

Nic dziwnego, że młodzi głosują na walącego prosto z mostu Palikota, a nie na zawiniętego w zdobiony serduszkami papier prezentowy Napieralskiego.

Rośnie pokolenie, które oczekuje jasnych deklaracji: czy rzucanie kamieniami w policję i wybijanie szyb jest OK, czy nie. Na dyskusję o odcieniach patriotyzmu przyjdzie czas wtedy, kiedy nauczymy się ze sobą rozmawiać.

Moja subiektywna ocena w tej kwestii jest następująca: w przestrzeni publicznej należy zachowywać się obyczajnie. Niezależnie od okoliczności. Co to znaczy obyczajnie? W dzisiejszych czasach odpowiedź na to pytanie stała się zadziwiająco prosta:

Obyczajne zachowanie to takie, które nie przyciąga uwagi żądnych sensacji mediów.

Klarowna wizja

Jeśli nie jesteś jeszcze w punkcie klarownego widzenia swoich spraw, uczyń znalezienie się w takim miejscu swoim pierwszym celem. Błąkanie się przez życie bez kompasu jest kompletną stratą danego ci czasu. Większość ludzi grzęźnie na zbyt długo w stanie: „Ale ja nie wiem, co mam zrobić!”. I czekają bezskutecznie na jakąś zewnętrzną siłę, która ukaże im klarowną wizję. Nie domyślają się nawet, że to oni sami powinni ją stworzyć. Wszechświat czeka na ciebie (nie odwrotnie) i będzie czekał, aż w końcu coś postanowisz.

Czekanie na klarowną wizję jest jak bycie rzeźbiarzem, który gapi się godzinami na marmurowy blok w nadziei, że uwięziona wewnątrz postać sama odrzuci niepotrzebne odłamki kamienia. Nie czekaj, aż twoja klarowna wizja spontanicznie się zmaterializuje. Weź do ręki dłuto i zacznij ją wykuwać!

Steve Pavlina

Po co uczciwemu państwo i prawo?

Człowiek uczciwy nie potrzebuje państwa i prawa, żeby zachowywać się przyzwoicie, nie kraść, nie szkodzić bliźniemu i dbać o dobro wspólne. To jest dla niego naturalna postawa – postępowanie nie wymuszone przez urzędowy aparat represyjny.

Człowiek nieuczciwy też nie potrzebuje państwa i prawa. Po prostu bierze to, co chce, i śmieje się wszystkim w żywe oczy. Oczywiście tylko wtedy, gdy państwo jest słabe.

Państwo, które nie ma jaj, nie jest potrzebne nikomu!

Dlaczego? Bo nie chroni interesu uczciwych przed zakusami nicponi i cały porządek społeczny rozpada się jak domek z kart.

Do tych dywagacji skłonił mnie artykuł opublikowany 3 listopada 2011 roku w Gazecie Wyborczej pod tytułem „Samowolka po góralsku”. Opisano w nim skalę samowoli budowlanych w Zakopanem i okolicach oraz „bezradność” nadzoru budowlanego wobec tego zjawiska. Zamiast budynków jednorodzinnych powstają pięciopiętrowe pensjonaty, a w nielegalnie wybudowanej przez miejscowego radnego restauracji „Bąkowa” lokalne władze podejmują oficjalnych gości – między innymi ministra gospodarki przestrzennej i budownictwa!

Szczególnie zabolał mnie następujący akapit:

Inspektorat w Zakopanem istnieje od 1999 roku. Od tamtego czasu nie wykonano tam ani jednego nakazu rozbiórki domu, usunięto jedynie kilka nielegalnych ogrodzeń i stragan pod Gubałówką. – Nie ma na to pieniędzy, skoro wyburzenie domu kosztuje między 300 a 400 tysięcy. Te pieniądze, zanim obciąży nimi właściciela budynku, musi wyłożyć inspektorat. A tyle wynosi roczny budżet naszego urzędu, więc nie ma się co dziwić, że egzekucja prawa nie następuje, a zaległości narastają i wszystko kuleje – przyznaje Jan Kęsek (powiatowy inspektor nadzoru budowlanego).

Nie ma się co dziwić?

To właściwie po co jest ten urząd? Żeby uczciwi musieli przechodzić drogę przez mękę, a nieuczciwi bezkarnie robili to, co im się żywnie podoba?

To może po prostu zlikwidujmy te wszystkie urzędy. Będzie taniej, a przede wszystkim dokona się w ten sposób akt sprawiedliwości dziejowej:

Uczciwi otrzymają wreszcie te same prawa, które od lat przysługują nieuczciwym!