Miesiąc: Lipiec 2011

Twój mózg chce wierzyć

Zakończyłem właśnie mozolne przekopywanie się przez, mające naukowe ambicje, dzieło Michaela Shermera „The Believing Brain” („Wierzący umysł”). Na 133 stronie autor wreszcie dociera do swojego głównego twierdzenia, którego udowadnianiu poświęcona jest cała książka:

Jak to jest, że ludzie zaczynają wierzyć w coś, co przeczy zdrowemu rozsądkowi? Odpowiedź zawarta jest w tezie tej książki: na początku jest wiara, a jej uzasadnienie pojawia się później – w postaci faktów, które mogą ją potwierdzać.

Przyznam, że znużyły mnie molekularne spekulacje na temat źródła powstawania przekonań w naszym umyśle, jednak całkiem możliwe, że już na tak niskim poziomie ludzki mózg jest silnie zorientowany na tworzenie modeli świata i szukanie dowodów potwierdzających ich poprawność. Niestety ta nadwrażliwość na wykrywanie prawidłowości powoduje znajdowanie ich także tam, gdzie ich nie ma, ponieważ nawet kuriozalne „wytłumaczenie sobie, jak działa świat” przynosi ulgę i przyjemność.

Jak zwykle mam kilka cytatów, na temat których możemy sobie podyskutować:


…wiara pojawia się szybko i naturalnie, zaś sceptycyzm powoli i z trudnością. Ponadto większość ludzi ma problemy z tolerowaniem sytuacji niejednoznacznych .

Michael Shermer „The Believing Brain” (135)


Fakt, że nie jesteśmy w stanie w naturalny sposób wyjaśnić jakiejś zagadki, nie oznacza, iż musimy od razu sięgać po wytłumaczenia oparte na siłach nadprzyrodzonych..

Michael Shermer „The Believing Brain” (158)


Metafora przedstawiająca ludzką pamięć jako taśmę wideo, na której zapisywane są i z której odtwarzane są wspomnienia, jest z gruntu fałszywa. W naszym mózgu nie ma żadnego magnetowidu. Wspomnienia powstają jako element skojarzeniowego procesu uczenia się polegającego na tworzeniu powiązań pomiędzy rzeczami i zdarzeniami zachodzącymi w otaczającym nas środowisku. Powtarzające się skojarzenia powodują tworzenie się nowych połączeń pomiędzy neuronami, następnie wzmacnianych pod wpływem kolejnych bodźców lub osłabianych w wyniku ich braku.
Czy pamiętasz swoje dziesiąte urodziny? A może pamiętasz, jak opowiadała ci o tym twoja matka, gdy miałeś piętnaście lat? A może pamiętasz zdjęcie z tej uroczystości, które oglądałeś w wieku dwudziestu lat? Najprawdopodobniej w tym przypadku na twoje wspomnienia składają się wszystkie te bodźce i zapewne jeszcze wiele innych.

Michael Shermer „The Believing Brain” (191)


Jak na krótko przed samobójczą (czy na pewno?) śmiercią napisał w swoim tekście Kurt Cobain, lider grupy rockowej Nirvana: „Fakt, że jesteś paranoikiem, wcale nie oznacza, iż nie mają cię na celowniku.”

Michael Shermer „The Believing Brain” (225)


„Ludzie mylili się, gdy sądzili, że ziemia jest płaska. Mylili się też, gdy uważali, że jest idealną kulą. Ale jeśli twierdzisz, że myślenie, iż ziemia jest kulą, jest równie nieprawidłowe, jak myślenie, że jest płaska, to mylisz się jeszcze bardziej niż oni.” – Isaac Asimov „The Relativity of Wrong”, 1989

Michael Shermer „The Believing Brain” (229)


Efekt potwierdzenia (błąd konfirmacji) (…) to tendencja do poszukiwania i znajdowania tych świadectw, które potwierdzają wcześniejsze przekonania i ignorowania lub reinterpretowania tych dowodów, które stoją w sprzeczności z tym, w co wierzymy.

Michael Shermer „The Believing Brain” (259)

Nienazwane króliki

Ponad trzy lata temu (jak ten czas leci…) we wpisie Nazywanie rzeczy napisałem:

GTD (Getting Things Done) Davida Allena to prosty zestaw zaleceń, których głównym celem jest skłonienie nas do nazwania rzeczy i spraw oraz wyznaczenia im właściwego miejsca w naszej czasoprzestrzeni. Ulga, jaką wówczas odczuwamy, to nic innego, jak wolność od niepokoju i od strachu przed nieznanym. W takim zakresie, w jakim jest to tylko możliwe.

Ostatnio usłyszałem następującą złotą myśl, która dotyczy tej samej kwestii:

Nazywając rzeczy, bierzesz je w posiadanie. Do momentu nazwania to one są twoim właścicielem.

Podobno z tego powodu członkowie niektórych plemion indiańskich nie wyjawiają nieznajomym swoich imion. Uważają, że jeśli potrafiłbyś ich nazwać, straciliby wolność i zaczęli należeć do ciebie.

Można też jeszcze inaczej spojrzeć na tę sprawę:

Każda nienazwana rzecz ma dla twojego umysłu nieskończoną liczbę potencjalnych znaczeń, których mnogość jest źródłem uczucia przytłoczenia.

To dlatego nieopisany segregator stojący na twojej półce budzi niepokój, a opisany daje ci poczucie panowania nad własnym życiem.

Otrzymany e-mail ma wiele potencjalnych znaczeń, dopóki nie wybierzesz jednego z nich. Te potencjalne znaczenia mnożą się w twojej głowie jak króliki, wypełniając całą przestrzeń i nie pozostawiając miejsca na prawdziwe, twórcze myślenie.

A zatem:

Wybierz jednego ładnego królika, a resztę rozpędź na cztery wiatry! Niech sobie hasają na wolności, a nie w twojej głowie!

Skandaliczna parodia

Korzystając z uroków lata, zabrałem się za lżejszą, nieco już przeterminowaną lekturę – książkę „oPtion$. The Secret Life of Steve Jobs. A Parody by Fake Steve Jobs”. Napisał ją „po godzinach” Daniel Lyons, redaktor czasopisma Forbes. Jest ona ukoronowaniem jego parodystycznego przedsięwzięcia, w ramach którego wcielił się w postać fałszywego Steve’a Jobsa i prowadził szyderczy pamiętnik internetowy „The Secret Diary of Steve Jobs” (fakesteve.net). Książka skupia się na głośnej kilka lat temu aferze związanej z niezgodnym z prawem antydatowaniem praw do akcji przyznawanych kadrze zarządzającej wielu przedsiębiorstw (w tym Apple) w celu maksymalizacji zysku w chwili faktycznego ich zakupu.

Zanim przytoczę kilka próbek tych kpin z poważnego i natchnionego swoją misją przywódcy Apple, chciałbym zauważyć, że niektórzy polscy politycy nie puściliby płazem takich szyderstw ze swojej nadętej osoby. Jobsowi też z pewnością w wielu przypadkach nie było przyjemnie czytać złośliwości na temat swoich ułomności, jednak Ameryka to nie Polska, a Jobs to nie … (tu w ramach pracy domowej wstaw dobry przykład z naszego podwórka). Zdawał więc sobie sprawę, że wytaczając autorowi proces, naraziłby się na jeszcze większą śmieszność.

A oto trzy cytaty z początkowych kart tej książki. Przypominam, że autor pisze w pierwszej osobie, jako fałszywy Steve Jobs:


Ludzie cały czas pytają, co mnie motywuje do działania. Odpowiadam: nie są to pieniądze. Mam ich tyle, że nawet nie wiem, ile ich jest. Tak naprawdę, to nigdy nie dbałem o pieniądze. Mógłbym podcierać swój tyłek studolarówkami – oto dowód, jak niewiele dla mnie znaczą. Kiedyś nawet naprawdę podtarłem się studolarówką!
Podsumujmy: jestem przystojnym, słynnym, natchnionym geniuszem, który podciera się forsą. Nic dziwnego, że ludzie mi zazdroszczą. Rozumiem to. Sam bym sobie zazdrościł. Jednak wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że życie El Jobso nie jest znowu takie wspaniałe. Zbyt dużo podróżuję. Zbyt dużo pracuję. Zbyt mało śpię. Rzadko biorę dni wolne. Powiedzmy sobie szczerze: to jest ciężkie życie. Tak jak mawia Bono, gdy się czasem spotykamy: „Ludzie myślą, że bycie gwiazdą rocka to tylko seks, narkotyki i dużo zabawy, ale tak naprawdę, to harówka, chłopie, ciężka harówka”.

Fake Steve Jobs „oPtion$” (2)


Czytałeś zapewne artykuły o wielkim skandalu w Apple. Ale poznałeś tylko jedną stronę medalu. Opowiedzieli ci zniekształconą historię opartą na przeciekach, kłamstwach i fałszerstwach sfabrykowanych przez prokuratorów, pachołków rządu i skorumpowanych pismaków. Teraz nadeszła moja kolej. I uwierz mi, moje kłamstwa i fałszerstwa są zdecydowanie bardziej przekonujące niż ich.

Fake Steve Jobs „oPtion$” (3)


Przecież doskonale zna nasze firmowe przepisy regulujące, kto i w jakich okolicznościach ma prawo się do mnie odzywać. Zdefiniowano tam dziesięć poziomów dostępu w zależności od miejsca pracownika w hierarchii służbowej. Ludzie z najwyższego poziomu mogą do mnie mówić po zapisaniu się na wizytę, ci ze średnich szczebli mogą do mnie mówić tylko wtedy, gdy ja pierwszy odezwę się do nich, a ci z dołów nie mają prawa do mnie mówić wcale. W praktyce mogą zostać wyrzuceni z pracy za samą próbę odezwania się lub za rozmawianie z innymi ludźmi w mojej obecności.

Fake Steve Jobs „oPtion$” (8)

Jak być zawsze szczęśliwym?

Coraz rzadziej zgadzam się z poglądami Leo Babauty, ale jego ostatni wpis „How to Be Happy Anytime” (zenhabits.net) bardzo przypadł mi do gustu. Dlatego, korzystając z tego, że Leo nie ogranicza możliwości upowszechniania jego twórczości, zamieszczam w BIZNESIE BEZ STRESU polską wersję tego tekstu:

Mój przyjaciel Barron spytał mnie ostatnio: „Jeśli mógłbyś się teraz znaleźć w dowolnym miejscu na świecie i robić to, co tylko byś chciał, to co byś wybrał?”.

Odpowiedziałem mu tak: „Jestem zawsze tam, gdzie chcę być i robię to, co chcę robić”.

Dawniej, tak jak większość ludzi, cały czas snułem marzenia o robieniu czegoś innego, rozmyślałem, co będę robił w przyszłości, planowałem zmiany w swoim życiu i z zazdrością czytałem, jak niesamowitymi rzeczami zajmują się inni.

To nie ma sensu!

Niestety takie podejście jest powszechną przypadłością, a przecież, jeśli twoim umysłem rządzi myślenie o tym, co mógłbyś robić, nigdy nie zaznasz szczęścia robiąc to, co właśnie teraz robisz. Będziesz wciąż porównywał się z innymi ludźmi, zapewne siedząc na Twitterze lub Facebooku, i rozpamiętywał, o ile lepsze mogłoby być twoje życie. Nigdy nie zaznasz satysfakcji, ponieważ zawsze znajdziesz coś fajniejszego do roboty.

Natomiast ja przyjąłem ostatnio inną postawę życiową, zamykającą się w stwierdzeniu, że doskonała jest każda czynność, którą wykonuję właśnie w tym momencie. Jeśli piszę blogowy wpis – jest to zdumiewające. Jeśli czytam wpisy innych autorów – jest to interesujące. Jeśli nie robię nic innego, tylko przebywam w towarzystwie swojej rodziny – jest to niesamowite. Jeśli spaceruję po okolicy i wdycham świeże powietrze – jest to piękne.

Nie ma takiej, wykonywanej przeze mnie czynności, która nie byłaby najbardziej niesamowitą rzeczą na świecie. Jeśli robię coś beznadziejnego (a nie przypominam sobie, żeby ostatnio coś takiego mi się przydarzyło), to przyjmuję, że jest to bezcenna lekcja, której udziela mi życie. Przebywanie w towarzystwie kogoś nudnego lub nieznośnego staje się lekcją cierpliwości, empatii lub sztuki lepszego rozumienia bliźnich.

A oto praktyczne przykłady postawy życiowej skupionej na teraźniejszości.

Powiedzmy, że właśnie zmywasz naczynia. Czy nie wolałbyś teraz delektować się wspaniałym posiłkiem lub gawędzić z najlepszym przyjacielem? To z pewnością wspaniałe alternatywy, ale tylko na tyle wspaniałe, na ile ty tak sądzisz. A poza tym te porównania wcale nie są potrzebne. Po co porównywać z czymkolwiek to, co w tej chwili robisz (zmywasz naczynia)? Przecież każda czynność zawsze przegra z czynnością, którą lubisz bardziej! Czy zatem kiedykolwiek zaznasz radości robienia czegokolwiek, jeśli będziesz to nieustannie porównywał z rzeczami, które lubisz bardziej?

Zmywanie naczyń może być równie wspaniałe, jak każda inna czynność, jeśli tak właśnie postanowisz to widzieć. Masz ten czas tylko dla siebie, co już samo w sobie jest piękne. Jeśli spojrzysz uważniej, zmywanie naczyń może być przyjemne. Poczuj mydliny i wodę obmywającą twoje dłonie, zwróć uwagę na kształt i fakturę talerzy, wsłuchaj się w swój oddech i swoje myśli. To twoja medytacja, to cisza, to istota piękna jako takiego.

Możesz to samo podejście zastosować w praktycznie każdej sytuacji. Jedziesz samochodem do pracy? Ciesz się samotnością i możliwością przebywania sam na sam ze swoimi myślami. Albo słuchaj ulubionej muzyki, albo podziwiaj świat, który przesuwa się za oknami pojazdu. Jesteś na zebraniu? Zwróć uwagę, jak ludzie odnoszą się do siebie, postaraj się zrozumieć, jak działa ludzki umysł, postaw się na miejscu pozostałych uczestników spotkania, spróbuj pokochać każdego, niezależnie od tego, kim ten ktoś jest, ćwicz sztukę rezygnacji z oczekiwań w stosunku do bliźnich i w stosunku do sytuacji, w których przychodzi ci się znajdować.

Zawsze odczuwam szczęście robiąc to, co właśnie robię, ponieważ zamiast porównywać to z czymś innym, skupiam swoją uwagę na przeżywaniu tejże czynności. Zawsze odczuwam szczęście będąc w towarzystwie tej osoby, z którą właśnie przebywam, ponieważ uczę się dostrzegać w każdym napotkanym człowieku jego zalety. Zawsze odczuwam szczęście będąc tu, gdzie jestem, ponieważ każde miejsce na ziemi jest na swój sposób cudowne.

Twoje życie będzie żałosne, jeśli wypełnisz je marzeniami o robieniu czegoś innego. A może być wspaniałe, jeśli tylko uświadomisz sobie, że właśnie teraz są najlepsze chwile twojej ziemskiej wędrówki!

Pozytywne myślenie

Pozytywne myślenie bywa przedmiotem niewybrednych kpin, sarkazmu, wielu śmiesznych dowcipów, a także niewesołych refleksji nad marnością otaczającego nas świata.

Tymczasem wszystkie te reakcje są wynikiem fundamentalnego niezrozumienia, czym jest i do czego służy pozytywne myślenie.

Pozytywne myślenie nie jest rzucaniem na wiatr lub bezmyślnym powtarzaniem stwierdzenia:

Wszystko będzie dobrze!

Bo nie ma takiej możliwości, żeby wszystko było dobrze. Bezlitosne reguły rachunku prawdopodobieństwa jednoznacznie podpowiadają, że zapewne coś się nie powiedzie. I co wtedy? Wtedy dochodzisz do błędnego wniosku, że pozytywne myślenie nie działa.

Ale ono działa, jeśli tylko zrozumiesz, że:

Pozytywne myślenie to przychylne nastawienie do własnej działalności, a nie naiwny i daremny trud hipnotyzowania świata.

Pozytywne myślenie jest świadomą wiarą w to, że jeśli już się za coś zabierzesz, to jesteś w stanie zrobić to najlepiej, jak tylko potrafisz. I dołożysz wszelkich starań, żeby tak naprawdę było.

Zatem… niech pozytywne myślenie będzie z tobą!

Zen w nosie

Świt. Pierwsze promienie słońca rozświetlają mój pokój.

Leżę bez ruchu. Z zamkniętymi oczami. Wiem, że gdybym je teraz otworzył, ujrzałbym nad sobą niemożliwie biały sufit

Jest chłodno, ale już czuję ciepło budzącego się dnia.

Lekko poruszam lewym nozdrzem. Potem prawym i jeszcze raz lewym. Czuję, jak w obydwu dziurkach od ścianek delikatnie odklejają się zaschnięte przez noc zeny. Nie, nie tak duże, żeby utrudniały mi oddychanie, ale wystarczająco wyrośnięte, żeby uznać je za samodzielne byty, które zamieszkały w moim nosie, gdy rzeczywistość stała się snem.

Powoli podnoszę rękę i zbliżam ją do twarzy. Lekko przechylam nos w lewo i w prawo, równomiernie wdychając i wydychając poranne powietrze.

Nieśpiesznie zagłębiam kciuk w lewej dziurce. Nie sprawia mi to bólu, ponieważ mam stosunkowo smukłe palce. Staram się zaczepić paznokciem przyczajonego zena. Pierwsza próba nie przynosi powodzenia. Zagłębiam więc kciuk bardziej i wbijam szpon w twardy brzeg fraktalnej nierówności. Uważnie wyciągam zdobycz i palcem wskazującym chwytam ją w pułapkę.

Z zadowoleniem roluję zena, wyczuwając jego różnorodną konsystencję i fakturę. W jednej, idealnie utoczonej kuli mieszam twardą głowę, elastyczny tułów i lepki, kleisty odwłok intruza oraz sny i mroczne koszmary nocy.

Gdy dzieło jest już gotowe, energicznym ruchem wyrzucam zenowy kokon w kierunku słońca. Czasami, jeśli zrobię to przedwcześnie lub nie wykonam palcami prawidłowego ruchu podkręcającego, skazana na niebyt przeszłość rozmazuje się i przykleja do niecierpliwych opuszków moich palców. Wiem wtedy, że tylko dzięki wytrwałym, codziennym ćwiczeniom osiągnę kiedyś mistrzostwo w swoim fachu. Na razie jestem tylko uczniem.

Wiem też, że to dopiero połowa drogi do pełnego oczyszczenia. Teraz czas na prawą dziurkę…

Wyuczona bezradność

Właśnie trafiłem na poruszający wpis Davida McRaneya „Learned Helplessness” (youarenotsosmart.com) („Wyuczona bezradność”), opublikowany 11 listopada 2009 roku. Artykuł zaczyna się tak:

Powszechne, błędne mniemanie: Jeśli popadniesz w kłopoty, zrobisz wszystko, żeby się z nich wydobyć.

Gorzka prawda: Jeśli nabierzesz przekonania, że nie masz wpływu na swój los, poddasz się i zaakceptujesz nawet najgorszą sytuację, w której się znalazłeś.

To dlatego ludzie popadają w pętlę zadłużenia.

To dlatego bezdomni nie wychodzą z bezdomności.

To dlatego tak wielu, skądinąd inteligentnych ludzi, widząc przypadłości umysłowe polityków, nie bierze udziału w wyborach parlamentarnych i przyczynia się do ich coraz bardziej przygnębiających wyników.

Oczywiście jest sporo „okoliczności przyrody”, których istnienia nie da się zignorować i należy zaakceptować to, że ich zmiana leży poza zasięgiem naszych możliwości. Jednak zbyt często, z wygodnictwa lub właśnie na skutek poddania się losowi, przesuwamy granicę niemożności o wiele za daleko i przyzwyczajamy się do spraw, na które moglibyśmy mieć wpływ, gdybyśmy tylko chcieli.

A ty?

Zastanów się, czy są sprawy, o które pochopnie przestałeś walczyć i wywiesiłeś białą flagę, choć wynik bitwy wcale nie został jeszcze przesądzony.

I zacznij działać!