Miesiąc: Luty 2011

Nikt nie może cię obrazić

Nikt nie może cię obrazić. Ani wyprowadzić z równowagi. Ani rozzłościć. Ani rozkochać w sobie.

Nikt nie może tego wszystkiego zrobić, jeśli…

Ty mu na to nie pozwolisz!

Może sobie gadać, co chce. Może pluć na ciebie albo obsypywać cię kwiatami. Może robić tysiące innych rzeczy, ale i tak…

To ty masz prawdziwą władzę!

To ty rządzisz swoimi reakcjami i emocjami. A jeśli nie rządzisz, to jak najszybciej, najlepiej już dziś, powinieneś zacząć trening w tej dziedzinie.

Nie pozwól, żeby ktoś swoimi słowami lub czynami wwiercał ci się do mózgu albo serca, żeby wywoływał tam zamęt i prowokował twoje nieprzemyślane reakcje.

Bądź jak tafla wody – gładka, lecz gotowa do przyjęcia padającego na nią kamienia i odpowiadająca kolistymi falami, których wielkość nie jest ani za duża, ani za mała i które już po chwili znikną bez śladu.

Tafli wody też nie można obrazić, a ten kto próbuje, naraża się tylko na śmieszność.

Bo go lubi szef!

Często spotykam się z postawą:

Gdyby szef mnie tak lubił, jak Abackiego, to też bym awansował / dostał samochód służbowy / zrobił karierę.

Choć stwierdzenie takie jest zapewne prawdziwe, większość ludzi wyciąga z niego niewłaściwe wnioski.

Zazdrość i zawiść staje się motywem ich działania. Dyskredytują sukcesy Abackiego, oczerniają go, utrudniają mu działanie, a także szkalują szefa i oskarżają go o bezpodstawne wyróżnianie pracowników lub nawet o osiąganie korzyści osobistych.

Nie twierdzę, że każdy szef i każdy Abacki są krystalicznie uczciwymi ludźmi. Zdarzają się przypadki żenującego kumoterstwa, nepotyzmu i nieuczciwości. Jednak znacznie częściej szefowi naprawdę zależy na skutecznej realizacji zadań, które stawiają przed nim przełożeni, i bardziej lubi tych pracowników, którzy lepiej pomagają mu osiągnąć tak mierzony sukces.

Dlatego, zamiast knuć, żeby Abacki popadł w niełaskę, zastanów się, co ty sam powinieneś zrobić, by stać się lubianym pracownikiem – w profesjonalnym znaczeniu tego słowa. Czego powinieneś nauczyć się, jak powinieneś zmienić swoje postępowanie, co powinieneś robić skuteczniej, a co jest tylko nieistotnym szczegółem, o który nie warto się kłócić.

Nie pytaj co twój szef może zrobić dla ciebie. Zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojej firmy i reprezentującego ją szefa.

Społeczeństwo psiej kupy

W ubiegłym roku, mniej więcej o tej samej porze opublikowałem wpis Kupa, kupa, kupa, w którym stwierdziłem, że przyczyną śmierdzącego problemu w postaci wszechobecnych psich kup jest brak kultury właścicieli czworonogów. Minęło prawie dwanaście miesięcy, wiele się w tym czasie wydarzyło i mam nową, jeszcze smutniejszą teorię na ten temat.

Jesteśmy społeczeństwem psiej kupy.

Społeczeństwem samolubnych osobników, którzy uciekają od odpowiedzialności i troski o wspólne dobro, a całą kreatywność skupiają na wymyślaniu wymówek i usprawiedliwień dla swoich zaniechań.

Jesteśmy społeczeństwem bez jaj – jaj do pozytywnego, systematycznego działania. Najlepiej wychodzi nam krytykowanie, że „oni” czegoś nie zrobili, natomiast o własnym braku aktywności dumnie milczymy, a nawet aktywnie bronimy naszego prawa do zostawiania kup na chodniku.

Ta abnegacka filozofia prowadzi do kompletnego rozkładu społecznej tkanki, która powinna na co dzień łączyć Polaków, do kompletnej dezorientacji moralnej i prawnej.

Przeczytałem niedawno w gazecie następującą wypowiedź przedstawicielki warszawskiej straży miejskiej:

Za niszczenie trawnika kierowcom grozi grzywna nawet do 1 tys. zł. Ale od czasu ostatnich opadów śniegu strażniczy tłumaczą się, że mają związane ręce. Dlaczego? Kodeks wykroczeń (art. 144) mówi, że strażnik może wlepić mandat tylko wtedy, jeśli udowodni, że trawnik jest rozjeżdżany. – Nie stwierdzi tego, jeśli trawnik przykryty jest warstwą śniegu. W takiej sytuacji jesteśmy bezradni – przekonuje Monika Niżniak.

I sprawa załatwiona. Typowy przykład kreatywnej wymówki popartej nawet paragrafem. A że trawnik będzie rozjeżdżony, to „ich” wina, a nie nasza.

Najbardziej martwi mnie powszechność tego zjawiska. Dziwimy się, gdy ktoś bierze za coś odpowiedzialność, normalne bowiem jest to, że za psie kupy, rozjeżdżone trawniki, dziury w jezdniach, ledwo dyszące lokomotywy i spadające samoloty odpowiedzialni są „oni” i niesprzyjające okoliczności przyrody.

Rok temu pytałem:

A może jest jednak jakaś nadzieja?

Teraz zaczynam poważnie wątpić…

Szukasz i masz

Witam serdecznie. Jeżeli czytasz ten wpis, to znaczy, że twój Dzień Świstaka szczęśliwie dobiegł końca. Że znalazłeś w swoim życiu to, czego zawsze szukałeś. Bo w życiu najczęściej:

Znajdujesz to, czego szukasz.

Na przykład:

  • Jeśli szukasz dziury w całym, to z łatwością ją znajdujesz.
  • Jeśli szukasz szklanki w połowie pustej, to natychmiast widzisz drażniącą pustkę w górnej części naczynia, gdy zaś szukasz szklanki w połowie pełnej, twoje oko niezmiennie cieszy mieniący się płyn, który wnet ugasi twoje pragnienie.
  • Jeśli szukasz w swoim szefie krótkowzroczności, niesprawiedliwości lub złośliwości, to z pewnością znajdziesz fakty, które potwierdzą twoje domniemania, tak jak bez trudu znajdziesz świadectwa jego wielkoduszności, działania w interesie firmy i przymykania oczu na twoje błędy, jeśli tylko postarasz się inaczej ustawić swoje sensory.
  • Jeśli szukasz dowodów zdrady, to dostrzeżesz je w każdym otrzymanym przez twojego partnera esemesie, który znienacka rozpromieni mu twarz.

Nie proponuję ci żebyś był ślepy i lekceważył niepokojące sygnały w twoim otoczeniu. Chodzi mi tylko o to, żebyś zachował równowagę w swoich poszukiwaniach, a nawet – żebyś bardziej wypatrywał pozytywnych niż negatywnych oznak w tych wspaniałych okolicznościach przyrody.