Miesiąc: Listopad 2010

Moja motywatorka

W związku ze zmianą czasu na zimowy i jesiennymi szarugami zacząłem zastępować popołudniowe biegi po lesie ćwiczeniami na orbiterku (tu jest jego zdjęcie). Kiedy w środę przed Świętem Niepodległości schodziłem zziajany z tej piekielnej maszyny, Pani TesTeqowa niewinnie spytała:

– Będziesz jutro biegał?

– Nnnie wiem… Zacząłem już sezon halowy… – odpowiedziałem niepewnie.

– Ale ma być ładna pogoda! – nie dawała za wygraną.

– Zastanowię się. – zakończyłem pojednawczo temat biegania.

W czwartek rano przy śniadaniu Pani TesTeqowa zaatakowała ponownie:

– Zobacz, jak ładnie świeci słońce! I jest coraz cieplej!

– To co? Mam biegać? – spytałem zaczepnie.

– Przyzwyczaiłeś mnie do tego, że korzystasz z każdego skrawka błękitnego nieba. Jak chcesz, to pójdę na spacer i zrobię ci zdjęcia.

Cóż, nie jestem w stanie oprzeć się takiej zachęcie, więc uczciłem Święto Niepodległości 8-kilometrową przebieżką. Było wspaniale.

A wczoraj znów biegałem! Temperatura sięgnęła 15 stopni, co na połowę listopada jest zjawiskiem niezwykłym i godnym wykorzystania. I znów pomogła mi w tym krótka wymiana zdań z moją motywatorką.

Bo najważniejsze jest to, że u mojego boku niezawodnie stoi Pani TesTeqowa, która bez cienia złośliwości prostuje mnie do pionu w chwilach zwątpienia.

Posiadanie w swoim otoczeniu osoby, która przywołuje nas do porządku, jest jednym z najlepszych sposobów pokonania gnuśności. Może to być żona lub mąż, dziewczyna lub chłopak, przyjaciółka lub przyjaciel, koleżanka lub kolega, znajoma lub znajomy, sąsiadka lub sąsiad i tak dalej, i tak dalej… Ważne, żeby taki motywator nie kierował się zazdrością lub innym paskudnym uczuciem, lecz chęcią pomocy.

Moje szczęście polega na tym, że nie muszę daleko szukać wsparcia. Ono samo pojawia się przy śniadaniu albo podczas wieczornej rozmowy. Mógłbym się nastroszyć, słysząc te mimochodem rzucane komentarze Pani TesTeqowej, ale ja wybieram bezgraniczną wdzięczność za mobilizującą pomoc, jaką przez całe życie otrzymuję!

Intencje, efekty i strach

Najczęściej dobrze znasz swoje intencje, ale twoje otoczenie widzi tylko efekty decyzji, jakie podjąłeś, i czynności, które wykonałeś. I zdarza się, że niełatwo jest na tej podstawie odgadnąć, jakie były twoje prawdziwe zamiary.

Zależność ta działa także w drugą stronę.

Obserwujesz efekty czyichś decyzji i wykonywanych przez tę osobę czynności, ale nie możesz mieć stuprocentowej pewności, jakie kierują nią motywy. Możesz próbować się domyślać, ale bardzo często prawda bywa zaskakująca.

W zadziwiająco dużej liczbie przypadków ludzie kierują się strachem – przed ośmieszeniem, przed odrzuceniem, przed popełnieniem błędu czy przed wyjściem ze swojej strefy komfortu.

Weź to pod uwagę, oceniając zachowanie bliźnich. Tu bardzo często nie sprawdza się powiedzenie, że „jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”.

Rozważ hipotezę, że „jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o strach”.

Umysł zagubiony w czasie

Zastanów się przez chwilę, co byś wybrał:

  • $50 dolarów dziś?
    czy
  • $100 dolarów za rok?

A teraz weź pod uwagę podobny, choć nieco inny przypadek – co byś wybrał:

  • $50 dolarów za pięć lat?
    czy
  • $100 dolarów za sześć lat?

Z punktu widzenia czystej logiki, przy założeniu względnej stabilności światowych rynków finansowych, obydwa przykłady opisują tę samą sytuację: czy wolisz dostać pięćdziesiąt dolarów o 365 dni wcześniej niż sto dolarów. Okazuje się, że zdecydowana większość ludzi w pierwszym przypadku wybiera $50 (bo lepszy gołąb w garści niż wróbel na dachu), a w drugim przypadku $100 (bo co to za różnica, czekać pięć czy sześć lat).

To proste ćwiczenie pokazuje, jak bezbronny jest twój umysł, gdy przychodzi mu oceniać wartość różnych spraw w czasie. A najgorszą konsekwencją tej ułomności jest odwlekanie, zwykle bowiem wydaje ci się, że to, za co w tej chwili nie możesz się zabrać, za kilka dni zrobisz z łatwością. Po prostu „ty w przyszłości” wydajesz się być znacznie zdolniejszy i pracowitszy niż „ty w dniu dzisiejszym”, a sama przyszłość nie wygląda na tak bardzo wypełnioną obowiązkami i pokusami, które mogłyby pokrzyżować twoje plany.

O tych wszystkich sprawach napisał w swoim eseju „Procrastination” David McRaney.

Polecam! Fascynująca, choć wymagająca poświęcenia kilku dłuższych chwil, lektura.

To nie do wiary!

Ciepły listopad 2010

To nie do wiary!

Zwykle 1 listopada był dla mnie pierwszym dniem zimowego sezonu kalesonowo-rajstopowego.

A tu masz babo placek!

Temperatura +14 stopni, ciepłe słoneczko i brak jakichkolwiek możliwości usprawiedliwienia gnuśności.

Skoro tak, skoro wizyty na cmentarzach zostały wykonane z należytą starannością, nie pozostało mi nic innego, jak przywdziać krótkie spodenki i lekką koszulkę z krótkimi rękawami i pogalopować do lasu. A tam, za drzewem, czaiła się, niczym wilk na Czerwonego Kapturka, Pani TesTeqowa uzbrojona w aparat fotograficzny. W ten sposób zostałem przyłapany na gorącym – tak, tak, naprawdę gorącym – uczynku, co widać na powyższym zdjęciu.

Szkoda tylko, że dzień skrócił się w ten weekend o godzinę, więc trudniej będzie zdążać po pracy na popołudniową przebieżkę. Ale póki co, pogoda dopisuje!

Niektóre przejawy globalnego ocieplenia są naprawdę miłe! :-)