Miesiąc: Kwiecień 2010

Emerytura Pawlaka

Waldemar Pawlak wpadł w zeszłym tygodniu do saloniku, w którym zgodnie zasiadało emerytalne towarzystwo wzajemnej adoracji, i – za przeproszeniem – puścił bąka. Zaproponował bowiem ultraliberalny, minimalistyczny system ubezpieczeń emerytalnych polegający na tym, że każdy zatrudniony, niezależnie od zarobków, płaciłby składkę 120 złotych miesięcznie, a po przejściu na emeryturę otrzymywałby 1200 złotych miesięcznie (kwotę wystarczającą do godnego przeżycia), także niezależnie od dawnych zarobków. Dodatkowo, na własną rękę mógłby gromadzić oszczędności w bankach i funduszach, jednak państwo nie miałoby nic do tego. Podobno tego typu mechanizm z powodzeniem działa w Kanadzie i Szwecji.

Zastanówmy się najpierw, czy od strony matematycznej zaproponowany przez Waldemara Pawlaka system miałby szansę działać. Przyjmijmy, że:

  • młody człowiek po studiach zaczyna pracę nie później niż w wieku 25 lat;
  • prawo do emerytury nabywa się po osiągnięciu 65 roku życia;
  • średnia długość życia wynosi 75 lat;
  • zbierane pieniądze są inwestowane i osiągają roczną stopę zwrotu 5% ponad inflację.

Zatem przyszły emeryt, wpłacając przez 40 lat po 120 złotych miesięcznie (1440 złotych rocznie), powinien zgromadzić tyle środków, żeby potem przez średnio 10 lat otrzymywać po 1200 złotych miesięcznie (czyli 14400 złotych rocznie). Oto stosowne wyliczenie (dla uproszczenia zakładam kapitalizację odsetek na koniec roku i zaokrąglam wyniki do pełnych złotych):

  • 26 rok życia – na koncie 1440 zł (wpłacone w pierwszym roku);
  • 27 rok życia – na koncie 1440*1.05 zł (wpłacone w pierwszym roku z odsetkami) + 1440 zł (wpłacone w drugim roku) = 1512 + 1440 = 2952 zł;
  • 28 rok życia – na koncie 2952*1.05 zł + 1440 zł = 3100 + 1440 = 4540 zł;
  • 29 rok życia – na koncie 4540*1.05 zł + 1440 zł = 4767 + 1440 = 6207 zł;
  • 30 rok życia – na koncie 6207*1.05 zł + 1440 zł = 6517 + 1440 = 7957 zł;
  • 35 rok życia – na koncie 18113 zł;
  • 40 rok życia – na koncie 31074 zł;
  • 45 rok życia – na koncie 47617 zł;
  • 50 rok życia – na koncie 68730 zł;
  • 55 rok życia – na koncie 95675 zł;
  • 60 rok życia – na koncie 130066 zł;
  • 65 rok życia – na koncie 173956 zł;
  • 66 rok życia – na koncie (173956 – 14400) * 1,05 zł (pierwszy rok wypłaty, odsetki od reszty) = 159556 * 1,05 zł = 167534 zł;
  • 70 rok życia – na koncie 138471 zł;
  • 75 rok życia – na koncie 93181 zł;
  • 80 rok życia – na koncie 35378 zł;
  • 82 rok życia – na koncie 8008 zł.

Jak widać, przy założonych parametrach i bardzo konserwatywnym podejściu do naliczania odsetek, system się domyka. Można sprawdzić, że dzieje się tak nawet przy rocznej stopie zwrotu 4% ponad inflację. A przecież system będą zasilać także ci, którzy zaczną pracować przed 25 rokiem życia!

No ale emerytalne towarzystwo wzajemnej adoracji wie lepiej. Oto kilka cytatów z pierwszej strony piątkowej (2010-04-23) Gazety Wyborczej okraszonych moimi komentarzami:

– To nieodpowiedzialne słowa, głupota – mówi Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS. – Nikt nie robi referendów w sprawie wysokości podatków, składek, opłat. Każdy powie, że mają być jak najmniejsze.

Punkt siedzenia wyznacza punkt widzenia pana członka rady nadzorczej ZUS. Jednak z tym referendum nie mogę mu odmówić racji. Nie warto tracić pieniędzy. Należy bez zbędnych pytań, odważnie wprowadzić nowy system.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z PKPP Lewiatan, członkini Rady Gospodarczej przy premierze, uważa, że system kanadyjski nie ma u nas szans. Bo rodacy nie umieją inwestować i nie mają nawyku odkładania pieniędzy na przyszłość.

Bo to, proszę pani, w ogóle jest głupie i przypadkowe społeczeństwo w tej Polsce…

Wiktor Wojciechowski, ekonomista fundacji FOR, mówi, że gdyby obniżono składkę emerytalną do 100 zł miesięcznie dla mężczyzny zarabiającego średnią krajową, to po 40 latach pracy zgromadzone składki wystarczyłyby na wypłatę 265 zł brutto emerytury! To ponad 400 zł mniej, niż wynosi obecnie gwarantowana ustawowo emerytura minimalna (706 zł).

Ja na miejscu ekonomisty fundacji FOR powiedziałbym mocniej: „Te marne 120 złotych od łebka przecież nie wystarczą na utrzymanie ZUS-u, a co dopiero na wypłatę emerytur!”. A może właśnie Pawlakowi chodzi o to, żeby już nie utrzymywać ZUS-u?

– Aby dostawać 1200 zł, mężczyzna musiałby pracować przez 60-70 lat. A kto będzie tyle pracował? – pyta Mordasewicz. – To wprowadzanie opinii publicznej w błąd, często politycy mówią o czymś, na czym się nie znają.

Okazuje się, że nie tylko politycy „mówią o czymś, na czym się nie znają”.

Podsumowując, zastanówcie się drodzy czytelnicy, co według was ma sens, a co nie. Ja w każdym razie nie liczę na żadne pieniądze z ZUS-u i każdemu radzę przyjęcie podobnego założenia. A jeśli coś kiedyś skapnie, to jeszcze lepiej, nieprawdaż?

Inercja i zmiany

Choć na każdym kroku deklarujemy, że pragniemy szczęścia i sensu w życiu (mało jest tych, którzy chcą nędznego i pustego życia), często popadamy w paradoksalną pułapkę, która na każdym zakręcie krzyżuje nasze plany. Nazywam to Paradoksem Mojo i chciałbym, żeby wryło ci się to w pamięć:

Naszą domyślną reakcją w życiu jest niedoświadczanie szczęścia.

Naszą domyślną reakcją w życiu jest niedoświadczanie sensu.

Naszą domyślną reakcją w życiu jest inercja.

Ujmując to inaczej: naszą codzienną standardową procedurą działania, czyli tym, co robimy częściej niż cokolwiek innego, jest kontynuowanie tego, co właśnie robimy.

Marshall Goldsmith „Mojo” (34)

Przez lata stałem się znawcą ludzi wykorzystujących swoje „zaprogramowanie” jako wymówkę. Słyszałem tych, którzy dominują i zawsze chodzą własnymi ścieżkami, obwiniających swoich rodziców o to, że ich zepsuli i spełniali każdą ich zachciankę (zaprogramowani na obwinianie swoich rodziców). Słyszałem otyłych, którzy obwiniali swoje geny za to, że nie mogą zrzucić zbędnych kilogramów (zaprogramowani na obwinianie swoich genów). Słyszałem fanatyków, którzy obwiniali dzieciństwo spędzone w małomiasteczkowym, pełnym nienawiści środowisku za swój brak tolerancji (zaprogramowani na obwinianie swoich sąsiadów). Słyszałem agresywnych, „zejdź-mi-z-drogi” sprzedawców, którzy obwiniali bezwzględną, darwinistyczną kulturę firmową za swoje gburowate zachowanie (zaprogramowani na obwinianie swojej firmy).

Marshall Goldsmith „Mojo” (49)

Pracując jako coach, pomagam ludziom sukcesu wdrażać pozytywne i trwałe zmiany w ich zachowaniu. Po wielu latach zrozumiałem teraz, że często powinienem był pomagać im zmienić tożsamość, czyli ich własną definicję samego siebie. Jeśli zmienimy nasze zachowanie bez zmiany tożsamości, możemy czuć się „fałszywi” lub „nieautentyczni”, niezależnie od wielkości osiągniętego sukcesu. Jeśli zaś zmienimy zarówno nasze zachowanie, jak i swoją definicję, możemy czuć się jednocześnie i inni, i autentyczni.

Nie jestem naiwny. Nie wierzę, że możemy stać się kimkolwiek – wedle własnych marzeń. Nigdy nie zostanę profesjonalnym koszykarzem. Choćbym nie wiem jak skupiał swoje pozytywne myśli, LeBron James i Kobe Bryant mogą spać spokojnie. Wszyscy mamy prawdziwe, fizyczne, środowiskowe i mentalne ograniczenia, których nie będziemy w stanie pokonać. Moje wyczerpujące badania pokazują, że jedno tylko jest pewne: zestarzejemy się i umrzemy. Nie możemy zmienić rzeczywistości samym tylko „pozytywnym myśleniem”.

Z drugiej jednak strony jestem zdumiony, jak wiele możemy zmienić, jeśli tylko sztucznie się nie ograniczamy. W mojej pracy widziałem liderów, którzy wprowadzili olbrzymie, pozytywne zmiany zarówno w sposobie traktowania innych ludzi, jak i w tym, jak sami siebie postrzegali.

Marshall Goldsmith „Mojo” (50)

BMW TesTeqa

Zachęcony przez jednego z komentatorów chciałbym dziś zaprezentować BMW TesTeqa, czyli mój Blogowy Minimalistyczny Warsztat twórczy. Inaczej mówiąc, skromny zestaw narzędzi, dzięki którym powstają wpisy zamieszczane w BIZNESIE BEZ STRESU.

Na początku mojej blogowej kariery korzystałem z edytora Microsoft Word, a plik zawierający wszystkie teksty nosiłem ze sobą na karcie pamięci SD. Na szczęście codziennie tworzyłem kopie zapasowe, więc nie poniosłem żadnych strat, kiedy okazało się, że karty pamięci mają czasami… słabą pamięć.

Ponad rok temu całkowicie zmieniłem wyposażenie warsztatu i przeniosłem go w obłoki.

Może to dziwne, ale centralnym narzędziem mojego BMW uczyniłem konto pocztowe GMail. Każdy pomysł na wpis, szkic wpisu i gotowy wpis przechowuję w postaci „wersji roboczej” listu do nikogo. Rozwiązanie to ma następujące zalety:

  1. Mogę łatwo gromadzić pomysły na wpisy, logując się na to konto lub wysyłając list z innego konta.
  2. Mogę łatwo przeszukiwać wpisy, korzystając z mechanizmów GMail.
  3. Mogę łatwo pisać i korygować teksty oraz sprawdzać ich poprawność za pomocą podstawowego słownika ortograficznego udostępnianego przez Google oraz za pomocą słowników wbudowanych w nowoczesne przeglądarki internetowe.

Wpisy formatuję ręcznie za pomocą znaczników html, dzięki czemu całkowicie panuję nad wyglądem każdej notki.

W tym roku zacząłem okraszać swoje teksty odpowiednimi ilustracjami. Czasami są to obrazki mojego autorstwa, ale znacznie częściej korzystam z olbrzymich zasobów serwisu Flickr. Wybieram te fotografie, które są opublikowane na licencji Creative Commons – uznanie autorstwa. W tym miejscu ujawnia się dodatkowa zaleta GMaila: wybrane ilustracje mogę załączać do przygotowywanych wpisów jako… załączniki.

Gdy tekst jest gotowy do publikacji, kopiuję jego treść do bloxa, umieszczam towarzyszącą mu ilustrację w zasobach blogu i publikuję zgodnie z przyjętym harmonogramem. Wpis przeniesiony do bloxa oznaczam w GMailu etykietą biz-blox-done.

I to wszystko. Oprócz błękitnego nieba. :-)

Komu twój jeden procent?

Mam szczęście być w gronie tych osób, którym nie przysługuje moralne prawo do narzekania na swój los. Co roku moje zeznanie podatkowe określa znaczącą kwotę, którą jestem zobowiązany wpłacić na konto urzędu skarbowego. Jednak od pewnego czasu mogę zadysponować, na jaką organizację pożytku publicznego ma zostać przekazany jeden procent mojej daniny. Ten jeden procent nie jest już tak pokaźny, ale, jak mówi przysłowie, ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. Spotykam się czasem z pytaniem, na co przeznaczyć ten jeden procent swojego podatku. Oto moja odpowiedź:

Rozejrzyj się wokoło.

Poszukaj wokół siebie ludzi, którzy swoją potrzebę niesienia pomocy innym ujęli w organizacyjne ramy. Rozejrzyj się po sąsiedztwie, popytaj rodzinę, popatrz uważnie, co znajduje się w domach, które mijasz, idąc lub jadąc do pracy. A potem, gdy zauważysz jakąś organizację pożytku publicznego, wstąp do niej, spotkaj się z pracującymi tam ludźmi, poczuj, czy ich zaangażowanie jest autentyczne i czy identyfikujesz się z realizowanymi przez nich celami. Jeśli tak, to nie będziesz miał już dylematu, na co przeznaczyć swój jeden procent. W przeciwnym przypadku szukaj dalej.

Oczywiście moja odpowiedź nie dotyczy tego, co zrobisz ze swoimi pieniędzmi w tym roku. Zostało już zbyt mało czasu na takie „śledztwo”. Masz zatem rok na zapoznanie się z tym, co dobrego dzieje się wokół ciebie – tuż za rogiem lub po przeciwnej stronie ulicy, i, być może, zaangażowanie się w tę działalność.

Warto zapuścić nieco korzeni w miejscu, w którym mieszkasz, a nie tylko traktować je jak hotelowy pokój na godziny.

Warto poznać ludzi, którym nie jest wszystko jedno i którym możesz pomóc.