Miesiąc: Wrzesień 2009

Czarny łabędź z Ekstremistanu (1)

Ci, którzy przeczytali już „Czarnego łabędzia” Nassima Nicholasa Taleba, wiedzą o co chodzi. Przebrnąłem przez całą tę książkę, ale sądzę, że wystarczy dotrzeć do czterdziestej strony, żeby uchwycić główną myśl, jaką częstuje nas autor. Oto najbardziej obrazowy, moim zdaniem, cytat:

„Przyjrzyjmy się życiu indyka, który codziennie dostaje odpowiednią ilość karmy. Każdy kolejny posiłek utwierdza go w przekonaniu, że niezmienną zasadą, na której opiera się świat, jest być codziennie karmionym przez przyjazne istoty zwane ludźmi, „działające w najlepiej rozumianym interesie indyka” – jak powiedziałby polityk. Tymczasem, w poprzedzające Święto Dziękczynienia środowe popołudnie stanie się coś całkowicie nieoczekiwanego. Zdarzenie to wywróci do góry dnem cały światopogląd indyka.” (40)

Moje wrażenie z tej lektury jest następujące: prognozując przyszłość, wygodnie jest nam opierać się na naszych doświadczeniach i statystykach dotyczących przeszłości. Wygodnie jest wierzyć, że zdarzenia ekstremalne są tak mało prawdopodobne, że nam się nie przytrafią. Że szansa spotkania trzymetrowego człowieka jest równie znikoma, jak i tego, że w środku miasta, na przystanku autobusowym uderzy w nas piorun (rok, czy dwa lata temu był w Warszawie taki wypadek). Nie doceniamy katastrofalnych skutków zdarzeń ekstremalnych i nie podejmujemy podstawowych kroków, żeby zmniejszyć ich konsekwencje.

Warto zatem zawsze się zastanowić, czy nasze doświadczenie jest dobrym przewodnikiem, czy nie warto zakwestionować jego podpowiedzi i przygotować się na to, co wydaje się „absolutnie nieprawdopodobne”.

Oto pierwszy z dodatkowych cytatów z tej otwierającej oczy książki:

„W kontakcie z historią ludzki umysł cierpi na trzy dolegliwości, które nazywam potrójną zaćmą:

  1. Iluzja rozumienia – wszystkim wydaje się, że wiedzą, jak działa świat, ale jest on znacznie bardziej złożony (lub przypadkowy), niż sobie wyobrażają.
  2. Zniekształcenie wspomnień – oceniamy zdarzenia dopiero po fakcie, kiedy „oglądamy je w lusterku wstecznym” (to dlatego historia wydaje się jaśniejsza i bardziej uporządkowana w podręcznikach niż w rzeczywistości).
  3. Przecenianie znaczenia faktów i teorii tworzonych przez uznane autorytety i uczonych.

(8)

Zasłona dymna w szkole

Ten wpis kieruję do tych czytelników, którzy chodzą jeszcze do szkoły i chcieliby bezstresowo przejść przez rozpoczęty właśnie rok szkolny.

Początek roku szkolnego jest świetnym momentem do zdefiniowania swojego nowego „JA”. Niektórzy zmienili właśnie szkołę i znaleźli się w nowym środowisku, więc mogą zacząć wszystko od nowa. Inni kontynuują naukę w tym samym miejscu, ale mają szansę wykorzystać zbawienny wpływ wakacji. Czas zatarł w pamięci nauczycieli i kolegów nieprzyjemne wydarzenia i rozczarowania, których byli bohaterami.

Oto tajny plan działania:

  1. Podziel przedmioty szkolne na dwie grupy: te, które lubisz, oraz pozostałe.
  2. Opracuj harmonogram budowania zasłony dymnej. Zasłona dymna polega na wytworzeniu wrażenia, że jesteś wystarczająco dobry z przedmiotów, które cię nie interesują. Na początku roku jest to bardzo łatwe, ponieważ materiału jest jeszcze niewiele i łatwo zabłysnąć swoją wiedzą. Wyznacz zatem terminy swojego błyszczenia na poszczególnych zajęciach i solidnie się do nich przygotuj. Pamiętaj, że robisz to tylko raz, a potem będziesz rozkoszował się bezstresowym kontemplowaniem muchy na suficie, kiedy inni, skuleni w ławkach, będą czekali na wyrok w postaci wyrwania do odpowiedzi.
  3. Po postawieniu zasłony zajmuj się tym, co cię naprawdę interesuje, kontrolując od czasu do czasu gęstość dymu. W razie potrzeby zgłaszaj się do banalnych, ale efektownych przedsięwzięć, które nie wymagają specjalnych przygotowań. No i bezmyślnie nie podpadaj, bo wtedy czar pryska.

W najgorszej sytuacji są oczywiście ci, których nie interesuje żaden przedmiot, ale oni zawsze będą w najgorszej sytuacji, o ile nie zaczną aktywnie szukać swojej pasji (ZTD: Nawyk 10: Znajdowanie swojej pasji).

Pamiętaj! To, co zrobisz do połowy października, w znacznym stopniu wyznaczy twoją pozycję i samopoczucie przez pozostałe miesiące roku szkolnego. Warto więc się zmobilizować. To jest właśnie te słynne 20% wysiłku dające 80% sukcesu.

Autoskoczek

Są kierowcy, którzy uwielbiają przeskakiwać z pasa na pas. Korek jak diabli, co chwilę światła, a oni z niezachwianą pewnością słuszności swojego postępowania przemieszczają się z lewego pasa na środkowy, znów na lewy, znów na środkowy, a potem na prawy i tak dalej, bez chwili wytchnienia. Powiem szczerze, że jestem chyba zbyt przywiązany do idei bezstresowego życia, żeby jeździć w ten sposób. Zmieniam pas tylko wtedy, kiedy samochody obok mnie rzeczywiście poruszają się zdecydowanie szybciej. Autoskoczkowie nie przeszkadzają mi, o ile ich harce nie są zbyt bezczelne i nie powodują zamieszania na drodze.

Być może, w niektórych sytuacjach ten sposób jazdy pozwala pokonać trasę w nieco krótszym czasie, ale ostatnio zdarzyło mi się obserwować wyjątkowo zdeterminowanego autoskoczka (towarzyszyła mu bardzo urodziwa, młoda niewiasta), który na odcinku 5 kilometrów wyprzedził mnie 3 razy :-). Po prostu nie miał szczęścia w wyborze pasów ruchu.

Moim zdaniem „autoskoczkowanie” z pasa na pas jest doraźną taktyką jazdy, która ma zastąpić nieistniejącą strategię działania. Jesteś w niedoczasie wtedy, kiedy szwankuje twoje planowanie i generalne podejście do podejmowanych zobowiązań. Spóźniasz się, ponieważ wcześniej zbyt wiele czasu poświęciłeś na rzeczy nieistotne (tylko nie mów mi, że przez całą dobę zajmujesz się jedynie tym, co ważne i pożyteczne).

Jeśli lubisz „autoskoczkować”, nie rób tego z konieczności, lecz dla przyjemności, szanując innych użytkowników drogi i tocząc z nimi szlachetne współzawodnictwo, a nie walkę na śmierć i życie. Urodziwe niewiasty (i urodziwi kawalerowie) z pewnością docenią twój luz, uśmiech i brak kropelek potu na czole.

Wielozadaniowość nie działa

Często przychodzi mi dyskutować z osobami, które twierdzą, że potrafią robić wiele rzeczy naraz. Na przykład kroić cebulę, słuchając jednocześnie radia. Uważam, że ulegają złudzeniu. Najprawdopodobniej skupiają się wówczas na tym, żeby nie ukroić sobie palca, a wypełniająca kuchnię muzyczka jest tylko przyjemnym tłem dźwiękowym. Nie zauważają, że czasami przerywają krojenie, żeby usłyszeć zapowiedź prezentera lub najnowszy serwis informacyjny.

Ostatnie badania („Media multitaskers pay mental price, Stanford study shows”) potwierdzają, że rozpraszanie się przynosi fatalne efekty dla naszej produktywności.

W tym miejscu przypomina mi się mój ubiegłoroczny wpis Bill Gates spotyka iPoda, który opisywał, jak najbogatszy człowiek świata potrafi w jednej chwili całkowicie skierować swoją uwagę na interesujące go zagadnienie. Nic dziwnego, że dorobił się takiej fortuny.

Pamiętaj! Skup się na tym, co robisz, a dobrze na tym wyjdziesz.