Miesiąc: Październik 2008

Co zrobić z mandrylem?

Czasami w twoim życiu pojawia się na chwilę mandryl, który celowo lub przez brak pomyślunku stara się zatruć ci życie, krytykując cię na odlew. Co z nim zrobić? Po pierwsze wyklucz ze swojego arsenału groźby karalne i akty fizycznej agresji. Odpowiednia postawa pozwoli ci zareagować skutecznie, w cywilizowany i wyciszony sposób:

  1. Zachowaj perspektywę – mandryl ma prawo oceniać rzeczywistość na swój sposób, ale wcale nie musisz zgadzać się z tą oceną. Bardzo często osoba z zewnątrz nie widzi całokształtu zagadnienia i może fatalnie się mylić w swoich powierzchownych sądach.
  2. Nie przechodź do obrony – nie tłumacz się, nie odpowiadaj krytyką na krytykę. Zachowaj spokój i wsłuchaj się w to, co mówi mandryl. Brak reakcji zniechęci go, jeśli jego jedynym celem jest kłótnia, albo pozwoli mu rozwinąć krytykę w konstruktywnym kierunku, jeśli jego intencje są pozytywne.
  3. Nie bierz tego do siebie – nie traktuj krytyki jako oceny swojej osoby, tylko jako zdanie mandryla na temat jednej z rzeczy, którą zrobiłeś. A na zdania zaczynające się od „Bo ty w ogóle…” albo „Bo ty zawsze…”, albo „Bo ty nigdy…” nie zwracaj uwagi (w pewnych przypadkach możesz zażądać konkretnych przykładów świadczących o tym, że „w ogóle”, „zawsze” albo „nigdy”).
  4. Skorzystaj z nauczki – kontakt z mandrylami może sprawić, że dowiesz się czegoś nowego o sobie. Uczciwie odpowiedz wówczas na następujące pytania: Dlaczego tak reaguję na tę osobę? Dlaczego nie lubię, gdy ktoś porusza ten temat? Czy staram się coś ukryć? Czy obawiam się jakiegoś wyimaginowanego zagrożenia? Czy przegapiam okazję do własnego rozwoju?

Istnieje hipoteza mówiąca, że mandryle to nauczyciele zesłani nam przez los, żebyśmy mogli nauczyć się czegoś nowego o sobie.

Na podstawie „How to Understand and Deal with Difficult People”.

Nauka jazdy

Dawno, dawno temu, kiedy TesTeq nie był jeszcze TesTeqiem, a epoka lamp elektronowych chyliła się ku upadkowi, nieistniejące już czasopismo „RAZEM” ogłosiło konkurs na najlepsze polskie programy dla mikrokomputera ZX Spectrum. W jury konkursu zasiadły sławy ówczesnego polskiego środowiska informatycznego.

Jako szczęśliwy posiadacz ZX Spectrum o pojemności pamięci RAM 48 kilobajtów i niestrudzony entuzjasta podejmowania wyzwań rzuciłem się do programowania. Postanowiłem napisać grę, która pomoże kandydatom na kierowców rozwiązywać „krzyżówki”, czyli pytania testowe związane z określaniem pierwszeństwa przejazdu na skrzyżowaniach. Zadanie gracza polegało na przemierzeniu miasta wypełnionego różnorodnymi skrzyżowaniami, na których pojawiały się inne samochody, tramwaje i pojazdy uprzywilejowane. Ze względu na skromne możliwości graficzne i niewielką pojemność pamięci ZX Spectrum musiałem opracować specjalne algorytmy kompresji danych i budowania wyglądu skrzyżowań w czasie rzeczywistym z elementów semigraficznych, które sam zaprojektowałem. Ta część pracy sprawiła mi największą satysfakcję.

29 czerwca 1986 roku tygodnik „RAZEM” opublikował wyniki konkursu:

Nauka Jazdy 1

Zająłem ex aequo pierwsze miejsce! I dostałem w nagrodę magnetofon kasetowy MK 232 (tu wyjaśnienie: oprogramowanie było wgrywane do ZX Spectrum z kaset magnetofonowych, więc magnetofon kasetowy stanowił cenne wyposażenie każdego „spektrumowca”).

Dodatkową nagrodą było oficjalne wydanie zwycięskich programów na kasetach pod egidą czasopisma „KOMPUTER”. Wynagrodzenie za 2000 sprzedanych kaset to pierwsze prawdziwe pieniądze, które samodzielnie zarobiłem w branży informatycznej.

Nauka Jazdy 2

Ten – w gruncie rzeczy – niszowy sukces dał mi poczucie własnej wartości i skłonił do podejmowania kolejnych wyzwań. Ponadto przekonałem się, że:

Musisz się pokazać, żeby cię zauważyli!

Przyczyna i skutek

W dzisiejszym świecie każdy chce być zdrowy, szczęśliwy, szczupły i bogaty – najlepiej tak szybko, jak się da. Przez wieki w odpowiedzi na to niemal powszechne zapotrzebowanie na natychmiastowe spełnianie życzeń, nieprzeliczone zastępy ludzi i organizacji oferowały kuszące formuły, specjalne techniki, ezoteryczne strategie i sekrety osiągania sukcesu i szczęścia bez najmniejszego wysiłku.

Co rok albo dwa ktoś publikuje książkę, taką jak „Sekret”, w której sugeruje, że istnieje krótka i łatwa droga do szczęścia i dużych pieniędzy. Według „Sekretu” wszystko, co musisz zrobić, to skupiać się na pozytywnych myślach i je wizualizować. W ten sposób przyciągniesz do swojego życia wszelkie dobre rzeczy, których pragniesz. Ta idea przemawia do ludzi unikających ciężkiej pracy niezbędnej do osiągnięcia czegokolwiek wartościowego.

Prawdziwą tajemnicą sukcesu jest jednak to, że nie ma żadnej tajemnicy. Są tylko uniwersalne zasady i ponadczasowe prawdy, które zostały odkryte i są ponownie odkrywane przez wieki. Szczęście, zdrowie i dobrobyt nie są rezultatem przypadku. Stanowią wynik przemyślanego planu i podlegają żelaznemu Prawu Przyczyny i Skutku.

Prawo to stanowi, iż „każda przyczyna powoduje skutek”. Mówi także, że „dla każdego skutku można wskazać jego przyczynę lub przyczyny”.

Brian Tracy „Flight Plan” (1-2)

Raptularz Winnetou

Raptularzem nazywano w dawnej Polsce księgę do odręcznego notowania wydarzeń, spostrzeżeń i anegdot. Sprowokowany komentarzami jednego z moich czytelników, którego bardzo zainteresowała moja skromna osoba, postanowiłem zainaugurować nową kategorię wpisów i nazwać ją raptularzem. W jej ramach będę wspominał znaczące wydarzenia z mojego życia, które sprawiły, że stałem się tym, kim jestem, i nie patrzę z niechęcią na faceta, którego widzę każdego ranka w lustrze. Oto moja pierwsza opowieść:

Dawno temu wraz z moim bliskim kolegą Jackiem byliśmy zimą w Bukowinie Tatrzańskiej. Nasi rodzice często organizowali wówczas takie wspólne wyjazdy. Mieliśmy pewnie po dziesięć albo jedenaście lat i w dzień niestrudzenie śmigaliśmy na nartach. Wieczory jednak były długie, więc nasza inwencja miała znakomite pole do popisu.

Pewnego razu Jacek zaproponował zapasy na śniegu. Ubraliśmy się, wyszliśmy za chałupę, w której mieszkaliśmy, wyznaczyliśmy granice pola walki i określiliśmy jej reguły. Potem zwarliśmy się w pojedynku mocarzy i przez pierwsze minuty walczyliśmy jak równy z równym. Niestety w miarę upływu czasu szło mi coraz gorzej i kilka chwil później leżałem na śniegu przygnieciony ciężarem Jackowego ciała. Ale nie chciałem się poddać, za żadne skarby nie chciałem uznać swojej przegranej. I wtedy… chwyciłem Jacka za włosy, mocno pociągnąłem do tyłu i w ten sposób uwolniłem się od przytłaczającego mnie ciężaru. Droga do wygranej stanęła otworem, ale nagle obydwaj przestaliśmy walczyć. Obydwaj – a szczególnie ja – wiedzieliśmy, że stało się coś strasznego, że dalszy pojedynek nie ma sensu. Wróciliśmy do domu i tego wieczora nie odezwaliśmy się już do siebie ani słowem.

Była to moja godzina prawdy. Zawsze chciałem być Indianinem. Tak jak Winnetou postępować zgodnie z zasadami i stawiać honor ponad wszystko. A tymczasem w ten mroźny, zimowy wieczór nie potrafiłem uznać swojej porażki i jak zwykły tchórz użyłem nieczystego zagrania. Tego dnia zrozumiałem, czego nie wolno, a co należy robić, żeby stać się prawdziwym Indianinem.

Nigdy więcej nie pociągnąłem już swojego przeciwnika za włosy.