Miesiąc: Styczeń 2008

3 tajemnice

Nadszedł najwyższy czas, żebym wyjawił ci trzy największe tajemnice GTD (czyli systemu wspomagającego robienie tego, co masz do zrobienia). Lepiej zdradzę je teraz, żebyś później nie miał pretensji. Oto te tajemnice:

Najlepszym sposobem sprawienia, żeby coś zostało zrobione, jest to zrobić.

Metoda GTD nie załatwi za ciebie sprawy w Urzędzie Skarbowym, nie kupi zapasowych baterii do latarki i nie wyśle twojego dziecka na obóz narciarski do Zakopanego. To musisz zrobić sam, natomiast GTD będzie twoim perfekcyjnym asystentem.

Najlepszym sposobem zrobienia czegoś jest zacząć to robić.

Metoda GTD nie sprawi, że wykonasz pierwszy krok – to jest twoje zadanie. GTD pomoże ci nabrać pewności, że idziesz we właściwym kierunku.

GTD nie może zmusić cię do czegokolwiek – to ty musisz chcieć.

Jeśli chcesz lub czujesz potrzebę zrobienia czegoś, metoda GTD pomoże ci zrealizować to przedsięwzięcie. Jeśli czegoś nie chcesz zrobić, GTD bezlitośnie obnaży tę – być może niewygodną – prawdę. Decyzja należy do ciebie – GTD jedynie uwolni twoją głowę od bieżączki dnia codziennego tak, żeby twój wybór mógł być racjonalny.

Na zdrowie i na chorobę

Przystępując do konstruowania swojego systemu GTD, pamiętaj przede wszystkim o tym, żeby był on prosty i skuteczny. Nie ma co szukać zaawansowanych technologii i wymyślnych patentów, które zawiodą, gdy wyłączą zasilanie, padnie internet, śnieżyca zawieje drogi, a ciebie złoży paskudne choróbsko. Musisz ufać systemowi! Szczególnie wtedy, gdy przestajesz ufać samemu sobie i dopada cię zwątpienie. Kiedy nie wiesz, gdzie włożyć ręce, a szef przychodzi z kolejną sprawą do załatwienia. Kiedy dach przecieka, a meteorolodzy zapowiadają najbardziej deszczowe lato stulecia.

Kompletny, niezawodny i prosty w obsłudze system to podstawa sukcesu. Nie komplikuj go! Przecież nie po to wdrażasz GTD, żeby zajmować się wdrażaniem GTD, tylko po to, żeby lekko, łatwo i przyjemnie radzić sobie z wszystkimi wyzwaniami, którymi częstuje cię ten nasz zwariowany świat.

Nazywanie rzeczy

Boimy się rzeczy nienazwanych. Nie umiemy sobie z nimi poradzić, znaleźć dla nich miejsca w świecie, który rozumiemy i znamy. Dlatego budzą one nasz niepokój. Stają się powracającymi myślami, które uwielbiają absorbować nas w najmniej odpowiednich momentach.

W dzisiejszym świecie coraz mniej przerażają nas duchy i potwory czające się w ciemnej piwnicy i mrocznych zaułkach. Nienazwanymi rzeczami naszych czasów są sprawy, które domagają się naszej uwagi, ponieważ do tej pory nie poświęciliśmy im wystarczającej uwagi. Dziesiątki listów elektronicznych w naszej skrzynce odbiorczej, nienapisany raport na poniedziałek, wybór szkoły dla dziecka itp.

Tak naprawdę przyczyną naszego stresu nie są same sprawy do załatwienia, tylko to, że nie określiliśmy naszego stosunku do tych spraw. Nie nazwaliśmy ich.

GTD (Getting Things Done) Davida Allena to prosty zestaw zaleceń, których głównym celem jest skłonienie nas do nazwania rzeczy i spraw oraz wyznaczenia im właściwego miejsca w naszej czasoprzestrzeni. Ulga, jaką wówczas odczuwamy, to nic innego, jak wolność od niepokoju i od strachu przed nieznanym. W takim zakresie, w jakim jest to tylko możliwe.

Pisanie ze zrozumieniem

Niektórzy autorzy blogów, chcąc nakierować dyskusję komentatorów na „właściwe tory”, karcą niepokornych dygresjonistów apelem o „czytanie ze zrozumieniem”. Sformułowanie to drażni mnie niepomiernie, ponieważ w nieuprzejmy sposób zarzuca drugiej stronie tępactwo i ubóstwo intelektualne. :-)

Oczywiście nie każda dygresja warta jest dyskusji, ale też nie należy zbywać niegrzecznością komentarzy, które autorowi blogu są nie w smak. Często takie uwagi niosą istotną informację zwrotną na temat treści i logiki wywodu zawartego we wpisie.

Uważam, że to autor przekazu jest odpowiedzialny za takie formułowanie swoich myśli, żeby trafiły one do odbiorcy w zamierzonym kształcie. Jeśli nie trafiają, powinien zmodyfikować formę przekazu, a nie obrażać czytelników sugerując „czytanie ze zrozumieniem”. Efekt takiego zabiegu jest najczęściej przeciwny do oczekiwanego.

„Pisz ze zrozumieniem, a będziesz tak odczytany.” – Krzysztof Wysocki