Tag: zdrowie

Medytacja

Wielu ludziom wydaje się, że medytacja to siedzenie na specjalnej poduszce w pozycji lotosu, głębokie oddychanie i powtarzanie w kółko kilku słów lub buczenie niczym transformator energetyczny wysokiego napięcia.

Istnieje wiele stron internetowych opisujących tę jedynie słuszną pozycję i z niezachwianą pewnością siebie głoszących, że pierwszą rzeczą, jakiej trzeba nauczyć się w medytacji, jest „właściwy sposób siedzenia”.

Oczywiście nieskrępowana wygoda ciała i możliwość rozluźnienia poszczególnych mięśni mają duże znaczenie dla skuteczności praktyki medytacyjnej, ale nie są jej warunkiem koniecznym. Medytować można także wtedy, gdy okoliczności wcale temu nie sprzyjają. Na przykład w zatłoczonym autobusie, w kolejce do kasy w hipermarkecie czy podczas zmywania talerzy po obiedzie.

Dlaczego?

Dlatego, że:

Medytacja to nauka bycia swoim własnym, dobrym przyjacielem – przyjacielem, który cię rozumie i akceptuje.

To właśnie do budowania tej przyjaźni niezbędne jest wsłuchiwanie się w swój oddech, zauważanie i odkładanie na bok przelatujących przez głowę myśli oraz skupianie uwagi na poszczególnych częściach własnego ciała.

Wiele dolegliwości trapiących ludzkie ciało i duszę można złagodzić lub całkowicie uleczyć zaprzyjaźniając się z samym sobą.

Zacznij więc już teraz – od piętnastu oddechów. Jeśli nie prowadzisz pojazdu mechanicznego, zamknij oczy i:

  • przez pierwsze trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za ten dzień.”
  • przez kolejne trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za tę godzinę.”
  • przez kolejne trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za tę chwilę.”
  • przez kolejne trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za ten oddech.”
  • przez ostatnie trzy oddechy nie myśl już o niczym, tylko poczuj bezgraniczną radość bycia żywą istotą i doceń to, że jesteś w stanie tę radość odnaleźć.

Święta bez poczucia winy

Przed świątecznym obżarstwem serwuję wam tłumaczenie doskonałego, świątecznego wpisu Leo Babauty:

„Powróć na dobrą drogę!” [zenhabits.net]

Ludzie pragnący żyć zdrowo i cieszyć się dobrą kondycją mają dziś wielkiego kaca moralnego po obżarstwie z okazji Święta Dziękczynienia. Jeśli nie mieszkasz w Stanach Zjednoczonych, też doświadczasz tego uczucia, tyle że w innym miejscu i czasie.

To była uczta! Ale przesadziłeś i dziś czujesz wstręt do siebie, bo znowu zawiodłeś.

Odrzuć te przygnębiające uczucia, rusz tyłek i wróć na dobrą drogę.

Ja też regularnie folguję sobie w każde święta i potem czuję się winny – tak przez minutę. A po chwili uświadamiam sobie, że to poczucie winy nie uczyni mnie zdrowszym. Natomiast sprawi to dzisiejsza, prawidłowa dieta, bo dzień wczorajszy nie ma już znaczenia. Dieta okraszona ruchem na świeżym powietrzu, odrobiną ćwiczeń i wysiłku.

Dlaczego dzień wczorajszy nie ma znaczenia? Ponieważ jeden dzień obżarstwa jest nieistotny w dłuższej perspektywie, a właśnie ta dłuższa perspektywa to podstawa sukcesu w każdej dziedzinie. Chcesz być przecież zdrowy i sprawny przez całe życie, a nie tylko przez jeden dzień. A w skali życia jeden dzień nie znaczy nic. Liczy się to, co robisz przez ich zdecydowaną większość.

Skończ więc celebrację swojej winy i przestań się martwić. Zacznij zdrowo jeść i ćwiczyć. DZIŚ!

Jeśli utrzymujesz dyscyplinę w życiu, jeden grzeszny dzień jest po prostu wytchnieniem, na które zasłużyłeś. Teraz wróć na dobrą drogę i poczuj, jaki jesteś wspaniały.

A jeśli dotychczas nie trzymałeś pionu, po obżarstwie masz wystarczająco dużo energii, żeby się „uruchomić”. DZIŚ! Wyjdź na spacer, odetchnij świeżym powietrzem. Zagraj w piłkę z dzieciakami. Zrób kilka pompek, przysiadów i wypadów, zamiast siedzieć cały dzień na czterech literach. Nie ma znaczenia, co zrobisz – ważne, żebyś zaczął się ruszać.

Dzień wczorajszy pojawił się i znikł. Mam nadzieję, że spędziłeś go równie przyjemnie jak ja. A dziś… dziś dasz czadu! Zostaniesz panem swojego zdrowia i sprawności.

Spokojnie, to tylko szczepienie…

Jak co roku, jesienną porą zostaliśmy zaatakowani zmasowaną propagandą na rzecz powszechnych szczepień przeciwko grypie.

Dotychczas mogło się wydawać, że jest to tylko wojna koncernów farmaceutycznych o zawartość naszych portfeli – wszak sprzedaż lekarstw ludziom zdrowym stanowi znacznie grubszą żyłę złota niż leczenie tych, którzy już zachorowali.

Tymczasem ciekawe światło na to ogólnoświatowe przedsięwzięcie rzuca analiza porównawcza przeprowadzona przez Dr. Barucha („Context of the social revolution swine flu” [haaretz.co.il]), z której jednoznacznie wynika, że spokój i posłuszeństwo społeczeństw jest wprost proporcjonalne do odsetka ludzi szczepionych przeciw grypie.

Na przykład w Grecji szczepiono tylko 3% ludności, a w Hiszpanii 10% i gołym okiem widać, jak gwałtowne protesty społeczne trapią te państwa. Także kraje Arabskiej Wiosny 2011 z pewnością nigdy nie należały do światowych przodowników w dziedzinie szczepień przeciwgrypowych. Trudno też podejrzewać ludzi okupujących Wall Street o zaprzątanie sobie głowy profilaktyką zdrowotną.

A w takiej Szwecji, oazie spokoju, odsetek szczepionych sięga rok w rok 60%.

To daje do myślenia!

Co tak naprawdę jest dodawane do tych, jakże skutecznych, szczepionek?

Nie wiem.

Nie wiem!

NIE WIEM!

A teraz odprężę się… Poczuję lekkie ukłucie i będę już spokojny…

Smacznego, drewnojady!

Czy wiesz, czym zajmuje się firma J. RETTENMAIER & SÖHNE GmbH + Co. KG?

Jest światowym potentatem w dziedzinie przetwarzania drewna na potrzeby przemysłu… nie, nie meblowego czy budowlanego, ale spożywczego i gospodarstwa domowego. Produkowane przez tę firmę włókna celulozowe możesz wygrzebać spomiędzy swoich zębów po posiłku w McDonaldzie, a także po zjedzeniu krakersów, ciasteczek, wafelków, pieczywa i wielu innych produktów, które wymieniono w tym oto artykule: „15 Food Companies That Serve You «Wood»” (thestreet.com).

Spożywane przez ciebie włókna mają też inne zastosowania. Mogą służyć do wypełniania kuwety, do której sika twój kot, oraz są dodawane do środków czystości, za pomocą których przywracasz swój sedes do olśniewającego blasku.

Jak to mówią: dobra deska nie jest zła!

Smacznego!