Tag: zarządzanie

Wspieraj swojego szefa!

Jack Welch, legendarny prezes koncernu General Electric, zapytany, co robić, żeby odnieść sukces w pracy zawodowej, odpowiedział bez wahania:

„Dowiedz się, na czym najbardziej zależy twojemu szefowi, i przekrocz w tej dziedzinie jego oczekiwania.”

Już słyszę chór „oburzonych”, zgłaszających pryncypialne i zawsze słuszne wątpliwości:

  • A jeżeli szef kradnie?
  • A jeżeli szef uprawia prywatę?
  • A jeżeli szef niszczy ludzi?
  • A jeżeli mój wysiłek nie zostanie dostrzeżony?
  • A jeżeli…
  • A jeżeli…
  • A jeżeli…

Tak, zapewne są tacy szefowie i zapewne są wśród nich psychopaci i biznesowi samobójcy, ale wbrew tym wszystkim „a jeżeli”, większości szefów zależy na wykazaniu się sprawnością działania przed swoimi szefami, co z reguły prowadzi do lepszego działania całej organizacji. Szczególnie w firmach prywatnych, gdzie na koniec dnia liczy się przede wszystkim, o ile więcej złotówek wpłynęło do kasy, niż z niej ubyło.

Zachęcam cię zatem do zastanowienia się, co możesz zrobić, żeby twój szef odniósł sukces, realizując cele waszej organizacji. Skup się na tym i daj z siebie wszystko, a nie będziesz musiał biadolić, że znów ominął cię awans.

Wspieraj swojego szefa!

Szczęście a produktywność

Kontynuując majowe rozważania na temat szczęścia, chciałbym bezlitośnie podważyć, a nawet obalić pewien mit.

Na fali startupowej rewolucji, wyzwalania się z korporacyjnych obozów pracy i podążania za własną pasją w wielu głowach zakiełkował pogląd, że:

„Pracownik szczęśliwszy jest produktywniejszy.”

Firmowe działy zarządzania zasobami ludzkimi, dotychczas bez powodzenia szukające pola do popisu, wreszcie znalazły obszerny ugór do bezsensownego zaorania. Bezsensownego, acz dającego się zmierzyć konkretnymi, ujętymi w sprawozdaniach, zmarnowanymi kwotami. Zaczęło się wielkie dopieszczanie pracowników wyjazdami integracyjnymi, balami jubileuszowymi, karnetami na basen, ubezpieczeniami zdrowotnymi oraz innymi działaniami z repertuaru początkującego kaowca (czyli instruktora kulturalno-oświatowego). Wszystko to pod hasłem jednoczenia wysiłku, uzyskiwania synergii i podwyższania produktywności.

Tymczasem…

Nie ma żadnych badań potwierdzających, że „zajęcia pozalekcyjne” i wydzielane w ich wyniku endorfiny w jakikolwiek pozytywny sposób wpływają na produktywność pracowników. Wręcz przeciwnie – mogą zniechęcać do efektywnej pracy. Szczególnie tych najwybitniejszych, którzy mają znacznie lepsze pomysły na spędzanie wolnego czasu niż wspólna popijawa z mniej uzdolnionymi kolegami podczas tradycyjnej majówki lub grzybobrania.

Prawdziwe jest natomiast twierdzenie odwrotne:

„Pracownik produktywniejszy jest szczęśliwszy.”

Świadomość sprawnego wykonywania sensownej i dobrze opłacanej pracy przynosi satysfakcję, która owocuje lepszym samopoczuciem, leczy kompleksy i pozytywnie wpływa na życie rodzinne.

Jaki stąd wniosek?

Skończ z wyrzucaniem pieniędzy na „uszczęśliwianie” pracowników.

Skup się na umożliwianiu im produktywnego działania, usuwaniu krępujących ich głupot i wspólnym cieszeniu się z sukcesów.

Żelazne Prawo Biurokracji

Znany pisarz science-fiction i publicysta komputerowy Jerry E. Pournelle sformułował następujące, niezwykle trafne prawo opisujące zjawisko biurokracji. Oto ono w pełnym brzmieniu:

Żelazne Prawo Biurokracji Pournelle’a stanowi, że w każdej biurokratycznej organizacji można znaleźć dwa rodzaje ludzi: tych, którzy działają na rzecz faktycznych celów organizacji, i tych, którzy działają na rzecz samej organizacji. W szkolnictwie przykładem tych pierwszych są nauczyciele pracujący i poświęcający się, żeby wyedukować dzieci, a przykładem tych drugich – działacze związkowi, którzy wyznaczyli sobie rolę obrońców nauczycielskich posad bez względu na kompetencje konkretnego nauczyciela. Żelazne Prawo Biurokracji polega na tym, iż we wszystkich przypadkach, prędzej czy później władzę w organizacji przejmuje ten drugi typ ludzi i zaczyna określać zasady jej działania.

Oczyszczająca Gowina

Nick Jehlen opisał ciekawą praktykę stosowaną w firmie Action Mill.

Wszędzie, nawet w najdoskonalszej organizacji, są sprawy, których załatwienie jest odwlekane w nieskończoność. Lub do czasu, kiedy smród jest tak wielki, że trzeba wyjść przed budynek.

Większość ludzi czuje się nieswojo, mając świadomość, że w komputerze, na biurku lub w szafie czai się jakieś nieprzyjemne zaniechanie. Zaniechanie, które już dawno powinni wyprostować, jednak coś ich blokuje i nie pozwala im zabrać się do usunięcia tej mentalnej zawalidrogi. Związane z tym podświadome poczucie winy obniża ich sprawność podczas wykonywania innych zadań.

Aby temu zaradzić, do firmowego kalendarza Action Mill wprowadzono Guilt Hour (czyli po polsku Godzinę Winy lub w skrócie Gowinę). W każdą środę o dziesiątej cały zespół zbiera się w sali konferencyjnej. Wszyscy przeglądają swoje listy zadań i wybierają te sprawy, których niezałatwienia najbardziej się wstydzą. Ogłaszają to wszem i wobec i mają godzinę na rozwiązanie problemu. W ten sposób o godzinie jedenastej z pola działania firmy znika wiele potencjalnych min i niewybuchów. A i atmosfera staje się czystsza.

Myślę, że Gowina to dobry pomysł także w stosunku do siebie samego.

Wyznacz sobie w planie tygodnia jedną, konkretną godzinę na konfrontację ze sprawami, które przyprawiają cię o mdłości przez pozostałe 167 godzin (cały tydzień to 168 godzin). Kiedyś i tak trzeba będzie poodkurzać, rozpocząć pisanie pracy licencjackiej czy wypełnić roczne zeznanie podatkowe. Gowina to dobry pretekst, żeby wreszcie ruszyć to, co przygniata twoje serce i zamula twój umysł!

Zatem… do dzieła!