Tag: sport

Komplementy dla przeciwnika

Jest taka dziecinna przypadłość, z której wiele osób nigdy nie wyrasta (na przykład Robert Radwański, ojciec i trener naszych znakomitych tenisistek Agnieszki i Urszuli), polegająca na negatywnym wypowiadaniu się o konkurentach.

Oto przykłady takich odzywek, które nierzadko padają z ust zawodników, szkoleniowców i polityków cierpiących na tę chorobę:

  • Przegrałem z nim, ale to straszny palant! W ogóle nie umie grać!
  • Mecz trwał tak długo, bo on się tylko bronił, zamiast porządnie atakować!
  • Wygrałem z tym cieniasem bez problemu!
  • Ja panu mogę nogę podać.

Są dwa powody, dla których takie podejście jest błędne:

  1. Oznacza brak szacunku dla przeciwnika, który z pewnością rozegrał najlepszy mecz, na jaki było go stać, więc po co opowiadać te nieuprzejme androny?
  2. Oznacza brak szacunku dla samego siebie. Lepiej przecież wygrać, a i lepiej przegrać z dobrym przeciwnikiem niż z ciamajdą!

Dlatego pamiętaj: jeśli tylko twój przeciwnik grał fair, mów o nim dobrze, znajdując te aspekty jego postawy, które zasługują na szczere komplementy.

Rób tak niezależnie od wyniku meczu.

A problem grających nie fair i astmatyków pozostaw ocenie sędziów i widzów. Nie ma co robić z siebie mazgaja!

Bycie niepokonanym to stan umysłu

Nie wątpię, że w nowoczesnym sporcie odpowiednio dobrany trening i dieta oraz podkręcanie możliwości organizmu za pomocą różnych metod są warunkiem koniecznym osiągania nieprzeciętnych sukcesów. Na tym polega profesjonalizm, który procentuje nie tylko w sporcie, ale w każdej dziedzinie życia. Jednak wszystkie te czynniki nie wystarczają, żeby odnieść zwycięstwo.

W 2011 roku w męskim tenisie nastąpiła zdecydowana zmiana układu sił. Dwóch dotychczasowych liderów rankingów – Rogera Federera i Rafaela Nadala pogodził „ten trzeci” – Novak Djokovic.

Specjaliści zastanawiają się teraz, skąd ta zmiana na szczycie, jak to możliwe, że Djokovic wygrał 39 spotkań z rzędu, w tym cztery z Rafaelem Nadalem i trzy z Rogerem Federerem!

Myślę, że najcelniejszą diagnozę przedstawił w tej sprawie Pete Sampras, amerykański tenisowy mistrz nad mistrze:

Bycie niepokonanym to stan umysłu, a nie tylko statystyka.

Życzę ci, żebyś w swojej dziedzinie choć raz w życiu doświadczył tego uczucia, a niemożliwe stanie się możliwe!

2010 – podsumowanie

W 2010 roku przebiegłem 755 kilometrów, co oznacza wzrost o ponad 60% w stosunku do roku poprzedniego:

2010 BIEGANIE

Przepłynąłem w basenie 92,9 km, co po ubiegłorocznym kryzysie oznacza powrót do normy:

2010 PŁYWANIE

Windsurfowałem przez 26 godzin i 35 minut, co jest wynikiem o połowę mniejszym niż w latach poprzednich – coś z tym trzeba będzie zrobić:

2010 WINDSURFING

Dziennik Sportowy na 2011 rok założony, a więc – alleluja i do przodu!

Moja motywatorka

W związku ze zmianą czasu na zimowy i jesiennymi szarugami zacząłem zastępować popołudniowe biegi po lesie ćwiczeniami na orbiterku (tu jest jego zdjęcie). Kiedy w środę przed Świętem Niepodległości schodziłem zziajany z tej piekielnej maszyny, Pani TesTeqowa niewinnie spytała:

– Będziesz jutro biegał?

– Nnnie wiem… Zacząłem już sezon halowy… – odpowiedziałem niepewnie.

– Ale ma być ładna pogoda! – nie dawała za wygraną.

– Zastanowię się. – zakończyłem pojednawczo temat biegania.

W czwartek rano przy śniadaniu Pani TesTeqowa zaatakowała ponownie:

– Zobacz, jak ładnie świeci słońce! I jest coraz cieplej!

– To co? Mam biegać? – spytałem zaczepnie.

– Przyzwyczaiłeś mnie do tego, że korzystasz z każdego skrawka błękitnego nieba. Jak chcesz, to pójdę na spacer i zrobię ci zdjęcia.

Cóż, nie jestem w stanie oprzeć się takiej zachęcie, więc uczciłem Święto Niepodległości 8-kilometrową przebieżką. Było wspaniale.

A wczoraj znów biegałem! Temperatura sięgnęła 15 stopni, co na połowę listopada jest zjawiskiem niezwykłym i godnym wykorzystania. I znów pomogła mi w tym krótka wymiana zdań z moją motywatorką.

Bo najważniejsze jest to, że u mojego boku niezawodnie stoi Pani TesTeqowa, która bez cienia złośliwości prostuje mnie do pionu w chwilach zwątpienia.

Posiadanie w swoim otoczeniu osoby, która przywołuje nas do porządku, jest jednym z najlepszych sposobów pokonania gnuśności. Może to być żona lub mąż, dziewczyna lub chłopak, przyjaciółka lub przyjaciel, koleżanka lub kolega, znajoma lub znajomy, sąsiadka lub sąsiad i tak dalej, i tak dalej… Ważne, żeby taki motywator nie kierował się zazdrością lub innym paskudnym uczuciem, lecz chęcią pomocy.

Moje szczęście polega na tym, że nie muszę daleko szukać wsparcia. Ono samo pojawia się przy śniadaniu albo podczas wieczornej rozmowy. Mógłbym się nastroszyć, słysząc te mimochodem rzucane komentarze Pani TesTeqowej, ale ja wybieram bezgraniczną wdzięczność za mobilizującą pomoc, jaką przez całe życie otrzymuję!