Tag: raptularz

GTD Summit – dzień 2

To był już dzień w całości poświęcony GTD Summit – dzień, na który złożyły się:

  • Wspólne śniadanie integracyjne organizatorów, sponsorów, mówców, uczestników oraz przedstawicieli mediów papierowych i elektronicznych.
  • Słowo wstępne, wygłoszone przez Davida Allena, który wyraził radość z dojścia do skutku pierwszego GTD Summitu i nadzieję, że nie będzie to ostatnia taka impreza. Zwrócił także uwagę na fakt, że jego pierwsza książka „Getting Things Done” ukazała się tuż przed zamachami na World Trade Center, a wydanie trzeciej „Making It All Work” zbiegło się z obecnym kryzysem finansowym. Czy powinien w związku z tym przystępować do pisania kolejnego dzieła?

    David Allen
  • Wywiad, który z Davidem Allenem przeprowadził Guy Kawasaki.
  • Panel dyskusyjny pod tytułem „How the World Works – and Should We Care?”. Panel ten rozpoczęła znakomita, humorystyczno-refleksyjna prezentacja generała Randala D. „Randy” Fullharta na temat życia i dzieła Davida Allena.

    Randy Fullhart
  • Wspólny lunch integracyjny, podczas którego miałem okazję użalić się sławnemu reporterowi amerykańskiemu Jamesowi Fallowsowi (The Atlantic Monthly), że jego twierdzenie: „Kto lubi pisać, nie jest dobrym dziennikarzem.” unieszczęśliwiło mnie generalnie, ponieważ lubię pisać. Odpowiedział rezolutnie, że zawsze mogę przecież znielubić pisanie. :-) Wbrew ostatnim doniesieniom prasy, to nie prezydent Barack Obama może poszczycić się najmłodszym pisarzem przemówień, lecz Jimmy Carter, dla którego przemówienia pisał przed laty właśnie James Fallows.

    James Fallows
  • Dziewięć paneli dyskusyjnych (po trzy równolegle), z których wybrałem dla siebie kolejno: „Self-management as Strategy: GTD and Leadership”, „Innovation – Getting New Stuff Done” (rewelacyjnie poprowadzony przez Dave’a Logana, autora książki „Tribal Leadership”) i „Entrepreneurs and GTD – Making It Up and Making It Happen” (zdominowany przez Buzza Bruggemana, twórcę programu ActiveWords).
  • Sesja autografowa z mówcami, których książki były sprzedawane na minikiermaszu (David Allen, James Fallows, Marshall Goldsmith, Guy Kawasaki, Ron Kaufman, Dave Logan, Steve Leveen).
  • Wieczorek zapoznawczy przy winie, piwie i różnistych serach.
  • Wieczorek zapoznawczy dla członków GTD Connect – także przy winie, piwie i różnistych serach.

Poza tym przez cały czas, w oddzielnej sali trwały prezentacje produktów sponsorów (w tym polskiego systemu GTD Nozbe, którego twórca Michał Śliwiński dwoił się i troił) oraz sesje szkoleniowe prowadzone przez trenerów David Allen Company.

Gdybym narzekał na brak wrażeń, to zapewne wyrósłby mi pypeć na języku, więc nie narzekam, tylko idę schłodzić emocje do hotelowego basenu.

Do jutra!

GTD Summit – dzień 1

Pierwszą połowę dnia spędziłem na zwiedzaniu San Francisco. Przeszedłem pieszo – według wskazań odbiornika GPS wbudowanego w moją Nokię E71 – 25,4 km w ciągu 6,5 godziny, zrobiwszy w międzyczasie 127 zdjęć. Wycieczkę zakończyłem przejażdżką zabytkowym tramwajem wspinającym się po stromych uliczkach, na których kręcono najlepsze sekwencje pościgów samochodowych.

Zamiast paść na twarz, wykąpałem się i pobiegłem na wieczorek zapoznawczy GTD Summit. Kogo ja tam nie spotkałem! Byli między innymi:

  • David Allen z żoną Kathryn i większością załogi David Allen Company. Rzadko można spotkać tak serdeczną i emanującą dobrymi fluidami osobę jak Kathryn.
  • Robert Scoble (słynny Scobleizer), który wyglądał jak nowe wcielenie Merlina ze swoją superwypasioną lustrzanką Canona zatkniętą na szczycie jednonóżkowego statywu fotograficznego. Nawet w mroku imprezy zdjęcia robione tym sprzętem bez użycia lampy błyskowej charakteryzują się niesamowitą ostrością i znakomitym odwzorowaniem kolorów.
  • Eric Mack (twórca eProductivity dla Lotus Notes) z dwiema prześlicznymi córkami bliźniaczkami, które od wczesnej młodości przesiąknięte są ideami GTD, szczególnie że nie chodzą do szkoły, tylko ich edukacja przebiega w domu, pod okiem rodziców. Zgadzam się z Eric’iem, że to olbrzymie wyzwanie, któremu jednak towarzyszy równie duża satysfakcja.
  • Buzz Bruggeman (twórca programu ActiveWords) – trzeba go zobaczyć i zamienić z nim choć kilka słów, żeby zrozumieć, że jest człowiekiem niezwykłym.
  • Michał Śliwiński (twórca Nozbe) buszujący wśród gości przyjęcia ze swoją „dobrą nowiną”.
  • Wielu uczestników z wszystkich kontynentów, no może za wyjątkiem Antarktydy.

Po tym wieczorku zapoznawczym odetchnąłem z ulgą. Wcześniej obawiałem się, że z powodu kryzysu cała impreza nie wypali, ale myliłem się. Zjechały setki osób, z których większość zaopatrzona była we wszechobecne urządzenia notujące. Żadna informacja nam nie umykała, mimo nieograniczonej dostępności piwa i wina! :-)

Wstrząsająca prawda o Lufthansie

O nie! Nie dałem się zwieść ujmującej uprzejmości niemieckich stewardes i spokojnym, profesjonalnie brzmiącym głosom kapitanów statków powietrznych Lufthansy. Od razu wiedziałem, że za tym parawanem kryje się drugie dno. I nie pomyliłem się. Oto niepodważalne fakty potwierdzające, że Lufthansa jest fragmentem wszechświatowego fraktala, który czyha na nas w każdym zaułku życia:

  1. Już na początku lotu z Warszawy do Monachium stewardesa kazała mi ustawić fotel w pozycji pionowej, a nie leżącej. Starałem się, jak mogłem, ale wyszło na jaw, że akurat moje oparcie jest uszkodzone. Na szczęście nie wyrzucono mnie z samolotu za tę niesubordynację, tylko zaproponowano zajęcie innego, wolnego miejsca. Przyjąłem tę ofertę z niechęcią, bo czy wypada przystawać na ICH warunki?
  2. Na lotnisko w Monachium doleciałem punktualnie, ale miałem tylko 1 godzinę na przesiadkę, więc nie było mi dane skorzystać z wygodnych poczekalni, które – zapewne na złość – właśnie tego dnia błyszczały czystością i pachniały świeżością. Toalety też tak wyglądały i pachniały, więc postanowiłem przeprowadzić działania zaczepne i zamiast do sedesu, nasikałem IM na podłogę. Niech IM się nie wydaje, że tak łatwo ulegnę!
  3. W tej toalecie musiała być jednak zainstalowana kamera, ponieważ lot do San Francisco rozpoczął się od ICH odwetu: stewardesa podała mi sok pomarańczowy w kieliszku, który stał na tacy w sokowym rozlewisku. Na szczęście, dzięki mojej szybkiej reakcji i opanowaniu, na spodniach nie widać śladów tego perfidnego ataku.
  4. Zaraz po ataku sokiem, rozpoczęła się wojna psychologiczna. Zapytany, czy chcę się jeszcze czegoś napić, odpowiedziałem „just water, please” (czyli „poproszę tylko wodę”). Tymczasem stewardesa nalała mi – z uśmiechem Jokera – kieliszek wina Bordeaux. Jestem pewien, iż w ten sposób chciała mi dać do zrozumienia, że bełkoczę pod nosem i mój angielski jest do niczego. To była ICH zwycięska bitwa, ponieważ przez długi czas bałem się odezwać do kogokolwiek w obcym języku. A atak nasilał się – proponowano mi coraz wymyślniejsze przekąski, których nazw nie znam nawet po polsku!
  5. Jednak największą zasadzką było to, że samolot leciał z Monachium do San Francisco okrężną drogą. W celach dokumentacyjnych zrobiłem nawet zdjęcie ekranu pokładowego systemu nawigacyjnego. Kto to słyszał, żeby z Niemiec do Stanów Zjednoczonych lecieć przez Danię, Norwegię, Grenlandię i Kanadę. A na koniec pilot przegapił San Francisco i zorientował się dopiero 25 kilometrów dalej, gdy przelatywaliśmy nad San Jose. Zawrócił wówczas i wylądował, jak gdyby nigdy nic. Bez słowa usprawiedliwienia, czy komentarza. Nic dziwnego, że te bilety są takie drogie, skoro ONI wożą nas w kółko, a licznik bije!

    Lufthansa 1

GTD Summit – dzień 0

Dziś wyruszam do San Francisco na GTD Summit – czyli pierwsze, globalne spotkanie entuzjastów metody Getting Things Done Davida Allena. Lecę Lufthansą, więc będę mógł sprawdzić podważany ostatnio w Polsce poziom profesjonalizmu członków personelu pokładowego tej linii.

GTD Summit rozpoczyna się w środę po południu, a jego program można znaleźć na stronie „GTD Summit | Changing the way the world works”.

Zamierzam relacjonować przebieg tej imprezy i moje wrażenia z pobytu w ogarniętych kryzysem Stanach Zjednoczonych dwoma kanałami:

  • w czasie rzeczywistym, w języku angielskim, za pomocą serwisu Twitter (@TesTeq);
  • w trybie codziennych relacji podsumowujących wydarzenia dnia, publikowanych w ramach niniejszego blogu.

Zatem… Do poczytania zza oceanu!