Tag: przywództwo

Ważne, błahe i moje

Mówi się czasem nieco cynicznie, że sprawy do załatwienia dzielą się na „ważne” , „błahe” i „moje” . Nie łudźmy się, najwyższy priorytet dla każdego mają jego sprawy, czyli kategoria „moje” i nie ma co z tym „defektem” natury ludzkiej walczyć.

Czy zatem sytuacja jest beznadziejna i jedynym sposobem nakłonienia pracowników do zajęcia się sprawami „ważnymi” dla firmy jest kij i marchewka oraz sprawowanie ciągłego nadzoru?

Otóż nie. Jest inna droga, lecz tylko prawdziwi liderzy są w stanie na nią wkroczyć. Trzeba „tylko” spowodować, żeby sprawy „ważne” dla organizacji stały się sprawami „moimi” dla pracowników. Można to osiągnąć jedynie przy pełnym zaangażowaniu i oddaniu podwładnych. Muszą oni wierzyć w roztoczoną przed nimi i konsekwentnie realizowaną, urzekającą, a jednocześnie realną wizję przedsięwzięcia, w którym biorą udział. Nie jest to łatwe, niewielu ludzi sprawujących funkcje kierownicze to potrafi, jednak jeśli ci się uda, odniesiesz sukces, o jakim nawet nie marzyłeś.

TesTeq – Krzysztof Wysocki

Mantry kontra misje

Któż z was nie przeżył tego strasznego doświadczenia, jakim jest firmowy wyjazd integracyjny w celu sformułowania misji przedsiębiorstwa. Wyjazd taki ma zwykle następujący program:

Dzień 1: Budowanie zespołu. Uczestnicy zostają podzieleni na kilka interdyscyplinarnych zespołów składających się z pracowników różnych działów – na przykład (Boże, miej nas w swej opiece) z Działu Konstrukcyjnego i Działu Sprzedaży. Wykonują ćwiczenia typu: „Niech każdy z was po kolei wyjdzie przed szereg, stanie tyłem do pozostałych członków grupy, zamknie oczy i upadnie do tyłu w ramiona swych kolegów. Nauczy to was zaufania do współpracowników.”

Dzień 2: Formułowanie misji przedsiębiorstwa. Gorąca, zatłoczona sala wyposażona w tablice do notowania i trener, który nic nie wie o twojej firmie. Wszyscy dyrektorzy i cały zarząd przedsiębiorstwa obowiązkowo bierze w tym udział – nierzadko kilkadziesiąt osób. Każda z nich ma za zadanie dodać od siebie jedno słowo tak, że na koniec dnia stworzone zostaje kilkudziesięciowyrazowe zdanie typu:

„Misją firmy Wendy’s jest dostarczanie naszym klientom i społeczeństwu produktów i usług o pierwszorzędnej jakości poprzez przywództwo, innowacyjność i partnerstwo.”

Nie jest intencją tego przykładu atakowanie firmy Wendy’s. Po prostu kupowany u nich hamburger w żaden sposób nie budzi skojarzeń z „przywództwem, innowacyjnością i partnerstwem” . Praprzyczyną mody na misje przedsiębiorstw jest fakt, że kierują nimi ludzie, którzy ukończyli studia MBA albo pracowali dla McKinseya, albo doświadczyły ich obydwa te nieszczęścia.

Niestety nakłanianie organizacji do tworzenia krótkich, odróżniających się i niosących treść misji to walka z wiatrakami. Nie krępuj się zatem – wydaj sto tysięcy złotych na wyjazd integracyjny, trenera i konsultantów i sformułuj standardową misję przedsiębiorstwa. Jednakże powinieneś także doprowadzić do wymyślenia mantry firmy. Mantra składa się z od trzech do pięciu wyrazów. Najwyżej. Ma za zadanie pomóc pracownikom dogłębnie zrozumieć, po co istnieje organizacja, w której pracują.

W przypadku firmy Wendy’s dobra byłaby następująca mantra: „zdrowe, szybkie jedzenie” . Kropka. Poniżej wymienionych zostało kilka innych mantr, które mogą stanowić dla ciebie inspirację:

  • Federal Express: „Piece of mind”
  • Nike: „Authentic athletic performance”
  • Target: „Democratize design”
  • Mary Kay: „Enriching women’s lives”

Ostatecznym testem dla mantry (albo misji) jest sprawdzenie, czy twoja recepcjonistka (telefonistka) bez problemu ją pamięta. Jeśli tak, to stworzyłeś coś znaczącego i dającego się zapamiętać. Jeśli nie, to klapa.

Jeżeli jednak mimo wszystko zależy ci na sformułowaniu misji przedsiębiorstwa, mam dla ciebie radę, która pozwoli ci zaoszczędzić sporo czasu i pieniędzy. Zajrzyj na stronę „Dilbert Mission Statement Generator”. Bez konsultanta, trenera i wyjazdu integracyjnego znajdziesz tam misję swoich marzeń.

Na podstawie „Mantras Versus Missions” Guya Kawasaki.

Teoria Wybitego Okna

Naukowcy badający zagadnienie wandalizmu w miastach starali się znaleźć wyjaśnienie zadziwiającego faktu, że pomiędzy poszczególnymi dzielnicami występują wielkie różnice w porządku i wyglądzie mimo niewielkich różnic między strukturą demograficzną i zamożnością zamieszkujących je społeczności. Żeby sprawdzić jedną z hipotez przeprowadzono następujący eksperyment:

W jednej z ubogich dzielnic Nowego Jorku zaparkowano elegancką limuzynę i z ukrycia rozpoczęto obserwację, co się stanie. Przez cztery dni nikt nawet nie tknął samochodu. Następnie, gdy nikogo nie było w pobliżu, eksperymentatorzy wybili niewielką szybkę w drzwiach limuzyny i powrócili do swojej kryjówki. Już w ciągu następnych czterech godzin w samochodzie wybito wszystkie pozostałe szyby, rozgrabiono część wyposażenia, następnie przewrócono go na dach i podpalono.

Na podstawie tego eksperymentu i innych obserwacji sformułowano Teorię Wybitego Okna, którą ja interpretuję następująco:

Nic nie zastąpi bieżącej troski. Jeśli nie usuniesz niezwłocznie pierwszej awarii lub uszkodzenia (nie ma znaczenia, czy powstałego przypadkowo, czy też celowo), następne będą pojawiać się lawinowo i w niedługim czasie konieczny stanie się generalny remont znacznie kosztowniejszy niż suma wydatków na drobne naprawy.

Doskonałymi przykładami działania Teorii Wybitego Okna w naszym kraju są następujące zjawiska:

  • Stan dróg w Polsce. Bieżące remonty niewielkich uszkodzeń nawierzchni nie są wykonywane, bo zwykle brak jest chęci i funduszy na tak nieefektowną i wymagającą systematyczności pracę. Dopiero, gdy po ulicy nie da się już jeździć, przeprowadzany jest remont generalny i pojawia się kolejna okazja do przecięcia wstęgi.
  • Psie kupy na trawnikach. Dopóki trawnik jest czysty i wypielęgnowany, ludzie wstydzą się wyprowadzać w takie miejsce swoje czworonogi za potrzebą. Ale wystarczy pierwsza, czy druga kupa i nikt się już nie krępuje. I mamy brunatne gnojowiska zamiast pachnącej zieleni. A rzecz polega nie tylko na tym, że właściciele psów powinni sprzątać po swoich ulubieńcach, ale także na tym, że zarządcy terenów powinni niezwłocznie reagować w przypadku pojawienia się pierwszego zanieczyszczenia.

Teoria Wybitego Okna dotyczy także sfery zarządzania organizacjami i pracującymi w nich ludźmi. Żaden, nawet najmniejszy problem nie powinien być bagatelizowany, bo brak reakcji ze strony kierownictwa i innych pracowników tworzy atmosferę przyzwolenia na szkodliwe zachowania.

TesTeq – Krzysztof Wysocki