Tag: polityka

Indiański czas letni

Czas letni często powoduje zamieszanie w północno-wschodnim zakątku stanu Arizona, gdzie na terenie rezerwatu Indian Nawahów w lecie obowiązuje czas letni, podczas gdy cały stan przez okrągły rok posługuje się czasem zimowym. Rezerwat Nawahów obejmuje swoim zasięgiem także fragmenty stanów Utah i Nowy Meksyk, gdzie stosowany jest czas letni, więc tę samą zasadę przyjęto i w części Arizony tak, żeby w całym rezerwacie obowiązywał ten sam czas. Sytuację komplikuje jednak obszar rezerwatu Indian Hopi położony całkowicie wewnątrz części rezerwatu Nawahów znajdującej się w Arizonie. Hopi, których nic nie wiąże z Nawahami, postanowili przestrzegać prawodawstwa stanowego Arizony i nie przestawiają zegarków wiosną i na jesieni. W wyniku tego w lecie na terenie rezerwatu Hopi obowiązuje czas zimowy, na otaczających go obszarach rezerwatu Nawahów – czas letni, w pozostałej części Arizony – czas zimowy, a we wszystkich sąsiadujących z nią stanach czas letni.

David Prerau „Seize the Daylight. The Curious and Contentious Story of Daylight Saving Time” (213)

Demokratyczny czas letni

W 1955 roku w stanie Iowa stosowano 23 różne kombinacje dat początku i końca obowiązywania czasu letniego, nie licząc miasta Hopkington, gdzie banki otwierano zgodnie z czasem letnim, a zamykano zgodnie z czasem zimowym. Na północy stanu Idaho były obszary, gdzie każdy mógł decydować, czy posługuje się czasem letnim, czy zimowym, przez co klienci mieli problemy ze zorientowaniem się, kiedy otwarte są poszczególne sklepy.

David Prerau „Seize the Daylight. The Curious and Contentious Story of Daylight Saving Time” (163)

Zagroda świętych krów

W niektórych organizacjach bardzo trudno jest zwolnić złych pracowników. Szefowie systemu szkolnego miasta Nowy Jork nawet nie podejmują takich działań wobec nauczycieli zatrudnionych na etacie. „Miejska lista płac obejmuje setki nauczycieli, którzy zostali uznani za niekompetentnych, brutalnych lub winnych molestowania seksualnego. Ponieważ szkoły obawiają się ich powrotu do sal klasowych, umieszczani są oni w tak zwanych „gumowych pokojach”, gdzie przeglądają prasę, grają w karty i plotkują, co kosztuje nowojorskich podatników 20 milionów dolarów rocznie”, pisze John Stossel w czasopiśmie „Reason” z października 2006 roku.

Joel Spolsky „Smart & Gets Things Done” (131)

Dzieci nam się pogubiły

Dzieci nam się pogubiły. Ich rodzice w dużej mierze też, ale przynajmniej pamiętają, że kiedyś było inaczej.

Kiedyś w cenie był sukces, u którego podstaw leżała pasja, praca i wytrwałość. Oczywiście zdarzali się tacy, którzy jechali po bandzie i zwyciężali, ale wygrana odniesiona w ten sposób miała znacznie mniejszą wartość i nie dawała odpowiedniej satysfakcji.

A dziś liczy się myk. Nie pasja, nie praca i nie wytrwałość, tylko wiara w fart. Że po raz kolejny się uda. Że tych, którzy poświęcili swój czas na przygotowania, będzie można wyśmiać. A jak się nie uda, to wina szefa, nauczyciela, czy sędziego, którzy się uwzięli.

I liczą się jeszcze błyskotki. Ciuchy, wypasione bryczki, głupie dowcipy i bezkarna bezczelność. Tak, bezczelność to błyskotka, którą można zaimponować rówieśnikom.

Rośnie nam pokolenie ludzi, którzy święcie wierzą, że im się należy. I wcale nie uważają, że do swojego powodzenia powinni przyłożyć rękę. I – co najgorsze – to nie cynizm, tylko nieskażona jakąkolwiek refleksją, naiwna wiara w mannę z nieba.

Ale niestety z nieba pada tylko deszcz. Albo śnieg. I wtedy zaczynają płonąć przedmieścia wielkich miast…