Tag: polityka

Jasna strona życia

50 lat temu głównymi wykroczeniami przeciwko ładowi i porządkowi w szkołach były:

  • bieganie po korytarzu;
  • żucie gumy;
  • przyjście do szkoły w niewłaściwym stroju;
  • rzucanie papierków na podłogę;
  • hałasowanie.

Czasy się zmieniły. Teraz szkoły zmagają się z:

  • przemocą (także wobec nauczycieli);
  • narkomanią;
  • kradzieżami, wymuszeniami i napaściami;
  • przynoszeniem broni do szkoły;
  • podpaleniami, alarmami bombowymi, a nawet morderstwami.

Wolność przyniosła nam tolerancję, ale czy zadbaliśmy o to, żeby pokazać młodym ludziom, gdzie leży granica między przyzwoitością a bandytyzmem, między dobrem a złem?

Czy, zapracowani, nie zapomnieliśmy lub nie mieliśmy czasu zrównoważyć szczerą rozmową łamania wszelkich tabu przez media i popkulturę oraz ich skupienia na ciemnej stronie życia?

Nie twierdzę, że akty przemocy oraz niegodne zachowania nie zdarzały się w przeszłości. Towarzyszyły ludzkiej cywilizacji od samego początku, jednak nigdy nie były przedmiotem tak bezwstydnego zachwytu jak dziś.

Pragmatyzm nakazuje nam akceptację tego, czego zmienić się nie da, ale czy w przypadku oddziaływania na młodzież, nie powinniśmy stanąć po jasnej stronie życia, żeby wyrównać jej szanse w tym trudnym starciu.

Myślę, że powinniśmy.

Rozmawiajmy: słuchajmy i przedstawiajmy swoje racje. Niech telewizor, internet i koledzy z betonowej dżungli nie będą jedynymi wyroczniami dla młodych ludzi szukających swojego miejsca na ziemi.

Pokażmy im jasną stronę życia!

Parytet czy pasztet?

Jestem za równością i sprawiedliwym dostępem wszystkich obywateli do ich praw.

Nie przeczę, że tradycyjnie kobiety miały ten dostęp ograniczany i utrudniany. Tak jak Murzyni. I homoseksualiści. I wyznawcy innych wiar. I leworęcy. I… różni ludzie z najróżniejszych, przeważnie beznadziejnie głupich powodów.

Tak być nie powinno i z tym powinniśmy walczyć, ale… nie za pomocą narzędzi sprzecznych z wartościami, które wymieniłem w pierwszym zdaniu: równością i sprawiedliwością.

Nie może być tak, że na skutek arytmetycznej sztuczki do parlamentu i władz lokalnych dostaną się kobiety, które nie chciały, ale musiały, bo „trzeba było kogoś wstawić na listę”. To jest po prostu bez sensu. Parytet sam w sobie nie zagwarantuje nam mądrzejszych i sprawniejszych rządów. Dlatego uważam, że pomysł, choć szlachetny w swej intencji, jest niepraktyczny. I nie wątpię, że stoi w sprzeczności z Konstytucją RP.

PS. Podobno w Hiszpanii parytet dotyczy nie tylko sfery polityki, ale i gospodarki – firm, które zatrudniają więcej niż 250 pracowników. Czy ktoś z czytelników może to potwierdzić? Jeśli tak naprawdę jest, to nie dziwię się, że Hiszpania znalazła się na skraju bankructwa. Wystarczy, że sobie wyobrażę hutniczki, górniczki i drwalki w 50-procentowej ilości. Lub przedszkolanków (rodzaj męski od przedszkolanka) i nianiów. Wolne żarty, po prostu.

Niezależnie od przyjętych rozwiązań politycznych, życzę Wam, Drogie Panie, żeby nikt nie ograniczał Waszych praw i żebyście były zawsze otaczane należytym szacunkiem oraz, jeśli pozwolicie, uwielbieniem. Trzymajcie się ciepło i zdrowo!

Kupa, kupa, kupa

Nadeszło przedwiośnie. Śniegi topnieją i obnażają, utrwaloną przez Królową Śniegu, historię warszawskich ulic, skwerów i placów.

O jakiej historii myślę? O psich pamiątkach.

Są cuchnącym świadectwem braku kultury mieszkańców Warszawy, dumnych posiadaczy wspaniałych, czworonożnych przyjaciół człowieka.

Na nic się zdają apele, akcje i odwoływanie się do naszego cywilizacyjnego, europejskiego dziedzictwa. Nie bądź, TesTequ, naiwny, że to coś pomoże. Przecież to nie właściciel pieska usadził kupę na śniegu, lecz jego prześliczny pupilek, więc jak można w ogóle mieć pretensję?

Cóż, mądrością jest umieć odróżniać rzeczy, które da się zmienić, od tych, których zmienić się nie da. Pozostaje mi zatem uznać, że psia kupa na chodniku i trawniku jest trwałym elementem otaczającej mnie rzeczywistości, wręcz symbolem naszego kraju. Nie wybrzydzać, tylko zręcznie omijać malowniczo rozłożone na mojej drodze pułapki i chłonąć aromat tych istnych bomb odorowych.

A może jest jednak jakaś nadzieja?

Jednak nie haker

Dziennikarze nie zrozumieli. Wydało im się, że w ramach ocieplania wizerunku przywódca Prawa i Sprawiedliwości chce zostać Pierwszym Hakerem IV RP i w ten sposób zjednać społeczność internetową, którą kiedyś uraził słowami:

Prezes PiS mówi tam m.in.: „Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez internet chcą tę powagę odebrać. Dlaczego? Wiadomo, kto ma przewagę w internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować”. – źródło: „Jarosław Kaczyński: głosowanie to coś więcej niż kliknięcie” / PiS.

Na szczęście natychmiast pojawiło się dementi:

Według Jarosława Kaczyńskiego zbieranie haków to gromadzenie informacji, żeby kogoś szantażować. „Ja nie używałem słowa hak. To jest nadużycie, nadużycie bardzo daleko idące ze strony dziennikarzy, którzy prowadzili ze mną wywiad” – powiedział lider PiS. – źródło: „Jarosław Kaczyński: nikt nie zbiera haków na Sikorskiego” / PiS.

Ćwiczenie na zapiątek (czyli weekend):

Przeczytaj uważnie jeszcze raz powyższy akapit i zastanów się, co zostało zdementowane, a co nie.