Tag: polityka

Październik miesiącem oszczędzania

W czerwcu opublikowałem kilka cytatów z książki „Napój ananasowy dla pięknej damy” Wiktora Pielewina. Zostały mi jeszcze dwa, które wtedy korzystnie zainwestowałem, a teraz znakomicie pasują do tradycyjnego tematu popularyzowanego na jesieni przez banki – oszczędzania:

dzisiejsza rzeczywistość ekonomiczna daje człowiekowi nieograniczone możliwości rozstania się z pieniędzmi.

[Wiktor Pielewin, „Napój ananasowy dla pięknej damy”, s. 146]

Jeśli człowiek długo patrzy w telewizor podczas jakiegoś kryzysu finansowego, zaczyna widzieć, że świat jest podobny do transformatora, który zamienia cierpienie jednych w promienny uśmiech innych – są one synchroniczne jak przerwy reklamowe na kanałach CNBC i Bloomberg (z czego, nawiasem mówiąc, nawet idiota wywnioskuje, że to w rzeczywistości jeden i ten sam kanał).

[Wiktor Pielewin, „Napój ananasowy dla pięknej damy”, s. 206]

Co w mediach piszczy?

Przypadkowe społeczeństwo wchłania medialną papkę bez przełykania. Jeśli jednak jesteś choć trochę myślącym osobnikiem, zapewne zastanawia cię czasem, dlaczego publikatory uparcie rozpowszechniają niektóre informacje, a innych nie.

Jakie są kryteria doboru wiadomości pojawiających się w telewizji, na pierwszych stronach gazet i w internecie?

Jeżeli wydaje ci się, że to wszystko dzieje się przypadkowo, to znaczy, że nie zdajesz sobie jeszcze sprawy z istnienia Matriksa, który kształtuje twoją rzeczywistość informacyjną.

Matriks ten nie jest niestety sensacyjnym wymysłem wyznawców teorii spiskowych, ale realnym polem siłowym bezustannie kształtującym przekaz medialny. Główne siły (czy też filtry) wpływające na dobór publikowanych wiadomości opisał w „The Propaganda Model: An Overview” Noam Chomsky, a ja jedynie pozwalam sobie je krótko wyliczyć:

  1. Siła właściciela. Każdy publikator stanowi czyjąś własność. Nie do pomyślenia jest rozpowszechnianie informacji kalających własne gniazdo lub jego interesy. Co ciekawe, w związku z globalizacją i koncentracją kapitału ośrodków właścicielskich jest coraz mniej. Krok po kroku kolejne redakcje wchodzą w skład ograniczonej grupy ogólnoświatowych konglomeratów medialno-przemysłowych.
  2. Siła reklamodawcy. Reklama jest najważniejszym składnikiem budżetu każdego publikatora. Wycofanie się istotnego „sponsora” to katastrofa, na którą żadna redakcja nie może sobie pozwolić…
  3. Siła zaraźliwego źródła. Nikogo nie stać na to, żeby wszędzie wysyłać reporterów. Kieruje się więc ich tam, gdzie można zdobyć poczytne treści z pierwszej ręki. Istotniejsza od rzetelności źródła jest zaraźliwość strzępów informacji, które ono przekazuje, przekładająca się na oglądalność i liczbę odsłon. Szczególnie zaraźliwe są informacje dotyczące wzajemnego wyrządzania sobie krzywdy przez ludzi, dlatego królują relacje z wojen, zamieszek, stadionów piłkarskich i sportowych bijatyk.
  4. Siła negatywnego odbiorcy. Czytelnicy, słuchacze i widzowie zgadzający się z prezentowanymi przez publikatory treściami nie są groźni. Kłopot pojawia się wtedy, gdy dziennikarz nadepnie na odcisk komuś, kto potrafi zorganizować głośny protest lub akcję odwetową. Dlatego na przykład w Polsce nikogo nie dziwi wielka ostrożność mediów w opisywaniu niezgodnych z prawem działań Kościoła Katolickiego, natomiast bez żenady można wdeptywać w śnieg drogowców, których znów zaskoczyła zima.
  5. Siła publicznego wroga. Demonizowanie pewnych symboli zła jest stałym motywem przewodnim współczesnego krajobrazu medialnego. Niezależnie od tego, co zrobi aktualny „Doktor Samo Zło”, będzie to wykorzystane przeciwko niemu. Żeby nie stracić pracy, dziennikarz nie może przekazać nic pozytywnego o takim łotrze, ani nic negatywnego o walczących z nim „naszych chłopcach”, którym na przykład dron wymknął się spod kontroli i rozniósł w strzępy jakieś wesele na pustyni…

To tyle na ten temat. Właśnie połknąłeś czerwoną pigułkę… ;-)

Postmodernistyczni biurokraci

Tydzień temu ujawniłem, że przeczytałem „Napój ananasowy dla pięknej damy” Wiktora Pielewina. Dziś proponuję cztery szokujące cytaty z tej książki przedstawiające genezę i istotę aktualnego „układu” rządzącego Rosją. Spektrum interpretacji tego, co wypisuje Pielewin, rozciąga się od całkowitej negacji jego słów, aż po stwierdzenie: „A czy na pewno dotyczy to tylko Rosji?”.

– Rosja Sowiecka zawsze była naszym wrogiem – zakończył Bush ze łzami w głosie. – Robiliśmy wszystko, żeby ją zniszczyć, ale udało się to nam nie dzięki potędze naszej broni. Masy prostych Rosjan uwierzyły wreszcie, że jesteśmy dobrymi ludźmi i chcemy ich dobra. Kiedy kremlowscy starcy nazywali Amerykanów wrogami, nikt im już nie wierzył. Oglądałeś przecież, Panie, film „Łowca snów” według Stephena Kinga? Pamiętasz, byli tam tacy kosmici, składający się tylko z pionowej zębatej paszczy. Te paszcze w razie potrzeby zamieniały się w sympatyczne zielone ludziki i machały rączkami jak dzieci… I my też pomachaliśmy zieloną rączką, zaśpiewaliśmy o wichrze przemian i to wystarczyło. Ci ludzie, można powiedzieć, dobrowolnie oddali się nam w niewolę i zaczęli czekać, kiedy wprowadzimy ich w szczęśliwe jutro. Naród Rosji pragnął wolności. Wszystkim się wydawało, że ten kraj stoi na progu nowej ery, którą wywalczył sobie całą swoją straszną historią. I stanęliśmy wobec pytania, co robić dalej. Dawniej po pokonaniu wrogiego państwa – Japonii czy Niemiec – szliśmy na wszystko, aby tylko zbudować tam demokrację. Ale budowanie jej na tych olbrzymich przestrzeniach byłoby zbyt trudne i kosztowne. Poza tym mógł się pojawić nowy poważny konkurent – Japonia i Niemcy wiele nas nauczyły. Dlatego w celach geopolitycznych postanowiliśmy… e-e… pójść inną drogą. Pozwoliliśmy się wzbogacić niewielkiej grupie niegodziwców, których interesowało tylko to, żeby się nakraść, i daliśmy im mandat na rządzenie, żeby doprowadzili te terytoria do ruiny i utrzymywali je pod kontrolą. Tak kiedyś robili Tatarzy i Zbigniew uważa, że jest to najefektywniejszy sposób rządzenia w rosyjskim rogu szachownicy. Początkowo wszystko działało, ale teraz coraz trudniej kierować chaosem. Sukinsyny, które tam rządzą, już w ogóle nie są naszymi sukinsynami…

[Wiktor Pielewin, „Napój ananasowy dla pięknej damy”, s. 91-92]

Przyjęła się opinia, że władza opiera się na bagnetach. Ale oparciem rosyjskiej biurokracji dzisiaj jest nie tyle specnaz, ile polityczny postmodernizm. Co to jest i czym się różni od postmodernizmu w sztuce?

Wyobraź sobie, czytelniku, że jesteś zahukanym i udręczonym zwykłym rosyjskim obywatelem. Zadajesz sobie pytanie, kto wprawia w ruch koła zębate, na które dzień za dniem nawija się twoje kiszki, i zaczynasz szukać prawdy – docierasz aż do samej góry, do gabinetu, w którym siedzi główny krwiopijca. I oto wchodzisz do tego gabinetu, ale zamiast krwiopijcy widzisz nierealnie doskonałego faceta, który bierze gitarę i zaczyna ci śpiewać piosenkę o tym, że przegniło i obrzydło – taką, że dech ci zapiera: sam nawet byś nie potrafił tak tego ująć. A on śpiewa ci jeszcze jedną, tak śmiałą, że aż boisz się przebywać z nim w jednym pokoju. I kiedy wychodzisz z gabinetu, zupełnie nie masz dokąd iść, a przede wszystkim nie masz po co. Nie będziesz wszak walić pałką słusznego gniewu w tę mądrą braterską głowę, która sto razy lepiej niż ty wie, jak dalece wszystko przegniło i obrzydło. A i gorycz w tym sercu jest o wiele większa niż w twoim.

[Wiktor Pielewin, „Napój ananasowy dla pięknej damy”, s. 139-140]

Biurokrata zagospodarował „komunizm”, zagospodarował „wolność” i zagospodaruje nie tylko „islam”, ale i każdy kult, choćby marsjański, ponieważ uzurpować sobie władzę w złodziejskich celach można w każdym przebraniu i przy wtórze każdej pieśni. Ale, powiedzą mi na to, istnieje przecież także prawdziwy proces rewolucyjny. Otóż to właśnie jest najstraszniejsze, że tak.

Historia uczy: jakkolwiek ohydna była przedrewolucyjna rosyjska biurokracja, o wiele gorsza jest biurokracja porewolucyjna. Tylko po prostu do czasu ukrywa się za artystyczną awangardą rewolucji, w którą z przyjemnością wszyscy się bawimy. Potem, kiedy performans i masowe imprezy zleją się w jedno z rzekami krwi, wszystko stanie się jasne, ale będzie już za późno.

[Wiktor Pielewin, „Napój ananasowy dla pięknej damy”, s. 141]

– W Rosji nie ma żadnego liberalizmu i być nie może. Bo gdyby był, trzeba by wszystkich wsadzić do paki. W Rosji istnieje liberalny dyskurs. Mówiąc uczenie, jest to następstwo efektów dźwiękowych i wizualnych towarzyszących przekazywaniu wartości stworzonej przez Gułag w ręce sami wiecie czyje. Zestaw szczególnych mantr, które specjalnie wyszkoleni ludzie czytają w radiu i telewizji, aby stworzyć zasłonę mentalną.

[Wiktor Pielewin, „Napój ananasowy dla pięknej damy”, s. 272]

Prawo powszechnego ciążenia gotówki

W 2014 roku, w kwietniu, konkretnie w pierwszej połowie kwietnia, a dokładnie trzeciego kwietnia 2014 roku znany polski bloger i przedsiębiorca, noszący sieciowe imię TesTeq, sformułował następujące, przełomowe prawo powszechnego ciążenia gotówki:

Każdy gotówka we wszechświecie przyciąga każdą inną gotówkę z siłą, która jest wprost proporcjonalna do iloczynu ich wartości i odwrotnie proporcjonalna do kwadratu odległości między nimi.

Z prawa tego wynika, że w przestrzeni finansowej, w której na początku, po Wielkim Wybuchu, swobodnie krążyły pojedyncze monety, pod wpływem siły powszechnego ciążenia zaczęły tworzyć się lokalne ośrodki obfitości. Te zaś przyciągały kolejne monety i ich skupiska, tworząc zalążki bogactwa. Proces stopniowej koncentracji gotówki doprowadził do powstania stosunkowo niewielkiej liczby olbrzymich, jasno błyszczących gwiazd zamożności, ale to nie one stanowią ostateczny rezultat tej ewolucji.

Ostatnim stadium są tak zwane FCD, czyli Finansowe Czarne Dziury powstające w wyniku kolapsu grawitacyjnego masywnych gwiazd zamożności o wartości większej niż około 20 milionów dolarów.

Istotą FCD jest ich olbrzymia moc przyciągania gotówki – w szczególności tej charakteryzującej się słabymi wiązaniami z właścicielem. Co należy przez to rozumieć? Przede wszystkim środki budżetowe wszelkiej maści wyszarpywane obywatelom w postaci danin, podatków i składek. Jeśli nie wciągnie ich jedna FCD, zrobi to inna, być może głupsza – jakaś idiotka albo utracjuszka. Dlatego misją Finansowych Czarnych Dziur jest bezkompromisowe ratowanie gotówki z rąk drobnych ciułaczy i innych, mniej rozgarniętych rywalek.

Cyniczne? Och, nie! Sumienie FCD doskonale koi zasada mniejszego zła przez własne dobro. :-)

Tylko konkurencji pomiędzy Finansowymi Czarnymi Dziurami zawdzięczamy to, że jeszcze nie wszystko zostało wciągnięte do jednej, gigantycznej megadziury!

Nie dziw się więc, że za 49 milionów złociszy powstał portal internetowy dla bezdomnych dysponujących dostępem do internetu i kwalifikowanym podpisem elektronicznym…

Bo, jak stwierdził dawno, dawno temu, działający w podobno zupełnie innym systemie Miś:

„Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach.”