Tag: pisanie

Punktualne natchnienie

Ktoś spytał kiedyś Somerseta Maughama, czy pisze zgodnie z jakimś harmonogramem, czy też wtedy, gdy ma natchnienie.

– Piszę tylko wtedy, gdy mam natchnienie – odpowiedział pisarz. – Na szczęście natchnienie nawiedza mnie codziennie rano, punktualnie o dziewiątej.

Na tym właśnie polega prawdziwy profesjonalizm.

Steven Pressfield „The War of Art. Break Through the Blocks and Win Your Inner Creative Battles” (64)

Ile warta jest darmocha?

Coraz częściej pojawiają się opinie, że nie da się ochronić treści elektronicznych przed nielegalnym kopiowaniem. Ostatnio z zainteresowaniem przeczytałem artykuł Kevina Kelly, gdzie zdefiniowane zostały atrybuty treści elektronicznych, za które w przyszłości klienci będą chcieli zapłacić:

  • bezpośredniość i natychmiastowość – treści z pierwszej ręki przekazywane w czasie rzeczywistym;
  • indywidualizacja – treści „skrojone na miarę”, przeznaczone dla konkretnej osoby;
  • interpretacja – treści interpretujące informacje, które są przedstawione w sposób nieczytelny dla przeciętnego użytkownika (dobrym przykładem mogą tu być podręczniki wyjaśniające, jak za pomocą oprogramowania Microsoft Office uzyskać oczekiwany rezultat);
  • autentyczność – treści pochodzące ze źródeł gwarantujących oryginalność, legalność i najwyższą jakość;
  • dostępność – treści pochodzące ze źródeł gwarantujących ich dostępność dzięki elastycznemu i wszechstronnemu systemowi dystrybucji;
  • ucieleśnienie – reprezentacja treści elektronicznych w świecie rzeczywistym (luksusowo wydana książka w skórzanej oprawie, koncert zespołu muzycznego);
  • mecenat – odbiorcy CHCĄ płacić twórcom, których kochają (udowodniła to ostatnio grupa Radiohead, nie określając ceny opublikowanych w Internecie utworów; ludzie płacili, mimo że nie musieli);
  • odnajdywalność – w przepastnych otchłaniach internetu to, czego nie można znaleźć, jest nic niewarte, zatem użytkownicy będą skłonni zapłacić za skuteczne mechanizmy docierania do pożądanych treści.

Na podstawie „Better Than Free”.

Pisanie ze zrozumieniem

Niektórzy autorzy blogów, chcąc nakierować dyskusję komentatorów na „właściwe tory”, karcą niepokornych dygresjonistów apelem o „czytanie ze zrozumieniem”. Sformułowanie to drażni mnie niepomiernie, ponieważ w nieuprzejmy sposób zarzuca drugiej stronie tępactwo i ubóstwo intelektualne. :-)

Oczywiście nie każda dygresja warta jest dyskusji, ale też nie należy zbywać niegrzecznością komentarzy, które autorowi blogu są nie w smak. Często takie uwagi niosą istotną informację zwrotną na temat treści i logiki wywodu zawartego we wpisie.

Uważam, że to autor przekazu jest odpowiedzialny za takie formułowanie swoich myśli, żeby trafiły one do odbiorcy w zamierzonym kształcie. Jeśli nie trafiają, powinien zmodyfikować formę przekazu, a nie obrażać czytelników sugerując „czytanie ze zrozumieniem”. Efekt takiego zabiegu jest najczęściej przeciwny do oczekiwanego.

„Pisz ze zrozumieniem, a będziesz tak odczytany.” – Krzysztof Wysocki

Zobowiązania i terminy

Niektórzy twierdzą, że dotrzymywanie zobowiązań i terminów nie jest czynnikiem mobilizującym do działania – wszak to tylko słowa i daty.

Nic bardziej błędnego!

Każde przyjęte przeze mnie zobowiązanie, z którego wywiązałem się w terminie, to mała cegiełka budowli mojego życia – gmachu poczucia własnej wartości. Cały czas go rozbudowuję i remontuję, gdy nieprzyjazne żywioły uszkodzą którąś z jego ścian. Zastosowanie metody GTD (Getting Things Done) Davida Allena w istotny sposób pomaga mi w realizacji tego celu.

Na początku przyszłego roku postaram się opublikować serię artykułów omawiających esencję tej metody. Jeśli chcesz sobie lepiej radzić z rzeczywistością i zredukować uczucie przytłoczenia nadmiarem spraw, którymi bez przerwy atakuje cię świat, zachęcam do uważnej lektury. Przygotuj się zatem na lepszy 2008 rok!