Tag: pisanie

Bezstresowy Karp Biznesowy

BIZKARP

Drodzy Czytelnicy!

Zdrowych, przepełnionych życzliwością, wdzięcznością i wiarą w dobre intencje Świąt Bożego Narodzenia życzy Wam Bezstresowy Karp Biznesowy i cała jego karpia rodzina!

Trzymajcie się ciepło i przede wszystkim radujcie rodzinną atmosferą, bo to ona, a nie prezenty są istotą tych Świąt.

Historia jednego artykułu

Na początku był mój podziw dla samochodowych systemów nawigacji satelitarnej, które – z niedoścignioną precyzją – w odpowiednim tempie podpowiadają kierowcy, gdzie ma jechać prosto, a gdzie skręcić, żeby jak najsprawniej dotrzeć do celu. Nie grymaszą, nie marudzą, tylko skupiają się na swojej robocie.

Szczególnie fascynowało mnie to, że systemy te koncentrują się na podawaniu kierowcy instrukcji dotyczących tylko następnego manewru. Żadnego zbędnego wybiegania w przyszłość. Skojarzenie z Najbliższymi Działaniami staje się w tym momencie nieuniknione dla każdego, kto stosuje metodykę Getting Things Done (GTD) Davida Allena.

Podzieliłem się tymi spostrzeżeniami na forum David Allen Company, a następnie, przetłumaczoną na język polski wersję, zamieściłem na łamach BIZNESU BEZ STRESU: GPS z GTD.

Mój tekst zyskał uznanie redaktora naczelnego Productive! Magazine i właśnie ukazał się w profesjonalnie ubogaconej formie w najnowszym, nomen omen trzynastym, numerze tego znakomitego, darmowego e-czasopisma. Serdecznie zapraszam do ściągnięcia i przeczytania całości – naprawdę warto!

Productive! Magazine GTD Navigation
(photo by: Productive! Magazine)

Czas płynie

W takie dni jak dziś (nie pytaj mnie, dlaczego) zastanawiam się, jak to jest z tym czasem. Podobno płynie, podobno nieprzerwanie, ale skąd płynie, gdzie jest jego źródło i do jakiego morza wpada, tego nikt mi jeszcze nie wyjaśnił.

Ciekawi mnie też, dlaczego pojawiamy się znienacka w tym strumieniu chwil i czy czas porywa nas do oceanu wieczności, gdy odchodzimy z tego świata.

A może to nie my płyniemy w czasie, tylko czas przepływa przez nas wyciskając piętno na naszym ciele i umyśle, rzeźbiąc w nich meandrowe wąwozy i nieregularne pagórki i pozostawiając po sobie osobliwe ostańce. Gdzie w takim razie podziewa się to, co zostaje wypłukane? Na przykład złudna fascynacja światem, z którą wszyscy się rodzimy, ale z którą niewielu umiera? Albo wiara we własne siły i lepszą przyszłość?

Niezależnie od tego, jak to jest z tym czasem, warto bez skrupułów zadbać o jego jak najlepsze wykorzystanie – tu i teraz. Bo czasu, tak jak i Wisły, nie da się zawrócić. Ani kijem, ani nawet pompą strażacką.

Zatem:

Dbaj o każdą chwilę niezależnie od tego, czy to ty płyniesz przez nią, czy ona przenika przez ciebie!

Powinieneś napisać powieść

Potrafię dokładnie odtworzyć moment, w którym pomyślałem po raz pierwszy, że zdołałbym napisać książkę. Było to o wpół do drugiej po południu 1 kwietnia 1978 roku. Tego dnia siedziałem samotnie za parkanem pola zewnętrznego stadionu Jingu, pijąc piwo i przyglądając się grze. Stadion Jingu znajdował się blisko miejsca, w którym wówczas mieszkałem, a ja byłem stosunkowo wiernym kibicem drużyny Yakult Swallows. Był przepiękny wiosenny dzień, na niebie ani jednej chmurki, wiał ciepły wiatr. W tamtym czasie za polem zewnętrznym boiska nie było żadnych ławek, tylko trawiasty stok. Leżałem na trawie, sączyłem zimne piwo i zerkając raz po raz ku niebu, delektowałem się leniwie meczem. Spotkania Swallows nie przyciągały zazwyczaj wielu kibiców. Był to pierwszy mecz sezonu, a Swallows gościli drużynę Hiroshima Carp. Pamiętam, że miotaczem Swallows był Yasuda – niski, przysadzisty gracz sprytnie podkręcający piłkę. Z łatwością doprowadził do trzech nieudanych odbić w pierwszym półinningu, a w drugim pierwszym odbijającym Swallows był Dave Hilton, młody amerykański gracz występujący od niedawna w drużynie. Hilton posłał piłkę ku lewej linii pola. Trzask kija uderzającego piłkę w czuły punkt odbił się echem po stadionie. Hilton bez problemu obiegł pierwszą bazę i podciągnął do drugiej. I właśnie w tamtej chwili uderzyła mnie taka myśl: „Wiesz, co? Powinieneś napisać powieść”. Wciąż pamiętam bezkresne niebo, dotyk świeżej trawy i radosny trzask kija. Coś spadło wówczas z przestworzy i cokolwiek to było, przyjąłem ten dar.

Haruki Murakami „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” (33)