Tag: motywacja

Rozebrałem się do naga

Kiedyś, gdy miałem szesnaście lat i nikogo nie było w domu, rozebrałem się do naga, stanąłem przed dużym lustrem i obejrzałem się od stóp do czubka głowy. Oglądając siebie w taki sposób, sporządziłem listę wszystkich swoich niedoskonałości, a przynajmniej tego, co za nie uznawałem. Na przykład (a to tylko przykład), miałem za gęste brwi i dziwny kształt paznokci u rąk – były to tego rodzaju rzeczy. Gdy, o ile dobrze pamiętam, doszedłem do dwudziestej siódmej niedoskonałości, zrobiło mi się niedobrze i zrezygnowałem. Oto, co wówczas pomyślałem: Jeśli tyle widocznych części mojego ciała odbiega od tego, co jest normą, kiedy zacznę roztrząsać inne swoje atrybuty – charakter, inteligencję, wytrzymałość i tym podobne – lista będzie nieskończenie długa.

Bycie szesnastolatkiem to bardzo kłopotliwy stan. Człowiek zamartwia się drobiazgami i nie potrafi określić obiektywnie, gdzie się akurat znajduje; staje się biegły w dziwnych, bezsensownych rzemiosłach i popada w niewolę niewytłumaczalnych kompleksów. Dorastając, uczy się metodą prób i błędów dostać to, czego chce, i odrzucać to, co niepotrzebne. Gdy zaczyna się rozpoznawać własne wady i godzić z faktem niemal nieskończonej liczby niedoskonałości, najlepiej zająć się swoimi mocnymi stronami i nauczyć żyć z tym, co się ma.

Haruki Murakami „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” (161-162)

Sznurówki

W marcu ubiegłego roku opublikowałem wpis Dobra moneta, w którym zachęcałem cię do stosowania wobec innych następującej zasady:

„Wierzę, że chcesz mojego dobra, i ja też chcę twojego dobra.”

Zastanów się więc nad swoją reakcją, gdy ktoś powie do ciebie:

„Hej, rozwiązały ci się sznurówki!”

W jaki sposób zareagujesz?

  • Spuścisz wzrok i zapadniesz się pod ziemię?
  • Odpowiesz: „Wyraziłeś się nieprecyzyjnie – mam rozwiązane tylko jedno sznurowadło”.
  • Warkniesz: „Zajmij się, palancie, swoimi śmierdziuchami!”.
  • Uśmiechniesz się i stwierdzisz: „O, dziękuję, zaraz sobie zawiążę”.

W pierwszych trzech przypadkach głos zabierze twój jaszczurczy mózg, w ostatnim ty.

Życie jest milsze, gdy zakładasz, że skierowane do ciebie słowa wynikają z dobrej woli i troski o twoją osobę. Życie jest milsze – nawet wówczas, gdy nie jest to prawdą.

Czy jesteś zasobem ludzkim?

Zastanów się, kim stajesz się, wchodząc do siedziby firmy, w której pracujesz.

  • Czy jesteś zasobem ludzkim?
  • Czy jesteś cenionym fachowcem?

Zasób ludzki jest jak toner w drukarce laserowej, jak ręcznik papierowy w toalecie, jak wkład do długopisu – potrzebny, ale nie niezastąpiony.

Natomiast fachowiec robi dobry użytek ze swojej głowy i swoich umiejętności, zapewniając powodzenie sobie i swojemu pracodawcy.

Na zdrowy rozum wybór wydaje się oczywisty. Dlaczego więc tak wiele osób nie robi nic, żeby przestać być zasobem ludzkim? Biernie trwają na swoich stanowiskach pracy, żeby po 8 godzinach wyrwać się do domu i zasiąść na kanapie przed telewizorem jako zasób ludzki dla reklamodawców…

Cisza wyborcza

Cisza wyborcza to okres, w którym pod groźbą kary zabroniony jest jakikolwiek sposób agitacji. Z założenia cisza wyborcza ma być czasem, w którym obywatele, po kampanii, mogą zastanowić się, jakiego chcą dokonać wyboru. – Wikipedia

W przeciwieństwie do większości rodaków („59% Polaków uważa, że cisza wyborcza jest potrzebna.” – sondaż SMG/KRC, 2010-06-19) uważam przepis ograniczający agitację wyborczą tuż przed wyborami za totalną i niepraktyczną bzdurę.

Po pierwsze: kto to słyszał, żeby świadomie ograniczać możliwość pozyskiwania informacji osobie, która ma podjąć decyzję wyborczą? Żeby tylko jednej osobie! Wszystkim!

Po drugie: każdy sztuczny zakaz jest źródłem nieporozumień i przedmiotem przewrotnych interpretacji. Czy, na przykład, agitacja w internecie prowadzona za pomocą materiałów wideo umieszczanych w amerykańskim serwisie YouTube jest dozwolona? A jeśli te materiały umieszcza obywatel USA? A co z plakatami wyborczymi naklejonymi przed ciszą wyborczą w miejskim autobusie? Czy jeśli w czasie obowiązywania zakazu autobus wyjedzie na inną trasę niż zazwyczaj, zostaną złamane przepisy (plakaty pojawią się tam, gdzie ich nie było)?

Niezależnie jednak od tego, że pewien element procedury wyborczej mi nie odpowiada, będę głosował. I wierzę, że większość czytelników BIZNESU BEZ STRESU postąpi podobnie.

Wybierzcie większe dobro lub mniejsze zło, ale nie dajcie się wyręczyć i nie rezygnujcie z przysługującego wam prawa. Bo prawo nieużywane, tak jak każdy organ lub obyczaj, zanika i potem jest już tylko żal, zgrzytanie zębów i utyskiwanie, że mądry Polak po szkodzie.

Głosuj! To naprawdę nie boli!