Tag: lektury

LEM „Sława i Fortuna” – Książka Roku 2013

Całkiem niespodziewanie końcówka 2013 roku przyniosła mi fascynującą lekturę, która pochłonęła mnie niemalże całkowicie w okresie świąteczno-noworoczno-trzykrólnym. Nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazał się opasły zbiór listów Stanisława Lema do jego amerykańskiego tłumacza Michaela Kandla (Stanisław Lem „Sława i Fortuna. Listy do Michaela Kandla 1972-1987. Pisarz w krainie drapieżców”).

Dla kogo jest ta książka?

  • Dla odważnych, których nie przeraża ponad siedemsetstronicowa perspektywa obcowania z niełatwym (chwilami) tekstem.
  • Dla fanów Lema i jego twórczości.
  • Dla śmiałków, którym niestraszne są trudne wyrazy – zarówno te istniejące, jak i będące owocem umysłowej igraszki.
  • Dla wszystkich, którzy chcą skorzystać z możliwości wejścia na intelektualne wyżyny, jakich dziś już nie uświadczymy w świecie zdominowanym przez wyjałowione z jakiejkolwiek głębszej refleksji media.

O czym jest ta książka?

  • O teorii i praktyce literatury oraz ogólnie twórczości.
  • O teorii i praktyce przekładu literackiego.
  • O teorii ewolucji.
  • O płyciźnie intelektualnej kultury masowej.
  • O realiach życia w latach 70-tych XX wieku, kiedy list z Polski do USA i z USA do Polski wędrował 2 tygodnie, a paszporty i benzyna były reglamentowane.
  • O praktyce kantowania twórców przez wydawców, pośredników i organizacje zarządzania prawami autorskimi.
  • O bolących zębach i bolącej duszy.
  • O tym, do czego naprawdę służą sepulki.
  • I o wielu innych, zarówno banalnych, jak i skomplikowanych sprawach.

Ze zbioru tego wynotowałem multum cytatów, którymi będę się w ramach BIZNESU BEZ STRESU sukcesywnie dzielił, przyjmując (do wyczerpania zapasów), że dzień bez Lema jest dniem straconym.

Podsumowując:

„Sława i Fortuna” Stanisława Lema to bezapelacyjnie mój lekturowy numer 1 w 2013 roku.

Szczerze polecam!

[2014-01-10] LEM o dziwiących się sobie słowach

Otóż odnoszę wrażenie (bo przecież ja tego nie wiem na pewno), że pewne walory „Cyberiady” biorą się ze zjawiska, które bym nazwał kontrapunktowością w języku umieszczoną – kontrapunktowością polegającą na przeciwstawianiu sobie różnych poziomów języka i różnych stylów. A więc: w wywodzie z lekka archaicznie podstylizowanym zjawiają się terminy stricte fizykalne, i to supernajświeższej daty (ujeżdżacze – ale trzymają w ręku lasery; lasery – ale mają kolby etc). Styl się tedy słowom poniekąd sprzeciwia, słowa się archaicznemu otoczeniu dziwią; to jest w gruncie rzeczy zasada poetyckiej roboty („dziwiące się sobie słowa”).

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 45]

[2014-01-11] LEM o Kosmosie

Oczywiście, że Kosmos to coś potwornego – z tym że on jest wszędzie, w biurku, w ekskremencie, w zębie, w kościach żywego człowieka, a nie tylko w jakichś tam gwiazdach i innych mgławicach.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 63]

[2014-01-12] LEM o skreślaniu

Na próbowanie, czy jest dobrze, znam praktyczny sposób. Należy skreślać, skreślać, wykreślać z już napisanego co się da i patrzeć, czy się wtedy tekst poprawia, czy się pogarsza. Skreślania próbne są bardzo dobrą metodą „optymalizacji”!

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 68]

[2014-01-13] LEM o przesuwaniu tekstu w spektrum znaczeniowym

każdy kawałek tekstu ma „do wykonania” dwie funkcje, czysto lokalną oraz tę, co jest skierowana do tekstu jako do systemowej całości. Dopóki zmiany lokalne nie zdobywają sobie w sumie żadnej wypadkowej, która by odmiennie się kierowała niż w oryginale, nia mam najmniejszych zastrzeżeń, jako że przywiązanie do lokalności werbalnych własnego tekstu jest mi obce; jednakowoż zachodzi zawsze możliwość, iż wprowadzone zmiany nie będą TYLKO lokalne, albowiem dadzą wypadkową, która pocznie w spektrum znaczeniowym cały tekst przesuwać. Byłbym rad, gdyby Pan zechciał mieć tę stronę rzeczy na oku. Gdyż bywa, że skądinąd znamienity dowcip leksykograficzno-idiomatyczny wypada poświęcić, tj. zrezygnować z niego, ze względu na to, iż on w całości nie „gra” należycie.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 70]

[2014-01-14] LEM o tandecie zła w systemach społecznych

Jeśli się konkretny system społeczny utożsamia z patronującą mu ideologią w sposób absolutny, to wszystko, czego w nim się doświadcza, uzyskuje intencjonalny charakter. Znaczy to, że nic tam nie może dziać się tak sobie, np. z powodu bałaganu albo czyjejś samowoli bądź głupoty, nic nie idzie na żaden prywatny, postronny rachunek. Ustrój okazuje się wcieleniem prestabilizowanej harmonii, czyli predeterminizmu nieomylnego, czyli jego bezsensy musi się jako jego tajemnicze sensy wykładać. I to jest miejsce, w którym Orwellom się przeciwstawiam, ponieważ oni zjawiskowy świat wykładnią diaboliczną uwznioślają, stawiają na koturnach niejakiego umyślnego zła, zadawanego dla iście metafizycznych pobudek. Tymczasem owo zło ma przeważnie tandetny charakter, wyzbyty sankcji ponadświatowych, i dlatego jest tak ważne, żeby obywatel zawsze był w prawie krzyczeć, że go coś boli, tak jak posiada takie prawo człowiek u dentysty na fotelu, który mu w zębie dziurę wierci.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 72-73]

[2014-01-15] LEM o kiepskim Złu

Myśl tę inaczej, zabawnie, sformułował w III tomie „Dzienników” Gombrowicz: że Zło, jeśli jest Złem, to nie może być BARDZO DOBRE, tj. bardzo DOSKONAŁE, lecz powinno być troszkę złe w rozumieniu – kiepskie, marne, durne.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 79]

[2014-01-16] LEM o nieuctwie

Z nieuctwa, jak Pan chyba w to nie wątpi, nigdy jeszcze w HISTORII nic dobrego nie wynikło, mit instynktownie zacnego i właściwie działającego brudasa jest lipą, wymyśloną przez leniuchów dla tumanów, wzgl. na odwrót.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 130-131]

[2014-01-17] LEM o nieuniknionej klęsce Golema

W dwu słowach: rzecz w tym, że Golem nie jest produktem ostatecznym (mówi o tym, iż stoi na drabinie rozumów „trochę wyżej” niż ludzie) i nie ma żadnej przyczyny, dla której nie miałby się rozbudowywać dalej; lecz te dalsze aproksymacje Absolutu (wszechwiedzy) są skazane na klęskę, tym jawniejszą, im lepiej się powiodą jako kolejne etapy-kroki (ponieważ Boga nie można zrealizować technologicznie naprawdę, a każdy kolejny krok, tj. urastanie rozumu, przybliża do kresu drogi, skoro świat na budowę rozumów dowolnej mocy nie daje zgody na pewno – im zatem wyżej wlezie taki rozum, tym jawniej musi pojąć, że prowadzi grę z klęskowym finałem i klęska jest w wymiarze wprost proporcjonalna do powstającego NIEnasycenia.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 133]

[2014-01-18] LEM w 1973 roku o przyszłości Ameryki

Przyszłość Ameryki… ciemna zapewne, ale jeśli państwo policyjne, to nieco innego rodzaju niż znane z historii europejskiej, historia nie bawi się prywatnymi autoplagiatami. Nie w tym zło, że Nixon drab, lecz w tym, że taki niezręczny w ukrywaniu tego, że taki drab. Niezręczność to fatalna cecha prezydenta US!

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 150]

[2014-01-19] LEM o głębinach semantyki

Są literackie teksty w tym sensie proste, że o ich sensach stanowi sama tylko ich powierzchnia werbalna, i obrazem takiego tekstu jest jeziorko, na którym zamarzło 10 cm wierzchnich wód – tę taflę utożsamiam z tekstem literackim. I są teksty, które mają analogiczną powierzchnię, a ponadto uchodzą gdzieś w głębiny semantyki, tak jak system korzeniowy drzewa rozgałęzia się głęboko pod ziemią. Albo tak jak wprawdzie tylko skórę nagą widzimy w ludzkim akcie, lecz nie jest przecież tak, że dość zedrzeć tę skórę i nadmuchać ją powietrzem, a będziemy mieli to samo piękne ciało przed sobą. Jakoś wszystkie flaki, mięśnie, kości, żyły pod spodem są konieczne jako konstytutywne współczynniki piękna, bo ono ma swoje „życie”. To i teksty niektóre mają takie Życie, a przekład bywa (jeśli niedostateczny) jak wypreparowana skóra nadęta albo jak lalka w gabinecie figur woskowych. Lecz tu tylko jakiś specjalny talent, jakiś instynkt jest niezbędnym odtwórcą tego „życia” tekstu, żeby on „nie kończył się” zaraz pod swoją powierzchnią, lecz znajdował rezonansowe przedłużenia i spotęgowania semantyczne w głębiach.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 153]

[2014-01-20] LEM o celności tłumaczenia

nic takiego jak jedyny możliwy dobry przekład tekstu oryginalnego, jeśli oryginał coś wart, nie istnieje. Istnieje tylko jako potencja prospektywna – GRUPA różnych, a rozmaicie oryginał aproksymujących przekładów, jak rozrzut kul w celu otacza dziesiątkę – lecz co się zyskuje, odchylając się od celu w lewo, i co się w tym samym wypadku traci, jest zasadniczo niewymienne na to, co się traci i zyskuje przy odchyleniu w drugą stronę.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 154-156]

[2014-01-21] LEM o leniwych czytelnikach

czytelnicy to dziś leniwe byki, których czujność trzeba usypiać, tzn. nie wyjaśniać im, czy i jakie otchłanie pewien tekst (proponowany im) zawiera, lecz raczej sugerować, że nie będą musieli fatygować mózgów i uśmieją się setnie bez trudu, tj. TANIM KOSZTEM.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 159]

[2014-01-22] LEM o konstrukcji twórcy i jakości dzieła

Każdy twórca składa się z urządzenia produkcyjnego i z filtra odsiewu. Kto ma filtr o zbyt dużej przepustowości, wytwarza głównie śmieci, ponieważ idiotyzmy i banały KAŻDEMU (włączając wszystkich ludzi genialnych) pchają się do głowy – bezustannie. Dopiero mając filtr mocno krytyczny, można samego siebie z wolna ku lepszemu nakierować. Kto zaś ma filtr o wielkich wymaganiach a uzdolnień mniej niż trzeba, by przez filtr przeszło to, co produkowane, ten jest nieszczęśnikiem, skazanym na wieczne samoniezadowolenie, albo improduktywem. Ale zasadniczo niezadowolenie z umiejętności własnych jest o wiele lepsze aniżeli ciągłą autosatysfakcja, lepsze jest dla DZIEŁ, jakkolwiek nie jest lepsze dla osoby tak mniemającej. Gdyż niezadowolenie z siebie przynagla i zniewala do wysiłków, co szkodzą samopoczuciu, ale co dają też wzrastającą jakość kreowanego!

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 169]

[2014-01-23] LEM o brylancie i szkle

nawet brylant na wielkiej kupie zmiażdżonego szkła wygląda jak szkło.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 194]

[2014-01-24] LEM o naturze ludzkiej

Summa summarum zdaje mi się, że ludzie są raczej głupi niż źli, choć skutki bywają nieprzyjemnie podobne.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 202]

[2014-01-25] LEM o przywiązaniu do rzeczy

Z przywiązania do Rzeczy, do drogich Śmieci zginęły w tym kraju, np. w Warszawie, setki tysięcy ludzi, bo szkoda im było odejść w jednym łachu na grzbiecie, więc potem szli od razu pod trawę.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 203]

[2014-01-26] LEM o skutecznej promocji

„Cyberiada” wygląda bardzo przyzwoicie i ryciny Mroza wyszły nawet ładniej aniżeli w oryginale polskim. 15 kwietnia ma książka wyjść oficjalnie, a tymczasem oni, biedni, będą ją „promowali”. Być może gdybym w międzyczasie porwał jaki samolot, zgwałcił wszystkie stewardesy i zjadł nogę pilota, dobrze by to zrobiło na „promotion”. Ale nie te siły już i w ogóle nie chce mi się.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 204-205]

[2014-01-27] LEM o „Kongresie futurologicznym”

„Kongres” jest jakąś parabolą konsumpcyjnego społeczeństwa, społeczeństwa skierowanego właśnie na WSZECHUŁATWIENIE jako na WARTOŚĆ NACZELNĄ egzystencji, i to skierowanie rodzi zapaść wartości autentycznych, tych, co powstawały historycznie, „psychemia” zaś stanowi ultymatywną i uniwersalną technologię owej łatwizny. Implikacją finału jest z kolei myśl, że świat urządzono inaczej, że przychodzi moment, w którym hedonizm instrumentalny zostaje zmuszony do PŁACENIA za swoje praktyki, i że ta zapłata okazuje się dosyć koszmarna.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 210]

[2014-01-28] LEM o amerykańskim rynku SF

Właśnie uwzględniając market asessment, odradzałbym „Pirxa”. Jest to bowiem SF i w warunkach USA rzecz musi się ześlizgnąć do wspólnego kotła SF, a tam nie ma większych szans, ponieważ „fans” lubią narrację ustereotypizowaną. lubią właśnie pokarm przeżuty, pofarbowany, a ponadto, jako bardzo intelektualnie niedorozwinięta grupa społeczna, zapewne muszą być nieświadomie ksenofobami, więc autor obcy będzie ich z góry odstręczał – na rzecz każdego swojaka.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 211]

Oczywiście jedne z moich rzeczy zdają się tu nieco lepiej rokować niż inne, i dlatego sugerowałem ostatnio Panu i Mrs. Ready – „Powrót z gwiazd”, bo chyba złotą regułą jest, że only the sophisticated reader gustuje w ironii, w grotesce, w humorystyce nie sprowadzającej się do rzucania bitą śmietaną w twarz, więc pod tym kątem starałem się coś zasugerować.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 216]

[2014-01-29] LEM o robieniu bestsellerów

Jak się robi bestsellery, można łatwo ujrzeć, np. czytając „The Exorcist” – każdy rozumie, co to znaczy, że dziewczynka opętana diabłem onanizuje się za pomocą krucyfiksu. Robić to nie jest zbyt trudno, gdy się zna składowe mieszanki „genius temporis” (dzisiaj” irracjonalizm, rozsadzający powłokę racjonalizmu, demonizm za trzy grosze, mewa, która lata do Bozi, i inne takie historie, bo bieg przyspieszony instrumentalnej cywilizacji odczuwany jest jako groźny przymus, a radę na to widzi się nie w racjonalnych analizach stanu rzeczy, lecz w eskapizmie każdą furtką ładnie pomalowaną i w każdym uniku – w SF to samo robi taki Robert Silverberg). Osobiście wolę tych, którzy karmią takim produktem publiczność CYNICZNIE, pojmując, że dostarczają fałszywych wartości, namiastek i ersatzów, od tych, którzy, jak Blatty i Silverberg, sami usiłują wierzyć w autentyczność wartości swoich produktów, bo ci pierwsi przynajmniej jeszcze nie zatracili lepszej wiedzy o ludzkich rzeczach, a ci drudzy zakłamali się i samootumanili się z kretesem.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 212-213]

[2014-01-30] LEM o straconych złudzeniach

niczego sobie tak nie cenimy jak straconych złudzeń (…), chociażbyśmy sto razy innym i sobie udowodnili jałowość tych złudzeń.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 224]

[2014-01-31] LEM o urabianiu się opinii o dziele literackim

Maszynistka lub recepcjonista hotelowy mogą mieć tu więcej „nosa”, wrażliwości, wyczucia aniżeli cały fakultet literaturoznawców, tylko że oni nie urabiają opinii (urabiają w końcu, lecz to trwa lata lub wieki, a dziś nie może trwać, bo książki wypychają książki, książki zaćmiewają, zagłuszają, mordują, zasypują, trują i depczą książki). Czytelnik ma katzenjammer, bo rynek jest zatruty. Istnieje jednak między kretynem i osobnikiem otumanionym dość istotna różnica.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 226]

[2014-02-01] LEM o krótkich przerwach w pracy

Należy wstawać od biurka i od czasu do czasu delikatnie pociągać z butelczyny.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 228]

[2014-02-02] LEM o prasie rzetelnie swobodnej

Z przybyciem moim do Niemiec łączy się nagły i niespodziewany upadek kanclerza Brandta, czy raczej jego dymisja, którą prasa brukowa przyozdobiła wszystkimi nieczystościami, na jakie może sobie pozwolić prasa rzetelnie swobodna.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 228-229]

[2014-02-03] LEM o pisaniu dla odbiorcy optymalnego

To, czy CZYTELNIK będzie się DOSTATECZNIE STARAŁ, to nie jest NASZA RZECZ. Milcząco przyjętym, nieporuszonym, oczywistym, bezwzględnym założeniem wszelkiej kreacji jest odbiorca OPTYMALNY, aktywny, PODDANY zarazem tekstowi, czyli ufający mu: jeśli jest coś słabo wyakcentowane, to widać MIAŁO takie być, a jeśli jest do znużenia dokładne, to widać ta własność także się tekstowi należała i trzeba w niej szukać osobnego znaku, sensu, wskazania. Jednym słowem, ŻADNEJ ULGOWEJ TARYFY, żadnych UŁATWIEŃ, żadnego SPRZYJANIA CZYTELNIKOWI (żeby się nie odstręczył, żeby się nie znudził, żeby nie zrezygnował). Najpierw – takie starania i tak są bez żadnego pragmatycznego skutku, bo leniwego wszystko nudzi i nuży. A co ważniejsze, dla utworzenia WYGODY można wtedy pójść na ŁATWIZNY.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 233]

[2014-02-04] LEM o pisaniu listów

ja się nie zajmuję pisaniem listów do ludzi, których w ogóle chciałoby mi się obrażać – szkoda czasu i atłasu.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 245]

[2014-02-05] LEM o wychowywaniu dzieci

Pozwolę sobie, jako ojciec od stosunkowo niedawna, rzucić Panu następujący tip. Dziecko ustanawia sobie całkiem nieświadomie i odruchowo pewien poziom „zerowy” standardu własnej kondycji, i tym zerem dla jednego jest Donald (gum), a dla drugiego przejażdżka Cadillakiem z dwoma barankami i karuzelą na dachu. Dziecko przyjmuje to, co „zerowe” for granted; nie poczuwa się za to do wdzięczności ani względem ludzi, ani Bozi, ani nikogo trzeciego. Przemyślny po makiawelsku rodzic winien OBNIŻAĆ poziom zerowy standaryzacji, ponieważ dzięki temu mały upominek dawać będzie duże efekty, natomiast wysoki poziom zerowy utrudnia tak karanie, jak nagradzanie, a nic innego jako instrumentów pedagogicznych nie mamy! Może to i nie rewelacyjne, ale prawdziwe, sam się przekonałem.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 258]

[2014-02-06] LEM o mądrości

Mądrość jest umiejętnością uchwytu (w koszmarnym języku fenomenologów – uchwytywania) rzeczy, w przeciwieństwie do erudycji, która jest tylko balastem. (Balast zresztą potrzebny do żeglugi, ale potrzebniejszy sternik).

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 260]

[2014-02-07] LEM o istocie zła

Intencja zła przejawia się nie tylko jako zadawanie zła, ale jako wysiłek zarażenia nim ofiary. Zło może wtedy mieć tę satysfakcję, że udało mu się spodlić dobro, ściągając je po niewoli na swój poziom, natomiast operacja odwrotna jest niemożliwa.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 261]

[2014-02-08] LEM o gaszeniu pożarów

Kiedy się najpierw (jako ludzkość) NIC długo nie robi, a dopiero w obliczu kryzysu apeluje się do nauki, traktując ją jak straż pożarną, wynikają z tego sytuacje PRZYMUSOWE (dla tejże nauki); wtedy, działając w silnym zawężeniu szans, nauka wprawdzie otwiera JAKIEŚ wyjścia z kryzysu, ale te wyjścia mogą pchać do innych (późniejszych), też paskudnych kryzysów (tzn. gdy np. nic się najpierw nie robi przeciw eksplozji demograficznej, to [to], co się potem będzie musiało robić, będzie właśnie GŁUPIM wykorzystywaniem instrumentalnych potencji nauki). To jest problem, który można rozmaicie formułować (najogólniej mniej więcej jako współczynnik wyprzedzenia w czasie antycypowanych zajść; mądry antycypuje z dużym, a głupi – z małym wyprzedzeniem w czasie; dlatego mądremu stoją do dyspozycji instrumentalne strategie, idiocie natomiast tylko rozpaczliwe środki – właśnie a la straż pożarna).

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 267]

[2014-02-09] LEM o ograniczaniu zacności

Nie jest mianowicie rzeczą moralnie nieposzlakowaną powiadać „NA RAZIE – for a while yet – I can and will Keep the Faith”… bo kto się tym sposobem zastrzega, tym samym ograniczając wyższą zacność swego behawioru do pewnego przedziału czasowego, tymże zapowiada swój Upadek, który ma nastąpić po wyjściu poza (mniejsza, iż nieoznaczony) termin graniczny rzeczonego przedziału (to tak, jakby ksiądz katolicki rzekł: „do najbliższej środy mam twardy zamiar żyć w cnocie; tarzać się w rozpuście będę dopiero we czwartek, od 15:45 po południu”).

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 271]

[2014-02-10] LEM o Kissingerze

Jeden z moich przyjaciół poznał był na campusie Kissingera dawno temu, gdy był on zwykłym sobie jajogłowym akademikiem. Uważał go za zupełnie przyzwoitego, uczciwego, jako też wybitnie inteligentnego faceta, co kwestionowałem od początku, ponieważ wybitnie uczciwy i inteligentny facet MUSI z góry wiedzieć, że nie ma uczciwej inteligentnej gry politycznej.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 275]

[2014-02-11] LEM o wyrastaniu ponad otoczenie

Mój umysłowy wzrost musiałem okupić dość boleśnie, najpierw – utratą przyjaźni osób, co były mi bardzo bliskie (dwie mam w pamięci w tej chwili) i nie mogły niejako pogodzić się ze zmianą sytuacji między nami, polegającą na tym, że nie stałem w miejscu.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 277]

[2014-02-12] LEM o dużej wiedzy

Duża wiedza nigdy tak foremna jak mała wiedza być nie może, a przy tym mała daje pozór kompaktnej pełni i wyczerpującej koherencji, gdy duża zachęca lub zniewala do dalszych studiów, i rzecz wreszcie rozłazi się na sto sposobów i stron, w KAŻDEJ dyscyplinie.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 289]

[2014-02-13] LEM o dyskursie i artyzmie

W dyskursie najważniejsze jest MIEJSCE DOJŚCIA, a w artyzmie najważniejsza jest Droga Przemierzana. Dlatego poezja to jest „sama droga” – wiersz donikąd pozalingwistycznie właściwie nie prowadzi, tj. do żadnych rzeczowych rewelacji czy konstatacji – wszystko w tym, JAK on czytelnika prowadzi – natomiast sprawozdawcza proza właśnie ma coś rzeczowego do głowy wlać i wtedy droga (językowa) już nie taka istotna.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 289]

[2014-02-14] LEM o cnocie i forsie

Cnota versus forsa. Pewien młody Żyd zakochał się w bardzo biednej dziewczynie i chciał się z nią żenić. Ojciec usiłował mu to wybić z głowy. Po co chcesz się z nią żenić? – pytał. – Jak się z nią ożenię, to będę szczęśliwy – odparł syn. – A jak już będziesz szczęśliwy, to co będziesz z tego miał? – spytał mądry ojciec. Istotnie. Forsa! A jak się już będzie miało tę forsę, to co?

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 293]

[2014-02-15] LEM o naturze człowieka

„Nikt się nie drapie, jeśli go nie swędzi”, mawiał Einstein, a szło o to, co dało impuls rozwojowi nauki. Gatunek nasz istotnie ukształtowały bieda, zagrożenia, sytuacja nieustającej WALKI. Man is a fighter.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 294]

[2014-02-16] LEM o pornografii

Będąc we Frankfurcie, poszedłem na pornofilm, bo nihil humanum a me alienum etc., i po cichutku się na widowni najpierw skręcałem, a potem właściwie już śmiałem, ale się bałem śmiać głośno, żeby mnie nie wyrzucili. Przypomniało mi to moje lata kliniczne, na wydz. medycznym, badania ginekologiczne, lekcje anatomii, atlasy z narządami płciowymi. A ponieważ wszyscy na goło udawali straszny zachwyt, rozkosz i głośno stękali DO TAKTU MUZYKI, było to KOSZMARNIE komiczne.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 298]

[2014-02-17] LEM o swojej mądrości

Skoro w ub. roku wykładałem Teorię Literatury na polonistyce, a w tym będę teoriopoznawcze fundamenty futurologii, na Wydz. Filozoficznym, to może Ogólną Teorię Absolutu w przyszłym na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie. Już i taka propozycja by mnie nie zadziwiła. Mogę bowiem, tj. umiem Wszystko. I nie dlatego nawet, że ja Taki Mądry, lecz raczej dlatego, eheu me miserum, że insi tacy niemądrzy.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 306]

[2014-02-18] LEM o pisaniu

Napisać; sprawdzić, co zbędne wzgl. niejasne; przepisać od nowa; ekstrakt musi być taki, jak rzekł wieszcz nasz: „słowom ma być ciasno, myślom przestronnie”.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 308]

[2014-02-19] LEM o zgubnych skutkach lakoniczności

Notatki do nowej, nieistniejącej książki robiłem sobie przez cały miesiąc na małych skrawkach papieru, upychanych w papierowym śmieciu na moim biurku, a gdy wczoraj pozbierałem wszystko do kupy, przekonałem się, że nie mam właściwie nic, bo notatki pisałem nazbyt lakonicznie – tak że teraz ich sam przeważnie nie jestem w stanie zrozumieć. Co za idiotyzm!

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 323-324]

[2014-02-20] LEM o snobizmie

gdy przyjąć, że wszyscy są snobami, oczywiście nikt nie jest snobem, bo snobizm to wszak postawa odmienna od „niesnobizmu”, i z tym jak z urodą – gdy wszyscy piękni, nikt nie jest piękny.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 337]

[2014-02-21] LEM o temperaturze zapłonu twórczego

Dylematy, o których Pan pisze, owa kapryśność własnego stosunku do podejmowanej pracy – kapryśność, która wcale nie wyklucza pracy niesamowicie intensywnej – te dylematy są mi doskonale znane, bo ja też, proszę Pana, takim kaprysom bezwzględnie podlegam, i kiedy mi się nie chce wziąć do nowej roboty, wiem z doświadczenia, iż gdybym się nawet zmusił, niewiele to da dobrych rezultatów. Po prostu muszę zyskać wewnętrzne przeświadczenie, że warto, to przekonanie musi zapalić mnie autentycznie, a dopóki tak nie będzie, wszystko, co wymęczę, będzie martwe, zimne, nudne, obojętne, istnieje dla mnie tedy temperatura czysto emocjonalnego zapłonu i dopóki jej nie osiągnę, nic nie zrobię dobrego. A temperatury tej nie można sobie podwyższyć aktem solennej woli, danym sobie rozkazem…

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 338]

[2014-02-22] LEM o redaktorach, wydawcach i generałach

Oni nigdy sami nie wiedzą, czego chcą. Redaktorzy, wydawcy są w tym doskonale podobni do generałów i innych sztabowych strategów, iż są zawsze doskonale przygotowani do wygrania ostatniej wojny, tej, co już była i się definitywnie skończyła, tzn. oni już wiedzą, co (jako strategia albo jako beletrystyczna pozycja) zyskało palmę pierwszeństwa ładnych parę lat temu. I to, proszę Pana, jest całą ich wiedza, bez szczypty przesady.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 390]

[2014-02-23] LEM o normie i szaleństwie

Jak sądzę, w skali ogólnoświatowej mamy uszkodzoną granicę pomiędzy Normą i Szaleństwem; może zawsze istniały grupy, w których ta granica nie istniała resp. była dziurawa, ale reprezentanci takich grup byli po cichu pchani do azylów umysłowych, a nie lansowani jako prominenci cywilizacji, czy w złym, czy w dobrym sensie.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 417]

[2014-02-24] LEM o zasadach obsługi żony

Żona zasadniczo ma rację z uwagi na to, że jest Żoną, a nie z uwagi na to, o co merytorycznie idzie; jednakże za żadne skarby nie Wolno dać Żonie do poznaki, że trzymamy się właśnie tej Maksymy; gdyż wówczas weźmie to za złe. Należy więc udawać, że ma tylko 99,999% racji, a nigdy – 100%. Jest to w mozole wypraktykowana przeze mnie optymizowana niezawodna procedura. Koszty własne są różne; to zależy od wieku, charakteru, no i kondycji umysłowej.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 439]

[2014-02-25] LEM o prawie do bredzenia

Trzeba sobie przyznać PRAWO DO BREDZENIA. (Ja sobie je przyznałem, zauważywszy raz Bardzo Dawno temu, że moje skrótowe, tylko dla pamięci robione notatki, z naruszeniem prawidłowości leksykograficzno-składniowej, są o wiele zabawniejsze od tego, co powstaje z ich Starannego Rozsmarowania na Papierze poprzez Taśmę Maszynową, i bardzo to wziąłem sobie do serca).

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 439]

[2014-02-26] LEM o lekarstwie na depresję

A może by Pan czytał wieczorami książki o tym, jak się różni Inni Ludzie męczyli przez Całe Życie – przy czym należy postawić obok siebie, w toku tej lektury, talerzyk z jadłem, liquor, słone orzeszki, nieco łakoci, no i pogryzać między jednym a drugim Nieszczęściem Innych.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 441]

[2014-02-27] LEM o odmienności

Odmienność in plus nadmierna jest w życiu utrudnieniem nie o wiele lepszym niż odmienność in minus.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 455]

[2014-02-28] LEM o mądrości prowadzącej do biedy

Czy więc nie może być tak po prostu, że inteligentni ludzie nie chcą tworzyć nieinteligentnie, albo gdyż PO PROSTU nie umieją, albo ponieważ im się nie chce (boby to ich samych dręczyło, poniżało we własnych ich oczach). Uzyskujemy tak rozwarstwienie „psychobiologiczne” dane naturą: durnie piszą durnowato dla durniów, mądrzy – dla mądrych, a ponieważ z rozkładu statystycznego wynika przewaga pierwszych nad drugimi, mądrzy muszą w końcu klepać biedę…

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 517]

[2014-03-01] LEM o grobach

Nie uważam, żeby grób mego Ojca był miejscem jakoś dla mnie ważnym, dramatycznym, któremu z mej strony należy się jakaś szczególna pieczołowitość, odwiedziny etc. Może gdyby Ojciec to miejsce pod wielkim drzewem, gdzie leży, sam był sobie wybrał albo chociaż był je widział i znał, powstałaby dla mnie jakaś łączność między nim a jego grobem, ale on tego miejsca nie znał, nigdy tam nie był żywy, a umarły to ten, kogo literalnie nie ma. Przywiązanie do konkretnych grobów zdawało mi się zawsze nieprzystojną aberracją w kulturze, jakimś wielkim samooszustwem żywych, próbą skonkretyzowania tego, co takiej materialnej konkretyzacji zasadniczo podlegać nie może.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 521]

[2014-03-02] LEM o środkach obrony przed tyranią

dopóki nie pomyślę o ZSRR i całej reszcie, dokładnie Pańskiego zdania jestem: pewnych środków NIE WOLNO używać, tyranny is tyranny etc. Ale jeśli od tego, że my tacy przyjemni, Tamci zabiorą nam zabawki, a potem wyrwą nogi naszym dzieciom – to co wtedy? W intelektualnych dyskusjach ARGUMENTUM AD HOMINEM jest w bardzo niskiej cenie i złą ma opinię… ale Co Robić, kiedy naprawdę chcą wyrywać nogi naszym dzieciom? Mógłbym się nawet powołać na tzwane prawo naturalne, sytuację obrony koniecznej itd. Reguły są jednak chyba po to, żeby były wyjątki z nich także. A może przede wszystkim.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 569]

[2014-03-03] LEM o potworze z Loch Ness

Jak pisał Mrożek, potwór z Loch Ness wychylił raz głowę nad poziom jeziora, rzekł: „Ech, zasrana dola”, i zanurzył się z powrotem.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 569]

[2014-03-04] LEM o niedoskonałości ludzkiego mózgu

Nie tym myślimy, co jest najlepsze, lecz tym, co po prostu jest „jakie takie” i co nam proces ewolucyjny w głowy powsadzał, mieszając w jedno – sukcesy i lapsusy, trafne i retardacyjne czynniki).

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 572]

[2014-03-05] LEM o pomocnej cenzurze

Nie mamy wyborów wolnych nie tylko w polityce, nie ma tych wyborów i w księgarni, i dlatego nieraz półżartem, ale właściwie serio mówiłem o tym „wsparciu”, jakim była dla mnie cenzura, która przynajmniej pewne rodzaje szmiry (nie wszystkie!) czyni niepublikowalnymi.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 592]

[2014-03-06] LEM o umiarkowaniu w wolności i wierze

Ale ja chyba tylko lepiej niż dotąd zrozumiałem, jak bardzo naraża się nasz gatunek na katastrofy, ścigając urojone cele, np. doskonałego szczęścia kolektywnego, doskonałej sprawiedliwości oraz innych doskonałości, i że jesteśmy stworzeni dla strefy umiarkowanej we WSZYSTKIM: zarówno brak, jak nadmiar wolności niszczy nas i paraliżuje okropnym zawsze, chociaż w obu ekstremach – nietożsamym naturalnie sposobem. Nie, nie trzeba nam ani zbyt wielu stopni swobody, ani ich zbyt jednoznacznego braku. Wiary też trzeba społeczeństwu, ale i ona nie powinna być ani zbyt wzniosła, ani zbyt cyniczna, nie za wysoka i nie za niska, nie powinna wymagać zbyt wielkich ofiar, ale nie powinna też nie wymagać prawie nic zupełnie, a najstraszniej, kiedy ta wiara jest albo kompletnie pusta i poza dziurawą fasadą nic z niej nie zostaje, albo kiedy jest to fasada policji.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 605]

[2014-03-07] LEM o śmierci

gdy kto umiera, to świat się nie kończy, lecz „ceases”. Ustaje.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 610]

[2014-03-08] LEM o Trzech Prawach Lema

Trzy Prawa Lema powiadają, że: 1) Nikt nic nie czyta; 2) Jeśli ktoś coś czyta, to nic nie rozumie; 3) Jeśli ktoś coś czyta i rozumie, to natychmiast zapomina.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 621]

[2014-03-09] LEM o dzieciństwie TesTeqa

Dzieci bardzo zdolne mają na ogół nielekkie życie – wbrew pozorom! Sam byłem takim dzieckiem, więc wiem coś o tym. Nie jest dobrze być zanadto Innym. Nie ma też szkół takich, żeby wychowawcy specjalnie się troszczyli o bardzo zdolne dziecko, raczej pozostawiają je na uboczu, bo mają harówkę z mniej zdolnymi. I dlatego takim dzieciom często się przytrafia samotność.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 635]

[2014-03-10] LEM o perfekcjonizmie i Terminach Bardzo Konkretnych

Niedobrze się spieszyć i niedobrze też na swoim siedzieć i piłować, i polerować, i strugać, i obrabiać! I właściwie nie wiadomo, co lepiej rokuje, zbytni pośpiech czy zbytnie kunktatorstwo. Od razu za pierwszym zamachem Dzieło Życia spłodzić – nader to ryzykowny zamysł, zważywszy, że na ogół To Tak Nie Powstaje. Na ogół zrazu pisze się takie rozmaite „dobrze zapowiadające” się kawałki i można być przez krytykę i wydawców, i przyjaciół poturbowanym – i to na ogół dobrze robi. A gdy siedzieć ze swoim zbyt długo, Zatraca Się poczucie, co to jest, i już nadzwyczaj Wyjątkową Istotą być trzeba, aby w takich warunkach zachować dystans do pisanego i nie ulec złudzeniom in plus czy in minus, zawsze powstającym między autorem i tekstem. Niechże Pan, dlaboga, rozumiejąc moje intencje, najpoważniejsze w świecie, wytyczy sobie jakiś Termin Bardzo Konkretny, nie musi on być bardzo rychły – np. 1.02.79, powiedzmy – i do tego czasu niechże Pan stara się coś zamknąć, skończyć, jakiś fragment tego pisania. Są bowiem pewne czynniki natury niepozbywalnej, i do nich sam czas, trwanie należy, długość okresu pisania – bo wprost nie zdarza się, żeby ten, kto na krótkie dystanse nie biegał, od razu został maratończykiem!

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 645]

[2014-03-11] LEM o wypaleniu

Rozmaite mam nowe pomysły, ale wciąż dziwnie jestem chłodny względem wszystkich; to jakieś dziwne: to nie jest stan agnostycyzmu wobec literatury, ale coś jakby człowiek jeszcze w Boga wierzył, ale już tak, że nie widzi potrzeby dążeń skierowanych ku zbawieniu; jak Pan Bóg TAKI dobry, niech mnie sam zbawia, jak literatura taka ważna, niech mi się sama tak narzuci tematem, żebym się musiał mu poddać. To już nie jest dawna fascynacja, pierwsza miłość, ślepe zakochanie. Smutna różnica między kochankiem i gościem nawet najwykwintniejszego publicznego domu, który zna wszystkie tricki.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 649]

[2014-03-12] LEM o nieśmiertelności

tylko za młodu każdy jest nieśmiertelny.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 657]

[2014-03-13] LEM o mądrości i milczeniu

„mądrość musi być samowiedna, najpierw pojmuje więc własną nieprzekazywalność jako daremność trudu pouczania Innych – i oznacza doskonałe Milczenie”.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 658]

[2014-03-14] LEM o niedramatyzowaniu

życie jest to ciąg trials and errors, tych drugich musi być więcej zawsze od sukcesów, i nic gorszego nad przedwczesne zarzekania się, że się gra va banque, że się albo bank rozbije, albo sobie głowę o mur;

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 672]

[2014-03-15] LEM o przesłance wielkiej kariery

Praktyczność + beztalencie to zresztą lepsza przesłanka wielkiej kariery niż niepraktyczność z talentem.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 679-680]

[2014-03-16] LEM o fatalnych skutkach lepszej łączności

Myślę, że tak jak każdy myślący człowiek, najbardziej zmartwiony jestem ŚWIATEM, w jakim żyjemy. Dawniej było z tym lepiej, nie żeby świat był lepszy, tylko łączność była gorsza, więc na każdym kontynencie ludzie się rżnęli, a na innym o tym nic nie wiedziano.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 680]

[2014-03-17] LEM o magii

zwykły człowiek chce pokazów cudownych oraz chce na ogół, żeby mu wyjaśniono trick, jaki za tą magią się kryje; albo też chce, żeby go zapewniono dowodliwie, że magia była autentyczna.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 688]

[2014-03-18] LEM o clownie i kryptopajacu

Gdy widzimy w cyrku faceta, który wykonuje nieudolnie akrobatyczne popisy, wciąż się przewracając, śmiejemy się i wiemy, że on tylko UDAJE nieudolność, bo to jest clown, i wiemy, co ma clown robić w cyrku. Gdy jednak nie pojawi się na arenie jako clown, ale będzie wykonywał swój pokaz w zwykłym numerze programu, nie uznamy go za „kryptopajaca”, ale za zwykłego, tyle że nieudolnego akrobatę i będziemy się z niego śmiali złośliwie i wzgardliwie, a nie z uznaniem dla jego kunsztu – jak byłoby wobec „jawnego clowna”.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 700]

[2014-03-19] LEM o recepcie na życie

Każdy, myślę sobie, powinien robić jak najlepiej to, co jak najlepiej umie, i to już jest właściwie cała recepta na drogę życiową.

[Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 706]

Wszystkie ręce na pokład?

„Wszystkie ręce na pokład!” – to okrzyk będący apelem o pełną mobilizację sił i środków w chwili zagrożenia lub w obliczu krańcowo trudnego wyzwania.

„Wszystkie ręce na pokład!” – to skuteczna metoda radzenia sobie z wyboistą rzeczywistością w małych firmach. Na przykład w momencie zdobycia olbrzymiego zamówienia, przekraczającego dotychczasowe możliwości przedsiębiorstwa. Tylko mobilizując załogę do nadzwyczajnego wysiłku, można wówczas takie zadanie wykonać i wznieść firmę na kolejny poziom działalności.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby skuteczność metody „Wszystkie ręce na pokład!” nie wżerała się tak głęboko w umysły młodych przedsiębiorców. Gdyby nie uznawali, że jest to podstawowy i najskuteczniejszy tryb pracy zapewniający dalszy dynamiczny rozwój.

A tak niestety nie jest.

Gdy firma rośnie, a liczba zatrudnionych zbliża się do setki, nadchodzi czas aktywnego zwalczania mentalności „Wszystkie ręce na pokład!”.

Dlaczego?

Ponieważ podejście to przestaje działać! Kilka projektów można opędzić takim spontanicznym chaosem, ale gdy jest ich kilkadziesiąt, wszystko zaczyna się sypać – od jednego zapomnienia do drugiego, od jednego niedotrzymanego terminu do kolejnego. Kiedy organizacyjny mechanizm składa się z kilku elementów, praktycznie każdy w firmie jest w stanie ogarnąć całokształt i podejmować w miarę rozsądne decyzje. Kiedy jednak projekty zaczynają mnożyć się jak króliki, konieczne jest wprowadzenie reguł działania sprawiających, że ludzie nadal będą podejmować rozsądne decyzje, mimo że będą wiedzieli tylko „wystarczająco dużo”.

O tym i o wielu innych aspektach dojrzewania organizacyjnego przedsiębiorstw mówi znakomita książka Lesa McKeowna „Algorytm $ukcesu” („Predictable success”), którą szczerze polecam.

Sprzedawcy XXI wieku

Według Daniela H. Pinka, autora książki „To Sell Is Human”, wszyscy jesteśmy sprzedawcami, mimo że większość z nas nie stoi za ladą ani wśród hipermarketowych półek, ani wśród nowiutkich samochodów wystawionych w salonie sprzedaży, usiłując uszczęśliwić bywalców tych przybytków masowej konsumpcji. Ale na każdym kroku, zarówno w pracy, jak i w domu, usiłujemy sprzedać nasze idee, poglądy i pomysły otaczającym nas ludziom. Usiłujemy im sprzedać naszą wizję świata.

Ponadto Daniel H. Pink zauważa, że w XXI wieku diametralnie zmienił się układ sił na rynku. Skończyła się dyktatura sprzedawców dysponujących lepszymi informacjami i znakomitym zapleczem prawnym. Dzięki powszechnemu dostępowi do wiedzy zgromadzonej w internecie, klienci otrzymali oręż zapewniający im równe szanse, a czasami nawet przewagę w transakcyjnym starciu.

Czy spostrzeżenia te warte są poświęcenia im całej książki? Nie wiem. Drążąc temat autor podjął próbę zredefiniowania tradycyjnej sprzedażowej mantry „A-B-C” z „Always-Be-Closing” („nie ustawaj w dążeniu do domknięcia transakcji”) na:

  • Attunement – pozostawaj w harmonii z ludźmi i okolicznościami;
  • Buoyancy – utrzymuj się na powierzchni oceanu odrzucenia;
  • Clarity – pomagaj ludziom identyfikować problemy, które mogą rozwiązać przy twojej pomocy.

Jeśli interesuje cię głębsze wejście w tę tematykę, przeczytaj całą książkę, jeśli nie, poprzestań na poniższych cytatach:

Umiejętność zmobilizowania innych do wymiany tego, co mają, na to, co im oferujemy, jest kluczowa dla naszego przetrwania i szczęścia.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 139]

Tradycyjny opis zachowań w ekonomii wyróżnia dwie najważniejsze formy aktywności: produkcję i konsumpcję. Ale dziś większość tego, co robimy, wydaje się dotyczyć również mobilizowania. To znaczy, mobilizujemy innych ludzi, by podzielili się swoimi zasobami – zarówno namacalnymi (na przykład gotówką), jak i nienamacalnymi (wysiłkiem, uwagą) – po to, żeby obydwie strony dostały to, czego chcą.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 306]

„Chodzi o przywództwo uszami, a nie ustami,” – mówi Ferlazzo.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 572]

„Ludzie pragną zawarcia uczciwej transakcji z miłą osobą.”

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 771]

Zwiększ swoją siłę, wytłumiając ją.

(…)

występuje odwrotna proporcjonalność między siłą i zdolnością do patrzenia na sprawy z innej perspektywy. Siła może uczynić nieczytelnymi sygnały, które odbierasz, zniekształcając oczywiste komunikaty i przesłaniając te subtelniejsze.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 945, 965]

Zgodnie z oczekiwaniami sprzedawcy-introwertycy nie osiągali tak dobrych wyników jak ekstrawertycy, zarabiając 120 dolarów na godzinę w porównaniu do 125 dolarów w przypadku ich bardziej towarzyskich kolegów. Ale obie te grupy nie dorównywały trzeciej: ambiwertykom.

Ambi-co?

Ludziom, którzy nie są ani nazbyt ekstrawertyczni, ani krańcowo introwertyczni.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 1117]

W Amazonie, jak w większości organizacji, odbywa się wiele zebrań. Ale podczas tych najważniejszych, obok miejsc zarezerwowanych dla menedżerów, mistrzów marketingu i czarodziejów programowania, Bezos stawia dodatkowe, puste krzesło. Ma ono przypominać zgromadzonym, kto jest najważniejszą osobą na sali: klient.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 1183]

„Lewitacja jest niewidzialną siłą, która unosi cię ku niebu, podczas gdy grawitacja przeciwnie – ściąga cię na ziemię. Niekontrolowana lewitacja czyni cię ulotnym, oderwanym od gruntu i rzeczywistości. Niekontrolowana grawitacja wgniata cię w bagno nieszczęścia (…) ale zrównoważone sprawiają, że utrzymujesz się na powierzchni.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 1452]

Wielokrotnie wykazano, że ludzie czerpią więcej zadowolenia z kupowania doznań niż rzeczy.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 1799]

Dla wielu z nas przeciwieństwem mówienia nie jest słuchanie. To czekanie. Gdy inni mówią, zwykle dzielimy naszą uwagę pomiędzy tym, co słyszymy, a tym, co sami zamierzamy za chwilę powiedzieć. Prowadzi to do marnych rezultatów obu tych czynności.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 2472]

Wpływając pozytywnie na wizerunek swojego partnera, nie pogarszasz własnego wizerunku – wręcz przeciwnie.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 2571]

Traktuj każdego tak, jakbyś traktował swoją ukochaną babcię.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 2947]

Alex destylowany

Alex W. Barszczewski (polski trener, coach, life-mentor i autor samorozwojowego bloga dla młodych menedżerów Blog Alexa) w ramach, jak to sam nazwał, „działania badawczo-dydaktycznego” napisał i własnym sumptem wydał książkę „Sukces w relacjach międzyludzkich”.

Jako podręcznik z dziedziny rozwoju osobistego łączy ona w sobie dwie sprzeczne cechy – jest zarówno typowa, jak i unikalna:

  • typowa, przedstawia bowiem pewne koncepcje i narzędzia, które czytelnik może z pożytkiem zastosować w swoim życiu, o ile będzie w stanie zmobilizować się nie tylko do lektury, ale i do aktywnej, regularnej pracy nad sobą. Z doświadczenia wiem, że właśnie brak motywacji jest największym problemem blokującym samodoskonalenie, jednak autor atakuje ten problem już w prologu, przedstawiając trzy autobiograficzne scenki. Mają one przekonać czytelnika, że choć dziś, być może, jest w jednym dołku, jutro będzie w innym, ale pojutrze ma szansę zdobyć wszystko, co tylko sobie wymarzy. Ale do tego niezbędny jest sukces w relacjach międzyludzkich.
  • unikalna, opiera się bowiem na kultywowanym przez autora, ekstremalnie pragmatycznym podejściu do życia polegającym na skupianiu się na pozytywach i bezkompromisowym czyszczeniu emocjonalnego przedpola z tego, co negatywne. Oczywiście wszystko zgodnie z zasadami etycznymi zebranymi w postaci dekatrialogu Aleksa – listy 13 wskazówek wyznaczających zakres użycia opisywanego arsenału interpersonalnego. Jako że trudno się z nimi nie zgodzić, oto moja, zwięzła ich interpretacja:
    1. Szanuj każdego – także jego wolę nie bycia szanowanym.
    2. Szukaj w każdym czegoś dobrego.
    3. Podaruj coś każdemu – choćby uśmiech.
    4. Pielęgnuj tylko wzajemnie korzystne relacje.
    5. Pielęgnuj tylko relacje „bez łaski”.
    6. Dbaj o interesy słabszej strony relacji.
    7. Nie osądzaj pochopnie, bo możesz nie wiedzieć wszystkiego.
    8. Bez zbędnych emocji dystansuj się w przypadku dysonansu w relacji.
    9. Nieproszony, nie udzielaj rad.
    10. Proś, zanim zaczniesz egzekwować swoje prawa.
    11. Dziękuj, ponieważ nikt na tym świecie niczego nie musi.
    12. Psuj radość atakującej cię osobie.
    13. Nie daj się lekceważyć.

Praktycznie wszystkie idee zawarte w książce Alex przedstawiał już wielokrotnie w swoim blogu, ale zebrane w jednym miejscu stanowią właśnie ten tytułowy „destylat”, który moim zdaniem wart jest życzliwej uwagi. Tak, jak lepiej kupić pół litra niż zawracać sobie głowę zgłębianiem procesu produkcji zacieru i jego destylacji, tak lepiej wydać 35 złotych i zacząć pracę nad sobą niż utonąć na długie miesiące w odmętach bogatej, wielotematycznej, blogowej twórczości autora.

O tym, że Alex może mieć coś do powiedzenia w temacie relacji świadczą nie tylko jego słowa, ale i sama książka, która została:

  • profesjonalnie zredagowana przez Ewę J. Wytrążek – nawet długie, wielokrotnie złożone zdania oszlifowano tak, że są dostatecznie zrozumiałe i „czytające się”;
  • obdarzona skromną, gustowną okładką autorstwa Marty Sitkiewicz, przypominającą raczej podręcznik akademicki niż literaturę samodoskonaleniową;
  • wydrukowana dużą czcionką, ułatwiającą starszym czytelnikom pomykanie przez tekst bez nadmiernego męczenia oczu. Wierz mi, w pewnym wieku ten aspekt staje się naprawdę ważny. Znam wielu ludzi, którzy za pomocą tego kryterium dokonują preselekcji swoich lektur. Ja z tego powodu preferuję książki elektroniczne na czytniku Kindle, który pozwala mi dostosowywać wielkość czcionki do moich potrzeb. Jedynym mankamentem typograficznym tej pozycji są całe akapity wyróżnione podkreśleniem – wolałbym wytłuszczenie, które zwiększa czytelność, a nie ją zmniejsza.

Widać zatem, że autora wspierała grupa kompetentnych, zaangażowanych osób, co jest niewątpliwym przykładem sukcesu w relacjach międzyludzkich.

W książce „Sukces w relacjach międzyludzkich” znalazłem wiele interesujących spostrzeżeń i ćwiczeń. Oto niektóre z nich:

  • Szkodliwe niedziękowanie – tak jak Alex, mam alergię na tę gangrenę toczącą polskie społeczeństwo:

    Wielokrotnie w Polsce, życząc komuś powodzenia, otrzymuję dziwną odpowiedź: „Nie dziękuję” (bez przecinka czy pauzy po „nie” – brzmi to jak „niedziękuję”). Na pytania o powód takiej odpowiedzi słyszę: „Aby nie zapeszyć”…
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 49]

  • Bezpodstawna życzliwość stanowi również moją dewizę, lecz kluczowa jest tu następująca uwaga:

    Wyzwanie polega na tym, że nie może to być udawana czy choćby sterowana życzliwość na zawołanie, bo wtedy łatwo zostanie rozpoznana i zakwalifikowana jako manipulacja. To musi być integralny element Waszej osobowości.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 63]

  • Dobre słowo na „dzień dobry” to wyrwany z kontekstu cytat, który powinieneś sobie wydrukować i powiesić nad łóżkiem, żeby rano robił ci dobrze (każdy autor musi pogodzić się z tym, że czytelnik może zrobić dowolny użytek z jego twórczości :-) ):

    Znając siebie dość dobrze wiem, że – obok bycia czasem skuteczną maszyną do rozwiązywania problemów – jestem też, a może przede wszystkim, bardzo wrażliwym człowiekiem.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 110]

  • Istotne zastrzeżenie powinno, moim zdaniem, być zamieszczane w każdej pozycji samodoskonaleniowej, bo w końcowym rozrachunku chodzi przecież o twoje życie, a nie lepsze lub gorsze pomysły autora podręcznika:

    Oczywiście to, co napisałem powyżej, jest moim osobistym sposobem działania i efektem osobistego doświadczenia, co nie musi oznaczać, że jedynym lub najlepszym z możliwych. Nie zmienia to faktu, że dla mnie (i sporej grupy osób, które znam) funkcjonuje to znakomicie i to przez wiele lat. Dlatego zachęcam Was co najmniej do poważnego rozważenia tego, co czytacie w tej części książki, a najlepiej wypróbowania w praktyce.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 114]

  • Wielkoduszność we własnym interesie jest niezwykle skuteczną i jednocześnie szlachetną strategią definiowania i osiągania własnych celów w sytuacjach pokonfliktowych:

    Chodzi o to, aby po pozytywnej zmianie zachowania partnera nie mścić się na nim za poprzednie rundy, nie odgrywać się i nie dawać nauczki. Taka pamiętliwość przyczyniała się do pogorszenia wyniku końcowego w konkursie, co potwierdzam też moimi obserwacjami życiowymi. Niestety większość ludzi skupia się w takich wypadkach na wymierzeniu sprawiedliwości, zamiast na własnych pożądanych wynikach.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 189-190]

  • Koniec – czyli przytoczone w książce, celne, niemieckie powiedzenie:

    „Lepszy bolesny koniec niż ból bez końca.”
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 200]

  • Mistrz ciętej riposty – tak nazwałem ostatni rozdział książki, w którym Alex przedstawia sposoby radzenia sobie z „dobrymi radami” i zarzutami formułowanymi przez bliźnich. Podobno poniższe pytanie jest świetną pierwszą reakcją pozwalającą skutecznie zbić z pantałyku „zatroskanego” agresora:

    „Co chcesz przez to powiedzieć?”
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 229]

Wierzę, że moja recenzja sprawi Aleksowi przyjemność, więc mam prośbę:

Jeśli jesteś bywalcem Blogu Alexa, powiedz mu o tym wpisie!