Tag: komunikacja

Żakowski

We wczorajszej Gazecie Wyborczej (2009-08-10) ukazały się dwa artykuły dotyczące nieodpowiedniego poziomu debaty w internecie. Redaktor Jacek Żakowski przedstawił swoje zdanie, a ponieważ część zarzutów skierował do głównych, polskich portali, odpowiedzieli mu Michał Olszewski – opiekun serwisu blogów Blox.pl i Paweł Wujec – dyrektor wydawniczy portalu Gazeta.pl.

Nie chcę tu wnikać, kto ma rację, ponieważ merytoryczną stronę dyskusji przysłoniła mi forma, za pomocą której Michał Olszewski i Paweł Wujec zwracali się do redaktora Żakowskiego. O wiele łatwiej byłoby mi zgodzić się z ich argumentami, gdyby, przytaczając słowa adwersarza, pisali „redaktor Żakowski” albo „Jacek Żakowski”, a nie cały czas „Żakowski to”, „Żakowski tamto”.

Czytając takie wypowiedzi, czuję się coraz starszy. Pamiętam, że w szkole nauczono mnie, iż „po nazwisku to po pysku”, ale to chyba była jakaś dziwna szkoła. W każdym razie staram się zawsze przestrzegać zasady, że kurtuazja powinna być tym większa, im większa jest różnica poglądów, ponieważ w ten sposób pokazujemy, że jesteśmy pewni siły swoich argumentów.

Wizytówka

Spotkałem się niedawno z następującym pytaniem:

Co zrobić w sytuacji, kiedy moja służbowa wizytówka, wydaje mi się nie najlepsza?

Jeśli jest wystarczająco dobra i nie masz wpływu na jej treść oraz układ, to ją po prostu zaakceptuj. Chyba że nienawidzisz swojego pracodawcy – wtedy zmień pracę. Jeśli wizytówka nie jest rażąco odpychająca, nie ma się czym przejmować. Coraz częściej dane z wizytówki są wprowadzane do komputera (ręcznie lub skanowane), a wizytówka wyrzucana.

Ze względów praktycznych wizytówki dwustronne (polsko-angielskie) są wygodniejsze, ponieważ nie musisz uważać, komu którą wersję językową wręczasz, oraz dbać o odpowiedni zapas obu rodzajów.

Jednak najważniejsze jest to, jakie skojarzenia będzie budził w odbiorcy ten niewielki kartonik z twoimi danymi kontaktowymi. Czy będzie to satysfakcja z poznania miłego, interesującego człowieka, czy też wspomnienie sytuacji, w której nigdy więcej nie chciałby się znaleźć.

Pamiętaj! To ty jesteś swoją własną wizytówką, a nie biały prostokącik z nadrukiem.

Ble-ble-ble

Ktoś kiedyś słusznie zauważył, że:

Informacja to jest różnica, która robi różnicę.

Zastanów się, które z wykorzystywanych przez ciebie źródeł informacji zapewniają ci tę pozytywną różnicę. A które oferują tylko ble-ble-ble przez 24 godziny na dobę. Zastanów się i wybierz, a codziennie zyskasz sporo czasu na inne konstruktywne zajęcia.

Jak podrzucać papiery?

Jeśli pracujesz w staromodnym biurze, gdzie dokumenty przekazuje się jeszcze współpracownikom w postaci papierowej, to twoja skuteczność działania po części zależy od rozwiązania następującego problemu: jak zredukować ryzyko, że kolega, którego nie zastałeś w pokoju nie spojrzy na podrzucone przez ciebie kwity?

Jeśli położysz papiery w skrzynce spraw przychodzących, pewnie w ogóle ich nie zauważy. Jeśli położysz je na klawiaturze, myszy lub zasłonisz nimi monitor, pewnie odruchowo odłoży je na jakąś stertę. Więc gdzie?

Połóż papiery na siedzeniu jego krzesła. W 90% przypadków nie usiądzie na nich, a jeśli nawet, to poczuje i usłyszy, że coś jest nie tak. Ponieważ siedzenie krzesła stanowi niecodzienne miejsce przechowywania dokumentów, w 99,99% przypadków twój współpracownik rzuci przez chwilę okiem na pierwszą stronę. I o to chodzi – o zapewnienie sobie tej chwili uważnego spojrzenia. Nie licz na nic więcej. Jeśli kolega nie będzie chciał się nimi zająć, to i tak wrzuci je za biurko, ale przynajmniej przez chwilę będą dręczyły go wyrzuty sumienia…