Tag: ekonomia

Bądź niezwykłą osobą!

Abstrakcyjne teorie makroekonomiczne są nieistotne dla ludzi, którzy codziennie podejmują miliony drobnych decyzji mikroekonomicznych w hiperkonkurencyjnym otoczeniu. I decyzje te nieodmiennie wskazują na wyższość tego, co jest szybkie i tanie, nad tym, co jest wolne i drogie.

Seth Godin „Linchpin: Are You Indispensable?” (Amazon Kindle location 390)

Jeśli fabrykami są nasze umysły, jeśli tym, co ceni rynek, jest wnikliwość lub kreatywność, lub zaangażowanie, wówczas kapitał nie jest już tak ważnym czynnikiem jak dawniej. Obecnie pojawiła się trzecia warstwa w ekonomii – nazwijmy ich zawleczkami. To ludzie, którzy nie są robolami (czekającymi na polecenia i pracującymi przy maszynach będących własnością kogoś innego), nie są też książętami lub baronami przemysłu. Zawleczki uwalniają coś wewnętrznego, a nie zewnętrznego, dla wytworzenia pozycji siły i wartości.

Seth Godin „Linchpin: Are You Indispensable?” (Amazon Kindle location 408)

Thornton May prawidłowo wskazuje, że doszliśmy do końca systemu wynagradzania za obecność (ABC – attendance-based compensation). Jest coraz mniej dobrych posad, gdzie możesz dostać pensję za przychodzenie do pracy. Natomiast najlepsze firmy zaczęły dobrze płacić tym, którzy wprowadzają pozytywne zmiany, i jednocześnie pozbywać się pozostałych.

Prawie każdego można nauczyć przychodzenia do pracy. Każdy może o świcie otwierać kawiarnię lub obserwować zegary w elektrowni.

Cóż to oznacza „wprowadzać pozytywne zmiany”?

Niektóre zawody zawsze będą słabo opłacane, nieobdarzane szacunkiem i charakteryzujące się wysoką fluktuacją. Są to posady, gdzie obecność jest najważniejsza. Inne zawody, naprawdę dobre zawody, będą zajmowane przez niezastąpionych – tych, którzy wprowadzają pozytywne zmiany, wykonując pracę, jakiej nie sposób oczekiwać od kogokolwiek innego.

Seth Godin „Linchpin: Are You Indispensable?” (Amazon Kindle location 424)

Nie masz żadnego prawa do posady, którą zajmujesz, lub ścieżki kariery, na której się znalazłeś. Po latach wpajania ci, że powinieneś być zwykłym pracownikiem zwykłej organizacji, że społeczeństwo cię w tym wesprze, odkryjesz, że wszystkie zasady się zmieniły. Że jedyną drogą do sukcesu jest bycie niezwykłą osobą, o której się mówi.

Seth Godin „Linchpin: Are You Indispensable?” (Amazon Kindle location 474)

Smith, Marks, Engels, Godin

Bez zbytniej skromności Seth Godin stawia swoją najnowszą książkę – manifest „Linchpin: Are You Indispensable?” – w szeregu epokowych dzieł myśli społeczno-ekonomicznej. I być może ma rację. Tak jak Adam Smith stworzył pojęcie „niewidzialnej ręki rynku”, a Karol Marks i Fryderyk Engels wylali fundamenty naukowego socjalizmu, tak Godin opisuje implikacje rewolucji internetowej, która doprowadziła do przejścia środków produkcji w ręce proletariatu (czyli każdego, kto ma dostęp do internetu i może za jego pomocą rozpowszechniać swoje idee).

Według Godina w dzisiejszych czasach liczy się dobry pomysł oraz skuteczność jego wdrożenia, czyli dostarczenia gotowego produktu klientom. Dla przebojowego człowieka zniknęły istniejące dawniej bariery, takie jak dostęp do kapitału, środków produkcji czy kanałów dystrybucji. To wszystko jest w zasięgu ręki (a właściwie w zasięgu wszechświatowej sieci komputerowej). Jedyną barierą pozostaje więc bariera wewnętrzna: paraliżujący nasze działania pierwotny strach związany z krecią robotą naszego „jaszczurczego mózgu”. To on sabotuje odważne zamierzenia, rozpalając w naszej psychice obawy przed wystąpieniami publicznymi, przed wygłupieniem się, przed niepochlebnymi ocenami pozostałych członków naszego plemienia.

Jaszczurczy mózg i jego opór są największymi przeszkodami w realizacji naszych przedsięwzięć.

Książka Setha Godina nie jest dziełem naukowym. To raczej manifest skierowany do ludzi, którzy chowają swoją twórczość do szuflady, ukrywają przed światem swoją kreatywność, którym brak odwagi, żeby skruszyć zmurszałe poglądy i zmienić otaczającą rzeczywistość na lepsze.

Kto zna język angielski, powinien jak najszybciej przeczytać „Linchpin”.

Kto nie zna angielskiego, powinien się go nauczyć – chociażby czytając „Linchpin”.

A ten, komu się nie chce, powinien pamiętać, że wraz z postępem technologicznym będzie malała liczba miejsc pracy, gdzie obowiązki ograniczają się do biernego wykonywania poleceń i niewychodzenia poza zakres rutynowych czynności. W tej dziedzinie programy komputerowe i roboty są zdecydowanie dokładniejsze i odporniejsze na zmęczenie.

Noga czy głowa?

W związku z premierą polskiego czytnika książek elektronicznych eClicto (szerokie omówienie możliwości tego urządzenia znajdziesz tu: „eClicto – pierwsza przymiarka” / Paweł Wimmer) zacząłem się zastanawiać, jaki budżet ma to przedsięwzięcie. Cały czas odnoszę wrażenie, że jest ono prowadzone „z pewną taką nieśmiałością”. A właściwie nawet z dużą nieśmiałością i pokaźnym bagażem niewiary we własne siły. Cenę urządzenia skalkulowano zapewne prawidłowo – przy założeniu, że projekt musi zacząć na siebie zarabiać od godziny 8:00 10 grudnia 2009. I na tym chyba polega cały błąd.

Może warto było założyć, że ta inwestycja zwróci się po 3-5 latach i na początku sprzedawać czytniki za przysłowiową złotówkę. Można byłoby przyjąć strategię stosowaną w telefonii komórkowej i stworzyć klub książkowy, w ramach którego czytelnik miałby obowiązek kupować jedną książkę miesięcznie. Cóż, nie mój biznes, nie moja sprawa…

A dlaczego zatytułowałem ten wpis „Noga czy głowa?”? Dlatego, że zgodnie z informacjami podanymi przez Krzysztofa Klickiego, właściciela Kolportera (firmy oferującej eClicto), w latach 2002-2008 spółka ta „władowała” 40 milionów złotych w klub piłkarski Korona Kielce i nic na tym nie zarobiła (źródło: „Korona bez sponsora” / Wprost). Wątpię, żeby projekt eClicto miał podobny rozmach, więc śmiem twierdzić, że noga jest jednak ważniejsza od głowy.

GSB – Genialna Strategia Budżetowa

Czekając na dostawę Mojego Kindelka (czytnika książek elektronicznych Amazon Kindle), który już koczuje na lotnisku Okęcie, opracowałem GSB (Genialną Strategię Budżetową) – bazującą na solidnych podstawach matematycznych metodę uzdrowienia finansów każdego państwa. Mógłbym za jej udostępnianie żądać opłat licencyjnych, ale postanowiłem mój pomysł przekazać światu za darmo, ku szczęściu i pomyślności całej ludzkości. Oto przepis na GSB:

  • wydatki w roku 2010 finansujemy za pomocą przychodów (podatków) wpłaconych w tymże roku oraz prognozy przychodów na rok 2011 (w ten sposób możemy w ciągu roku wydać tyle, ile podatnicy wpłacą przez dwa lata);
  • wydatki w roku 2011 finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2012 oraz prognozy przychodów na rok 2013 (znowu możemy w ciągu roku wydać tyle, ile podatnicy wpłacą przez dwa lata);
  • wydatki w roku 2012 finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2014 oraz prognozy przychodów na rok 2015;
  • i tak dalej, i tak dalej…
  • wydatki w roku 2010+n finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2010+2n oraz prognozy przychodów na rok 2010+2n+1.

Zakładając, że oś czasu jest nieskończona (a założenie takie jest uprawnione, jeśli porównamy skalę czasową naszej cywilizacji ze skalą czasową wszechświata), dla każdego roku 2010+n jesteśmy w stanie wskazać dwa lata 2010+2n i 2010+2n+1, które z nawiązką sfinansują wydatki budżetowe. A jeśli wcześniej nastąpi koniec świata, to tym bardziej nie ma się czym przejmować.

Czyż to nie genialne?

I w tym momencie mina mi zrzedła, ponieważ przypomniałem sobie, na jakich zasadach działa nasz Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz jaką politykę budżetową prowadzi wiele krajów świata ze Stanami Zjednoczonymi na czele.

Czyżby mój pomysł był aż tak wtórny?

Czyżby najlepszym wyjściem był jednak koniec świata?