Tag: ekonomia

Październik miesiącem oszczędzania

W czerwcu opublikowałem kilka cytatów z książki „Napój ananasowy dla pięknej damy” Wiktora Pielewina. Zostały mi jeszcze dwa, które wtedy korzystnie zainwestowałem, a teraz znakomicie pasują do tradycyjnego tematu popularyzowanego na jesieni przez banki – oszczędzania:

dzisiejsza rzeczywistość ekonomiczna daje człowiekowi nieograniczone możliwości rozstania się z pieniędzmi.

[Wiktor Pielewin, „Napój ananasowy dla pięknej damy”, s. 146]

Jeśli człowiek długo patrzy w telewizor podczas jakiegoś kryzysu finansowego, zaczyna widzieć, że świat jest podobny do transformatora, który zamienia cierpienie jednych w promienny uśmiech innych – są one synchroniczne jak przerwy reklamowe na kanałach CNBC i Bloomberg (z czego, nawiasem mówiąc, nawet idiota wywnioskuje, że to w rzeczywistości jeden i ten sam kanał).

[Wiktor Pielewin, „Napój ananasowy dla pięknej damy”, s. 206]

Prawo powszechnego ciążenia gotówki

W 2014 roku, w kwietniu, konkretnie w pierwszej połowie kwietnia, a dokładnie trzeciego kwietnia 2014 roku znany polski bloger i przedsiębiorca, noszący sieciowe imię TesTeq, sformułował następujące, przełomowe prawo powszechnego ciążenia gotówki:

Każdy gotówka we wszechświecie przyciąga każdą inną gotówkę z siłą, która jest wprost proporcjonalna do iloczynu ich wartości i odwrotnie proporcjonalna do kwadratu odległości między nimi.

Z prawa tego wynika, że w przestrzeni finansowej, w której na początku, po Wielkim Wybuchu, swobodnie krążyły pojedyncze monety, pod wpływem siły powszechnego ciążenia zaczęły tworzyć się lokalne ośrodki obfitości. Te zaś przyciągały kolejne monety i ich skupiska, tworząc zalążki bogactwa. Proces stopniowej koncentracji gotówki doprowadził do powstania stosunkowo niewielkiej liczby olbrzymich, jasno błyszczących gwiazd zamożności, ale to nie one stanowią ostateczny rezultat tej ewolucji.

Ostatnim stadium są tak zwane FCD, czyli Finansowe Czarne Dziury powstające w wyniku kolapsu grawitacyjnego masywnych gwiazd zamożności o wartości większej niż około 20 milionów dolarów.

Istotą FCD jest ich olbrzymia moc przyciągania gotówki – w szczególności tej charakteryzującej się słabymi wiązaniami z właścicielem. Co należy przez to rozumieć? Przede wszystkim środki budżetowe wszelkiej maści wyszarpywane obywatelom w postaci danin, podatków i składek. Jeśli nie wciągnie ich jedna FCD, zrobi to inna, być może głupsza – jakaś idiotka albo utracjuszka. Dlatego misją Finansowych Czarnych Dziur jest bezkompromisowe ratowanie gotówki z rąk drobnych ciułaczy i innych, mniej rozgarniętych rywalek.

Cyniczne? Och, nie! Sumienie FCD doskonale koi zasada mniejszego zła przez własne dobro. :-)

Tylko konkurencji pomiędzy Finansowymi Czarnymi Dziurami zawdzięczamy to, że jeszcze nie wszystko zostało wciągnięte do jednej, gigantycznej megadziury!

Nie dziw się więc, że za 49 milionów złociszy powstał portal internetowy dla bezdomnych dysponujących dostępem do internetu i kwalifikowanym podpisem elektronicznym…

Bo, jak stwierdził dawno, dawno temu, działający w podobno zupełnie innym systemie Miś:

„Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach.”

Róbta dzieci? Bzdura!

W marcu bieżącego roku na łamach BIZNESU BEZ STRESU opublikowałem manifest antyprokreacyjny Róbta dzieci? (radzę przeczytać) i wreszcie, po wielu miesiącach doczekałem się! W Gazecie Wyborczej z 20 grudnia znalazłem artykuł pod tytułem „Nie potrzeba nam więcej dzieci. Dla ich dobra” autorstwa dr Rafała Jarosa (dyrektora Instytutu Nauk Społeczno-Ekonomicznych, autora prognoz rynku pracy) i dr Piotra Krajewskiego (adiunkta w Instytucie Ekonomii Uniwersytetu Łódzkiego, byłego doradcy ministrów finansów). Cieszę się, że znaleźli się odważni, poważni naukowcy, którzy zdecydowali się obnażyć demograficzną manipulację, którą od lat karmią nas politycy i cynicy wszelkiej maści.

W artykule tym wymieniono następujące argumenty świadczące o nieracjonalności nawoływania do udziału „w patriotycznym dziele robienia dzieci”:

  • niższy przyrost naturalny to większa liczba osób w wieku produkcyjnym w stosunku do osób poniżej 18 roku życia – maleją więc, przypadające na jednego zatrudnionego, wydatki na osoby w wieku przedprodukcyjnym;
  • niższy przyrost naturalny to w przyszłości więcej kapitału, środków produkcji i zasobów na jednego pracownika, a więc większa wydajność;
  • niższy przyrost naturalny to większa „masa spadkowa” przypadająca na każde dziecko – więcej mieszkań, gospodarstw, samochodów dziedziczonych po bezdzietnych ciociach i wujkach;
  • niższy przyrost naturalny to większy dostęp do deficytowych dóbr, takich jak na przykład dobrze zlokalizowane mieszkania i działki budowlane.

Dlaczego zatem, mimo logicznych kontrargumentów, propaganda prokreacyjna jest coraz silniejsza?

Dlatego, że łatwiej jest namówić ludzi do radosnych igraszek pod pierzyną, niż zreformować chory z założenia system emerytalny polegający na natychmiastowym przejadaniu składek na bieżące potrzeby.

A co ty możesz z tym zrobić?

W sprawie systemu emerytalnego niewiele – jedynie zminimalizować comiesięczne wpłaty.

Ale w sprawie swojego ewentualnego potomka możesz zdecydować, czy będzie miał dobre wykształcenie i możliwość realizacji swoich planów, czy też gromadę rodzeństwa i sfrustrowanych rodziców usiłujących jakoś dociągnąć do pierwszego w przyciasnym mieszkaniu wynajmowanym w oddalonym od centrum blokowisku.

Róbta dzieci?

Gdzie się nie obejrzę, widzę i słyszę „autorytety” wieszczące zagrażającą nam (Polsce, Europie, całej naszej planecie) katastrofę demograficzną.

– Róbta dzieci! – krzyczą nagłówki gazet.

– Bo kto, jak nie one, zarobi na wasze emerytury? – pytają profesorowie.

Już nawet nie chodzi mi o instrumentalne traktowanie naszego potomstwa. Jesteśmy karmieni najidiotyczniejszym i najbezczelniejszym nadużyciem logicznym w historii, będącym podstawą tej demograficznej manipulacji. Otóż:

Spłodzenie i wychowanie dziecka nie jest warunkiem wystarczającym zapewnienia sobie godziwej emerytury!

Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy przeobrażenia cywilizacyjne, których jesteśmy świadkami, doprowadzą do gruntownej przebudowy i zmiany charakteru rynku pracy oraz struktur społecznych.

Komentując wpis „Wykształcona kobieta na wysypisku śmieci w Nairobi” u Torlina [torlin.wordpress.com] (a właściwie wieńczące ten wpis stwierdzenie: „Ale nasuwa się przy tym końcowa myśl, musi się coś na świecie zmienić, aby wykształcona kobieta nie musiała pracować na wysypisku. Wprawdzie żadna praca nie hańbi, no ale bez przesady.”) napisałem:

Będzie wręcz przeciwnie. Nawoływania do rodzenia i kształcenia dzieci, żeby zarobiły na nasze emerytury, są idiotyzmem. Przetrwają najbogatsi, którzy wynajmą najzdolniejszych, żeby zrobotyzowali cały proces wytwarzania dóbr. Dla reszty pozostaną proste usługi, takie jak supermarketowe kasjerstwo, śmieciarstwo, pielęgniarstwo w domach starców i prostytucja. Dlatego obrazek przedstawiający czytelniczkę na wysypisku śmieci jest precyzyjną, alegoryczną wizją przyszłości.

Moje proroctwo spełni się w każdym kraju, który będzie kultywował durną politykę rozwoju opartego na przyroście pogłowia ludności. A droga prowadząca do sukcesu w XXI wieku jest zupełnie inna! Polega ona na skupieniu całego wysiłku na kształceniu tych „najzdolniejszych, którzy zrobotyzują cały proces wytwarzania dóbr”. I nie, nie chodzi tu o nieludzką, wzorowaną na tradycji spartańskiej, selekcję nowo narodzonych dzieci pod względem ich zdolności. Chodzi o coś znacznie lepszego i mądrzejszego – o przebudowę systemu edukacyjnego tak, aby rozniecał, a nie tłumił dziecięcą kreatywność.

Marzenia…

Znacznie łatwiej jest grać na emocjach przyszłych matek i podsycać ich pragnienie posiadania dziecka pseudoracjonalnymi uzasadnieniami demograficznymi, obietnicami „becikowego” (kto nie chciałby dostać paru złotych ekstra) i wydłużonych urlopów (kto nie chciałby odpocząć od nużącej, rutynowej roboty na rzecz unikalnego zadania, jakim jest ukształtowanie nowego człowieka?).

Znacznie trudniej jest dostosować system edukacji do nowej przyszłości, która gdzieniegdzie jest już obecna.

Gdzie?

Przykładowy argument potwierdzający moją diagnozę społeczną podpowiedział mi sam Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Na stronie Białego Domu [whitehouse.gov] czytamy :

„Remarks by the President at the Daimler Detroit Diesel Plant, Redford, MI”
(…)
Today, Daimler is announcing a new $120 million investment into this plant, creating 115 good, new union jobs building transmissions and turbochargers right here in Redford — (applause) — 115 good new jobs right here in this plant, making things happen.
(…)

Prezydent USA uznał za warte swojej obecności i płomiennego przemówienia utworzenie przez koncern Daimler 115 nowych miejsc pracy w fabryce, która pokryje zapotrzebowanie Stanów Zjednoczonych na samochodowe skrzynie biegów i turbosprężarki! Taka jest skala popytu na siłę roboczą w przemyśle wytwórczym! Apple też przenosi produkcję do USA. Politycy mówią, że „wracają miejsca pracy”, ale to nieprawda! Wraca produkcja, zautomatyzowana produkcja, a nie miejsca pracy.

Jaki stąd wniosek?

Chcesz mieć dzieci? Proszę bardzo, to wspaniała sprawa! Ale niech powodem powoływania nowego człowieka na świat nie będą dla ciebie zachęty rządu, kościoła czy kogokolwiek. To twoja decyzja i to ty musisz wziąć odpowiedzialność za przyszłość swoich potomków. Inni są tylko kibicami w tej rozgrywce lub konkurentami – sami walczą o to, żeby to ich dzieci, a nie twoje, zajęły najlepsze miejscówki w ekspresie odjeżdżającym w przyszłość.