Tag: decyzje

Kill Decision – technologie

Właśnie skończyłem czytać trzecią książkę Daniela Suareza „Kill Decision”. Jest to jego kolejny, po „Daemon” i „Freedom (TM)”, thriller technologiczny, stanowiący dla mnie bardziej bodziec do zastanowienia się nad kierunkiem rozwoju ludzkiej cywilizacji niż satysfakcję obcowania z wielką literaturą. Bo „Kill Decision” wielką literaturą nie jest, ale prowokuje do istotnych pytań, na ile rozwój technologii wyzwala w ludziach zwierzęce instynkty i czy te instynkty nie są prawdziwą naturą człowieka. Czy osiłek w dresie nie jest przypadkiem prawdziwym okazem rodzaju ludzkiego, a intelektualista tylko chwilowym wynaturzeniem?

Głównym technologicznym tematem książki są autonomiczne bezpilotowce, ale autonomiczne nie tylko w sensie samodzielnego lotu, lecz również podejmowania decyzji o eliminowaniu ludzi na podstawie ich zachowania, jeśli jest ono sprzeczne z intencjami osób, które zaprogramowały te maszyny.

Poniższe cytaty charakteryzują niektóre elementy opisywanych przez Daniela Suareza technologii:


„Czy znany jest ci termin zabójcza autonomia?”
Odin skinął głową. „Autonomiczne bezpilotowce wojskowe.”
„Tak. Bezpilotowce, które samodzielnie latają i podejmują decyzję o użyciu broni bez bezpośredniego udziału człowieka.”
Odin skonsternowany zamyślił się. „To istotna zmiana w doktrynie wojennej.”
„Dlaczego tak sądzisz?”
„Ponieważ stanowi połączenie najgorszych aspektów cyberwojny – anonimowości i skalowalności – z fizyczną przemocą wojny w realu. Ktoś może wykraść udany projekt i wdrożyć do taniej, wielkoseryjnej produkcji gdzieś za granicą. A potem dziesiątki tysięcy takich maszyn mogą zostać bezkarnie wysłane przeciwko komukolwiek na naszej planecie.”

Daniel Suarez „Kill Decision” (Amazon Kindle location 329)


„Obydwaj wiemy, że dni załogowych samolotów są policzone. Autonomiczne bezpilotowce będą tańsze, zwrotniejsze i jednorazowego użytku. Zdalnie sterowane maszyny staną się bezużyteczne w konfrontacji z zaawansowanymi technologicznie przeciwnikami, takimi jak Chiny, Rosja, Iran czy Korea, którzy po prostu zagłuszą radiową transmisję danych. Oznacza to, że musimy wcielić autonomiczne bezpilotowce do naszych oddziałów i wykorzystać je do patrolowania i reagowania na ataki.”

Daniel Suarez „Kill Decision” (Amazon Kindle location 1885)


Gdy wykorzystujesz autonomiczne bezpilotowce nie musisz uzyskiwać zgody obywateli na użycie siły. Potrzebujesz tylko pieniędzy. Pieniędzy, które mogą być anonimowe. Bezpilotowce nic nie wygadają.

Daniel Suarez „Kill Decision” (Amazon Kindle location 3686)


„To, co za chwilę państwo zobaczą, to technologia wizualnej inteligencji, którą nazwaliśmy Raconteur.” Po kliknięciu pilotem na ekranie pojawiła się animacja dziesiątek, setek, a potem tysięcy rojących się klipów wideo. To był potężny, niedający się ogarnąć strumień obrazów. „Wizualna inteligencja jest często mylona z ‚komputerowym widzeniem’, ale to coś znacznie bardziej zaawansowanego. Wizualna inteligencja to obdarzenie maszyny nie tylko zdolnością do identyfikowania obiektów na zdjęciach, co od lat jest już możliwe, ale też wyposażeniem jej w zdolności poznawcze umożliwiające rozeznanie się w obserwowanej sytuacji. Detekcja pojęć, zintegrowana percepcja, interpolacja-predykcja. Co mogło się wydarzyć i co w związku z tym może się stać? Oznacza to danie maszynom nie tylko zmysłu wzroku, ale i umiejętności rozumienia tego, co widzą.”

Daniel Suarez „Kill Decision” (Amazon Kindle location 357)


„Jak wpoimy maszynom te umiejętności? Poprzez emulację sposobu przetwarzania zdarzeń przestrzenno-czasowych właściwego ludziom. Ludzka percepcja wzrokowa jest ściśle dostrojona do zmian i to te zmiany tworzą tak zwane ‚stany uwagi’. Przyswajamy te ‚stany uwagi’ z obrazów wideo za pomocą algorytmicznego mechanizmu, który obejmuje takie elementy, jak skupienie uwagi, zaznaczanie najistotniejszych obiektów i kluczowe relacje między tymi obiektami w zakresie ich ruchu i wzajemnego kontaktu. Czynniki te są niezbędne do rozróżniania poszczególnych zdarzeń. Ciąg kolejnych ‚stanów uwagi’ staje się śladem wizualnej uwagi stanowiącym jeden z elementów ‚historii’. ‚Historia’ ta może być programistycznie opowiadana za pomocą czytelnego dla maszyn tekstu, a tekst ten może być w czasie rzeczywistym algorytmicznie przeszukiwany pod kątem jego wagi i znaczenia przez ‚publiczność’ złożoną z innych, prostszych programów. To właśnie z tego powodu nazwaliśmy nasz system ‚Raconteur’ – ponieważ opowiada on historię wydarzeń w sposób zrozumiały dla zwykłych systemów. I, tak jak każdy dobry gawędziarz, ‚Raconteur’ pamięta, jak bieżąca scena wpisuje się w całość.”

Daniel Suarez „Kill Decision” (Amazon Kindle location 371)


FOMO?

FOMO to popularny ostatnio skrót angielskiego określenia „fear of missing out”, które można zgrabnie przetłumaczyć na język polski jako:

OPPO – Obawa Przed Przegapieniem Okazji

FOMO to irracjonalny strach przed tym, że każdy twój wybór wiąże się z rezygnacją z wielu innych, lepszych możliwości, a także, że jeśli nie monitorujesz wszystkich dostępnych opcji, zmniejszasz szanse swojego życiowego sukcesu.

Oto przykłady FOMO:

  • Dzwoni twoja komórka. Nie masz w tej chwili ani czasu, ani ochoty z nikim rozmawiać, ale natarczywy sygnał nie daje ci spokoju. Przewierca ci umysł nieznośnym „odbierz mnie, odbierz mnie, może to coś ważnego, odbierz mnie, odbierz mnie…”. Prawdopodobieństwo, że akurat dzwoni do ciebie Bill Gates, żeby podarować ci 100 milionów dolarów, jest znikome, ale im dłużej ignorujesz dzwonienie, tym silniej czujesz niepokój, że taką, a może nawet lepszą okazję właśnie zaprzepaszczasz.
  • Znajomy zaprasza cię na piwo. Co zrobić? Odmówić? A może będzie super zabawa i spotkasz fajnych ludzi? Pójść? A co będzie, jeśli pod twoją nieobecność do drzwi zapuka seksowna sąsiadka, żeby pożyczyć odrobinę cukru do herbaty?
  • Wybierasz na studiach przedmioty. Ale które? Czy decydując się na etnografię śródziemnomorską, nie wyjdziesz na zaharowanego głupka, bo trzeba było zapisać się na filozofię skoku w bok lub probabilistyczne podstawy analizy toru lotu muchy nad krowim łajnem?

Powyższe przykłady wydają się być może niedorzeczne, ale nie znam człowieka, który nie popada w jakiejś sferze swojego życia w podobne rozterki. A tymczasem tak naprawdę bardzo rzadko przychodzi ci podejmować kluczowe decyzje, które odmieniają twoje życie i w przypadku których Obawa Przed Przegapieniem Okazji dałaby się uzasadnić. Zamartwiasz się w najbanalniejszych sytuacjach i paraliżuje cię strach przed niewłaściwym krokiem. Niepotrzebnie! Marnujesz w ten sposób swoją energię decyzyjną, która, jak ostatnio wykazano, zużywa się tak samo szybko, jak energia fizyczna czy intelektualna.

Zapobiegaj FOMO poprzez:

  1. Świadomość, że w mniejszym lub większym stopniu ty też cierpisz na tę przypadłość.
  2. Uczciwość wobec samego siebie i innych, FOMO bowiem żywi się złudzeniami.
  3. Ćwiczenie szybkiego podejmowania decyzji. Jak powiedział Nikodem Dyzma: „Umiejętność kierowania polega na umiejętności szybkiej decyzji, panie kochany!”. Dotyczy to również kierowania własnym życiem.
  4. Analizowanie dostępnych opcji pod kątem celów, do których dążysz, i wartości, które wyznajesz, a nie emocji, które podstępnie starają się potargać twój umysł.

Wybierz lepszego hydraulika!

Co robisz, kiedy w twoim mieszkaniu cieknie woda, tam gdzie cieknąć nie powinna?

Wzywasz hydraulika.

Którego?

Ano tego, który poprzednio, wystarczająco dobrze wykonał swoją robotę.

A jeżeli jeszcze nigdy nie musiałeś tamować domowych wodospadów albo twój specjalista wyemigrował do Anglii?

Wtedy pytasz znajomych.

Jeśli i to nie przynosi rezultatów, przeglądasz internet, czytasz ogłoszenia i przeprowadzasz wstępną selekcję.

Wszystkie te zabiegi służą odpowiedzi na dwa podstawowe pytania:

  1. Czy wybrany fachowiec nie zepsuje tego, co jeszcze działa?
  2. Czy wybrany fachowiec wie, co robi, i jest w stanie naprawić uszkodzenie?

Nie oczekuj zbyt wiele. Już znalezienie specjalisty spełniającego tylko pierwszy z wymienionych warunków jest nie lada sztuką.

I właśnie na tym skup się w niedzielnych wyborach parlamentarnych.

Głosuj na tych, którzy przynajmniej nie zepsują tego, co jeszcze działa.

Na tych, którzy wizyty w twoim mieszkaniu nie zaczną od zbicia wszystkich kafelków w łazience (tylko dlatego, że kładł je poprzednik) i od fukania na sąsiadów skarżących się, że ich dzieci nie mogą zasnąć w tym hałasie.

Po zakompleksionych nieudacznikach zawsze trzeba sprzątać – i to nie tylko pod zlewem lub za sedesem. Często konieczne jest wietrzenie klatki schodowej, żeby wygonić zepsute powietrze. Nie warto ryzykować!

A poza tym Strzeż się mówiących ludzkim głosem!.

Mój najlepszy maraton

33. Maraton Warszawski 2011
(photo by: Pani TesTeqowa)

Melduję, że wziąłem udział w 33. Maratonie Warszawskim, dotarłem do mety i zmieściłem się w limicie czasowym wyznaczonym przez organizatora (6 godzin). Mogło być lepiej, ale mogło być też znacznie gorzej.

Od początku biegłem w grupie, której celem był wynik 4 godziny i 45 minut. Biegło się lekko, łatwo i przyjemnie, kolejne kilometry przepływały pod moimi stopami w równym tempie 6’45″/km, skoczna muzyczka muskała moje uszy, a słońce delikatnie gładziło moją krótko ostrzyżoną głowę.

5. kilometr – ponowna wizyta na Placu Na Rozdrożu po śródmiejskiej pętli – bez cienia zmęczenia.

10. kilometr – po zwiedzeniu Królewskich Łazienek – sama radość pieszczących moje ego oklasków kibiców.

16. kilometr – pełny luz i głębokie spojrzenie w oczy nadbiegającego z przeciwka Johna Kibeta, który w tym momencie miał już do mety tylko parę kilometrów. Nieładnie, panie Kenijczyk! Kto to widział tak pędzić w tych zachwycających okolicznościach przyrody!

20. kilometr – ujrzałem Świątynię Opatrzności Bożej i złapał mnie bardzo bolesny kurcz lewej łydki. Wcześniej, podczas biegu, odczuwałem już pewien „niepokój” w lewym stawie skokowym, ale to był drobiazg. Tymczasem po raz kolejny okazało się, jak nieobliczalne są konsekwencje machania motylimi skrzydełkami gdzieś tam w Brazylii. Zapewne moja łydka kompensowała zwiększonym wysiłkiem niewielki ból stawu skokowego.

Półmetek przekroczyłem już marszobiegiem po dwóch godzinach i trzydziestu minutach od chwili startu (jeszcze całkiem nieźle). Ale z nogami było coraz gorzej. Podczas biegu prawa łydka zaczęła dziwniej pracować – zapewne po to, żeby uchronić mnie przed bólem lewej. Co chwilę musiałem zatrzymywać się i rozmasowywać mięśnie, które zastygały niczym rzeźba.

26. kilometr – dotarłem na spotkanie z Panią TesTeqową, która przyjechała na ursynowski koniec warszawskiego metra, żeby zrobić mi zdjęcie. Musiała dość długo czekać, ponieważ cały czas maszerowałem i eksperymentowałem, czy nie uda mi się wznowić biegu. Niestety kurcze mnożyły się na łydkach nawet tam, gdzie nie spodziewałbym się obecności czegokolwiek, co mogłoby się kurczyć.

27. kilometr – znak drogowy przytrzymał mnie, gdy lewa noga ugięła się pode mną po kolejnej próbie biegu. Nadszedł czas decyzji. Doszedłem do wniosku, że skoro mogę dość szybko maszerować (9’30″/km czyli ponad 6 km/godz.), to nie próbując biec, zdążę na metę przed jej zamknięciem. Na styk. I zacząłem iść. Najpierw oddalałem się na południe, bo trzeba było jeszcze zaliczyć Powsin, ale potem już było ze słońcem i innymi maruderami.

42. kilometr – na mecie pojawiłem się kilka minut przed czasem i nawet zaryzykowałem jej przebiegnięcie, za co zaraz zostałem nagrodzony medalem oraz… kolejną, solidną dawką bólu. Ale przynajmniej nie byłem ostatni!

To był z pewnością mój najwspanialszy maraton. Dlaczego?

  1. Bo go ukończyłem.
  2. Bo ustanowiłem swoje życiowe rekordy w półmaratonie i maratonie.
  3. Bo była piękna, słoneczna pogoda, a przecież mogło padać i wiać.
  4. Bo moją walkę z własnym cieniem utrwaliła multimedialnie Pani TesTeqowa, pojawiając się we właściwych miejscach, we właściwym czasie.
  5. Bo transport zapewnił mi TesTeq Junior sprawnie pomykający samochodem po wymagających, warszawskich ulicach.
  6. Bo na starcie pojawiła się Panna TesTeqówna.
  7. Bo dane mi było podjąć dramatyczną, acz słuszną decyzję strategiczną, która pozwoliła mi zakończyć ten projekt satysfakcjonującym wynikiem.
  8. Bo moja szklanka jest zawsze w połowie pełna.
  9. Bo to jest moje ostatnie słowo w sprawie maratonów.

To był mój najlepszy, pierwszy i ostatni maraton!