Tag: biznes

Gdy ktoś ci powie „NIE”

Gdy ktoś ci powie „NIE”, pamiętaj, że:

  1. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie „NIE”, ale są też tacy, którzy powiedzą „TAK”.
  2. Gdy ci ktoś odmówi, wcale nie jesteś w gorszej sytuacji niż przed przedstawieniem swojej propozycji.
  3. Ani negatywna, ani pozytywna odpowiedź nie ma żadnego związku z oceną twojej osoby. Dotyczy jedynie sprawy, o którą pytałeś.
  4. Profesjonalny, pozbawiony emocji stosunek do „NIE”, może przynieść „TAK” w przyszłości.

Na podstawie „So Someone Said No… How to Handle Rejection In Small Business” / Lifehack.

Naleśnik z jabłkiem

Składniki:

  • wizja a la Steve Jobs;
  • pasja a la Steve Jobs;
  • perfekcja a la Steve Jobs.

Trzepaczką rózgową wymieszać dokładnie wizję z pasją. Ubić perfekcję i delikatnie dodać do ciasta. Patelnię rozgrzać na ogniu i nalewać na nią przygotowane ciasto w akuratnych ilościach, tak żeby naleśnik nie był zbyt gruby. Jeśli zrobią się kluski, to znaczy, że temperatura patelni była niewystarczająca. Następnie posmarować naleśnik nadzieniem jabłkowym i podać w miłej atmosferze, na gustownym talerzu gościom czekającym cierpliwie już od wielu lat.

Ach, chyba naprawdę zgłodniałem… Z jednej strony iPad jest tylko powiększonym iPodem Touch, ale legendarna łatwość obsługi aplikacji dopasowanych do urządzenia i możliwość podłączenia prawdziwej klawiatury (nareszcie), to atuty, które trudno będzie przebić konkurencji.

Smacznego!

„Genialny samouk” czyli zwykły partacz

PARTACZE

Nieraz śmiejemy się z braku polotu i kreatywności, które, jak gminna wieść niesie, cechują amerykańskich menedżerów, pracowników, żołnierzy i przedstawicieli wszelkich zawodów. Zamiast zdać się na swoją zawodową intuicję i zmysł majsterklepki, wyciągają z segregatora listy kontrolne oraz instrukcje i starają się postępować zgodnie z tym, co zostało tam napisane. Za grosz fantazji! Za grosz artystycznej improwizacji!

Po dwóch latach domowych remontów i wielu latach praktyki zawodowej doszedłem do wniosku, że nie ma się z czego śmiać. Co najmniej 90% ludzkich działań da się opisać procedurami uwzględniającymi doświadczenia poprzedników: co i jak należy, a czego nie należy robić. Lekceważenie tych wskazówek prowadzi do wielokrotnego wynajdowania koła lub partactwa w czystej postaci (fotografia powyżej przedstawia rysy wyłażące jak grzyby po deszczu na nowiutkim suficie podwieszanym w moim domu).

Zastanów się zatem, kim jesteś lub chciałbyś być:

*** profesjonalistą,
który dysponuje podstawową wiedzą, na bieżąco zapoznaje się z instrukcjami i literaturą fachową oraz postępuje zgodnie z branżowymi standardami?

czy

*** „genialnym samoukiem”,
który pozjadał wszystkie rozumy i sam „wie lepiej”, czyli po prostu jest zwykłym partaczem?

Sposób na złośliwego urzędnika

Czy spotkałeś kiedyś złośliwego urzędnika?

Z pewnością nie raz i nie dwa.

Ja też… ale od pewnego czasu już ich nie spotykam.

A wiesz dlaczego?

Ponieważ zapobiegam wylęganiu się złośliwych urzędników w moim otoczeniu.

Doznałem kiedyś olśnienia. Zrozumiałem, że urzędnik to też człowiek, a nie tylko wysunięta ku mnie macka urzędu, który reprezentuje. Że porusza się w gąszczu sprzecznych przepisów i regulacji. Że z różnych przyczyn często nie dysponuje pełną wiedzą na temat spraw, którymi się zajmuje. Że ma swoje radości i smutki, swoje kompleksy i obawy, tak jak każdy z nas. Że boi się, aby ktoś, słusznie czy niesłusznie, publicznie nie podważył jego kompetencji lub wręcz nie obnażył ich braku.

Jako interesant, spotykając się z nieprawidłową twoim zdaniem interpretacją przepisów, masz ochotę rozpocząć walkę z biurokracją ograniczającą twoje możliwości lub naruszającą twoje prawa. Ale dla urzędnika jest to bitwa o jego pozycję zawodową, o przyszłość jego rodziny i o poczucie własnej wartości. Stajesz się zagrożeniem, które należy zniszczyć.

Oczywiście występują przypadki, kiedy machina urzędnicza z zasady działa wadliwie lub gdy posiadane uprawnienia są wykorzystywane do uzyskiwania korzyści osobistych. Takie sytuacje należy ujawniać i tępić w ramach istniejącego porządku prawnego, ale nie tego marginesu spraw dotyczy niniejszy wpis.

Chodzi mi o znacznie większą liczbę kontaktów urzędowych owocujących niepotrzebną eskalacją konfliktu, którego w ogóle mogłoby nie być.

Moje podejście jest następujące:

  1. Po pierwsze zakładam, że urzędnik chce pozytywnie załatwić moją sprawę.
  2. Po drugie zawsze mówię mu „dzień dobry”, ponieważ jest człowiekiem, a nie elementem wyposażenia urzędu.
  3. Po trzecie dziękuję mu za pozytywne załatwienie sprawy.
  4. Jeśli zaś sprawa skręca na niewłaściwe tory, zamiast obnażać niekompetencję urzędnika, pomagam mu znaleźć honorowe, a jednocześnie korzystne dla mnie wyjście. I oczywiście dziękuję mu za pozytywne załatwienie sprawy. Wymaga to pewnej zręczności i zagłębienia się w obowiązujące akty prawne, ale to moja inwestycja, która zawsze procentuje, bo cóż jest lepszego niż „BIZNES BEZ STRESU”! :-)