Kategoria: x-a-propos

Intencje, efekty i strach

Najczęściej dobrze znasz swoje intencje, ale twoje otoczenie widzi tylko efekty decyzji, jakie podjąłeś, i czynności, które wykonałeś. I zdarza się, że niełatwo jest na tej podstawie odgadnąć, jakie były twoje prawdziwe zamiary.

Zależność ta działa także w drugą stronę.

Obserwujesz efekty czyichś decyzji i wykonywanych przez tę osobę czynności, ale nie możesz mieć stuprocentowej pewności, jakie kierują nią motywy. Możesz próbować się domyślać, ale bardzo często prawda bywa zaskakująca.

W zadziwiająco dużej liczbie przypadków ludzie kierują się strachem – przed ośmieszeniem, przed odrzuceniem, przed popełnieniem błędu czy przed wyjściem ze swojej strefy komfortu.

Weź to pod uwagę, oceniając zachowanie bliźnich. Tu bardzo często nie sprawdza się powiedzenie, że „jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”.

Rozważ hipotezę, że „jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o strach”.

Umysł zagubiony w czasie

Zastanów się przez chwilę, co byś wybrał:

  • $50 dolarów dziś?
    czy
  • $100 dolarów za rok?

A teraz weź pod uwagę podobny, choć nieco inny przypadek – co byś wybrał:

  • $50 dolarów za pięć lat?
    czy
  • $100 dolarów za sześć lat?

Z punktu widzenia czystej logiki, przy założeniu względnej stabilności światowych rynków finansowych, obydwa przykłady opisują tę samą sytuację: czy wolisz dostać pięćdziesiąt dolarów o 365 dni wcześniej niż sto dolarów. Okazuje się, że zdecydowana większość ludzi w pierwszym przypadku wybiera $50 (bo lepszy gołąb w garści niż wróbel na dachu), a w drugim przypadku $100 (bo co to za różnica, czekać pięć czy sześć lat).

To proste ćwiczenie pokazuje, jak bezbronny jest twój umysł, gdy przychodzi mu oceniać wartość różnych spraw w czasie. A najgorszą konsekwencją tej ułomności jest odwlekanie, zwykle bowiem wydaje ci się, że to, za co w tej chwili nie możesz się zabrać, za kilka dni zrobisz z łatwością. Po prostu „ty w przyszłości” wydajesz się być znacznie zdolniejszy i pracowitszy niż „ty w dniu dzisiejszym”, a sama przyszłość nie wygląda na tak bardzo wypełnioną obowiązkami i pokusami, które mogłyby pokrzyżować twoje plany.

O tych wszystkich sprawach napisał w swoim eseju „Procrastination” David McRaney.

Polecam! Fascynująca, choć wymagająca poświęcenia kilku dłuższych chwil, lektura.

The Social Network – dylematy człowieka czynu

To było nieuniknione. Musiałem zobaczyć „The Social Network” – film o Marku Zuckerbergu, twórcy Facebooka, najmłodszym miliarderze naszych czasów. Obraz Davida Finchera jest bardzo dobrze opowiedzianą, choć miejscami znacznie odbiegającą od faktów, historią powstania tego najpopularniejszego obecnie portalu społecznościowego. W wielu środowiskach kogo nie ma na Facebooku, ten nie istnieje.

Mark Zuckerberg został w filmie przedstawiony w sposób niejednoznaczny. Z jednej strony wydaje się być aroganckim szczeniakiem, który bez skrupułów wykorzystuje znajomych i przyjaciół, ale z drugiej strony konsekwentnie prowadzi swoją firmę i współpracowników, którzy podzielają jego punkt widzenia, ku globalnemu sukcesowi. Nie toleruje w swoim otoczeniu osób, które nie ogarniają jego wizji i usiłują skierować całe przedsięwzięcie na inne tory.

Myślę, że ten wątek: jak pogodzić lojalność wobec współpracowników z lojalnością wobec firmy i wymyślonej przez siebie strategii jej rozwoju, jest jednym z najważniejszych tematów do przemyśleń po powrocie z kina.

Jeśli twoje ambicje ograniczają się do pracy na etacie, prowadzenia jednoosobowej działalności gospodarczej czy samodzielnego uprawiania ziemi, nie masz takich dylematów. Natomiast, gdy twoim celem jest wielki sukces biznesowy, potrzebujesz wsparcia wielu osób. Na początku są to z reguły przyjaciele, znajomi i członkowie rodziny. I wszystko jest dobrze do momentu, kiedy twoja wizja zaczyna przerastać niektórych członków zespołu. Zaczynają wówczas być „hamulcowymi”. Bardzo często robią to z dobrego serca, chcąc cię uchronić od wielkiej porażki.

Właśnie wtedy musisz podejmować najtrudniejsze decyzje: zrezygnować ze swojej strategii rozwoju firmy i zachować ich przyjaźń, czy iść dalej bez nich. Często jest tak, że tylko jeden z twoich przyjaciół „nie nadąża” i dla dobra pozostałych musisz go porzucić na początku drogi. Jak Beatlesi Pete Besta. Jak Pink Floydzi Syda Barretta.

Uważam, że jedynym etycznym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest szczera rozmowa i dołożenie wszelkich starań, żeby przekonać nieprzekonanych do swojej wizji. A jeśli to nie pomoże, elegancko rozstać się i pójść w swoją stronę. Niestety często takie rozstania nie przebiegają łagodnie, ponieważ każdy zwykle przecenia swoją rolę w sukcesach, do których się przyczynił. Ale taka już jest ludzka natura…

Teoria wybitego dopalacza

Nie znam się na dopalaczach. Nie jestem chemikiem ani lekarzem, ani konsumentem tych substancji. W całej tej sprawie interesuje mnie jedynie obłuda i nieudolność naszego państwa.

We wpisie tym przyjmuję za dobrą monetę słowa naszego premiera, że dopalacze to zło, które władze będą tępiły z pełną determinacją. Nie wiem, czy są one groźniejsze od alkoholu, papierosów lub muchomorów, ale załóżmy, że tak jest. Niech to będzie nasza hipoteza robocza.

Opinie o szkodliwości dopalaczy znane są od wielu miesięcy, jeśli nie lat. Proceder sprzedaży tych substancji jako „wyrobów kolekcjonerskich” też nie został wymyślony wczoraj. Dlaczego więc nasza policja, prokuratura, sądy, wreszcie rząd tak długo tolerowały tę schizofreniczną patologię? Dlaczego nikt nie zajął się sprawą wtedy, kiedy punktów sprzedaży „wyrobów kolekcjonerskich” było pięć, a nie 1000? Dlaczego brakiem działania organy państwowe w pewnym sensie zachęcały do rozwoju tego biznesu w myśl zasady, że co nie zabronione, jest dozwolone?

Dlaczego urzędnicy pozwalali, żeby instytucje, których są przedstawicielami, były obiektem kpin i żenującej zabawy w słówka. To mi się po prostu nie mieści w głowie!

Przechodziłem niedawno obok pustego lokalu handlowego, na drzwiach którego wisiało ogłoszenie dotyczące możliwości jego wynajęcia. I w ogłoszeniu tym widniało zastrzeżenie, że przyszły najemca nie będzie mógł w tym miejscu handlować wyrobami kolekcjonerskimi i narkotykami. Ludzie! Czy wyście się z końmi na łby pozamieniali?

Dziwię się, że osoby rozpowszechniające pornografię dziecięcą nie zaczęły jeszcze jej udostępniać jako wyrobów kolekcjonerskich…

Uważam, że reguły powinny być jasne. Albo coś jest legalne i można to robić bez uciekania się do lingwistycznych sztuczek, albo nie. A jeśli nie, to każdy wykryty przejaw takiej działalności powinien być tępiony niezależnie od skali. Odkryto to już bardzo dawno temu, nazwano Teorią Wybitego Okna i zastosowano z powodzeniem w Nowym Jorku, a potem w wielu innych miejscach na świecie.

Ale do tego trzeba mieć jaja i być konsekwentnym…

Tymczasem idzie zima. Napraw w swoim domu uszkodzone okna, bo będzie zimno. Całego świata i tak nie zbawisz, ale możesz zrobić coś pożytecznego w zasięgu swojego wzroku. Powodzenia!