Kategoria: x-a-propos

Konkretny minimalizm

Minimalizm jest filozofią życia polegającą na karczowaniu tego, co zbędne, i skupianiu się na tym, co istotne. Oczywiście rzeczą względna jest zbędność. Niejeden dorobkiewicz musi wozić swój tyłek codziennie innym samochodem z obowiązkową przejażdżką raz w tygodniu rolls-royce’em do kościoła. Nie o tym jednak jest ten wpis.

Minimalista usuwa nadmiar ze swojego życia, odchudzając je, żeby było zwinniejsze i sprawniejsze.

Dlaczego to robi?

Ponieważ w pewnym momencie orientuje się, że to nie on ma rzeczy i sprawy do załatwienia, ale to one go mają.

I to by było na tyle w kwestii ideologicznego wstępu, a teraz czas na tytułowy konkret:

Dla każdej dziedziny swojego życia, którą chcesz zminimalizować, określ limit – konkretną liczbę rzeczy lub spraw w niej zawartych.

Oto przykłady:

  • na moim biurku znajduje się 5 rzeczy (monitor, klawiatura, skrzynka spraw przychodzących, lampka i teczka z materiałami dotyczącymi projektu, nad którym w danym momencie pracuję;
  • w bagażniku samochodu (oprócz standardowego wyposażenia) wożę 4 rzeczy: ciepłą kurtkę, torbę na zakupy, butelkę wody i rolkę ręczników papierowych;
  • każdego dnia wyznaczam sobie 3 Ważne Sprawy do Załatwienia;
  • mam 2 piżamy;
  • mam 1 żonę.

Chodzi o to, żeby dokonać krystalizacji ogólnej i nieuchwytnej idei minimalizmu za pomocą bezlitośnie precyzyjnych liczb. Liczb, które w każdym momencie pozwalają obiektywnie sprawdzić, czy to, co robisz, jest zgodne z twoimi zamierzeniami.

Skonkretyzuj swój minimalizm, a od razu poczujesz się lepiej!

Róbta dzieci? Bzdura!

W marcu bieżącego roku na łamach BIZNESU BEZ STRESU opublikowałem manifest antyprokreacyjny Róbta dzieci? (radzę przeczytać) i wreszcie, po wielu miesiącach doczekałem się! W Gazecie Wyborczej z 20 grudnia znalazłem artykuł pod tytułem „Nie potrzeba nam więcej dzieci. Dla ich dobra” autorstwa dr Rafała Jarosa (dyrektora Instytutu Nauk Społeczno-Ekonomicznych, autora prognoz rynku pracy) i dr Piotra Krajewskiego (adiunkta w Instytucie Ekonomii Uniwersytetu Łódzkiego, byłego doradcy ministrów finansów). Cieszę się, że znaleźli się odważni, poważni naukowcy, którzy zdecydowali się obnażyć demograficzną manipulację, którą od lat karmią nas politycy i cynicy wszelkiej maści.

W artykule tym wymieniono następujące argumenty świadczące o nieracjonalności nawoływania do udziału „w patriotycznym dziele robienia dzieci”:

  • niższy przyrost naturalny to większa liczba osób w wieku produkcyjnym w stosunku do osób poniżej 18 roku życia – maleją więc, przypadające na jednego zatrudnionego, wydatki na osoby w wieku przedprodukcyjnym;
  • niższy przyrost naturalny to w przyszłości więcej kapitału, środków produkcji i zasobów na jednego pracownika, a więc większa wydajność;
  • niższy przyrost naturalny to większa „masa spadkowa” przypadająca na każde dziecko – więcej mieszkań, gospodarstw, samochodów dziedziczonych po bezdzietnych ciociach i wujkach;
  • niższy przyrost naturalny to większy dostęp do deficytowych dóbr, takich jak na przykład dobrze zlokalizowane mieszkania i działki budowlane.

Dlaczego zatem, mimo logicznych kontrargumentów, propaganda prokreacyjna jest coraz silniejsza?

Dlatego, że łatwiej jest namówić ludzi do radosnych igraszek pod pierzyną, niż zreformować chory z założenia system emerytalny polegający na natychmiastowym przejadaniu składek na bieżące potrzeby.

A co ty możesz z tym zrobić?

W sprawie systemu emerytalnego niewiele – jedynie zminimalizować comiesięczne wpłaty.

Ale w sprawie swojego ewentualnego potomka możesz zdecydować, czy będzie miał dobre wykształcenie i możliwość realizacji swoich planów, czy też gromadę rodzeństwa i sfrustrowanych rodziców usiłujących jakoś dociągnąć do pierwszego w przyciasnym mieszkaniu wynajmowanym w oddalonym od centrum blokowisku.

24/7/365

Czy musisz?

Czy rzeczywiście musisz być podłączony do elektromedialnego, wszechświatowego krwiobiegu przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 (lub 366) dni w roku?

Czy sądzisz, że nie dowiesz się o czymś, czego nie powinieneś przeoczyć?

Zapewniam cię, że jeżeli coś takiego zajdzie, to zobaczysz czarną chmurę dymu albo inną ciemność, zanim zdążą poinformować cię o tym światowe telewizje, twittery i inni złodzieje twojego czasu.

Pamiętaj: nie musisz być uwiązany na elektronicznej smyczy.

To twój wybór!

Po prostu odłóż komórkę, tablet, wyłącz telewizor, komputer i wyjdź z bliskimi na spacer.

Zrób to choć raz w roku – w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia!

Radykalna uczciwość

Miałem ostatnio dwie okazje, żeby zademonstrować swoją radykalną uczciwość:

  1. Kilka dni temu kupowałem w kiosku świąteczne wydanie „Polityki” (cena 7,50 zł) i cukierki (3,00 zł). Podałem sprzedawcy banknot 20-złotowy, a ten wydał mi 11,10 zł. Mogłem w tym momencie odejść, ale coś mi tu nie pasowało. „Chyba Pan źle policzył” – powiedziałem i podsunąłem mu pod nos „Politykę”. W pierwszej chwili nie załapał, a potem zbladł. „Rzeczywiście, zupełnie nie zauważyłem, że nie kosztuje 5,90 zł jak zwykle. Dziękuję Panu” – odpowiedział wdzięczny, acz nieco zmartwiony. Po jego minie widać było, że wielu klientów przede mną albo nie zwróciło uwagi na zmianę ceny, albo było na bakier z arytmetyką, albo nie kultywowało radykalnej uczciwości…
  2. Kilka tygodni temu „Politykę” kupowałem w Tesco i włożyłem ją do wózka, tam gdzie jest takie składane siedzonko dla dziecka. Przy kasie oczywiście zapomniałem o tym i wyjechałem ze sklepu z „ukradzionym” czasopismem. Dopiero pakując rzeczy do samochodu, zorientowałem się, że zapłaciłem o 5,90 zł za mało. Odstawiłem wózek, wziąłem „dowód zbrodni”, przekonałem zdziwionego ochroniarza, żeby wpuścił mnie wyjściem od razu do kasy i uregulowałem brakującą należność.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ sprzedawcy, kasjerzy i ochroniarze reagują zawsze pełnym zaskoczeniem, co świadczy o tym, że radykalna uczciwość nie jest w dzisiejszych czasach czymś powszechnym. A przecież daje tyle satysfakcji i niewiele kosztuje!

Z okazji nadchodzących Świąt życzę ci zatem kontynuowania wędrówki po ścieżce radykalnej uczciwości. Lub wejścia na nią. Przekonasz się, jakie to przyjemne!