Kategoria: x-a-propos

Co Guy Kawasaki na to?

Żeby uniknąć podejrzeń o piractwo intelektualne w związku z publikowaniem przeze mnie artykułów opartych na internetowej twórczości Guya Kawasaki, poniżej przytaczam treść naszej korespondencji sprzed kilku miesięcy:

TesTeq – Krzysztof Wysocki do Guya Kawasaki :

Dear Mr. Kawasaki,
Your blog became one of my daily favorite readings. Thank you for sharing your great thoughts and advices on entrepreneurship and marketing.
I would be very glad to translate some posts from your blog to Polish language and publish it on one of my web sites but unfortunately I could not find any information about the copyright.
Is it some kind of Creative Commons copyright?
If not – can you give me permission to translate and publish your posts?
Best regards,
Kris Wysocki / TesTeq / Poland

Guy Kawasaki do Krzysztofa Wysockiego :

Kris,
Just go for it. Use it all that you like.
I’ve been to Poland. Interesting place! Too bad the Russians built buildings there. :-)
Guy

Jako załącznik Guy przesłał własnoręcznie wykonaną fotografię Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.

TesTeq – Krzysztof Wysocki

Mantry kontra misje

Któż z was nie przeżył tego strasznego doświadczenia, jakim jest firmowy wyjazd integracyjny w celu sformułowania misji przedsiębiorstwa. Wyjazd taki ma zwykle następujący program:

Dzień 1: Budowanie zespołu. Uczestnicy zostają podzieleni na kilka interdyscyplinarnych zespołów składających się z pracowników różnych działów – na przykład (Boże, miej nas w swej opiece) z Działu Konstrukcyjnego i Działu Sprzedaży. Wykonują ćwiczenia typu: „Niech każdy z was po kolei wyjdzie przed szereg, stanie tyłem do pozostałych członków grupy, zamknie oczy i upadnie do tyłu w ramiona swych kolegów. Nauczy to was zaufania do współpracowników.”

Dzień 2: Formułowanie misji przedsiębiorstwa. Gorąca, zatłoczona sala wyposażona w tablice do notowania i trener, który nic nie wie o twojej firmie. Wszyscy dyrektorzy i cały zarząd przedsiębiorstwa obowiązkowo bierze w tym udział – nierzadko kilkadziesiąt osób. Każda z nich ma za zadanie dodać od siebie jedno słowo tak, że na koniec dnia stworzone zostaje kilkudziesięciowyrazowe zdanie typu:

„Misją firmy Wendy’s jest dostarczanie naszym klientom i społeczeństwu produktów i usług o pierwszorzędnej jakości poprzez przywództwo, innowacyjność i partnerstwo.”

Nie jest intencją tego przykładu atakowanie firmy Wendy’s. Po prostu kupowany u nich hamburger w żaden sposób nie budzi skojarzeń z „przywództwem, innowacyjnością i partnerstwem” . Praprzyczyną mody na misje przedsiębiorstw jest fakt, że kierują nimi ludzie, którzy ukończyli studia MBA albo pracowali dla McKinseya, albo doświadczyły ich obydwa te nieszczęścia.

Niestety nakłanianie organizacji do tworzenia krótkich, odróżniających się i niosących treść misji to walka z wiatrakami. Nie krępuj się zatem – wydaj sto tysięcy złotych na wyjazd integracyjny, trenera i konsultantów i sformułuj standardową misję przedsiębiorstwa. Jednakże powinieneś także doprowadzić do wymyślenia mantry firmy. Mantra składa się z od trzech do pięciu wyrazów. Najwyżej. Ma za zadanie pomóc pracownikom dogłębnie zrozumieć, po co istnieje organizacja, w której pracują.

W przypadku firmy Wendy’s dobra byłaby następująca mantra: „zdrowe, szybkie jedzenie” . Kropka. Poniżej wymienionych zostało kilka innych mantr, które mogą stanowić dla ciebie inspirację:

  • Federal Express: „Piece of mind”
  • Nike: „Authentic athletic performance”
  • Target: „Democratize design”
  • Mary Kay: „Enriching women’s lives”

Ostatecznym testem dla mantry (albo misji) jest sprawdzenie, czy twoja recepcjonistka (telefonistka) bez problemu ją pamięta. Jeśli tak, to stworzyłeś coś znaczącego i dającego się zapamiętać. Jeśli nie, to klapa.

Jeżeli jednak mimo wszystko zależy ci na sformułowaniu misji przedsiębiorstwa, mam dla ciebie radę, która pozwoli ci zaoszczędzić sporo czasu i pieniędzy. Zajrzyj na stronę „Dilbert Mission Statement Generator”. Bez konsultanta, trenera i wyjazdu integracyjnego znajdziesz tam misję swoich marzeń.

Na podstawie „Mantras Versus Missions” Guya Kawasaki.

Teoria Wybitego Okna

Naukowcy badający zagadnienie wandalizmu w miastach starali się znaleźć wyjaśnienie zadziwiającego faktu, że pomiędzy poszczególnymi dzielnicami występują wielkie różnice w porządku i wyglądzie mimo niewielkich różnic między strukturą demograficzną i zamożnością zamieszkujących je społeczności. Żeby sprawdzić jedną z hipotez przeprowadzono następujący eksperyment:

W jednej z ubogich dzielnic Nowego Jorku zaparkowano elegancką limuzynę i z ukrycia rozpoczęto obserwację, co się stanie. Przez cztery dni nikt nawet nie tknął samochodu. Następnie, gdy nikogo nie było w pobliżu, eksperymentatorzy wybili niewielką szybkę w drzwiach limuzyny i powrócili do swojej kryjówki. Już w ciągu następnych czterech godzin w samochodzie wybito wszystkie pozostałe szyby, rozgrabiono część wyposażenia, następnie przewrócono go na dach i podpalono.

Na podstawie tego eksperymentu i innych obserwacji sformułowano Teorię Wybitego Okna, którą ja interpretuję następująco:

Nic nie zastąpi bieżącej troski. Jeśli nie usuniesz niezwłocznie pierwszej awarii lub uszkodzenia (nie ma znaczenia, czy powstałego przypadkowo, czy też celowo), następne będą pojawiać się lawinowo i w niedługim czasie konieczny stanie się generalny remont znacznie kosztowniejszy niż suma wydatków na drobne naprawy.

Doskonałymi przykładami działania Teorii Wybitego Okna w naszym kraju są następujące zjawiska:

  • Stan dróg w Polsce. Bieżące remonty niewielkich uszkodzeń nawierzchni nie są wykonywane, bo zwykle brak jest chęci i funduszy na tak nieefektowną i wymagającą systematyczności pracę. Dopiero, gdy po ulicy nie da się już jeździć, przeprowadzany jest remont generalny i pojawia się kolejna okazja do przecięcia wstęgi.
  • Psie kupy na trawnikach. Dopóki trawnik jest czysty i wypielęgnowany, ludzie wstydzą się wyprowadzać w takie miejsce swoje czworonogi za potrzebą. Ale wystarczy pierwsza, czy druga kupa i nikt się już nie krępuje. I mamy brunatne gnojowiska zamiast pachnącej zieleni. A rzecz polega nie tylko na tym, że właściciele psów powinni sprzątać po swoich ulubieńcach, ale także na tym, że zarządcy terenów powinni niezwłocznie reagować w przypadku pojawienia się pierwszego zanieczyszczenia.

Teoria Wybitego Okna dotyczy także sfery zarządzania organizacjami i pracującymi w nich ludźmi. Żaden, nawet najmniejszy problem nie powinien być bagatelizowany, bo brak reakcji ze strony kierownictwa i innych pracowników tworzy atmosferę przyzwolenia na szkodliwe zachowania.

TesTeq – Krzysztof Wysocki

PowerPoint – zasada 10/20/30

Propagowana przez Guya Kawasaki zasada 10/20/30 jest genialna w swojej prostocie. Prezentacja biznesowa dla inwestorów powinna składać się z dziesięciu slajdów, trwać nie dłużej niż dwadzieścia minut i wykorzystywać czcionki o rozmiarze nie mniejszym niż trzydzieści punktów. Reguła ta dotyczy praktycznie każdej prezentacji mającej na celu osiągnięcie porozumienia – na przykład w sprawie inwestycji kapitałowych, kontraktu na sprzedaż wyrobów lub usług, współpracy między firmami itp.

Dziesięć jest optymalną liczbą slajdów w prezentacji, ponieważ normalna istota ludzka nie jest w stanie przyswoić większej liczby koncepcji, pojęć lub idei podczas jednego spotkania. Jeśli nie potrafisz opisać swojej firmy za pomocą dziesięciu slajdów, to być może nie przemyślałeś jeszcze wszystkiego do końca. Poniższa lista zawiera dziesięć tematów, które zwykle najbardziej interesują inwestorów:

  1. Definicja problemu.
  2. Twój sposób jego rozwiązania.
  3. Model biznesu.
  4. Magia lub technologia, na której oparty jest biznes.
  5. Sprzedaż i marketing.
  6. Konkurencja.
  7. Zespół, czyli twoi ludzie.
  8. Prognozy i kamienie milowe.
  9. Stan obecny i harmonogram działań.
  10. Podsumowanie i zaproszenie do współpracy.

Powinieneś być przygotowany do przedstawienia swoich dziesięciu slajdów w ciągu dwudziestu minut. Oczywiście zwykle na spotkanie z tobą jest zarezerwowana cała godzina, ale większość z nas używa laptopów z systemem Windows i walka w celu zmuszenia ich do współpracy z projektorem nierzadko wypełnia te pozostałe czterdzieści minut. Nawet jeśli strona techniczna nie sprawia kłopotów, zapewne niektórzy uczestnicy spotkania spóźnią się, a inni będą musieli wyjść wcześniej. Jeśli zaś zdarzy ci się przedstawiać swoją prezentację w doskonałym świecie, to zrobisz to w dwadzieścia minut, a czterdzieści pozostanie na dyskusję.

Większość prezentacji biznesowych zawiera slajdy z tekstem zapisanym czcionką o rozmiarze dziesięć punktów. Na każdym slajdzie wciśnięte jest jak najwięcej treści, a prezenter odczytuje tekst linia po linii. Jednakże już po chwili audytorium zaczyna orientować się, że ty tylko czytasz i ludzie zaczynają skupiać się na tym, co jest dalej napisane. A ponieważ czytają szybciej, niż ty mówisz, następuje rozsynchronizowanie prezentera i odbiorców.

Są dwa powody, dla których autorzy prezentacji używają małych czcionek – po pierwsze, ponieważ nie orientują się dostatecznie dobrze w przedmiocie prezentacji, a po drugie, ponieważ myślą, że im więcej tekstu, tym bardziej przekonywujący slajd. Mówiąc krótko i dosadnie jest to totalna głupota. Zmuś się do wykorzystywania czcionek o rozmiarze nie mniejszym niż trzydzieści punktów. Gwarantuję, że twoje prezentacje będą lepsze, bo zmusi cię to do wyłuskania rzeczy najistotniejszych i przygotowania się do dobrego ich wytłumaczenia. Jeśli „trzydzieści punktów” wydaje ci się zbyt sztywną regułą, mam dla ciebie algorytm obliczenia optymalnego rozmiaru czcionki: podziel wiek najstarszego, obecnego na sali widza przez dwa.

Jeśli chcesz przeczytać więcej artykułów na temat sztuki tworzenia i przedstawiania wspaniałych prezentacji, zajrzyj na stronę Presentation Zen.

Na podstawie „The 10/20/30 Rule of PowerPoint” Guya Kawasaki.