Kategoria: x-a-propos

Co ci chodzi po głowie?

Jest poniedziałek. Właśnie siadłeś do komputera i zacząłeś przeglądać swoje ulubione blogi. Tu znalazłeś coś ciekawego, tam autor przypomniał stary, dobry dowcip, lecz tobie wciąż coś nie pasuje. Krzesło masz wygodne, na głowę ci nie kapie, internet działa, jak należy, ale… wciąż nie możesz się skupić. Cały czas chodzi ci po głowie uszczelka. Już od dwóch tygodni w łazience cieknie z kranu, a tobie nie chce się specjalnie jechać do sklepu po uszczelkę za 2 złote. Co prawda byłeś wczoraj w hipermarkecie budowlanym, ale na śmierć zapomniałeś o tym drobiazgu, bo wpadliście, żeby kupić lustro do przedpokoju.

A gdybyś tak był GTD-owcem (człowiekiem stosującym metodę Getting Things Done Davida Allena), nic by ci teraz nie chodziło po głowie, ponieważ kran byłby naprawiony.

– W jaki sposób? – pyta TesTeqa zaciekawiona publiczność.

Ano tak:

  • Gdy tylko myśl o kranie znów pojawiłaby się w twojej głowie albo gdybyś zajrzał do łazienki, natychmiast zapisałbyś na kartce papieru „w łazience cieknie kran” i wrzucił tę kartkę do skrzynki spraw przychodzących.
  • Ponieważ skrzynka spraw przychodzących powinna być opróżniana codziennie (w wyjątkowych przypadkach raz na dwa dni), kartka z napisem „w łazience cieknie kran” wpadłaby ci w ręce i wpisałbyś na listę Projektów „Napraw kran w łazience”, a na listę Najbliższych Działań @Zakupy „Kup uszczelkę do kranu w łazience”.
  • Będąc w hipermarkecie budowlanym, zerknąłbyś z przyzwyczajenia na listę @Zakupy i przy okazji zakupu lustra nabył potrzebną uszczelkę.
  • Wypakowując zakupy, wpisałbyś na listę Najbliższych Działań @Dom „Wymień uszczelkę w kranie w łazience” albo od razu, nigdzie nie wpisując, byś ją wymienił.

Czyż to nie jest zdrowy rozsądek w czystej postaci? Polecam!

Włochaty pasażer

W ramach eksperymentu, nie zważając na rady obsługi hotelowej, zachwalającej linie amerykańskie, do przelotu na trasie San Francisco – Las Vegas – San Francisco wybrałem linię Virgin America Richarda Bransona. Z ręką na sercu muszę stwierdzić, że to była świetna decyzja. Poziom obsługi jest więcej niż bardzo dobry, a wszystkie miejsca w samolocie wyposażono w usługi interaktywne, takie jak filmy, muzyka i gry na życzenie, bieżący podgląd położenia samolotu na mapie i informacje o podstawowych parametrach lotu (pułap, prędkość, temperatura na zewnątrz i odległość do celu) oraz gry i czat pomiędzy pasażerami samolotu. Przed startem w tajniki bezpieczeństwa wprowadza wszystkich film animowany, wsparty demonstracją praktyczną wykonywaną przez członka załogi. I nie ma to tak poważnego charakteru, jak w Lufthansie, bo w liniach Virgin wszystko jest rozrywką.

Podczas lotu powrotnego miejsce obok mnie zajmował… olbrzymi, czarny, włochaty, ale spokojny i bardzo przyjaźnie do wszystkich nastawiony pies. Oczywiście siedział na podłodze, a nie w fotelu. Kolejne miejsce zajmowała jego właścicielka. Personel pokładowy niejednej linii podszedłby z rezerwą do takiego pasażera, który, choć nie nosił kapelusza, wyglądał dość niezwykle. Tymczasem w samolocie Virgin America kudłatego gościa powitał przed startem sam kapitan statku powietrznego i, widząc, że pieskowi chce się pić, osobiście przyniósł mu głęboki talerz wypełniony chłodną wodą. Pasażer z wdzięczności zamerdał ogonem i począł chłeptać orzeźwiający napój. A podczas lotu przechodzący stewardzi z uwagą starali się omijać ogon i łapy psa pojawiające się niekiedy w przejściu pomiędzy fotelami.

Dobrze, że są na świecie firmy, które szanują każdego swojego klienta, niezależnie od rasy, gatunku i koloru sierści. To te firmy wygrają w końcowym rozrachunku. Bierzmy z nich przykład!

A, bym zapomniał. Napis przypominający, jaka jest dopuszczalna wielkość bagażu podręcznego w liniach Virgin America, brzmi mniej więcej tak: „Kochaj swój bagaż. Pozwól mu lecieć razem z bagażami tej samej wielkości. W kabinie pasażerskiej podróżują tylko bagaże o maksymalnych wymiarach 10 cali x 16 cali x 24 cale.”