Autor: Krzysztof Wysocki

Jak Pan może, Panie Profesorze?

Coś jest na rzeczy.

Gazetę Wyborczą zaczęły wypełniać artykuły dotyczące przyszłości książek elektronicznych, a w szczególności ich szans rynkowych w Polsce. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to oczywiście chodzi o pieniądze. Gazeta Wyborcza stała się właśnie dostępna w sklepie Amazon, którego wejście do naszego kraju zapowiadają coraz częstsze plotki, spekulacje i przecieki. I bardzo dobrze! Amazon wie, jak to się robi.

W piątek (2012-03-09) opublikowany został wywiad z Panem Profesorem Zygmuntem Baumanem, jednym z socjologiczno-filozoficznych autorytetów Gazety Wyborczej. Oto fragment tej rozmowy:

Zygmunt Bauman: Książka papierowa to jest jednak szczególna przyjemność dla wielu ludzi. Ja na przykład lubię papierowe książki m.in. dlatego, że jak czytam, to podkreślam w nich to, co zwróciło moją uwagę. Lubię też zaginać rogi, żeby wiedzieć, jak do tego trafić.

Tomasz Kwaśniewski: Pan niszczy książki!?!

Zygmunt Bauman: Przeciwnie, ja je personalizuję.

Tomasz Kwaśniewski: A dlaczego zrezygnował pan z Kindle’a?

Zygmunt Bauman: Bo próbowałem zaginać ekran, ale się nie dało.

Panie Profesorze! Panie Profesorze!

Czy to premedytacja, czy tylko ignorancja?

Trzeba było zajrzeć do menu urządzenia, a jeśli nic Pan tam nie znalazł, to przeczytać instrukcję obsługi, a jeśli i ona okazałaby się niejasna, to po prostu zapytać. Na przykład mnie. Albo autora blogu „Świat Czytników”. Z przyjemnością byśmy pomogli!

Amazon Kindle dysponuje wygodną funkcją podkreślania interesujących fragmentów lektury. I nie trzeba ich potem wcale szukać! Urządzenie tworzy indeks, za pomocą którego bardzo łatwo znaleźć właściwy cytat. Omawiając lektury w ramach BIZNESU BEZ STRESU często korzystam właśnie z tej funkcji czytnika.

Ale to jeszcze nie wszystko! Zaznaczone przez siebie fragmenty można udostępnić innym czytelnikom, a na własnym urządzeniu zobaczyć, ilu z nich zachwyciło się tą samą odkrywczą myślą autora książki. To wszystko jest niemożliwe w przypadku wydań papierowych.

Poza tym Kindle dysponuje wirtualnymi zakładkami oraz możliwością dołączania własnych notatek.

I wcale nie trzeba w tym celu giąć ekranu lub mazać po nim flamastrem. Wystarczy nacisnąć odpowiedni klawisz.

Wnioski z tego wszystkiego są dwa:

  1. Książki elektroniczne to przyszłość druku – przyszłość polegająca na tworzeniu wspólnoty czytelniczej, a nie tylko na digitalizacji martwego słowa.
  2. Nawet profesorowi nie przystoi krytykować spraw, na których poznanie i zrozumienie nie miał ochoty poświęcić należytej dozy swojej uwagi.

Dzień Kobiet

Nie byłbym sobą, gdybym z okazji Dnia Kobiet nie zabrał się za być może przeintelektualizowane, ale całkiem pożyteczne rozważania.

Dzień Kobiet? To znaczy czyj? Przebojowej pani ministry, której niestraszne są polityczne boje i medialne nagonki, która bez wahania rozepchnie łokciami tłum napitych kiboli? Czy nieśmiałej dziewczyny marzącej o poślubieniu pięknego, pachnącego i bogatego młodzieńca, któremu urodzi trójkę zdrowych, mądrych i radosnych berbeci? A może naburmuszonej urzędniczki, na którą w domu czeka głodny leniwiec o twarzy przypominającej zupełnie nikogo albo Ferdynanda Kiepskiego?

Dzień Kobiet jest tak samo nieadekwatny, jak i Dzień Górnika dotyczący w równym stopniu wymuskanego, poruszającego się służbową limuzyną dyrektora kopalni, jak i umorusanego, spoconego kreta fedrującego na przodku.

Powiedzmy sobie szczerze: zarówno Dzień Kobiet, jak i Dzień Górnika zawsze będą przynosiły radość tym, którzy są na górze i gorycz tym, którzy spędzają życie niżej. Znacznie niżej.

Szczęście i pozytywne zbiegi okoliczności odgrywają w naszym życiu znaczącą rolę, ale ja bez chwili wytchnienia wierzę, że jeszcze bardziej liczy się nasza gotowość do korzystania z nadarzających się okazji. Gotowość poparta rzetelną wiedzą, umiejętnościami i doświadczeniami zgromadzonymi w praktycznym działaniu.

W XXI wieku podział na kobiety i mężczyzn, na górników i hutników stał się anachroniczny. Ważniejszy jest podział na ludzi aktywnych i biernych – na tych, którzy sami sięgają gwiazd, i na tych, którzy czekają, aż im manna spadnie z nieba.

Dlatego zamiast Dnia Kobiet świętujmy dziś Dzień Aktywnych i życzmy im optymalnego wykorzystania jedynej w swoim rodzaju okazji, jaką dostali od losu – okazji, która nazywa się ŻYCIE.

6 zasłyszanych myśli

Oto 6 myśli, które ostatnio zawitały w moich uszach, a które trudno rozdąć do pełnego wpisu, ponieważ są tak celne w swej upiornej zwięzłości:


Każdy problem można rozwiązać w sposób lekki, łatwy i całkowicie błędny.


Trudno jest dowiedzieć się, czego się nie wie.


Intelektualista chce mieć rację, profesjonalista chce być skuteczny.


Współczesne media, w pogoni za oglądalnością, słuchalnością i czytalnością, kierują się następującą zasadą: „Złe wiadomości są lepsze od dobrych wiadomości, a jeśli nie ma złych wiadomości, to zawsze można celebrować rocznicę jakiegoś nieszczęścia.”


Wydawaj pieniądze tam, gdzie spędzasz większość swojego czasu.


Stoisz nad rzeką, patrzysz na rybę i nie czujesz potrzeby, żeby ją złowić. To jest medytacja.


Leczysz zdjęcie czy pacjenta?

Znowu mam okazję do ogólniejszych rozważań na kanwie moich ostatnich kontaktów z przedstawicielami służby zdrowia.

Do lekarza przychodzi pacjent uskarżający się na silne dolegliwości bólowe, które skutecznie zatruwają mu życie i uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. Lekarz uważnie ogląda prześwietlenie organu podejrzanego o tę dywersję i mówi:

  1. Wersja pierwsza:
    – Widzę na tym zdjęciu pewne wskazówki, że organ ten może być przyczyną bólu, jednak nie powinien być on aż tak silny. Zalecam intensywną rehabilitację.
    – Ale ja już od trzech miesięcy usiłuję się rehabilitować, a ból tylko rośnie, zamiast się zmniejszać – nieśmiało oponuje pacjent.
    – Powtarzam: nie widzę żadnych wskazań do interwencji chirurgicznej. Proszę się rehabilitować.
  2. Wersja druga:
    – Widzę na tym zdjęciu pewne wskazówki, że organ ten może być przyczyną bólu, jednak jego siły i uciążliwości nie jestem w stanie ocenić. Skoro pacjent twierdzi, że dolegliwość całkowicie niszczy jego komfort życia, nie pozostaje mi nic innego, jak spytać, czy decyduje się on na interwencję chirurgiczną, która, co prawda, nie gwarantuje sukcesu, ale z dużym prawdopodobieństwem daje nadzieję powrotu do zdrowia. Ja nie leczę zdjęcia – leczę pacjenta, który najlepiej wie, jak bardzo go boli.

A ty? Którą wersję terapii stosujesz w stosunku do swoich klientów?

  • Czy jesteś bezwzględnym profesjonalistą, który, nie pytając klienta, na podstawie twardych faktów wie lepiej, jak dolegliwy jest problem i jak należy go leczyć?
  • Czy też bierzesz pod uwagę indywidualne odczucia osaczonego przez ból człowieka, a twarde fakty pomagają ci jedynie wypracować optymalny sposób uzdrowienia sytuacji?