11,2 kilometrów na sekundę. Do takiej prędkości musi rozpędzić się rakieta, żeby wyzwolić się z ziemskiego pola grawitacyjnego i móc polecieć gdziekolwiek bądź. Choć nie jesteś statkiem kosmicznym, ty też musisz codziennie wyrywać się z pola przyciągania. Nie, nie grawitacyjnego – chodzi mi o pole przyciągania twojego własnego lenistwa. Na szczęście nie potrzebujesz do tego napędu odrzutowego. Często wystarczą ci dwie skarpetki albo kartka papieru i długopis.
Rok: 2018
Perfekcja procesu
Już wielokrotnie i na różne sposoby rozprawiałem się na łamach Biznesu Bez Stresu z perfekcjonizmem. Dlaczego? Dlatego, że jest to przypadłość, na którą cierpię od dzieciństwa. Lubię to, co dopracowane, nieskazitelne, bezbłędne i nieporysowane. W najważniejszych sprawach warto być perfekcjonistą. Ale co zrobić, jeśli pragnienie doskonałości przenika cię na wskroś i powstrzymuje od działania, ponieważ podejrzewasz, że rezultat nie będzie celujący?
Krzycz do studni!
Prawdziwe studnie odchodzą w przeszłość. Są już tylko zabytkami. Wypierają je pompy i wodociągi. Prawdziwe studnie, czyli takie okrągłe dziury w ziemi, których ściany wyłożono kamieniami albo cegłami, albo umocniono betonowymi kręgami. Takie z drewnianym daszkiem, pod którym zamocowany jest kołowrót z łańcuchem i wiadrem na końcu. Dlaczego tak się rozczulam nad ich losem? Dlatego, że każdy przedsiębiorca powinien zrozumieć fundamentalną prawdę, którą tylko studnia może mu zdradzić.
Wyspa
Islandzka debiutantka Sigridur Hagalin Bjornsdottir napisała książkę „Wyspa”, którą po przeczytaniu zaliczyłem do nurtu naiwnej beletrystyki ideologicznej i postawiłem na półce obok dzieła „Atlas zbuntowany” Ayn Rand. Autorka próbuje wyobrazić sobie, co by się stało, gdyby grupa nawiedzonych polityków odcięła kraj od reszty świata. W przypadku Islandii takie zerwanie wszelkiej łączności i komunikacji można zrealizować naprawdę skutecznie – oceanu przepłynąć się nie da. Nie ma mowy o przemknięciu się przez zieloną granicę albo o dotarciu kajakiem na Bornholm.