Bujany fotel

bujfotel„Martwienie się jest podobne do siedzenia na bujanym fotelu. Masz wrażenie ruchu, ale wciąż jesteś w tym samym miejscu.” – Mark Horstman (Manager Tools). Jakże często przejmujesz się sprawami nieistotnymi, a zapominasz o sednie problemu. Fakt, że tak postępują politycy, nie powinien cię zwodzić – większość z nich skupia się na tym, żeby im nikt nie ukradł ich fotela, więc siedzą i się bujają.

Ale wróćmy do drobnostek, które niepotrzebnie zajmują twoją głowę.

Na przykład zastanawiasz się, gdzie i w jakiej kolejności ustawić książki, które przestały mieścić się na półce. Alfabetycznie? Tematycznie? Według wielkości? Zgodnie z kolorem okładki? A sednem problemu jest to, że większości z nich już nie potrzebujesz! Sprzedaj je lub rozdaj i po kłopocie!

Inny przykład: walczysz o zmniejszenie kosztów produkcji swoich wyrobów o kolejne grosze, a jednocześnie ponosisz wielkie nakłady związane z obecnością twojej oferty w sieci sklepów bezwzględnego rekina handlu detalicznego. Może jednak lepiej skup się na własnym marketingu i dystrybucji w internecie, żeby nie oddawać zysku drapieżnikowi? Tak zrobił Michał Szafrański, wydając swoją bestselerową książkę Finansowy ninja. Oczywiście nie zaniedbał kwestii kosztów, ale skupił się na złotówkach zysku, a nie na groszach oszczędności.

Tak więc, zanim zaczniesz się martwić, a właściwie nie martwić, tylko konstruktywnie rozwiązywać problem, najpierw zidentyfikuj jego sedno – obszar, którego uleczenie przyniesie ci największą ulgę.

Zostaw fotele politykom, ponieważ twoim celem jest zmienianie świata, a nie bujanie – siebie i innych!

Jedynym wyjątkiem od tej reguły niech będzie chwila, kiedy wygodnie usiądziesz, żeby z uwagą przeczytać moją książkę „Teraz! Jak już dziś zmienić jutro?”.

10 thoughts on “Bujany fotel

  1. Bujałem się w biznesowym fotelu przez kilka lat. Szukałem sposobu wejścia na sieci handlowe jako dystrybutor. Zawsze kończyło się na tym samym. Umowy nie do przejścia + tzw. „półkowe”. Zmieniłem kierunek. Skoro nie mogę dostać się na sieci, to stworzę własną markę i siec sklepów. Sieć standów handlowych w CH – to był mój cel. Projekty, wizualizacje, spotkania, rozmowy. Umowy i warunki jak we wcześniejszym przypadku. Szukałem winy wszędzie, tylko nie u siebie. Źle podszedłem do tematu. Jak mogłem oczekiwać lepszych warunków, skoro reprezentuję lokalną firemkę? Zasada jest prosta. Im bardziej znana marka, im większa świadomość marki – tym umowa lepsza i czynsz niższy. Pomyliłem kolejność. Należało najpierw skupić się na budowaniu marki w internecie, zarabianiu, inwestowaniu (pozycjonowanie, akcje PR) i oszczędzaniu, a dopiero potem sieci sklepów. Dziś wchodzę w e-commerce. Internet to równość szans. Albo produkt jest dobry i się sprzedaje, albo jest prawie dobry i leży w magazynie. Jest jednak wymóg – „value for money” musi być absolutnie zabójcze. Internet to też oszczędności. Po co mam ponosić stałe miesięczne koszty za stoisko w wysokości kilkunastu tyś PLN, oszczędzać na surowcu, jakości i na styk się bilansować, skoro jedyne koszty w necie na początku, to opłata za serwer i domenę? Po co mam stwarzać miejsce do odbioru w galerii handlowej, skoro mogę wynająć „corner” od jakiegoś lokalnego sklepu i tam mój internetowy klient może sobie towar obejrzeć, wymienić, zwrócić czy zareklamować. „Corner” czyli stojak z własnymi produktami w dobrych lokalizacjach to koszt rzędu kilkuset PLN. Czyli kilkanaście razy mniej niż stoisko. Przyszłość e-commerce to VR. W tym kierunku trzeba iść.
    To co zrobił Michał Szafrański to mistrzostwo. Pokazał, że się da. Trzeba chcieć i szukać rozwiązań. Biznes nie jest dla leni. Bujać to się każdy potrafi.

    Lubię to

  2. @Grzegorz: Tak, internet to wielki, globalny wyrównywacz szans. Dla skutecznych przedsiębiorców jest wspaniałym narzędziem i drogą do sukcesu, pozostali nikną w gąszczu ofert. Sukces Michała Szafrańskiego to wieloletnia skuteczność w budowaniu reputacji eksperta i faceta, który nie ściemnia, tylko mówi, jak jest.
    To gdzie w okolicach Warszawy jest „corner”. Bo na przykład przy wejściu do centrum handlowego M1 w Markach stoi niepozorny kiosk ze skórzanymi kapciami góralskimi…

    Lubię to

  3. @TesTeq: Nie ma większego znaczenia, czy budka czy wypasiony stand na pasażu. Koszty oprócz czynszu są takie same, a komfort pracy i komfort klienta nieporównywalne.
    Będę chciał pójść drogą kanadyjskiego Indochino. Młoda firma (10 lat na rynku), a już zyskała klientów w 150 krajach. Zaczynali od e-commerce i postawili na omnichanel. Dziś mają 10 własnych salonów w Kanadzie i USA. Co ciekawe, wszystkie showroomy są przy ulicach. W USA – ojczyźnie retailu! Do 2020 planują zwiększyć liczbę do 150 salonów. Pomoże 30 mln $ od inwestora.
    http://www.indochino.com/press/news/march-9-2016

    Lubię to

  4. @Grzegorz: „Nie ma większego znaczenia, czy budka czy wypasiony stand na pasażu”, ale jest istotna różnica między czymkolwiek a niczym. Rozumiem, że w okolicach Warszawy jest raczej nic niż coś… A w sieci?

    Lubię to

  5. Nie żebym krytykował Grzegorza, jestem daleki od tego (jestem liberałem), ale u mnie TesTequ pokazujesz się jako zapiekły zwolennik polszczyzny (akurat ostatnia notka jest o tym), a tutaj nie zauważasz anglicyzmów, i to takich, że ja jako osoba nieznająca angielskiego nic nie rozumiem z tekstu. Jeszcze rozumiem:
    – e-commerce – to jest e-handel, ale
    – omnichanel – wielokanałowość, kanały dystrybucyjne,
    – showroom – internetowa przymierzalnia,
    – retail – detal, sprzedaż detaliczna.
    – jedynie odpuściłbym standom, one przyjęły się w polszczyźnie, i nie oznaczają one już normalnego stojaka.
    z pozdrowieniami
    Torlin

    Lubię to

  6. @Torlin: Masz rację. Może nie „nie zauważam”, ale ignoruję. Grzegorz tu nie przychodzi na lekcje językowe. Chce się podzielić swoimi przemyśleniami biznesowymi. Dopóki rozumiem, co pisze, nie czuję potrzeby serwowania mu niezamówionego feedbacku. :-)))

    Lubię to

  7. @Torlin: Przeczytałem swój ostatni komentarz. Biję się w pierś. Będę starał się używać języka zrozumiałego dla wszystkich. Pozostaje mi tylko przeprosić czytających.
    -omnichanel- tak jak Pan napisał: wielokanałowość sprzedaży – sprzedaż tradycyjna, intenetowa i połączenie tych dwóch kanałów czyli usługa „click and collect” – czyli zamów przez internet i odbierz w sklepie. W przypadku sklepów z „segmentu modowego” rozumiana również jako: zamów przez internet i miej pewność, że dany model, kolor, rozmiar będzie dostępny w jednym, konkretnym wybranym przez klienta sklepie (w celu obejrzenia, przymierzenia itd)
    -showroom – sklep (salon) danej marki, gdzie klient oprócz dokonywania tradycyjnych zakupów, może również obejrzeć towar (co oczywiste), zamówić, wymienić, zareklamować, zwrócić, ale również odebrać towar zamówiony wcześniej w internecie bez ponoszenia kosztów przesyłki.
    -Retail – określenie branży związanej z centrami handlowymi – deweloperów (inwestorów), firm zarządzających tymi centrami, firm doradczych, najemców tych obiektów.
    – stand – to wyspa handlowa/stoisko na pasażu.
    @TesTeq Racja! Coś jest lepsze niż nic. Nie napisałem, że w Warszawie jest „nic”. W internecie ten segment dopiero raczkuje. Tak bym to określił. Wynika to głównie z kosztów, gdzie cena przesyłki często przekracza koszty obsługi sklepowej (przy marży 30-50%). Stąd pomysł na maksymalną elastyczność i troskę o wygodę klienta, czyli wspomniana wcześniej usługa c&c (zamów i odbierz, wymień, zamów i zwróć bez zawracania sobie głowy wysyłką itd), Generalnie mam fioła na punkcie obsługi klienta. Do tego stopnia, że gdy czasem zdarzy się, że coś jest nie do pary (pomylone rozmiary, kolory) i klient musi się specjalnie fatygować do sklepu, to otrzymuje w ramach przeprosin dodatkowo jedną parę za darmo. Zawsze to się sprawdza i nawet najbardziej „bojowo” nastawiony klient wychodzi z uśmiechem. ;-)

    Lubię to

  8. @Grzegorz: Tak, zrozumiałość i wyjście poza branżowy żargon są kluczowe w komunikacji biznesowej i nie tylko.
    Co do rozdawania towaru za darmo, to mam pewne wątpliwości, czy taki biznes się spina… ;-)

    Lubię to

  9. Największą zmorą rynku „modowego” są „stoki” – czyli to, co zostaje po sezonie. Sklepy, aby nie „stokować” (nie zostać na następny sezon z towarem z poprzednich kolekcji), agresywnie wyprzedają. Ten problem dotyczy również producentów. Nie da się nigdy tak obliczyć produkcji, aby coś nie zostało w magazynie. Jeśli towar jest trafiony, to zapewne sprzeda się w następnym sezonie. Jeśli nie, zostaje na półkach. Nie można go odsprzedać innemu kontrahentowi, bo produkcja „privat label” (marek własnych – produkt wytwarzany na zamówienie przez jedną firmę, a sprzedawany pod szyldem drugiej) rządzi się pewnymi regułami i ustaleniami. To co zostaje producentowi, często oddaje za darmo. Z różnych względów – najczęściej w celu budowania dobrych relacji. Nie ma co z tym robić, bo to nie pełne rozmiarówki. I tak klient przy większych zakupach (np. pow. 200 PLN) dostaje takiego „stoka” lub w przypadku ewidentnej pomyłki obsługi sklepu. Producent jest zadowolony, bo pozbywa się resztek towaru, których i tak nikt by nie kupił. Sprzedawca buduje renomę sklepu przyjaznego konsumentom, a klient otrzymuje za darmo. Tak to działa.
    Dziękuję za rozmowę. Dużo mogę się od Pana tutaj nauczyć.

    Lubię to

  10. @Grzegorz: Ja też mogę się sporo nauczyć – na przykład na temat wykorzystania posezonowych zapasów magazynowych w marketingu. Bo „stok” raczej mi się kojarzy z narciarstwem zjazdowym. ;-)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s