TANSTAAFL

TANSTAAFTANSTAAFL to skrótowiec powstały z pierwszych liter angielskiego powiedzenia „there ain’t no such thing as a free lunch” czyli „nie ma czegoś takiego jak darmowy obiad”.

Niby to oczywiste, niby każdy o tym wie, ale kiedy przychodzi się zmierzyć z niespotykanie atrakcyjną ofertą, większość ludzi ulega jej urokowi. Niezwykłe korzyści błyszczą tak oślepiającym blaskiem, że odejmują rozum nawet tym, którzy nieraz się sparzyli w podobnych sytuacjach.

Warszawska Grupa Inwestycyjna oferuje ponadprzeciętne zyski na rynku walutowym? Już ustawia się kolejka „inwestorów” gotowych pomnożyć (czytaj: poświęcić) oszczędności całego swojego życia.

Amber Gold oferuje „pewną” inwestycję w złoto, którego kurs będzie rósł w nieskończoność do końca świata i o jeden dzień dłużej? Już ludzie biegną ze swoimi ciężko zarobionymi złotówkami, żeby się ich… pozbyć.

Banki oferuję niskooprocentowane kredyty we frankach szwajcarskich? Już szczęśliwi nabywcy mieszkań zadłużają się na potęgę, wierząc, że przez kilkadziesiąt lat kurs tej waluty nigdy nie będzie gorszy niż w momencie podpisywania umowy kredytowej.

A potem jest płacz, kiedy upadają kolejne piramidy finansowe, a raty kredytu hipotecznego rosną bez opamiętania.

Dlatego zapamiętaj raz na zawsze:

TANSTAAFL

Wydrap sobie ten skrót na drzwiach od toalety, żebyś kilka razy dziennie miał go przed oczami w chwili skupionej zadumy i żeby w ten sposób na zawsze wbił ci się do głowy.

Polub moją książkę „Teraz!” na Facebooku!

15 thoughts on “TANSTAAFL

  1. Pacz pan! – skomentował facet obok mnie – a w Lotto co kilka dni ktoś wygrywa parę mln za 3 zł. Czyli bywają okazje.
    Próbowałem powiedzieć, że znam bardzo wielu takich co dwadzieścia lat niczego nie wygrali płacąc 3 x tygodniowo regularnie w kolekturze podatek od złudzeń.
    Ale facet pognał zapłacić za kupon na pensję przez 20 lat.

    Lubię to

  2. Gdyby system podatkowy był tak skonstruowany, że można coś wygrać, to ludziska chętniej by płacili. Na przykład: gdyby co setny podatnik dostawał potrojony zwrot wpłaconego podatku. ;-)

    Lubię to

  3. @Orginal_Replica
    Lepiej wydawać regularnie po 3 zł na Lotto l niż np. na piwo, papierosy itp. używki. Zdrowia się nie traci, finansuje się sport a jakaś szansa na wygraną jest. Potwierdza to przypadek przyjaciółki byłej już wiceminister finansów , która wygrala samochód w narodowej loterii paragonowej. A tracących w piramidach finansowych nie żal. Pewnie łatwo przyszło , łatwo poszło.

    Lubię to

  4. Korwin-Mikke od wielu lat bez przerwy o tym mówi, ale nawet ta jedna prosta prawda nie jest w stanie przebić się do świadomości mas. Ale i czego oczekiwać od ludzi, jak przygotowując ich do życia wbija im się do głowy przebieg wojny punickiej, cykl życia pantofelka i rozbiór zdania podrzędnie złożonego, ale nie choćby podstawowej wiedzy ekonomicznej? Tylko baaardzo nieliczni i raczej już w dojrzałym wieku zadają sobie trud, żeby taką wiedzę zdobyć samodzielnie. A jaka jest mądrość zwykłych zjadaczy chleba rewelacyjnie pokazuje Mark Dice na swoim kanale na YouTube. Facet, który nie chce kupić 100-uncjowej sztabki srebra za $25, bo pragnie jedynie kupić sobie parę drinków, a i co by zrobił z taką ciężką sztabką? Ludzie podpisujący petycję, żeby pani Clinton na stanowisko vice-prezydenta dobrała sobie Karola Marksa i wyrażający nadzieję, że jak wygra wybory to dotrzyma obietnicy obniżenia standardu życia w Ameryce. Nie wiedzący po kim Washington D.C. nosi swoją nazwę, czy też kiedy i od kogo USA uzyskały niepodległość i co właściwie świętują 4-go lipca. Albo twierdzący, że gdyby były ostrzejsze regulacje dotyczące posiadania broni Lee Harvey Oswald nie zastrzeliłby Jezusa Chrystusa około 1300 roku po Chrystusie, itd.

    Lubię to

  5. Coś musi być w tej irracjonalności rodzaju ludzkiego, że jeszcze nie wyginęliśmy. ;-)

    Ciekawe jest też to, że w pewnym sensie największe osiągnięcie zachodniej cywilizacji – czyli demokracja – w gruncie rzeczy premiuje ignorancję: głos ignoranta znaczy tyle samo co człowieka wykształconego. Co więcej: ignoranci, którzy popadną w kłopoty oczekują pomocy od zaradnych i ją dostają!

    Lubię to

  6. Tanstaafl tanstaaflem, ale póki co piknie Cie witom na Twoim nowym blogu, TesTeqecku. Samego siebie zreśtom tyz. I syćkik komentatorów rzec jasno :)

    Lubię to

  7. Jak miło, ze komentarze wróciły. Blog wprawdzie nie mniej chętnie odwiedzałam, ale z komentarzami jakoś tak mi bardziej całościowo. A przeprowadzka bardzo mi się podoba. Gratuluję chęci do doskonalenia!

    Lubię to

  8. Bardzo mi brakowało Waszych komentarzy. Liczę, że dzięki nim BIZNES BEZ STRESU znów będzie przypominał ciepły klub dyskusyjny, a nie zimną salę wykładową!

    Lubię to

  9. Bardzo ciekaw wpis! Zawsze stosuje zasadę ograniczonego zaufania do oferowanych mi produktów czy usług. Nie ma reguły, ale zazwyczaj te najgłośniej reklamowane są najmniej korzystne. Najlepsza umowa to taka, która jet niekorzystna dla obu stron. Ale trudno o taką umowę z takimi instytucjami jak banki. Tu obowiązuje zasada „Golden Rule”, czyli „ten kto ma złoto, ustala reguły”. Klient może tylko wybrać ofertę najmniej dla niego niekorzystną. Tu wchodzi w grę kalkulacja. Jeśli taki Frankowicz skalkulował, że taki kredyt mu się opłaci i mimo częstych wahań walut da radę, to ta oferta była dla niego najlepszą z oferowanych w tym czasie. Jeśli nie skalkulował, to przegrał życie.
    G

    Lubię to

  10. Przypomniał mi się wpis na pewnym blogu. Pozwolę sobie zacytować fragment.

    cyt:
    „Człowiek takiej niespokojnej natury, jak nasz rozmówca musi coś robić. Po odejściu z Metro pan Jacek trafia na, jak mu się wówczas wydaje, okazję życia. Możliwość wzięcia w posiadanie na określonych zasadach dużego sklepu sieci Intermarche.

    – Zdecydowałem się. Uznałem, że będzie to dobry interes, że sobie poradzę – tłumaczy. – To był praktycznie początek istnienia tej sieci w Polsce, można było znowu się czegoś nauczyć. Byłem na zakręcie życiowym, podobnie jak wielu-chciałem dalej pracować, zarabiać, rozwijać się.

    Przygoda z francuską siecią zaczęła się od szkolenia.

    – Było nas szesnaście par – wspomina pan Jacek. – Uczono nas zasad handlowania w sieci Intermarche. Szkolenia odbywały się w Polsce i we Francji. Tam pokazywano nam domy ludzi prowadzących sklepy tej sieci. Myślałem sobie wówczas, że to świetna sprawa. Rodzinny biznes. I jaki dochodowy skoro każdy właściciel sklepu ma taki dom, samochód, słowem żyje jak w przysłowiowej bajce. Od razu oczyma wyobraźni widziałem siebie i moje dzieci, równie dobrze ustawione w życiu. To było to. Rodzinny biznes oparty na zaufaniu i zdrowych zasadach. O tym mówiono nam na szkoleniach. W miarę upływu czasu dowiadywaliśmy się jednak kolejnych szczegółów i zasad obowiązujących w Grupie Muszkieterów, bo tak o sobie mówili właściciele sieci z Francji. Po pierwsze okazało się, że za szkolenia trzeba płacić. I to nie mało, bo kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ale jak człowiek miał już za sobą kilka miesięcy takiego prania mózgu, poświęcił czas, zdecydował się, to nawet mimo różnych wątpliwości brnął w to dalej. Ja to widziałem, bo wcześniej miałem do czynienia z handlem. Ale inni nie mieli o wielu rzeczach pojęcia. Bo jak ktoś był szewcem, albo fryzjerem, nie ujmując nikomu, to o czym miał mieć pojęcie? Jak zarządzać wielkim sklepem? Na szkoleniach więc mówiono tym ludziom jak należy handlować. Ale na zasadach panujących w Intermarche. A te w wielu kwestiach mało miały wspólnego z normalnym rynkiem.”

    Lubię to

  11. „Najlepsza umowa to taka, która jet niekorzystna dla obu stron.” Ciekawe spostrzeżenie. I słuszne. Jeśli coś wydaje nam się niezwykle korzystne, to powinniśmy poszukać „haczyka”.

    Lubię to

  12. Nie łudźmy się, że świat biznesu polega na dobroczynności. Liczą się wyrzeczenia i korzyści. Gdy są dzielone równo między partnerami, „interes się kręci”. Ale im większe pieniądze, tym większa jest pokusa okpienia wspólnika. Nawet przy stosunkowo niewielkich pieniądzach zdarzają się takie przykre przypadki, jak oszukanie Steve’a Wozniaka przez Steve’a Jobsa. Wozniak zrobił całą robotę dla Atari, Jobs zgarnął większość wynagrodzenia. Tak się podzielili. :-(

    Lubię to

  13. Pełna zgoda. Wkleiłem fragment tej historii by pokazać, że mimo wątpliwości ten człowiek dalej w to brnął. Wiedział, że za swoje marzenia będzie musiał zapłacić. Wizja luksusowej posiadłości czy wypasionego samochodu całkowicie zasłoniła mu realne zagrożenia. Gdyby wycofał się już na etapie szkoleń, straciłby tylko kilkadziesiąt tyś. PLN. Nie zrobił tego. Podpisał skrajnie niekorzystną umowę i w ostateczności stracił kilka milionów PLN. Nie zbankrutował, bo to doświadczony przedsiębiorca znający zasadę TANSTAAFL.
    G

    Lubię to

  14. Trochę to dziwne, że sieć, która chce się rozwijać, już na wstępie wyciąga dużą gotówkę od zainteresowanych. Nie każdy może sobie pozwolić na stratę kilku milionów złotych…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s