Miesiąc: Luty 2016

Chyba prawie na pewno

W mojej książce „Teraz! Jak już dziś zmienić jutro?” piszę o tym, jak wielki kłopot ma każdy z nas, gdy próbujemy oceniać prawdopodobieństwa zajścia różnych zdarzeń. Matematycznie wydaje się to dosyć proste: należy podzielić liczbę pomyślnych rezultatów przez liczbę podjętych prób i wychodzi prawdopodobieństwo wyrażone najczęściej w skali od 0 do 100, czyli w procentach. Na przykład:

  • prawdopodobieństwo, że w wyniku rzutu monetą wypadnie orzeł, wynosi 50% (1/2);
  • prawdopodobieństwo, że w wyniku rzutu kostką do gry wypadnie szóstka, wynosi – w zaokrągleniu do pełnych procentów – 17% (1/6);
  • prawdopodobieństwo, że w wygrasz szóstkę w Lotto wynosi – również w zaokrągleniu do pełnych procentów – 0% (1/13983816).

Niby wszystko jasne, a jednak ludzie nadal przynoszą miliony złotych do kolektur Lotto…

Dlaczego tak się dzieje?

Dlatego, że od takich liczb nasze szare komórki się przegrzewają, parują i odmawiają posłuszeństwa. Żeby uniknąć tragicznej w skutkach awarii mózgu, w życiu codziennym posługujemy się znacznie prostszym systemem szacowania prawdopodobieństwa:

  • nigdy – prawdopodobieństwo 0%;
  • prawie nigdy – prawdopodobieństwo 1%;
  • czasami – prawdopodobieństwo 2%-45%;
  • na dwoje babka wróżyła – prawdopodobieństwo 46%-54%;
  • często – prawdopodobieństwo 55%-98%;
  • prawie zawsze – prawdopodobieństwo 99%;
  • zawsze – prawdopodobieństwo 100%.

Taka skala pozwala nam w miarę rozsądnie żyć, ale często prowadzi do pozostawania w „mylnym błędzie” i hołdowania przesądom – szczególnie na krańcach skali, czyli pomiędzy „nigdy” a „prawie nigdy” oraz pomiędzy „prawie zawsze” a „zawsze”.

Na przykład wielu ludzi boi się latać samolotem. Co prawda wiedzą, że wypadki lotnicze zdarzają się „prawie nigdy”, ale zawsze odczuwają większy lub mniejszy lęk przed taką eskapadą. Zadziwiający w tej sprawie jest fakt, że nie boją się wsiąść do taksówki wiozącej ich na lotnisko, mimo że więcej pasażerów ginie właśnie na tym etapie podróży niż podczas lotu. Wypadki samochodowe zdarzają się wielokrotnie częściej „prawie nigdy” niż lotnicze…

Ufaj zatem liczbom i matematyce – tylko one są precyzyjne i nie ulegają emocjom.

Nozbe

NOZBE3

Często spotykam się z pytaniem:

Jakie oprogramowanie jest najlepsze do ogarnięcia się i skutecznego załatwiania spraw?

Nie chcę nikogo urazić, ale znam inne, równie celne pytanie:

Jaki kolor jest najładniejszy?

Może trochę przesadziłem z tą ironią, ale chciałem w ten sposób podkreślić subiektywny charakter takich ocen. Różnimy się między sobą i każdy z nas ma nieco inne potrzeby i gusta. Jedni zapisują swoje dane w zeszyciku, który codziennie chowają do sejfu, a inni nie widzą nic zdrożnego w korzystaniu z internetowej chmury. Jedni mogą wrzucać do tego samego worka zarówno dane służbowe, jak i prywatne, inni popełniliby w ten sposób wykroczenie. Jedni biegle władają językiem angielskim, inni wolą aplikacje mówiące do nich po polsku.

Dlatego, tak jak nie można kategorycznie stwierdzić, który kolor jest najładniejszy, nie można również wskazać oprogramowania, które będzie idealne dla każdego. Warto zatem popróbować różnych rozwiązań, nie traktując swoich testów ze śmiertelną powagą.

Od czego proponuję zacząć?

Od Nozbe!

Dlaczego?

Ponieważ:

  1. Od 9 lat systematycznie się rozwija.
  2. Ma już ponad 300 tysięcy użytkowników.
  3. Jest polskim programem, który odniósł globalny sukces.
  4. Zespół Nozbe nie „chodzi” do pracy i stanowi żywe świadectwo, że nie trzeba mieć wspaniałego biura, żeby robić wspaniałe rzeczy.
  5. Można za darmo sprawdzić, czy Nozbe to jest „właśnie to”.
  6. Można skorzystać z filmów instruktażowych uczących sprawnego działania.
  7. I wreszcie najważniejsze: znam Michała Śliwińskiego – godnego zaufania człowieka, który stoi za sukcesem Nozbe. Sukcesem, który był możliwy przede wszystkim dlatego, że Michałowi naprawdę zależy!

UWAGA: ten wpis nie jest sponsorowany. BIZNES BEZ STRESU dba o swoją reputację, której filarem są wolne od materialnych pokus, niezależne opinie.

Oznacza to, że nie zarobię ani grosza, jeśli staniesz się klientem Nozbe.

Jedyną osobą, która może na tym zyskać, jesteś ty!

A bo oni

„Plan pozytywnego działania” Napoleona Hilla jest skarbnicą wielu dających do myślenia spostrzeżeń. Oto jedno z nich:

Cudze błędy są kiepską wymówką dla twoich własnych.

Niezależnie od merytorycznej oceny poczynań obecnych władz Rzeczpospolitej Polskiej jedna rzecz budzi mój niesmak. Na każdą krytykę swojego postępowania przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości odpowiadają „a bo oni (czyli Platforma Obywatelska) też to robili!”.

Jest taka scena w serialu „Czterej pancerni i pies”, kiedy to dowódca czołgu powstrzymuje Janka i Gustlika przed wymierzeniem folksdojczowi sprawiedliwości. Przed samosądem. Olgierd woła wtedy:

Kapral Jeleń! Kapral Kos! Chcecie być do nich podobni?

I ma rację!

Bo nienawiść i chęć odwetu są zaraźliwe.

Nie da się naprawić świata, stosując zgniłe metody, za pomocą których ten świat zepsuto.

A ty jak sądzisz?

Czy według ciebie cel uświęca środki?

Parking niewyklarowanych myśli

GTD Dominos 8: Inbox Zero

W metodzie Getting Things Done (GTD) Davida Allena standardowa procedura obsługi każdego nowego problemu nakazuje zapisanie go i wrzucenie do skrzynki spraw przychodzących. Dopiero potem powinieneś przyjrzeć się takiej notatce i zdecydować, co i jak chcesz w danej sprawie zrobić. Może nic, a może jest to wieloetapowy projekt wymagający solidnego rozplanowania.

Bardzo często spotykam się z kwestionowaniem tego podejścia w przypadku małych, oczywistych „problemików”, takich jak „kup płyn do mycia naczyń, bo się kończy”. Adepci GTD słusznie zauważają, że nie ma co kombinować – przecież można od razu umieścić tę informację na liście @zakupy. I mają rację!

W takim razie po co jest to całe zawracanie głowy ze skrzynką spraw przychodzących?

Już wyjaśniam:

Skrzynka spraw przychodzących jest parkingiem dla spraw nieoczywistych.

Umieszczasz tam każdy problem, co do którego nie wiesz, jakie działanie chciałbyś podjąć. A w chwili, w której sobie o nim przypomniałeś, zapewne pracujesz nad czymś innym, więc, żeby się nie rozpraszać, tylko go zapisujesz do późniejszego rozpatrzenia.

Z drugiej strony wprowadzenie takiego surowego, nieprzemyślanego wstępnie problemu na jedną z list Najbliższych Działań zanieczyściłoby twój system. Dlaczego? Ponieważ GTD zakłada, że na listach Najbliższych Działań znajdują się jedynie fizyczne czynności prowadzące do wyznaczonych celów, a nie niejasne troski i zmartwienia.

Mam nadzieję, że to wyjaśnienie pozwoli ci zarówno skutecznie wykorzystywać, jak i pomijać twoje skrzynki spraw przychodzących w zależności od komplikacji problemu, który nagle zakiełkował w twojej głowie.

Permanentny niedobór

„Większość ludzi nie potrafi określić, czego dokładnie chce. Ale są stuprocentowo pewni, że tego nie mają.” – Alfred E. Neuman

Nie wiem, czy ten, znakomicie opisujący ludzką naturę, cytat należy rzeczywiście przypisać Alfredowi E. Neumanowi. Nie ulega natomiast wątpliwości, że sam Neuman jest postacią fikcyjną, żyjącą głównie na okładkach amerykańskiego czasopisma humorystycznego „Mad”.

Wracając do tej wiekopomnej myśli: daje ona szerokie możliwości działania każdemu, kto chce zrobić karierę na zaspokajaniu ogólnej ludzkiej potrzeby polegającej na tym, że pragniemy, aby ktoś ciągle zaspokajał nasze kolejne konkretne potrzeby. Nawet wtedy, kiedy one jeszcze nie istnieją.

Zrobił to Bill Gates, wstawiając nam do domów komputery osobiste.

Zrobił to Steve Jobs, wkładając do naszych kieszeni najpierw tysiące piosenek, a potem telefon z ekranem dotykowym i internetem.

Zrobił to Jarosław Kaczyński, dając nam po 500 złotych na dziecko (z naszych własnych pieniędzy, które są nam wcześniej zabierane w postaci podatków).

Jako człowiek myślący zastanów się zatem nad dwiema kwestiami:

  1. Co mógłbyś zaoferować ludziom, żeby dać im satysfakcję zaspokojenia potrzeby, o której istnieniu jeszcze przed chwilą nie mieli zielonego pojęcia?
  2. Czy jesteś pewien, że naprawdę czegoś ci brakuje? Czy twoje życie nie daje ci wystarczających powodów do wdzięczności za to, co masz? Czy warto tracić to z oczu, uganiając się za błahostkami i tandetnymi świecidełkami?

Pomyśl o tym w powalentynkowy poniedziałek – w dzień po „święcie” wymyślonym po to, żeby zaspokoić potrzebę, której nie miałeś…

Niedostrzeganie

W książce „The Way We’re Working Isn’t Working” Tony’ego Schwartza znalazłem następujące spostrzeżenie spisane przez Daniela Golemana zainspirowanego przez psychiatrę R. D. Lainga:

Zakres tego, co myślimy i czynimy,
Jest ograniczony tym, czego nie dostrzegamy.
A ponieważ nie dostrzegamy tego,
Że nie dostrzegamy,
Niewiele możemy zrobić,
Żeby zmienić ten stan rzeczy,
Dopóki nie dostrzeżemy,
Jak nasze niedostrzeganie
Kształtuje nasze myśli i czyny.

A ty?

Czy dostrzegasz wpływ swojego niedostrzegania na to, co myślisz i robisz?