Miesiąc: Wrzesień 2014

Komórkowe matki

W miarę upowszechniania się telefonów komórkowych z rosnącą trwogą obserwowałem, jak coraz więcej spacerujących z wózkami mam zatapiało się w bezprzewodowych konwersacjach z przyjaciółkami, znajomymi i rodziną, zamiast całą swoją uwagę skupiać na dziecku.

Co to będzie? – martwiłem się. – Wyrośnie nam całe pokolenie pozbawionych uczuć głąbów!

Tak mnie to gnębiło, że nie mogłem o tym przestać myśleć. I bardzo dobrze, ponieważ po wielu miesiącach rozpatrywania różnych aspektów zagadnienia wreszcie zrozumiałem, jak bardzo się myliłem!

Doszedłem bowiem do wniosku, że komórka w ręku matki pchającej przed sobą dziecięcy wózek to czynnik pobudzający rozwój młodego człowieka i umożliwiający tejże matce pozostanie przy zdrowych zmysłach!

Dlaczego?

Argumentów jest kilka:

  1. Wielogodzinne samotne spacery z początkowo niekumatym potomkiem przyczyniają się do wyobcowania, żeby nie powiedzieć zdziczenia towarzyskiego, matki. Zdawkowe rozmowy z napotkanymi ludźmi nigdy nie zastąpią głębszych więzi z rodziną i znajomymi, które z konieczności się rozluźniają. Nikt przecież nie będzie codziennie towarzyszył takiej matce w wędrówkach po okolicy, skoro nie musi. Komórka w znacznym stopniu rozwiązuje ten problem: zawsze można do kogoś zadzwonić i pogadać. O rzeczach ważnych i o dyrdymałach. Wyrwana z pieluchowego więzienia samotności mama jest pogodniejsza, co z pewnością odczuwa każde dziecko i… każdy mąż.
  2. Dziecko cały czas słyszy głos matki i, nawet jeśli nie jest w stanie jej zobaczyć, wie, że ta czuwa gdzieś w pobliżu. I czuje się bezpiecznie pośród innych ulicznych odgłosów, które nie zawsze brzmią przyjaźnie.
  3. Dziecko cały czas słyszy mowę ludzką. Nie jakieś „a ti, ti, ti” albo „a cio to tu paćsi na mnie”, albo „ojojoj, cmok, cmok”, tylko normalne, dorosłe słowa: „wiesz, kupiłam sobie taką niebieską bluzeczkę z koronkowym wykończeniem” albo „słyszałaś, że Klara jest w ciąży?”, albo „no ćwok jakiś: zaprosił ją, a potem sama musiała zapłacić za kawę”. Wbrew pozorom osłuchanie się z prawdziwymi słowami, lepiej lub gorzej składanymi w zdania, już od pierwszych dni kształtuje i wzmacnia możliwości umysłu w zakresie zdolności językowych. Naśladowanie przez dorosłych języka dzieci jest szkodliwe, ponieważ uczy mózg rozpoznawania niewłaściwych wzorców dźwiękowych, opóźniając jego rozwój zamiast stymulować.

Dziewczyny!

Nie krępujcie się!

Gadajcie jak najęte przez te swoje komórki!

Słuchając rozmów, wasze dziecko uczy się i wychowuje znacznie lepiej niż podczas tradycyjnych sesji niezrozumiałego gaworzenia!

GTD to potężna broń

GTD (metoda Getting Things Done Davida Allena) jest potężną bronią.

Konsekwentnie stosowana radykalnie zwiększa twoją świadomość sytuacyjną.

Zdobywasz w ten sposób przewagę, którą możesz wykorzystać na dwa sposoby:

  • żeby skuteczniej współpracować z ludźmi;
  • żeby skuteczniej sypać piach w tryby.

Wybór należy do ciebie, GTD bowiem, tak jak młotek, jest bezwzględnym narzędziem mogącym służyć zarówno aniołom, jak i diabłom.

W każdym razie warto mieć tę broń w swoim arsenale i korzystać z niej na co dzień, żeby nie zardzewiała!

Co w mediach piszczy?

Przypadkowe społeczeństwo wchłania medialną papkę bez przełykania. Jeśli jednak jesteś choć trochę myślącym osobnikiem, zapewne zastanawia cię czasem, dlaczego publikatory uparcie rozpowszechniają niektóre informacje, a innych nie.

Jakie są kryteria doboru wiadomości pojawiających się w telewizji, na pierwszych stronach gazet i w internecie?

Jeżeli wydaje ci się, że to wszystko dzieje się przypadkowo, to znaczy, że nie zdajesz sobie jeszcze sprawy z istnienia Matriksa, który kształtuje twoją rzeczywistość informacyjną.

Matriks ten nie jest niestety sensacyjnym wymysłem wyznawców teorii spiskowych, ale realnym polem siłowym bezustannie kształtującym przekaz medialny. Główne siły (czy też filtry) wpływające na dobór publikowanych wiadomości opisał w „The Propaganda Model: An Overview” Noam Chomsky, a ja jedynie pozwalam sobie je krótko wyliczyć:

  1. Siła właściciela. Każdy publikator stanowi czyjąś własność. Nie do pomyślenia jest rozpowszechnianie informacji kalających własne gniazdo lub jego interesy. Co ciekawe, w związku z globalizacją i koncentracją kapitału ośrodków właścicielskich jest coraz mniej. Krok po kroku kolejne redakcje wchodzą w skład ograniczonej grupy ogólnoświatowych konglomeratów medialno-przemysłowych.
  2. Siła reklamodawcy. Reklama jest najważniejszym składnikiem budżetu każdego publikatora. Wycofanie się istotnego „sponsora” to katastrofa, na którą żadna redakcja nie może sobie pozwolić…
  3. Siła zaraźliwego źródła. Nikogo nie stać na to, żeby wszędzie wysyłać reporterów. Kieruje się więc ich tam, gdzie można zdobyć poczytne treści z pierwszej ręki. Istotniejsza od rzetelności źródła jest zaraźliwość strzępów informacji, które ono przekazuje, przekładająca się na oglądalność i liczbę odsłon. Szczególnie zaraźliwe są informacje dotyczące wzajemnego wyrządzania sobie krzywdy przez ludzi, dlatego królują relacje z wojen, zamieszek, stadionów piłkarskich i sportowych bijatyk.
  4. Siła negatywnego odbiorcy. Czytelnicy, słuchacze i widzowie zgadzający się z prezentowanymi przez publikatory treściami nie są groźni. Kłopot pojawia się wtedy, gdy dziennikarz nadepnie na odcisk komuś, kto potrafi zorganizować głośny protest lub akcję odwetową. Dlatego na przykład w Polsce nikogo nie dziwi wielka ostrożność mediów w opisywaniu niezgodnych z prawem działań Kościoła Katolickiego, natomiast bez żenady można wdeptywać w śnieg drogowców, których znów zaskoczyła zima.
  5. Siła publicznego wroga. Demonizowanie pewnych symboli zła jest stałym motywem przewodnim współczesnego krajobrazu medialnego. Niezależnie od tego, co zrobi aktualny „Doktor Samo Zło”, będzie to wykorzystane przeciwko niemu. Żeby nie stracić pracy, dziennikarz nie może przekazać nic pozytywnego o takim łotrze, ani nic negatywnego o walczących z nim „naszych chłopcach”, którym na przykład dron wymknął się spod kontroli i rozniósł w strzępy jakieś wesele na pustyni…

To tyle na ten temat. Właśnie połknąłeś czerwoną pigułkę… ;-)

Basen Narodowy

Basen Narodowy

Chyba nie liczyłeś na to, że nie pojawię się na Basenie Narodowym, czyli warszawskim Stadionie Narodowym z premedytacją zalanym wodą przez organizatorów Halowego Pucharu Świata PWA w Windsurfingu?

Oto moje krótkie podsumowanie:

  • Niezwykła rozrywka i zabawa? TAK!
  • Popularyzacja windsurfingu? TAK!
  • Poważna rywalizacja? NIE!
  • Słońce, woda i wiatr? NIE!