Miesiąc: Wrzesień 2014

Utrata kontroli

Strach jest główną przyczyną odwlekania.

Różne są źródła tego strachu. Na przykład często obawiamy się utraty kontroli.

Jak to? – być może zdziwisz się w tym miejscu. – Przecież podejmujemy działania, żeby zwiększyć swój wpływ na rzeczywistość, żeby ją zmieniać podług własnego uznania i nad nią panować!

Niby tak – po to właśnie co rano zwlekasz się z łóżka i zaczynasz coś robić. Ale jednocześnie bardzo często paraliżuje cię strach wynikający z obawy związanej z nieprzewidywalnymi efektami ubocznymi twojego działania. Bo choć masz jakieś swoje plany i nadzieje, to zdajesz sobie również sprawę z tego, że rogata rzeczywistość wcale nie musi być skłonna do pełnej i zgodnej współpracy. Czegoś da ci więcej, czegoś mniej, a czasami uśmieje się do rozpuku, widząc twoje próby jej okiełznania.

Kiedy nic nie robisz, wiesz, że nic od ciebie nie zależy i nad tą swoją niemocą masz pełną kontrolę. Zero pozostaje zerem bez żadnego ryzyka, ale i bez żadnej nadziei.

Jeśli zaś przystępujesz do działania, wywołujesz zaburzenie we wszechświecie, którego wszystkie atomy zaczynają rezonować – każdy na swój, niekontrolowany przez ciebie sposób.

I to właśnie cię przeraża.

Całkiem niepotrzebnie, ponieważ wszechświat raczej woli ci sprzyjać, niż robić wbrew, jeśli tylko masz dobre intencje.

Nie odwlekaj więc i bierz się do roboty, bo z niecierpliwością czekam na owoce twojej kreatywności!

Łaska cierpienia?

Jeśli wierzysz, że wszechmocny, wszechwiedzący i miłosierny Pan Bóg zsyła na ludzi łaskę cierpienia, żeby ich ubogacić, nie czytaj tego wpisu.

Jeśli zamierzasz pochłonąć bestsellerową powieść „Wszechświat kontra Alex Woods” Gavina Extence’a, też powstrzymaj się od czytania tego wpisu, ponieważ możesz dowiedzieć się zbyt wiele o jej treści.

Jeśli jednak skorzystasz z cudownego daru wolnej woli i zdecydujesz się czytać dalej, nie waż się oskarżać mnie o cokolwiek. Pamiętaj, że cię uprzedzałem.

Niezwykłe postępy medycyny w XX i XXI wieku przedłużyły średnią długość naszego życia o około 20 lat. Sukces ten odniesiono bez względu na skalę cierpienia, które przyniósł wielu dożywającym swoich dni staruszkom i ludziom nieuleczalnie chorym.

No właśnie – kiedyś było to dożywanie swoich dni, a obecnie medycyna potrafi sprawić, że dożywanie trwa miesiącami i latami. Bez żadnej nadziei na powrót do normalnego życia i do podstawowej samodzielności. Chyba że jakiś ksiądz wstawi się za chorym u Pana Boga i dolegliwości ustąpią jak ręką odjął. Ale statystyki nie kłamią: łatwiej jest wygrać trzy razy pod rząd milion w Lotto niż stać się dowodem w procesie kanonizacyjnym.

Większość ludzi nie boi się śmierci, ale umierania oraz niepewności i bólu, które się z nim wiążą. Pomyśl, jak zmieniłyby się twoje ostatnie dni, gdybyś wiedział, że możesz samodzielnie i bez poczucia winy podjąć decyzję o właściwej chwili swojego odejścia? Wtedy, gdy jeszcze jesteś w stanie cieszyć się życiem. Jaki miałbyś stosunek do świata, gdybyś wiedział, że odejdziesz godnie i bezboleśnie, a nie przykuty do łóżka i otoczony nieludzką maszynerią wytrwale podtrzymującą krążenie krwi w twoich żyłach?

O tym właśnie jest książka Gavina Extence’a i niektóre z przytoczonych poniżej cytatów:

„Ta historia przypomina nam, że nawet nieprawdopodobne jest możliwe – i czasem naprawdę się zdarza”.

[Gavin Extence, „Wszechświat kontra Alex Woods”, s. 78]

Kiedy nazwiesz jakąś rzecz po imieniu, odbierasz jej moc.

[Gavin Extence, „Wszechświat kontra Alex Woods”, s. 176]

Pogrzeby nie są dla zmarłych – są dla żywych.

[Gavin Extence, „Wszechświat kontra Alex Woods”, s. 202]

Świadomość, że istnieje jakieś wyjście i cierpienie nie przybierze tej najgorszej, niemożliwej do zniesienia formy, stanowiła jeden z głównych powodów, dla których pan Peterson mógł cieszyć się życiem dużo dłużej, niż chciałby w innych okolicznościach.

[Gavin Extence, „Wszechświat kontra Alex Woods”, s. 319]

„Wydawało mi się, że nie warto żyć dłużej, ale byłem w błędzie”.

[Gavin Extence, „Wszechświat kontra Alex Woods”, s. 321]

– Słuchaj – zacząłem – jestem pewny siebie, bo wiem, że zostały tylko dwie możliwości: albo pan Peterson odejdzie spokojnie i bezboleśnie już za kilka dni, albo po sześciu miesiącach, a może nawet roku bezsensownego cierpienia, przywiązany do łóżka i przerażony. Nawet nie będzie mógł powiedzieć, jak bardzo się boi. Możliwe, że pod koniec życia poruszanie oczami będzie szczytem jego możliwości. Pan Peterson nie jest wariatem. Ani ja. Wybraliśmy drogę, która wydaje się przyjaźniejsza.

[Gavin Extence, „Wszechświat kontra Alex Woods”, s. 343]

policja i tak coś zorganizuje. Wiesz, jacy oni są. Tacy sami jak lekarze w szpitalach, chronią tylko własne tyłki, żeby nie narazić się na oskarżenia, że siedzą z założonymi rękami.

[Gavin Extence, „Wszechświat kontra Alex Woods”, s. 369]

Ataki pewności siebie

Jak najczęściej pozwalaj sobie na niekontrolowane ataki:

  • pewności siebie;
  • poczucia własnej wartości;
  • samouwielbienia.

To dobrze robi na:

  • duszę;
  • tuszę;
  • ciało;
  • cerę.

W większości przypadków ataki te nie wiążą się z niepożądanymi skutkami ubocznymi i nie szkodzą otoczeniu oraz zwierzętom domowym (w tym nierogaciźnie).

Miłego dnia i tygodnia!

Rezerwowanie czasu a GTD

Time Blocking

Wśród entuzjastów metody Getting Things Done Davida Allena rozgorzała dyskusja, czy rezerwowanie w kalendarzu dłuższego odcinka czasu na nieprzerwaną pracę nad jakimś tematem (tzw. „time blocking”) jest zgodne z obowiązującym w GTD kategorycznym zakazem wpisywania do kalendarza działań, które nie muszą być wykonane danego dnia i o danej godzinie. Najbliższe Działania należy umieszczać na niedatowanych listach kontekstowych i zabierać się za nie w miarę posiadanych możliwości, czasu, sił oraz subiektywnego znaczenia poszczególnych zadań.

Według zwolenników rezerwowania czasu odfajkowywanie kolejnych Najbliższych Działań w bieżącym Kontekście nie ma wiele wspólnego ze skupioną twórczą pracą pisarza, programisty, konstruktora czy menedżera nad kolejnym projektem. Bardziej przypomina to bezmyślne machanie wajchą na linii produkcyjnej.

Wątpliwości te rozwiał ostatnio David Allen ogłaszając swoje przemyślenia na ten temat:

GTD tak naprawdę polega na robieniu tego, co powinieneś zrobić, żeby zmaksymalizować swoją zdolność do skupienia się na tym, co właśnie robisz, i niemyślenia o tym, czego zrobić w danym momencie nie możesz. Jeśli rezerwowanie w kalendarzu dłuższych odcinków czasu pozwala ci wyciszyć umysł, to rób to. Jeśli zaś takie rezerwowanie tylko cię rozprasza, ponieważ nie dowierzasz, że naprawdę będziesz mógł wykorzystać ten czas zgodnie z planem, to nie rób tego. Przykro mi, ale nie mam w tym względzie lepszego pomysłu. I jeszcze jedno: spróbuj tej metody i jeśli zadziała, kontynuuj jej wykorzystywanie. Jeśli nie, po prostu będziesz miał jeszcze jedno doświadczenie pogłębiające twoją wiedzę na temat tego, jakie metody pracy służą ci najlepiej.

Komórkowe matki

W miarę upowszechniania się telefonów komórkowych z rosnącą trwogą obserwowałem, jak coraz więcej spacerujących z wózkami mam zatapiało się w bezprzewodowych konwersacjach z przyjaciółkami, znajomymi i rodziną, zamiast całą swoją uwagę skupiać na dziecku.

Co to będzie? – martwiłem się. – Wyrośnie nam całe pokolenie pozbawionych uczuć głąbów!

Tak mnie to gnębiło, że nie mogłem o tym przestać myśleć. I bardzo dobrze, ponieważ po wielu miesiącach rozpatrywania różnych aspektów zagadnienia wreszcie zrozumiałem, jak bardzo się myliłem!

Doszedłem bowiem do wniosku, że komórka w ręku matki pchającej przed sobą dziecięcy wózek to czynnik pobudzający rozwój młodego człowieka i umożliwiający tejże matce pozostanie przy zdrowych zmysłach!

Dlaczego?

Argumentów jest kilka:

  1. Wielogodzinne samotne spacery z początkowo niekumatym potomkiem przyczyniają się do wyobcowania, żeby nie powiedzieć zdziczenia towarzyskiego, matki. Zdawkowe rozmowy z napotkanymi ludźmi nigdy nie zastąpią głębszych więzi z rodziną i znajomymi, które z konieczności się rozluźniają. Nikt przecież nie będzie codziennie towarzyszył takiej matce w wędrówkach po okolicy, skoro nie musi. Komórka w znacznym stopniu rozwiązuje ten problem: zawsze można do kogoś zadzwonić i pogadać. O rzeczach ważnych i o dyrdymałach. Wyrwana z pieluchowego więzienia samotności mama jest pogodniejsza, co z pewnością odczuwa każde dziecko i… każdy mąż.
  2. Dziecko cały czas słyszy głos matki i, nawet jeśli nie jest w stanie jej zobaczyć, wie, że ta czuwa gdzieś w pobliżu. I czuje się bezpiecznie pośród innych ulicznych odgłosów, które nie zawsze brzmią przyjaźnie.
  3. Dziecko cały czas słyszy mowę ludzką. Nie jakieś „a ti, ti, ti” albo „a cio to tu paćsi na mnie”, albo „ojojoj, cmok, cmok”, tylko normalne, dorosłe słowa: „wiesz, kupiłam sobie taką niebieską bluzeczkę z koronkowym wykończeniem” albo „słyszałaś, że Klara jest w ciąży?”, albo „no ćwok jakiś: zaprosił ją, a potem sama musiała zapłacić za kawę”. Wbrew pozorom osłuchanie się z prawdziwymi słowami, lepiej lub gorzej składanymi w zdania, już od pierwszych dni kształtuje i wzmacnia możliwości umysłu w zakresie zdolności językowych. Naśladowanie przez dorosłych języka dzieci jest szkodliwe, ponieważ uczy mózg rozpoznawania niewłaściwych wzorców dźwiękowych, opóźniając jego rozwój zamiast stymulować.

Dziewczyny!

Nie krępujcie się!

Gadajcie jak najęte przez te swoje komórki!

Słuchając rozmów, wasze dziecko uczy się i wychowuje znacznie lepiej niż podczas tradycyjnych sesji niezrozumiałego gaworzenia!

GTD to potężna broń

GTD (metoda Getting Things Done Davida Allena) jest potężną bronią.

Konsekwentnie stosowana radykalnie zwiększa twoją świadomość sytuacyjną.

Zdobywasz w ten sposób przewagę, którą możesz wykorzystać na dwa sposoby:

  • żeby skuteczniej współpracować z ludźmi;
  • żeby skuteczniej sypać piach w tryby.

Wybór należy do ciebie, GTD bowiem, tak jak młotek, jest bezwzględnym narzędziem mogącym służyć zarówno aniołom, jak i diabłom.

W każdym razie warto mieć tę broń w swoim arsenale i korzystać z niej na co dzień, żeby nie zardzewiała!

Co w mediach piszczy?

Przypadkowe społeczeństwo wchłania medialną papkę bez przełykania. Jeśli jednak jesteś choć trochę myślącym osobnikiem, zapewne zastanawia cię czasem, dlaczego publikatory uparcie rozpowszechniają niektóre informacje, a innych nie.

Jakie są kryteria doboru wiadomości pojawiających się w telewizji, na pierwszych stronach gazet i w internecie?

Jeżeli wydaje ci się, że to wszystko dzieje się przypadkowo, to znaczy, że nie zdajesz sobie jeszcze sprawy z istnienia Matriksa, który kształtuje twoją rzeczywistość informacyjną.

Matriks ten nie jest niestety sensacyjnym wymysłem wyznawców teorii spiskowych, ale realnym polem siłowym bezustannie kształtującym przekaz medialny. Główne siły (czy też filtry) wpływające na dobór publikowanych wiadomości opisał w „The Propaganda Model: An Overview” Noam Chomsky, a ja jedynie pozwalam sobie je krótko wyliczyć:

  1. Siła właściciela. Każdy publikator stanowi czyjąś własność. Nie do pomyślenia jest rozpowszechnianie informacji kalających własne gniazdo lub jego interesy. Co ciekawe, w związku z globalizacją i koncentracją kapitału ośrodków właścicielskich jest coraz mniej. Krok po kroku kolejne redakcje wchodzą w skład ograniczonej grupy ogólnoświatowych konglomeratów medialno-przemysłowych.
  2. Siła reklamodawcy. Reklama jest najważniejszym składnikiem budżetu każdego publikatora. Wycofanie się istotnego „sponsora” to katastrofa, na którą żadna redakcja nie może sobie pozwolić…
  3. Siła zaraźliwego źródła. Nikogo nie stać na to, żeby wszędzie wysyłać reporterów. Kieruje się więc ich tam, gdzie można zdobyć poczytne treści z pierwszej ręki. Mniej istotna od rzetelności źródła jest zaraźliwość strzępów informacji, które ono przekazuje, przekładająca się na oglądalność i liczbę odsłon. Szczególnie zaraźliwe są informacje dotyczące wzajemnego wyrządzania sobie krzywdy przez ludzi, dlatego królują relacje z wojen, zamieszek, stadionów piłkarskich i pojedynków bokserskich.
  4. Siła negatywnego odbiorcy. Czytelnicy, słuchacze i widzowie zgadzający się z prezentowanymi przez publikatory treściami nie są groźni. Kłopot pojawia się wtedy, gdy dziennikarz nadepnie na odcisk komuś, kto potrafi zorganizować głośny protest lub akcję odwetową. Dlatego na przykład w Polsce nikogo nie dziwi wielka ostrożność mediów w opisywaniu niezgodnych z prawem działań Kościoła Katolickiego, natomiast bez żenady można wdeptywać w śnieg drogowców, których znów zaskoczyła zima.
  5. Siła publicznego wroga. Demonizowanie pewnych symboli zła jest stałym motywem przewodnim współczesnego krajobrazu medialnego. Niezależnie od tego, co zrobi aktualny „Doktor Samo Zło”, będzie to wykorzystane przeciwko niemu. Żeby nie stracić pracy, dziennikarz nie może przekazać nic pozytywnego o takim łotrze, ani nic negatywnego o walczących z nim „naszych chłopcach”, którym na przykład dron wymknął się spod kontroli i rozniósł w strzępy jakieś wesele na pustyni…

To tyle na ten temat. Właśnie połknąłeś czerwoną pigułkę… ;-)