Miesiąc: Marzec 2014

Być na bieżąco!

We wpisie Matczyne nauki utyskiwałem, że poziom naszych tabloidowo-plotkarskich mediów jest żenujący, że wyciągają one na światło dzienne to, co dżentelmen pomógłby zatuszować. Na przykład zasłoniłby damę, której stringi wylazły ze spodni albo która spociła się pod pachami, a nie wytykał ją palcem.

Skoro jednak wiadomości tego typu są rozpowszechniane, pracownik umysłowo-biurowo-komputerowy nie może tego faktu zlekceważyć. Wiedza o ostatnich wypowiedziach Dody i Kuby Wojewódzkiego, o aktualnym kolorze majtek Oli Szwed i o żenujących wpadkach innych celebrytów jest obecnie podstawą, na której możesz skutecznie budować i utrzymywać swoją, jakże cenną, sieć znajomości.

Zagajenia typu „Ale ładna dziś pogoda…” czy „Chyba będzie lało…” są dziś tak spróchniałe, że już na wstępie rozmowy masz przechlapane. Teraz liczy się szokująca aktualność wiedzy kto, gdzie, z kim, w czym i na którym boku. Do tego potrzebny jest stały monitoring mediów elektronicznych, jednak w tej dziedzinie należy wykazać się sprytem i dobrą organizacją pracy. Aby być na bieżąco musisz:

  1. Pokonać przeszkody, które stawia na twojej drodze Szef. Trudno zrozumieć, dlaczego w jego nielogicznej głowie rodzi się myśl, żeby ograniczać ci dostęp do internetowych serwisów plotkarskich, skoro jednocześnie wymaga on od ciebie utrzymywania dobrych stosunków biznesowo-towarzyskich z klientami, kooperantami i dostawcami. Pamiętaj, żeby zawsze mieć możliwość przełączenia ekranu komputera na wyświetlanie jakiegoś zestawienia z mnóstwem liczb, kiedy ten palant usiłuje zajść cię od tyłu i skontrolować, co robisz. Przydatne jest przyklejenie do monitora niewielkiego lusterka lub instalacja czujnika ruchu przy drzwiach.
  2. Pokonać przeszkody, które stawia na twojej drodze Administrator IT. Szef w swojej bezmyślności wynajmuje zwykle jakiegoś komputerowca. którego zadaniem jest utrudnienie ci dostępu do kluczowych miejsc w internecie. Na szczęście, w wielu przypadkach możesz skorzystać z rewelacyjnej usługi Google Translate, która potrafi zgrabnie przetłumaczyć treści niedostępne na dostępne. Spróbuj sam, to działa!
  3. Pokonać przeszkody, które stawiają na twojej drodze Koledzy. Te lizusy odliczające swoje życie liczbą napisanych linii kodu, opracowanych raportów i wycyzelowanych, power-pointowych slajdów są prawdziwą zmorą każdego biura. Właśnie kontemplujesz niewydepilowaną pachę jakiejś aktorki, a tu znienacka taki dureń przyłazi i absorbuje cię prośbą o dane, których z pewnością nie masz. Bo się zapodziały. I musisz coś naprędce zmyślić…

Tak, tak, nie jest łatwo być na bieżąco w dzisiejszych czasach, ale pamiętaj, że przetrwają tylko ci, którzy mają dobrą świadomość sytuacyjną i nawet pierwszego kwietnia są w stanie właściwie ocenić wiarygodność każdej informacji, a potem skutecznie nią zabłysnąć w swojej sieci kontaktów.

Bo dziś nie liczy się, co wymyślisz, ale jak szokujące będzie to, co powtórzysz!

Uporządkować chaos

Z naukowej ciekawości sięgnąłem po książkę Liz Davenport „Order from Chaos: A Six-Step Plan for Organizing Yourself, Your Office, and Your Life”. Dlaczego mnie, entuzjastę GTD, zainteresowała ta pozycja? Dlatego, że została wydana w 2001 roku – dokładnie wtedy, gdy opublikowano „Getting Things Done: The Art of Stress-Free Productivity” Davida Allena.

Postanowiłem dowiedzieć się, dlaczego „Getting Things Done” jest od wielu lat bestsellerem, obiektem kultu i ma 1107 recenzji w księgarni Amazon, a „Order from Chaos” to pozycja zapomniana, mogąca pochwalić się tylko 19 recenzjami.

I teraz już wiem!

David Allen opisał kompletną strategię radzenia sobie z życiem i optymalnego wykorzystywania dostępnych nam zasobów, a wszystkie pozostałe książki, w tym „Order from Chaos”, skupiły się na taktyce sporządzania list rzeczy do zrobienia, zapisywania terminów w kalendarzu i układania papierów na biurku. To są w większości doskonałe rady, ale nijak się mają do złożoności spraw, z jakimi musimy się borykać.

Metodę GTD można zaimplementować na świstkach papieru, na kolanie, na pustyni, w więzieniu i w Toruniu. Gdziekolwiek i jakkolwiek.

Dlaczego?

Ponieważ nie odpowiada ona na pytania „jak?”, „czym?” i „kiedy?”, ale na pytanie „co?”. Co zrobić, żeby zapanować nad swoim życiem. Konkretne narzędzia są sprawą drugorzędną.

OK, skoro kwestie zasadnicze mamy już z głowy, czas na moją opinię o książce „Order from Chaos”. To całkiem niezły taktyczny podręcznik opisujący koncepcję „kokpitu biurowego” (z pokaźną liczbą analogii z dziedziny awiacji), optymalizującego pracę przy… biurku. Wiele pomysłów stanowi ciekawe, praktyczne uzupełnienie metody GTD, inne, jak na przykład umieszczanie wszystkiego w terminarzu, stoją w jawnej sprzeczności z GTD. Dlatego nie zalecam tej lektury, ale dla potomności zamieszczam szereg interesujących cytatów, które z niej wyłowiłem:

Największym błędem, jaki popełniają osoby niezorganizowane, jest wiara, że istnieje jakieś „później”. Natomiast dla nas jest tylko „teraz” i „za późno”. Wszystkie rzeczy, które optymistycznie odkładamy na później, leżą potem odłogiem dniami, tygodniami, miesiącami lub latami.

[Liz Davenport, „Order from Chaos”, s. 4]

Jak często bierzesz do ręki kartkę papieru, patrzysz na nią, stwierdzasz: „Nie wiem, co z tym zrobić.” i odkładasz ją z powrotem? Tymczasem w 99,9% przypadków za każdym następnym razem, kiedy kartka ta znajdzie się w twojej ręce, będziesz wiedział na jej temat dokładnie tyle samo, ile na początku. Zatem… PODEJMIJ DECYZJĘ OD RAZU!

[Liz Davenport, „Order from Chaos”, s. 11]

Jak często bierzesz długopis z kubka na długopisy, stwierdzasz, że nie pisze, odkładasz go z powrotem do kubka i szukasz następnego, piszącego? Od dziś nie odkładaj go do kubka, tylko celnie umieszczaj w koszu na śmieci.

[Liz Davenport, „Order from Chaos”, s. 68]

Urządź swoje biuro zgodnie z częstotliwością używania poszczególnych rzeczy:

  • Rzeczy używane codziennie umieść w zasięgu twoich dłoni.
  • W zasięgu twoich dłoni powinny znajdować się tylko rzeczy używane codziennie.
  • Rzeczy używane co najmniej raz w tygodniu umieść w zasięgu twoich ramion.
  • W zasięgu twoich ramion powinny znajdować się tylko rzeczy używane co najmniej raz w tygodniu.
  • Rzeczy używane co najmniej raz w miesiącu umieść w swoim biurze (pokoju).
  • W twoim biurze (pokoju) powinny znajdować się tylko rzeczy używane co najmniej raz w miesiącu.
  • Rzeczy używane rzadziej niż raz w miesiącu staraj się trzymać poza biurem.

[Liz Davenport, „Order from Chaos”, s. 77]

Wyobraź sobie kontrolera ruchu lotniczego, który zarządza przestrzenią powietrzną tak, jak większość ludzi zarządza swoimi sprawami. Na przykład:

  • Informacje o niektórych samolotach ma zobrazowane na ekranie komputera.
  • Informacje o niektórych samolotach ma zapisane w zeszycie.
  • O przelocie niektórych samolotów po prostu pamięta.
  • Informacje o niektórych samolotach ma zapisane na karteczkach samoprzylepnych przyczepionych do monitora.
  • Informacje o kilku samolotach są reprezentowane przez wycinki trzymane w neseserze.
  • Informacje o niektórych samolotach ma zapisane na kartkach pozostawionych w samochodzie na parkingu.
  • Informacje o pozostałych samolotach kryją się w stosach papierów na biurku i walają na podłodze.
  • Informacje o samolotach przelatujących dzisiaj są przemieszane z informacjami o lotach planowanych na jutro i za tydzień.

Czy odważyłbyś się skorzystać z usług takiego portu lotniczego? Nigdy w życiu! Dosłownie! Nie chciałbyś tam nawet polecieć, gdybyś dowiedział się, że kontroler ruchu lotniczego używa tylko dwóch systemów śledzenia samolotów! Szaleństwo tej metody jest oczywistą oczywistością, a jednak większość ludzi właśnie tak postępuje, zarządzając swoimi codziennymi sprawami.

[Liz Davenport, „Order from Chaos”, s. 87]

Jak często brałeś do ręki kartkę papieru, patrzyłeś na nią, stwierdzałeś: „Nie wiem, co z tym zrobić.” i odkładałeś ją z powrotem? Później brałeś ją znowu, wciąż nie wiedziałeś, co z nią zrobić, i ponownie odkładałeś. To zachowanie jest zarówno typowe, jak i intrygujące. Czego oczekujemy? Że następnym razem, kiedy weźmiemy ten papier do ręki, coś się zmieni? Nagle doznamy olśnienia, co z tym zrobić? Niestety, nie stanie się to bardziej oczywiste tylko dlatego, że kartka w międzyczasie nieco pożółkła. Nie istnieje też żadna wróżka decyzyjna, która nadleci i praśnie nas w głowę swoją różdżką tak, że za następnym razem cudownie ujrzymy rozwiązanie tej sprawy. To jest po prostu niepodjęta decyzja.

[Liz Davenport, „Order from Chaos”, s. 149-150]

Jeśli coś nie jest wystarczająco ważne, żeby to zapisać, to czy jest wystarczająco ważne, żeby w ogóle zajmowało twój cenny czas?

[Liz Davenport, „Order from Chaos”, s. 156]

Jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśli nie ty, to kto?

[Liz Davenport, „Order from Chaos”, s. 176]

Niech rozum ci służy do rozumowania!

„‚Your mind is for having ideas, not holding them.” – David Allen

Powyższe spostrzeżenie jest kluczem do zrozumienia sensu i przyczyny skuteczności metody Getting Things Done (GTD) Davida Allena.

W moim poetyckim przekładzie na język polski brzmi to tak:

Niech rozum ci służy do rozumowania,
Nie zaś do wszystkich konceptów trzymania!

A mówiąc prozą, ludzki mózg jest perfekcyjną maszyną dedykowaną wykrywaniu i kojarzeniu wzorców – przede wszystkim tych pochodzących z otoczenia: wzrokowych, słuchowych, smakowych, węchowych, dotykowych itp. Porównanie każdego nowego bodźca z tym, co już znane, skutkuje wytworzeniem sygnału „uciekaj” albo „zjedz to”. :-) Osobniki, które poprawnie dekodują bodźce i trafnie dopasowują je do wzorców, mają największą szansę przeżycia i przekazania swych genów kolejnym pokoleniom.

Natomiast nigdy w procesie ewolucji mózg nie był optymalizowany w kierunku dokładnego pamiętania setek szczegółów, takich jak wpisy w kalendarzu, imiona, nazwiska, adresy, numery telefonów i listy rzeczy do zrobienia. W tej dziedzinie to po prostu cienias!

Dlatego głównym postulatem GTD jest uwolnienie umysłu od uciążliwego obowiązku pamiętania o wszystkich sprawach (temu właśnie służą listy Projektów, Najbliższych Działań i Kalendarz).

Po co to wszystko?

Żeby odciążony, odstresowany mózg mógł wyzwolić swoją kreatywną moc. Żeby zajął się rozumowaniem, a nie magazynowaniem.

Zatem z lubością powtórzę jeszcze raz:

Niech rozum ci służy do rozumowania,
Nie zaś do wszystkich konceptów trzymania!

Albo jeszcze zwięźlej:

Mózg do dumania, nie do trzymania! :-)

Póki chwila trwa…

Ten krótki, animowany film wzrusza mnie za każdym razem, gdy go oglądam. Przypomina mi, że trzeba cieszyć się właśnie tą chwilą, tu i teraz, a nie zatruwać ją bezowocnym smutkiem, że kiedyś musi się skończyć.

Spytasz:

  • Dlaczego człowiek nie potrafi sam pochwycić tej chwili?
  • Dlaczego nie umie cieszyć się życiem?
  • Dlaczego potrzebuje do tego psa?

Odpowiedź jest prosta:

  • Umysł psa wypełnia uważność (mindfulness), a umysł człowieka – troski i zmartwienia…

Dog Mindfulness
(znalezione w sieci)

Emocjonalna samodzielność

Po raz kolejny Leo Babauta opublikował na łamach swojego blogu Zen Habits znakomity wpis: „Becoming Emotionally Self-Reliant” („Jak stać się emocjonalnie samodzielnym?”). Postanowiłem więc, korzystając z hojności Autora, zamieścić w BIZNESIE BEZ STRESU esencję tego artykułu – jego dwa najważniejsze fragmenty:

Diagnoza: Czy jesteś emocjonalnie zależny?

  • Czy szukasz romantycznego partnera, który uczyni cię szczęśliwym?
  • Jeśli masz takiego partnera, czy szukasz w nim miłości, seksu, wsparcia, otuchy, akceptacji?
  • Czy naburmuszasz się, gdy twój partner nie reaguje tak, jakbyś chciał, nie zaspakaja twoich potrzeb?
  • Czy, gdy jesteś sam, czujesz potrzebę wypełnienia czymś pustki samotności? Czy sięgasz wtedy po telefon, żeby z kimś porozmawiać?
  • Czy ciągle narzekasz na innych ludzi? Złości cię to, co robią?
  • Czy twój związek jest pępkiem wszechświata? A co z innymi relacjami – z przyjaciółmi, dziećmi?
  • Czy jesteś zaniepokojony, gdy twój partner robi coś bez twojego udziału, pomija cię w sprawach, które kiedyś zwykliście robić razem?
  • Czy bywasz zazdrosny?

Terapia: Jak stać się emocjonalnie samodzielnym?

  • Usiądź na kilka minut w samotności, bez dostępu do urządzeń i innych czynników, które mogłyby cię rozproszyć. Zaobserwuj myśli rodzące się w twojej głowie. Zacznij poznawać swój umysł. Czyż nie jest to fascynujące? Samo w sobie stanowi niewyczerpane źródło rozrywki i nauki.
  • Jednym z moich źródeł szczęścia jest akt tworzenia, wymyślania czegoś i nadawania pomysłowi realnego kształtu. Nikt nie musi brać w tym udziału, a ja sam zadziwiam siebie swoimi możliwościami.
  • Oprócz tego uwielbiam się uczyć. To też mnie uszczęśliwia i nieprzerwanie rozwija.
  • Ciekawość jest dla mnie nieograniczonym źródłem szczęścia.
  • Naucz się radzić sobie z własnymi problemami. Jeśli jesteś znudzony, zrób coś z tym. Jeśli jesteś samotny lub zraniony, pociesz się. Jeśli jesteś zazdrosny, nie oczekuj, że ktoś cię pocieszy – zrób to sam.
  • Weź odpowiedzialność. Jeśli masz ochotę zacząć kogoś o coś obwiniać, powiedz sobie, że „oni” nigdy nie są problemem. Oczywiście możesz wierzyć w „ich” winę, ale wtedy oddajesz „im” odpowiedzialność za rozwiązanie problemu. Jeśli zaś uwierzysz, że to nie „oni” są problemem, zaczniesz szukać rozwiązania w samym sobie.
  • Gdy poczujesz potrzebę narzekania, poszukaj sposobu, by być za coś wdzięcznym.
  • Gdy poczujesz potrzebę posiadania, poszukaj sposobu, by komuś coś dać.
  • Gdy poczujesz, że potrzebujesz pomocy, pomyśl, jak możesz pomóc sobie sam.

Magiczne buty 2014

Magiczne Buty 2014

Kolejna wiosna zaatakowała mnie z pełną premedytacją i sprowokowała do wymiany moich wysłużonych, magicznych butów biegowych (na zdjęciu po lewej) na nowe (na zdjęciu po prawej).

Tym razem są to znacznie lżejsze od poprzednich szybkobiegi Brooks Adrenaline GTS 13.

Już pierwsza przebieżka pokazała, że osiągam w nich bardzo zbliżone rezultaty mierzone odsetkiem intymnych kontaktów wzrokowych nawiązanych z mijanymi w pędzie nadobnymi niewiastami.

I to mi daje do myślenia…

Może to wcale nie buty są przyczyną piorunującego pierwszego rażenia?

Może to całkiem coś innego?

Wzór na rozczarowanie

Rozczarowanie = Oczekiwania – Rzeczywistość

Im bardziej rzeczywistość nie przystaje do twoich oczekiwań, tym większe rozczarowanie.

Jednym ze sposobów redukcji rozczarowania jest radykalna asceza, abnegacja i minimalizm. Zmniejszenie oczekiwań tak, by ich spełnienie nie wymagało żadnego wysiłku. Proces ten przebiega w różny sposób: dla jednych jest to dramatyczna apatia, bezdomność i inne nieszczęścia, dla innych droga ku duchowemu odrodzeniu i spełnieniu, wejściem na wyższy poziom samoświadomości.

Innym sposobem jest trzeźwa ocena rzeczywistości – takiej, jaką jest, rozróżnienie, które jej elementy mogą być przez ciebie zmienione, a które nie, i przystąpienie do działania. Oczywiście nie da się w ten sposób uniknąć wszelkich rozczarowań, ale masz przynajmniej poczucie, że z sensem zabrałeś się do konstruktywnego naprawiania stanu rzeczy, który ci nie odpowiada.

Problem nie polega bowiem na występowaniu różnicy pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistością, ale na wielkości tej rozbieżności. Wybujałe oczekiwania nałożone na mizerną rzeczywistość skutkują paraliżem i ogólnym zniechęceniem. Oczekiwania zbyt bliskie rzeczywistości nie mobilizują do działania. Dla każdego człowieka istnieje optymalny przedział rozczarowania, który motywuje go do pokazania swoich najlepszych zdolności i determinacji w przezwyciężaniu trudności.

Życzę ci jak najwięcej odpowiednich dawek rozczarowania i skutecznego ich redukowania przez działanie.

Oczywiście przed użyciem tej rady zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża twojemu życiu lub zdrowiu. :-)