Miesiąc: Listopad 2013

Konkurs „Zdecyduj,” – rozwiązanie

Oto plakat konkursowy w całości:

Konkurs Zdecyduj - rozwiązanie

Rację miał herrhrupek, pisząc, że plakat ten zachęca do wyboru, jak będzie wyglądała twoja kara… Skąd on to wiedział?

Przyznam, że wizerunek tego eleganckiego mężczyzny cieszącego się odbywaniem kary pozbawienia wolności w domowych pieleszach pod nadzorem elektronicznego gadżetu budzi moje mieszane uczucia. Z jednej strony nie jestem zwolennikiem społecznej zemsty na przestępcach, ale z drugiej strony… Czy okres kary powinien być tak promienny, jak to pokazano na plakacie? Czy w ogóle można to jeszcze nazwać karą?

Dla mnie „kara” powinna polegać na naprawieniu wyrządzonej szkody (bezpośrednio lub pośrednio) albo, gdy stało się coś nieodwracalnego, na wykonaniu czegoś pożytecznego, a nie na byczeniu się w domu przed telewizorem z bransoletką na nodze. Mówimy oczywiście o występkach zagrożonych karą pozbawienia wolności do jednego roku.

Na przykład podpalacze warszawskiej tęczy na Placu Zbawiciela powinni zostać skazani na karę jej udekorowania ślicznymi kolorowymi kwiatkami…

To tyle na temat oficjalnego przesłania tego dziwnego plakatu.

A teraz wyniki konkursu.

Po pierwsze serdecznie dziękuję wszystkim komentatorom za udział w tej zabawie. Jestem pod wrażeniem Waszej kreatywności!

Już chciałem przyznać główną nagrodę toni za odpowiedź: „Z zegarkiem firmy Blacktime uporządkujesz całe swoje życie.”, ponieważ lubię tworzenie wirtualnych bytów, ale niestety nie odpowiada ona na pytanie konkursowe, które brzmiało:

Zgadnij, do podjęcia jakiej decyzji jesteś w ten sposób zachęcany.

Wyróżnienie w postaci mojego uznania przyznaję serii propozycji zgłoszonych przez rozawigeland369. Szczególnie podoba mi się: „Ogolić się czy założyć pasujący do zarostu zegarek?”.

Wyróżnienie w postaci mojego uznania oraz wszechświatowej, bezstresowej sławy przyznaję serii propozycji zgłoszonych przez cpc6-croy22-2-0-cust442.19-2.cable.virginm.net z: „Czy to już czas zrobić pranie?” na czele.

Natomiast główną nagrodę w postaci mojego uznania, wszechświatowej, bezstresowej sławy oraz książki Davida Allena „Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności” zdobywa Ishikawa za:

„Używasz zwykłego proszku czy ‚GTD do Białego’?”

Serdecznie gratuluję udanego podkreślenia skuteczności GTD w domu i w zagrodzie na polu higieny i w służbie skuteczności działania! Jeśli chcesz otrzymać książkę, prześlij mi pocztą elektroniczną adres fizyczny, na jaki mam ją wysłać.

Jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom konkursu i życzę Wam, żebyście nigdy nie musieli zastanawiać się nad podjęciem decyzji, której dotyczy ten plakat.

Konkurs „Zdecyduj,”

Oto plakat, który ostatnio przyciągnął moją uwagę:

Konkurs Zdecyduj

Zgadnij, do podjęcia jakiej decyzji jesteś w ten sposób zachęcany.

W komentarzu do niniejszego wpisu podaj swoją odpowiedź i poczekaj do czwartku. Wówczas zamieszczę zdjęcie całego plakatu i ogłoszę zwycięzcę.

A wygra ta osoba, która zgadnie najciekawiej. Nie najtrafniej, ale właśnie, w mojej, subiektywnej ocenie, najciekawiej.

Co wygra?

Nagrodę, która składa się z trzech elementów:

  • mojego uznania;
  • wszechświatowej, bezstresowej sławy;
  • książki Davida Allena „Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności”.

Powodzenia!

Mało mleka

Zaiste słusznym jest staropolskie przysłowie:

Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje.

Co pewien czas w różnych, odwiedzanych przeze mnie zakątkach internetu toczą się ponure dyskusje na temat marnych perspektyw młodych ludzi na polskim, bardzo konkurencyjnym i drapieżnie kapitalistycznym rynku pracy. Nie twierdzę, że sytuacja jest idealna, że nie występują patologie i że każdy jest w stanie zdobyć swoją wymarzoną, pierwszą pracę zgodną z jego zainteresowaniami i aspiracjami.

Korzystając z takich okazji, często przeprowadzam następujący eksperyment. Na wybrany komentarz przedstawiający trudną sytuację jakiegoś młodego człowieka odpowiadam pytaniem zachęcającym go do przedstawienia swoich atutów. Moja propozycja jest szczera, ponieważ znam polskie firmy, które cały czas szukają energicznych, kompetentnych i komunikatywnych pracowników do realizacji ambitnych przedsięwzięć. Nie jest to zatem żadna dobroczynność, tylko zarzucanie wędki w poszukiwaniu młodych talentów – działanie, które zarówno mi, jak i „złowionej rybie” może przynieść wymierne korzyści.

Oto przykład takiej próby nawiązania dialogu:

Zosia pisze: W kwietniu skończę dopiero ćwierć wieku (…) Chroni mnie jeszcze immunitet – studia magisterskie. Mam wymówkę, pretekst, dlaczego pracuję „na czarno”, żeby bez wysiłku (tak mi się trafiło) zarobić trochę na siebie, zamiast znaleźć pracę, którą później będę mogła wpisać sobie w CV.
Ale boję się, co będzie, kiedy przed moim nazwiskiem stanie dodatkowo „mgr” przed „inż.”, które już mam, a nikt mnie nie będzie chciał, albo proponowana pensja wprawi mnie w płacz, że straciłam 5,5 roku na studia, zdałam dziesiątki egzaminów, stworzyłam tysiące stron projektów, żeby teraz zarabiać tyle, co koleżanki, które mądrze wybrały technikum i pracę, a nie ogólniak + studia.

TesTeq pisze: @Zosia: Co umiesz? W jakiej dziedzinie jesteś inżynierem? W jakim rejonie Polski szukasz pracy?

I co?

I nic.

Prawie nic. W większości przypadków zalega kompletna cisza. Czasami ktoś węszy podstęp i chce mnie zdemaskować, ktoś inny przedstawia standardowe CV, nie próbując dowiedzieć się żadnych szczegółów, a na palcach jednej ręki mogę policzyć tych, którzy aktywnie starają się nawiązać ze mną profesjonalny kontakt i przedstawić mi swoje kompetencje.

Bo prawda jest taka, że ci, którzy na forach internetowych zajmują się użalaniem nad swoją niedolą i ogólnym końcem świata, nie mają czasu, żeby rozejrzeć się i zauważyć tę stosunkowo unikalną chwilę, kiedy udało im się znaleźć we właściwym miejscu, czasie i towarzystwie.

A ty – użalasz się, czy aktywnie rozglądasz?

Zastanów się, ponieważ są to dwa całkowicie odmienne stany świadomości…

I pamiętaj: pracodawcy nie obchodzi liczba zdanych egzaminów i tysiące stron studenckich projektów. Interesuje go tylko to, co naprawdę umiesz i jaki masz stosunek do pracy.

Przestań więc ryczeć i zacznij dawać mleko!

Groby bliskich?

Uświadomiłem sobie w tym roku, jak obca jest mi ta koncepcja.

Groby bliskich?

Groby zasłużonych?

Mój grób?

Nie, nie neguję potrzeby pamięci o zmarłych i nie wyrzekam się pragnienia, żeby ktoś mnie mile wspominał po moim odejściu. Ale koncepcja zakotwiczenia tych uczuć i myśli w jakimś, mniej lub bardziej odległym od domu, miejscu wydaje mi się obca i w pewnym sensie nieludzka.

Pierwszego listopada rodziny tłumnie odwiedzają groby bliskich. W pośpiechu doprowadzają je do porządku, zapalają znicze, spotykają dawno niewidziane ciocie i wujków, rozmawiają o przeszłości, o teraźniejszości, wspominają zmarłych i przeziębiają się w porywach jesiennego wiatru. Czy cmentarz jest naprawdę najlepszym miejscem, żeby budzić w nas ciepło pamięci o tych, których kochaliśmy, i gawędzić z tymi, którzy są członkami naszej „osobistego plemienia”?

Dlaczego tradycja nakazuje nam składać ciała zmarłych pod ciężkimi płytami z chińskiego marmuru, w przytłaczająco zdobionych trumnach i wystawiać je na pastwę cmentarnego robactwa? Albo spopielone wsypywać do foliowego woreczka i umieszczać w naczyniu o wymyślnym kształcie?

Dlaczego, mimo postępów w wiedzy sanitarnej, nadal kultywujemy obyczaje, które setki lat temu wykształciły się tylko po to, żeby pozostałych przy życiu członków społeczności uchronić przed chorobami, które pokonały zmarłych?

Moi rodzice odeszli pewien czas temu i naprawdę źle bym się czuł, gdyby ich ciała powoli rozpadały się w mrocznych katakumbach. A z popiołem, w który ich zamieniłem i który, zgodnie z obowiązującymi przepisami, musiałem pochować, nie czuję żadnej więzi. Moi rodzice pozostali na zawsze w moim sercu żywi – nie muszę chodzić na cmentarz, żeby o nich pamiętać. Wystarczy, ze spojrzę na zrobiony przez moją Mamę kilimek ze znakiem firmowym, który wisi w moim biurze, albo przejadę się ulicami mojego miasta, które odbudowywał i budował mój Tata.

Tak… Groby bliskich są zaiste bardzo obcą mi koncepcją…