Miesiąc: Listopad 2013

Perfekcyjna uprawa GTD

Wielu ludzi znajduje perwersyjną przyjemność w doskonaleniu swoich systemów GTD.

Zmieniają sposoby prowadzenia list Projektów i Najbliższych Działań, testują różne aplikacje, sami wymyślają nowe układy list oraz sposoby ich przechowywania i przeglądania.

Toczą nieustanne spory, ile należy mieć skrzynek spraw przychodzących, ile list kontekstowych i czy wolno zarezerwować sobie w kalendarzu dwie godziny na podgonienie tematu, który nagle stał się pilny.

A tu wcale nie chodzi o to, żeby perfekcyjnie uprawiać GTD!

Tu chodzi o zdrowy rozsądek!

Celem metody Getting Things Done Davida Allena jest jak najłatwiejsze realizowanie zamierzeń przy jak najmniejszym wysiłku – zarówno umysłowym, jak i fizycznym.

Nie ma czegoś takiego, jak uprawianie GTD, ponieważ GTD nie jest celem samym w sobie, lecz tylko efektywnym narzędziem do osiągania celów.

Masz w ustach natręta!

Coraz więcej osób, tak?, zarówno w mediach, tak?, jak i w codziennych kontaktach, tak?, nadużywa słowa tak. Najczęściej w formie nieco pytającej, tak?

Nie jest to tylko polska przypadłość, right?, ponieważ wirus ten rozprzestrzenił się również w Dolinie Krzemowej, right?, dotarł do Niemiec, ja?, opanował Francję, oui?, i wiele innych krajów, bum!

Jak widać, ulega on, motyla noga, lingwistycznym mutacjom i dostosowuje się, kurcze pióro, jak kameleon do otoczenia.

Co z tym zrobić?

W skali globalnej nie wiem, k…a, ale zawsze to lepsze, k…a, niż inne przerywniki, które ubarwiają wypowiedzi homo, k…a, sapiens!

Natomiast w skali, de facto, osobistej mam dla ciebie, de facto, dobrą radę:

Nagraj się, yyyyy, na dyktafonie, yyyyy, i odsłuchaj uważnie, yyyyy, zarejestrowany materiał. Albo, yyyyy, poproś znajomego, żeby, yyyyy, spróbował wychwycić takie niepożądane, yyyyy, powtarzające się wtrącenia.

A potem ćwicz, ćwicz i jeszcze raz ćwicz, żeby pozbyć się natręta, który co chwilę wyłazi z twoich ust.

Powodzenia!

Alex destylowany

Alex W. Barszczewski (polski trener, coach, life-mentor i autor samorozwojowego bloga dla młodych menedżerów Blog Alexa) w ramach, jak to sam nazwał, „działania badawczo-dydaktycznego” napisał i własnym sumptem wydał książkę „Sukces w relacjach międzyludzkich”.

Jako podręcznik z dziedziny rozwoju osobistego łączy ona w sobie dwie sprzeczne cechy – jest zarówno typowa, jak i unikalna:

  • typowa, przedstawia bowiem pewne koncepcje i narzędzia, które czytelnik może z pożytkiem zastosować w swoim życiu, o ile będzie w stanie zmobilizować się nie tylko do lektury, ale i do aktywnej, regularnej pracy nad sobą. Z doświadczenia wiem, że właśnie brak motywacji jest największym problemem blokującym samodoskonalenie, jednak autor atakuje ten problem już w prologu, przedstawiając trzy autobiograficzne scenki. Mają one przekonać czytelnika, że choć dziś, być może, jest w jednym dołku, jutro będzie w innym, ale pojutrze ma szansę zdobyć wszystko, co tylko sobie wymarzy. Ale do tego niezbędny jest sukces w relacjach międzyludzkich.
  • unikalna, opiera się bowiem na kultywowanym przez autora, ekstremalnie pragmatycznym podejściu do życia polegającym na skupianiu się na pozytywach i bezkompromisowym czyszczeniu emocjonalnego przedpola z tego, co negatywne. Oczywiście wszystko zgodnie z zasadami etycznymi zebranymi w postaci dekatrialogu Aleksa – listy 13 wskazówek wyznaczających zakres użycia opisywanego arsenału interpersonalnego. Jako że trudno się z nimi nie zgodzić, oto moja, zwięzła ich interpretacja:
    1. Szanuj każdego – także jego wolę nie bycia szanowanym.
    2. Szukaj w każdym czegoś dobrego.
    3. Podaruj coś każdemu – choćby uśmiech.
    4. Pielęgnuj tylko wzajemnie korzystne relacje.
    5. Pielęgnuj tylko relacje „bez łaski”.
    6. Dbaj o interesy słabszej strony relacji.
    7. Nie osądzaj pochopnie, bo możesz nie wiedzieć wszystkiego.
    8. Bez zbędnych emocji dystansuj się w przypadku dysonansu w relacji.
    9. Nieproszony, nie udzielaj rad.
    10. Proś, zanim zaczniesz egzekwować swoje prawa.
    11. Dziękuj, ponieważ nikt na tym świecie niczego nie musi.
    12. Psuj radość atakującej cię osobie.
    13. Nie daj się lekceważyć.

Praktycznie wszystkie idee zawarte w książce Alex przedstawiał już wielokrotnie w swoim blogu, ale zebrane w jednym miejscu stanowią właśnie ten tytułowy „destylat”, który moim zdaniem wart jest życzliwej uwagi. Tak, jak lepiej kupić pół litra niż zawracać sobie głowę zgłębianiem procesu produkcji zacieru i jego destylacji, tak lepiej wydać 35 złotych i zacząć pracę nad sobą niż utonąć na długie miesiące w odmętach bogatej, wielotematycznej, blogowej twórczości autora.

O tym, że Alex może mieć coś do powiedzenia w temacie relacji świadczą nie tylko jego słowa, ale i sama książka, która została:

  • profesjonalnie zredagowana przez Ewę J. Wytrążek – nawet długie, wielokrotnie złożone zdania oszlifowano tak, że są dostatecznie zrozumiałe i „czytające się”;
  • obdarzona skromną, gustowną okładką autorstwa Marty Sitkiewicz, przypominającą raczej podręcznik akademicki niż literaturę samodoskonaleniową;
  • wydrukowana dużą czcionką, ułatwiającą starszym czytelnikom pomykanie przez tekst bez nadmiernego męczenia oczu. Wierz mi, w pewnym wieku ten aspekt staje się naprawdę ważny. Znam wielu ludzi, którzy za pomocą tego kryterium dokonują preselekcji swoich lektur. Ja z tego powodu preferuję książki elektroniczne na czytniku Kindle, który pozwala mi dostosowywać wielkość czcionki do moich potrzeb. Jedynym mankamentem typograficznym tej pozycji są całe akapity wyróżnione podkreśleniem – wolałbym wytłuszczenie, które zwiększa czytelność, a nie ją zmniejsza.

Widać zatem, że autora wspierała grupa kompetentnych, zaangażowanych osób, co jest niewątpliwym przykładem sukcesu w relacjach międzyludzkich.

W książce „Sukces w relacjach międzyludzkich” znalazłem wiele interesujących spostrzeżeń i ćwiczeń. Oto niektóre z nich:

  • Szkodliwe niedziękowanie – tak jak Alex, mam alergię na tę gangrenę toczącą polskie społeczeństwo:

    Wielokrotnie w Polsce, życząc komuś powodzenia, otrzymuję dziwną odpowiedź: „Nie dziękuję” (bez przecinka czy pauzy po „nie” – brzmi to jak „niedziękuję”). Na pytania o powód takiej odpowiedzi słyszę: „Aby nie zapeszyć”…
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 49]

  • Bezpodstawna życzliwość stanowi również moją dewizę, lecz kluczowa jest tu następująca uwaga:

    Wyzwanie polega na tym, że nie może to być udawana czy choćby sterowana życzliwość na zawołanie, bo wtedy łatwo zostanie rozpoznana i zakwalifikowana jako manipulacja. To musi być integralny element Waszej osobowości.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 63]

  • Dobre słowo na „dzień dobry” to wyrwany z kontekstu cytat, który powinieneś sobie wydrukować i powiesić nad łóżkiem, żeby rano robił ci dobrze (każdy autor musi pogodzić się z tym, że czytelnik może zrobić dowolny użytek z jego twórczości :-) ):

    Znając siebie dość dobrze wiem, że – obok bycia czasem skuteczną maszyną do rozwiązywania problemów – jestem też, a może przede wszystkim, bardzo wrażliwym człowiekiem.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 110]

  • Istotne zastrzeżenie powinno, moim zdaniem, być zamieszczane w każdej pozycji samodoskonaleniowej, bo w końcowym rozrachunku chodzi przecież o twoje życie, a nie lepsze lub gorsze pomysły autora podręcznika:

    Oczywiście to, co napisałem powyżej, jest moim osobistym sposobem działania i efektem osobistego doświadczenia, co nie musi oznaczać, że jedynym lub najlepszym z możliwych. Nie zmienia to faktu, że dla mnie (i sporej grupy osób, które znam) funkcjonuje to znakomicie i to przez wiele lat. Dlatego zachęcam Was co najmniej do poważnego rozważenia tego, co czytacie w tej części książki, a najlepiej wypróbowania w praktyce.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 114]

  • Wielkoduszność we własnym interesie jest niezwykle skuteczną i jednocześnie szlachetną strategią definiowania i osiągania własnych celów w sytuacjach pokonfliktowych:

    Chodzi o to, aby po pozytywnej zmianie zachowania partnera nie mścić się na nim za poprzednie rundy, nie odgrywać się i nie dawać nauczki. Taka pamiętliwość przyczyniała się do pogorszenia wyniku końcowego w konkursie, co potwierdzam też moimi obserwacjami życiowymi. Niestety większość ludzi skupia się w takich wypadkach na wymierzeniu sprawiedliwości, zamiast na własnych pożądanych wynikach.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 189-190]

  • Koniec – czyli przytoczone w książce, celne, niemieckie powiedzenie:

    „Lepszy bolesny koniec niż ból bez końca.”
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 200]

  • Mistrz ciętej riposty – tak nazwałem ostatni rozdział książki, w którym Alex przedstawia sposoby radzenia sobie z „dobrymi radami” i zarzutami formułowanymi przez bliźnich. Podobno poniższe pytanie jest świetną pierwszą reakcją pozwalającą skutecznie zbić z pantałyku „zatroskanego” agresora:

    „Co chcesz przez to powiedzieć?”
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 229]

Wierzę, że moja recenzja sprawi Aleksowi przyjemność, więc mam prośbę:

Jeśli jesteś bywalcem Blogu Alexa, powiedz mu o tym wpisie!

Lubię poniedziałek!

Wielu ludzi utwierdza się w nielubieniu poniedziałku. Uważają pierwszy dzień tygodnia za zapowiedź udręki pod hasłem „byle do piątku”. Często taka perspektywa psuje im już niedzielne popołudnie i nie daje w nocy spać.

Dlaczego tak się dzieje?

Ponieważ oddają poniedziałkowi władzę nad sobą!

Pytają: „Co przyniesie nowy tydzień? Jakie troski, stresy i zmartwienia?”, zamiast zastanowić się, co sami chcieliby zaproponować poniedziałkowi, wtorkowi i wszystkim kolejnym dniom.

Czekają na czyjąś inicjatywę i z pełną frustracji rezygnacją oddają temu komuś odpowiedzialność za swoje życie.

Pamiętaj: za każdą rzecz na świecie ktoś jest odpowiedzialny.

Dotyczy to także twojego życia. Jeśli uchylasz się od wzięcia odpowiedzialności, weźmie ją ktoś inny, ale wówczas nie dziw się, że będzie działał zgodnie ze swoim, a nie twoim interesem. To chyba naturalne, nieprawdaż?

Mnie poniedziałek nie przeraża. Wiem, czym zamierzam go wypełnić. Jest zapalnikiem pozwalającym zainicjować realizację lub kontynuację moich projektów. Oczywiście nie mam monopolu na sukces i czasem coś idzie nie tak, jak sobie zaplanowałem, ale świadomość, że to ja mam władzę nad poniedziałkiem, a nie on nade mną, radykalnie zwiększa moją sympatię dla tego dnia.

A ty? Lubisz poniedziałek?

Konkurs „Zdecyduj,” – rozwiązanie

Oto plakat konkursowy w całości:

Konkurs Zdecyduj - rozwiązanie

Rację miał herrhrupek, pisząc, że plakat ten zachęca do wyboru, jak będzie wyglądała twoja kara… Skąd on to wiedział?

Przyznam, że wizerunek tego eleganckiego mężczyzny cieszącego się odbywaniem kary pozbawienia wolności w domowych pieleszach pod nadzorem elektronicznego gadżetu budzi moje mieszane uczucia. Z jednej strony nie jestem zwolennikiem społecznej zemsty na przestępcach, ale z drugiej strony… Czy okres kary powinien być tak promienny, jak to pokazano na plakacie? Czy w ogóle można to jeszcze nazwać karą?

Dla mnie „kara” powinna polegać na naprawieniu wyrządzonej szkody (bezpośrednio lub pośrednio) albo, gdy stało się coś nieodwracalnego, na wykonaniu czegoś pożytecznego, a nie na byczeniu się w domu przed telewizorem z bransoletką na nodze. Mówimy oczywiście o występkach zagrożonych karą pozbawienia wolności do jednego roku.

Na przykład podpalacze warszawskiej tęczy na Placu Zbawiciela powinni zostać skazani na karę jej udekorowania ślicznymi kolorowymi kwiatkami…

To tyle na temat oficjalnego przesłania tego dziwnego plakatu.

A teraz wyniki konkursu.

Po pierwsze serdecznie dziękuję wszystkim komentatorom za udział w tej zabawie. Jestem pod wrażeniem Waszej kreatywności!

Już chciałem przyznać główną nagrodę toni za odpowiedź: „Z zegarkiem firmy Blacktime uporządkujesz całe swoje życie.”, ponieważ lubię tworzenie wirtualnych bytów, ale niestety nie odpowiada ona na pytanie konkursowe, które brzmiało:

Zgadnij, do podjęcia jakiej decyzji jesteś w ten sposób zachęcany.

Wyróżnienie w postaci mojego uznania przyznaję serii propozycji zgłoszonych przez rozawigeland369. Szczególnie podoba mi się: „Ogolić się czy założyć pasujący do zarostu zegarek?”.

Wyróżnienie w postaci mojego uznania oraz wszechświatowej, bezstresowej sławy przyznaję serii propozycji zgłoszonych przez cpc6-croy22-2-0-cust442.19-2.cable.virginm.net z: „Czy to już czas zrobić pranie?” na czele.

Natomiast główną nagrodę w postaci mojego uznania, wszechświatowej, bezstresowej sławy oraz książki Davida Allena „Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności” zdobywa Ishikawa za:

„Używasz zwykłego proszku czy ‚GTD do Białego’?”

Serdecznie gratuluję udanego podkreślenia skuteczności GTD w domu i w zagrodzie na polu higieny i w służbie skuteczności działania! Jeśli chcesz otrzymać książkę, prześlij mi pocztą elektroniczną adres fizyczny, na jaki mam ją wysłać.

Jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom konkursu i życzę Wam, żebyście nigdy nie musieli zastanawiać się nad podjęciem decyzji, której dotyczy ten plakat.

Konkurs „Zdecyduj,”

Oto plakat, który ostatnio przyciągnął moją uwagę:

Konkurs Zdecyduj

Zgadnij, do podjęcia jakiej decyzji jesteś w ten sposób zachęcany.

W komentarzu do niniejszego wpisu podaj swoją odpowiedź i poczekaj do czwartku. Wówczas zamieszczę zdjęcie całego plakatu i ogłoszę zwycięzcę.

A wygra ta osoba, która zgadnie najciekawiej. Nie najtrafniej, ale właśnie, w mojej, subiektywnej ocenie, najciekawiej.

Co wygra?

Nagrodę, która składa się z trzech elementów:

  • mojego uznania;
  • wszechświatowej, bezstresowej sławy;
  • książki Davida Allena „Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności”.

Powodzenia!

Mało mleka

Zaiste słusznym jest staropolskie przysłowie:

Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje.

Co pewien czas w różnych, odwiedzanych przeze mnie zakątkach internetu toczą się ponure dyskusje na temat marnych perspektyw młodych ludzi na polskim, bardzo konkurencyjnym i drapieżnie kapitalistycznym rynku pracy. Nie twierdzę, że sytuacja jest idealna, że nie występują patologie i że każdy jest w stanie zdobyć swoją wymarzoną, pierwszą pracę zgodną z jego zainteresowaniami i aspiracjami.

Korzystając z takich okazji, często przeprowadzam następujący eksperyment. Na wybrany komentarz przedstawiający trudną sytuację jakiegoś młodego człowieka odpowiadam pytaniem zachęcającym go do przedstawienia swoich atutów. Moja propozycja jest szczera, ponieważ znam polskie firmy, które cały czas szukają energicznych, kompetentnych i komunikatywnych pracowników do realizacji ambitnych przedsięwzięć. Nie jest to zatem żadna dobroczynność, tylko zarzucanie wędki w poszukiwaniu młodych talentów – działanie, które zarówno mi, jak i „złowionej rybie” może przynieść wymierne korzyści.

Oto przykład takiej próby nawiązania dialogu:

Zosia pisze: W kwietniu skończę dopiero ćwierć wieku (…) Chroni mnie jeszcze immunitet – studia magisterskie. Mam wymówkę, pretekst, dlaczego pracuję „na czarno”, żeby bez wysiłku (tak mi się trafiło) zarobić trochę na siebie, zamiast znaleźć pracę, którą później będę mogła wpisać sobie w CV.
Ale boję się, co będzie, kiedy przed moim nazwiskiem stanie dodatkowo „mgr” przed „inż.”, które już mam, a nikt mnie nie będzie chciał, albo proponowana pensja wprawi mnie w płacz, że straciłam 5,5 roku na studia, zdałam dziesiątki egzaminów, stworzyłam tysiące stron projektów, żeby teraz zarabiać tyle, co koleżanki, które mądrze wybrały technikum i pracę, a nie ogólniak + studia.

TesTeq pisze: @Zosia: Co umiesz? W jakiej dziedzinie jesteś inżynierem? W jakim rejonie Polski szukasz pracy?

I co?

I nic.

Prawie nic. W większości przypadków zalega kompletna cisza. Czasami ktoś węszy podstęp i chce mnie zdemaskować, ktoś inny przedstawia standardowe CV, nie próbując dowiedzieć się żadnych szczegółów, a na palcach jednej ręki mogę policzyć tych, którzy aktywnie starają się nawiązać ze mną profesjonalny kontakt i przedstawić mi swoje kompetencje.

Bo prawda jest taka, że ci, którzy na forach internetowych zajmują się użalaniem nad swoją niedolą i ogólnym końcem świata, nie mają czasu, żeby rozejrzeć się i zauważyć tę stosunkowo unikalną chwilę, kiedy udało im się znaleźć we właściwym miejscu, czasie i towarzystwie.

A ty – użalasz się, czy aktywnie rozglądasz?

Zastanów się, ponieważ są to dwa całkowicie odmienne stany świadomości…

I pamiętaj: pracodawcy nie obchodzi liczba zdanych egzaminów i tysiące stron studenckich projektów. Interesuje go tylko to, co naprawdę umiesz i jaki masz stosunek do pracy.

Przestań więc ryczeć i zacznij dawać mleko!