Miesiąc: Styczeń 2011

Kolekcjoner oczu

Jednym z najważniejszych elementów procesu nawiązywania kontaktu z inną osobą jest wzajemna wymiana spojrzeń. Dzięki temu twoje oczy mogą dostrzec nić porozumienia w oczach partnera, a jego oczy z łatwością odkryją dobre intencje w twoich oczach. Jest tylko jeden problem:

Zbyt często już od pierwszej sekundy spotkania unikasz wzroku rozmówcy. Zręcznie omijasz jego twarz, szczegółowo lustrując tło, które widzisz za nim, ściany, krzaki, sufit lub niezwykłą fakturę podłogi.

Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że nie będąc urodzonym „kontaktowcem” (tak jak na przykład Bill Clinton), po prostu nie wytrenowałeś tej umiejętności. Trochę sam się wstydzisz, trochę dołożyli twoi rodzice upominając cię ciągle, żebyś się nie gapił, a teraz ta ułomność znacznie ogranicza twoje możliwości rozwoju osobistego i awansu zawodowego.

Ale jest na to rada!

Tę genialną w swojej prostocie metodę stosował podobno z wielkim powodzeniem Ronald Reagan. Skup się teraz i przeczytaj uważnie następne zdanie, bo zawiera ono klucz do wielu twoich przyszłych sukcesów.

Nawiązując z kimś kontakt (witając się, rozpoczynając rozmowę), zawsze staraj się zobaczyć, jaki kolor mają tęczówki jego oczu.

To wszystko. W ten sposób po pierwsze skupisz się na dość prostym i niewinnym zadaniu, dzięki czemu stłumisz swoje zahamowania dotyczące nawiązywania kontaktu wzrokowego. Przecież nie nawiązujesz żadnego kontaktu, tylko wykonujesz rutynową obserwację naukową będącą elementem twoich badań. A po drugie twoje oczy od pierwszej, najważniejszej chwili będą wyrażały życzliwe zainteresowanie rozmówcą i o to właśnie chodzi! Jest to podstawa wstępnego porozumienia. Nikt nie musi wiedzieć, że w ten stan wprowadziłeś się tajemnym podstępem!

A zatem do dzieła!

Stań się kolekcjonerem oczu!

Gwarantuję ci, że efekty stosowania tej techniki przejdą twoje najśmielsze oczekiwania.

Gdy opieprzy cię szef

Gdy opieprzy cię szef, nie unoś się i nie przyjmuj postawy obronnej, tylko zastosuj czteropunktowy plan reakcji na krytykę:

  1. Potraktuj to poważnie. Przyjmij roboczą hipotezę, że (1) twój przełożony nie żartuje i że (2) nie przemawia przez niego patologiczna złośliwość, lecz naprawdę zdarzyła ci się wpadka. Zrobiłeś coś, co naraziło na szwank (lub mogło narazić) interes firmy, w której pracujesz.
  2. Przeproś. Raz a dobrze. Nie rzucaj od niechcenia: „Przepraszam, przepraszam…” i nie uciekaj bez słowa do toalety. Okaż, że rozumiesz zarzuty i wyciągniesz z zaistniałej sytuacji odpowiednie wnioski. Jeśli powstały jakieś szkody, bądź pierwszym, który zgłasza się na ochotnika do ich usuwania.
  3. Skoryguj przyszłość. Opracuj dla siebie korygujące zalecenia na przyszłość i zrób wszystko, żeby je skutecznie wdrożyć. Najgorszą przypadłością pracownika jest odporność na naukę objawiająca się niewyciąganiem wniosków z sukcesów i porażek oraz konsekwentnym powtarzaniem wciąż tych samych błędów.
  4. Nie rozpamiętuj. Co się stało, nie odstanie. Mleko się rozlało. Jeśli posprzątałeś po sobie (patrz punkty 2 i 3), nie masz już nic do zrobienia w tej sprawie. Zajmij się kolejnymi zadaniami, których realizację zaplanowałeś na dziś. Każdy popełnia błędy, każdy, nie raz i nie dwa, jest słusznie lub niesłusznie krytykowany. Jedynym wyjątkiem są ci, którzy nie robią nic. Ale ty przecież do nich nie należysz. Mam rację?

Lodowiec nadchodzi, mamucia noga!

Klimatolodzy pokazują swoje wykresy i twierdzą, że klimat się ociepla i temu ocieplaniu należy przeciwdziałać. A ja patrzę przez okno i widzę coraz więcej śniegu. W Warszawie śnieg, W Nowym Jorku śnieg. Wszędzie śnieg i mróz.

Patrząc na ten śnieg, słucham sobie podcastu „No Agenda” i zaczynam rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Wbrew oficjalnym informacjom nie grozi nam zabójczy gorąc, lecz przeraźliwe zimno.

Zbliża się EPOKA LODOWCOWA.

A właściwie nie zbliża się, ale jest świadomie wywoływana. Pytacie o dowody? Oto one:

  1. Bogaci ludzie kupują tropikalne wyspy i budują na nich swoje luksusowe rezydencje. Czy robiliby to, gdyby wierzyli w globalne ocieplenie, topnienie lodowców i związane z tym procesem podnoszenie się poziomu oceanów? Nie, przecież nie są głupcami. Po prostu przenoszą się tam, gdzie lodowiec nie dotrze!
  2. Bogaci ludzie sponsorują klimatologów, żeby ci bili na alarm w sprawie globalnego ocieplenia, oraz wpływają na rządy, żeby te wreszcie zgodziły się na stworzenie ogólnoświatowej giełdy handlu limitami emisji gazów do atmosfery. Gdyby te gazy były naprawdę takie szkodliwe, to przecież ktoś zakazałby ich wydzielania. Natomiast model rynkowy pozwoli bogaczom na spekulacyjne wzbogacenie się na giełdzie oraz zapewni im lepszą kontrolę nad procesem lodowacenia naszej planety.
  3. W dobie automatyzacji bogatym ludziom niepotrzebna jest tak duża liczba biednych ludzi. Ludzi, którzy kiedyś zrozumieją, że ich emerytury już dawno zostały przejedzone i że nawoływanie do rodzenia coraz większej liczby dzieci (żeby to one wypracowywały dla nich emerytury) jest ślepą uliczką. Nasza coraz bardziej przeludniona planeta ma dużą, ale jednak ograniczoną powierzchnię. Już niedługo bogatym wystarczy tylko trochę służby, która uczyni ich życie bezstresowym i przyjemnym. Wszystkie dobra będą produkowane w zrobotyzowanych fabrykach albo wręcz wytwarzane w domu za pomocą drukarek trójwymiarowych.

Tak więc radzę wam: nie dajcie się nabrać na to globalne ocieplenie. Kupcie kilka swetrów i kombinujcie, jak tu stać się bogatym i wyjechać do ciepłych krajów. Jeśli zaś ten plan wydaje się wam nierealny, to stańcie się znakomitymi służącymi i… wyjedźcie do ciepłych krajów.

A kiedy następnym razem znów wyłączą wam ciepłą wodę, przestaną grzać kaloryfery, albo stanie komunikacja i wasz kolega znów zacznie mówić brzydkie wyrazy, nie zarzucajcie mi, że was nie uprzedzałem. Mamucia noga!

Bezpieczna okładka dla Kindelki

We wpisie Ubieranie Kindelki – Kindle 3 Covers przedstawiłem wyczerpujący opis dwóch okładek dla czytnika Kindle oferowanych przez producenta – internetową księgarnię Amazon. W podsumowaniu napisałem wówczas:

Uważam, że okładka z ledową latarką jest ciekawym rozwiązaniem koncepcyjnym, jednak nie będzie się sprawdzać w większości zastosowań. Jak często czytasz książki z latarką w ręku? No, chyba że pod kołdrą…

Okładka standardowa jest nieco lżejsza i dobrze zabezpiecza urządzenie przed nieszczęściami w podróży. Jednak i ona ma poważną wadę: waży co najmniej tyle, ile Kindelka. Podczas czytania ciężar ten daje się odczuć. Pamiętajmy, że Kindelka waży zaledwie 241 gramów – tyle co zeszyt o tej samej grubości (to zupełnie inna klasa niż iPad ważący 680 gramów).

Chciałbym, żeby ktoś zaoferował bardzo lekkie etui, które służyłoby głównie do ochrony ekranu Kindle 3 przed uszkodzeniem. To, moim zdaniem, byłby strzał w dziesiątkę.

Od tego czasu w ofercie Amazon pojawiły się postulowane przeze mnie lekkie pokrowce, lecz dla mnie wystarczająco dobra wydawała się być okładka standardowa. Jednak niedawno dowiedziałem się (bezpośrednio od osoby, którą dotknęła ta bolączka), że okładka ta może powodować niestabilną pracę czytnika – jego zawieszanie się i okresowe zerowanie. Huczy o tym na forach internetowych, zaś Amazon nabrał wody w usta i bez szemrania wymienia błędnie działające urządzenia zamiast ogłosić wymianę feralnych okładek.

Źródłem problemu są ładunki elektrostatyczne, przenoszone przez metalowe zaczepy okładki (w wersji ze światełkiem zjawisko to nie występuje, ponieważ obwód elektryczny zamyka się przez wbudowaną latarkę ledową). Zaczepy te są co prawda pomalowane, ale ciągłe odłączanie i dołączanie czytnika powoduje zdrapywanie farby, co z kolei prowadzi do niepożądanego kontaktu najwyraźniej słabo zabezpieczonej elektroniki ze światem zewnętrznym.

Przeraziłem się zatem, chwilę pomyślałem i skonstruowałem bezpieczną, prowokacyjnie czerwoną, ekskluzywną okładkę dla mojej Kindelki:

MOLEKIN7

Jako bazę przyjąłem dostępny w Polsce, z pewnością zbyt drogi (ale czego nie robi się dla kobiet) segregatorek Moleskine Red Memo Pockets – Large. Na poniższej ilustracji umieściłem go obok standardowej okładki Amazon Kindle. Oczywiście zamiast przepłacać za segregatorek, równie gustowną okładkę można wykonać ze zwykłego zeszytu A5 w twardych okładkach i ładnej gumki od majtek. :-)

MOLEKIN1

Początkowo zamierzałem wykorzystać jedną z sześciu kieszeni segregatorka, jednak bez usunięcia pozostałych całość nie domykała się należycie:

MOLEKIN2

Przystąpiłem zatem do usunięcia pięciu niepotrzebnych kieszeni:

MOLEKIN3

Niestety okazało się, że po tej operacji, ze względu na konstrukcję całości, szósta kieszeń jest dziurawa i Kindelka wysuwa się z zamkniętej okładki. Usunąłem więc ze środka wszystko:

MOLEKIN4

Teraz pozostał do rozwiązania problem, jak zabezpieczyć czytnik przed wypadnięciem. Po chwili myślenia i szperania po szufladach znalazłem cztery samoprzylepne elementy stosowane w szafach do amortyzowania uderzenia drzwi podczas zamykania:

MOLEKIN4A

Przykleiłem je w rozsądnie wybranych miejscach i… okładka gotowa!

MOLEKIN5

Kindelka może się teraz wygodnie ułożyć w przygotowanej dla niej okładce i nie bać się, że grozi jej uszkodzenie mechaniczne lub nieprzyjemny wstrząs elektryczny.

MOLEKIN6

Jakość to będzie!

GTDSLICE

W październiku 2010 z dumą doniosłem (Moje okruchy życia z GTD) o udostępnieniu wywiadu ze mną w ramach GTD Connect – klubu zrzeszającego użytkowników metody Getting Things Done. Przynależność do tego klubu jest odpłatna, natomiast można skorzystać z darmowego, dwutygodniowego członkostwa próbnego. Polecam.

Nie ukrywam, że miałem pewną tremę przed tą rozmową na żywo, jednak zastosowałem swoją standardową procedurę wstępną, którą mogę streścić w dwóch słowach:

Przygotuj się!

Albo w trzech słowach:

Odrób pracę domową!

A oto kroki, które przedsięwziąłem w ramach tego projektu:

  1. W momencie otrzymania propozycji poprosiłem o miesiąc czasu na przygotowanie się. Prośba ta została bez problemu zaakceptowana. ZAŁATWIONE.
  2. Wiedząc, że wywiad odbędzie się za pomocą Skype’a, założyłem specjalne konto w tym serwisie oraz dokonałem gruntownego przeglądu dostępnych zestawów mikrofonowo-słuchawkowych. Następnie wybrałem, pozyskałem i przetestowałem zestaw Plantronics Audio 655 DSP. Okazało się, że jakość dźwięku jest znakomita, natomiast w słuchawce słychać szuranie przewodu o ubranie. Uznałem, że da się z tym żyć, o ile podczas wywiadu zadbam o prawidłowe ułożenie kabla i nie będę zbytnio się kręcił. ZAŁATWIONE.
  3. Ponieważ nie byłem pierwszą osobą, z którą przeprowadzono taki wywiad, poświęciłem kilka godzin na wysłuchanie poprzednich rozmów i spisanie standardowych zagadnień, które poruszano. Na tej podstawie przygotowałem krótkie, 1-3 akapitowe wypowiedzi na „zadane” tematy oraz wypowiedzi dodatkowe, które warto byłoby wpleść przy nadarzającej się okazji. Cały materiał wydrukowałem na 4 kartkach A4, co widać na powyższej ilustracji. Dzięki temu podczas wywiadu mogłem mieć przed oczami wszystkie potrzebne fragmenty konwersacyjnej układanki. ZAŁATWIONE.
  4. Przez ostatni tydzień przed wywiadem, co najmniej raz dziennie czytałem na głos przygotowany materiał. Perfekcyjna świadomość tego, co chcę przekazać, pozwoliła mi zachować spójność, płynność i naturalność wypowiedzi. Jednocześnie, czytając tekst, wprowadzałem do niego poprawki i uzupełnienia merytoryczne, językowe i składniowe. Zapisałem też standardowe formuły grzecznościowe, żeby ocalić je od zapomnienia w stresie podczas rozmowy. ZAŁATWIONE.
  5. W dniu wywiadu zamknąłem na klucz drzwi do pokoju, powiesiłem na klamce kartkę „NIE PRZESZKADZAĆ! NAGRANIE!”, włączyłem i sprawdziłem sprzęt oraz oprogramowanie, ułożyłem na biurku materiały pomocnicze, zająłem wygodną pozycję, pamiętając o odpowiednim ułożeniu przewodu słuchawkowego, i czekałem na połączenie. Punktualnie o wyznaczonej godzinie odbyłem miłą, nisko stresową pogawędkę o GTD, w której przekazałem wszystkie mądrości, jakie przez miesiąc wykluły się i ułożyły w mojej głowie. ZAŁATWIONE.

I o to chodziło!

Tymczasem, uczestnicząc w wielu konferencjach i spotkaniach organizowanych w Polsce, zauważyłem, że zadziwiająco duża liczba prelegentów słabo orientuje się w treści swoich prezentacji. Tak słabo, że muszą je odczytywać z wyświetlanych slajdów. To wynik niedoceniania etapu przygotowania i lekceważenia wagi przeprowadzania prób przed premierą. A przecież dla aktorów i muzyków są one od stuleci chlebem powszednim. Nawet jeśli ktoś wpadnie na pomysł zorganizowania próby generalnej, to przeważnie przeradza się ona w prace nad zmianami lub wręcz tworzeniem scenariusza i treści slajdów, zamiast być rzeczywistym zaprezentowaniem wystąpień w ostatecznym kształcie. Nierzadko słyszę wówczas zdanie:

„No przecież wiem, co mam powiedzieć. Nie będę robił z siebie małpy.”

Niewiele jest głupszych twierdzeń, wypowiadanych przez całkiem niegłupich ludzi.

Przecież lepiej jest robić z siebie małpę na próbie, niż na premierze!

Radzę ci zatem, mój drogi czytelniku:

Przygotuj się!

Może nie osiągniesz w ten sposób aż takiego sukcesu, jak Steve Jobs, który przygotowaniom do swoich legendarnych wystąpień poświęca bardzo dużo czasu, ale z pewnością znajdziesz się w jednoprocentowej grupie mistrzów odróżniających się od 99% ludzi uważających, że jakoś to będzie.

Zastąp żałosne jakoś to będzie nową dewizą:

Jakość to będzie!

Bogaty ojciec, biedny ojciec

Dostałem pod choinkę książkę Roberta T. Kiyosaki’ego i Sharon L. Lechter „Bogaty ojciec, biedny ojciec”. Powiem szczerze, że przebrnąłem przez nią z dużym trudem. Choć zawiera kilka cennych myśli, to czyta się ją, mając ciągłe wrażenie deja vu. Autor wielokrotnie wraca do tych samych wątków, jakby chciał je czytelnikowi wmłotkować do głowy. Być może są ludzie, którzy potrzebują takiego traktowania, ale ja do nich nie należę.

Generalnie zgadzam się z przesłaniem, że należy liczyć przede wszystkim na siebie i starać się wymyślić, a następnie konsekwentnie kształtować swoją przyszłość. Tylko aktywne podejście do życia daje szansę na większe lub mniejsze uniezależnienie się od ZUS-ów, śmusów i innych niewydarzonych pomysłów wypaczonego państwa opiekuńczego. Jakoś tak dziwnie bowiem się składa, że państwo opiekuńcze zawsze ulega wypaczeniom i niezależnie od początkowych intencji bardziej opiekuje się bogatymi niż biednymi. Lepiej więc być bogatym.

Sztandarowym wypaczeniem państw opiekuńczych jest ich permanentna tendencja do zadłużania się. Po co? Teoretycznie dla realizacji ich opiekuńczej misji, ale przecież obsługa tych długów pochłania coraz więcej środków. A czym jest ta obsługa? Płaceniem wysokich odsetek od pożyczek i wyemitowanych obligacji. A kto dał te pożyczki i kupił obligacje? Ludzie, którzy mieli nadmiar gotówki i dzięki tym transakcjom będą jej mieli jeszcze więcej. I proszę mnie źle nie zrozumieć, to nie wina bogatych, że stają się coraz bogatsi. To wina biednych, że dają się wodzić za nos politykom, którzy obiecują autostrady, zasiłki, mieszkania, mannę z nieba i darmowe obiady.

To tyle na temat polityki.

Najlepszym cytatem, jaki znalazłem w książce Kiyosaki’ego jest następujący akapit:

Nigdy nie spotkałem nikogo, kto naprawdę lubi tracić pieniądze. Przez wszystkie swoje lata nie spotkałem też bogatej osoby, która nigdy nie utraciła pieniędzy. Znam jednak wielu biednych ludzi, którzy nigdy nie stracili nawet centa… w inwestycjach.

Robert T. Kiyosaki, Sharon L. Lechter „Bogaty ojciec, biedny ojciec” (71)

Czasami wystarczy mrugnąć

Ptak brukowy

„Czasami wystarczy mrugnąć, żeby przegapić chwilę.” – serial „Californication”, sezon 2, odcinek 10

Coś niepowtarzalnego często czai się gdzieś w zakamarkach twojego świata, żeby znienacka zaskoczyć cię, gdy jesteś całkiem nieprzygotowany. Przegapiasz to, ponieważ wydaje ci się, że rzeczy niezwykłe i piękne zdarzają się tylko innym.

I w pewnym sensie masz rację. Ci inni są po prostu czujni i chwytają to, co tobie tak łatwo umyka.

Ale jest na to rada. Zwolnij trochę i zacznij uważniej rozglądać się dookoła. Zobaczysz wówczas zadziwiające rzeczy, spotkasz niezwykłych ludzi i będziesz miał okazję przeżyć wspaniałe chwile. To naprawdę nie jest takie trudne.

Wystarczy, że otworzysz szeroko oczy!

A ta sylwetka ptaka na zdjęciu? Cóż, to tylko pęknięcie kostki brukowej na jednej z ulic mojego miasta. :-)