Miesiąc: Grudzień 2010

Musisz zasłużyć

W komentarzu, który zamieściłem pod blogowym wpisem „96% kobiet uważa się za nieatrakcyjne” (jaaleksandrak.blox.pl) napisałem:

Musisz zasłużyć na to, żebym cię nie lubił!

Kierowanie się tą zasadą pomaga mi podchodzić z życzliwością do każdego napotkanego człowieka.

Zdarzają się tacy, którzy nie doceniają otrzymanego ode mnie kredytu zaufania i dokładają wszelkich starań, żebym ich znielubił, ale na szczęście stanowią niewielki margines ludzi, których poznaję w swojej podróży przez czas i przestrzeń.

Natomiast znakomita większość niezwłocznie spłaca ten kredyt wzajemnością, ciepłem i szczerą życzliwością.

Proponuję ci zatem przyjęcie zasady, że ludzie muszą zasłużyć na to, żebyś ich nie lubił.

Jeśli tego nie zrobią, narażają się na znoszenie twoich uśmiechów, miłych słów i troski o ich sprawy.

A propos, lubię cię!

Kombinowanie w pracy

Bill Jensen, znany amerykański upraszczacz życia korporacyjnego, opublikował ostatnio, wspólnie z Joshem Kleinem, nową książkę pod tytułem „Hacking Work. Breaking Stupid Rules For Smart Results” czyli „Kombinowanie w pracy. Łam głupie zasady, aby osiągnąć mądre cele”. Kto by pomyślał, że Amerykanie są aż tak niezaradnym i potulnym społeczeństwem, że potrzebują tego typu podręczników!

Sądzę, że nikt nie podejmie się wydania tej książki w Polsce – kraju ludzi obdarzonych przez naturę genem kombinowania. Toż to byłaby totalna katastrofa wydawnicza!

Nie ma takiego nakazu i zakazu, który nie byłby przez Polaka aktywnie i twórczo kontestowany:

  • Nie można sprzedawać dopalaczy w kraju jako wyrobów kolekcjonerskich? Natychmiast pojawia się oferta wysyłkowa z Czech – tym razem w postaci oryginalnych ozdób choinkowych.
  • Ktoś ograniczył prędkość ruchu w pobliżu przejścia dla pieszych? A to idiota! Przecież w razie czego na pewno zdążę zahamować!
  • Mgła nie pozwala lądować na słabo wyposażonym lotnisku? Niech widzą Ruskie, co potrafią debeściaki!

W naszym kraju przydałby się raczej podręcznik „Bądź mądry przed szkodą. Nie każda zasada jest taka głupia, jak ci się wydaje!”.

Ale, wracając do książki Jensena i Kleina, po jej przeczytaniu mam podstawową wątpliwość. Generalnie przepisy są tworzone po to, żeby ludzie nie zrobili sobie lub innym krzywdy. Chodzi o ochronę dobra wspólnego przed działaniem idiotów. Efektem ubocznym jest oczywiście utrudnianie życia ludziom rozsądnym. Pytanie tylko, co jest ważniejsze: szybsze wykonanie raportu bankowego przez dział informatyki (w wyniku ominięcia procedur dostępu do bazy danych) czy bezpieczeństwo zgromadzonych tam danych i odporność systemu na dywersję (zamierzoną lub wynikającą jedynie z głupoty i lenistwa). Autorzy książki zakładają, że ich apel „kombinujcie mądrze i w dobrej wierze” wystarczy, żeby uchronić firmy przed kombinowaniem głupim lub przestępczym. I tu, moim zdaniem, się mylą. Dlatego nie zgadzam się z wymową tej książki i jej nie polecam. Natomiast polecam do przemyślenia dwa następujące cytaty:

SMRODOMETR: OCEŃ SWOJĄ FIRMĘ!

Punktacja: odpowiadając na pytania, wybierz ocenę z zakresu 0 – 5.

0: Moja firma jest denna w tej dziedzinie.

5: Moja firma jest fantastyczna w tej dziedzinie.

  1. Mój przełożony organizuje i udostępnia informacje tak, że mogę pracować lepiej i szybciej.
  2. Łatwo mogę znaleźć kogoś lub coś, gdy potrzebuję tego do wystarczająco dobrego i szybkiego wykonania swojej pracy.
  3. Łatwo i w odpowiedniej ilości mogę zdobyć wszystko, co jest mi potrzebne do pracy.
  4. Narzędzia, szkolenia i procedury, które muszę stosować, są łatwe w użyciu i bez zbędnej zwłoki zapewniają mi to, czego potrzebuję.
  5. Firma szanuje mój czas i stara się jak najmądrzej i najefektywniej go wykorzystywać.

Interpretacja wyników (sumy ocen).

0 – 5: Czym prędzej uciekaj. Póki możesz.

6 – 10: Kombinuj agresywnie. Skup się na swojej karierze, aby zwiększyć swoje szanse na rynku pracy po odejściu z firmy.

11 – 20: Kombinuj selektywnie. Skup się na wspieraniu swojego zespołu oraz firmy w celu uzyskania jak najwyższej efektywności.

21 – 25: Czy są wolne etaty w twojej firmie?

Bill Jensen, Josh Klein „Hacking Work” (77-78)

Dawno, dawno temu wybierałeś drogę pracy na etacie, żeby zwiększyć swoje bezpieczeństwo w porównaniu z ludźmi prowadzącymi własną działalność gospodarczą. Twój staż pracy, wiedza i zdolności przywódcze miały duże znaczenie. Twoja lojalność miała znaczenie. Twoja wydajność pracy miała znaczenie. Ale czasy się zmieniły. Możesz wykazywać się nadludzkimi wynikami swojego działania, a następnego dnia wylądować na bruku z bezwartościowymi opcjami na akcje i zerowym kontem ubezpieczenia społecznego i zdrowotnego, mimo gwarancji zawartych w umowie o pracę. Dziś zniknęła poduszka bezpieczeństwa pomiędzy tobą – pracownikiem najemnym a siłami wolnego rynku. I w przeciwieństwie do przedsiębiorcy lub udziałowca większościowego nie masz w tym względzie nic do powiedzenia. Nie masz na nic wpływu, lecz ponosisz wszelkie konsekwencje podejmowanych działań.

Bill Jensen, Josh Klein „Hacking Work” (83)

Ile na tym zarobię?

Jeśli pytasz, ile zarobisz na tym, co robisz, to znaczy, że działasz w niewłaściwej branży!

Wyjątek od tej reguły stanowią ludzie, których prawdziwą pasją są finanse i pomnażanie pieniędzy, których rajcują rozważania o EBITDAch, ROIach i innych wskaźnikach finansowych, dla których cała teraźniejszość to zdyskontowana przyszłość i nic więcej. Ale jest ich znacznie mniej niż mogłoby się wydawać. Nawet wśród bankowców spotkasz wielu sfrustrowanych, zestresowanych urzędników, którzy nie chcą, ale wydaje im się, że muszą, ponieważ przyciągnął ich powierzchowny blask świata wielkiej finansjery. A teraz wciskają klientom niepotrzebne karty kredytowe i nakłaniają ich do brania kredytów, których klienci ci nie będą w stanie spłacić.

Większość osób w głębi serca interesuje się innymi sprawami, a myślenie o finansach stało się dla nich koniecznością, ponieważ w życiu zajęli się tym, co ich otoczenie i rodzice uznali za rozsądne. Porzucili swoje pasje, żeby zarabiać pieniądze. I to był ich błąd.

Przypomnij sobie czasy, kiedy byłeś przedszkolakiem. Pamiętasz, z jakim zapałem uganiałeś się za spadającymi liśćmi w parku, lepiłeś bałwana z czerwonym nosem zrobionym z marchewki, którą bezkompromisowo wyegzekwowałeś od mamy, lub rysowałeś projekt najlepszego na świecie bolidu formuły pierwszej? Czy pytałeś wtedy, ile na tym zarobisz?

Jeśli jest coś, o czym myślenie rozjaśnia twoje oblicze, wywołując niekontrolowany uśmiech, i jeśli to coś może przydać się innym ludziom, ułatwić im życie, sprawić radość lub w inny sposób pomóc, nie wahaj się – idź za swoim powołaniem!

Rób to, co uczyni cię szczęśliwym, a pieniądze… pieniądze w większości przypadków pojawią się same, jeśli tylko nie zlekceważysz wartości tego, co robisz. Musisz określić uczciwą cenę udostępniania owoców swojej pasji wszystkim potrzebującym. Pytanie „Ile na tym zarobię?” stanie się wówczas równie nieistotne, jak pytanie „Ile diabłów zmieści się na końcu szpilki?”

Brama ewakuacyjna

Brama ewakuacyjna

Podczas sobotniego spaceru po zaśnieżonych uliczkach zobaczyłem, uwiecznioną na powyższym zdjęciu, bramę ewakuacyjną z groźnym napisem „NIE ZASTAWIAĆ”. Zarówno przed nią, jak i za nią piętrzą się góry zgarniętego śniegu. Bo tak było najłatwiej…

Patrząc na ten obrazek, zacząłem zastanawiać się nad rolą bram ewakuacyjnych w naszym życiu i w działalności gospodarczej. Im odważniejsze są nasze plany, tym większe jest ryzyko niepowodzenia. I co wtedy? Konieczna jest wówczas ewakuacja na „z góry upatrzone pozycje”. I to one są właśnie taką bramą.

Niektórzy inaczej podchodzą do kwestii ryzyka w działaniu i opracowują oraz uruchamiają swoje plany B.

Ostatnio rozmawiałem z menedżerem wysokiego szczebla, który opisał mi następującą sytuację:

Jego firma realizowała kluczowy dla swojego istnienia projekt. Jednak menedżer ten nie miał pełnego zaufania do kierownika zespołu zajmującego się tym zadaniem, do podejmowanych przez niego decyzji merytorycznych. W związku z tym, zamiast uzdrowić sytuację, uruchomił, kierowany przez samego siebie, konkurencyjny projekt, który nazwał swoim planem B.

Abstrahując od finału tej historii, możemy pokazać wyraźnie, czym różni się brama ewakuacyjna od planu B.

Brama ewakuacyjna musi być drożna i zapewniać uratowanie skóry w przypadku jakiejś katastrofy lub totalnego niepowodzenia. Nie gwarantuje, że wyjdziesz z opresji nieporaniony lub że osiągniesz swój cel, jednak podczas realizacji planu A praktycznie nie pochłania twojej uwagi i zasobów twojej firmy.

Natomiast plan B wymaga utrzymywania go w gotowości, a w większości przypadków także wielu aktywnych i intensywnych działań, żeby w każdej chwili był gotów do odegrania pierwszoplanowej roli. W zmieniających się warunkach zewnętrznych niepielęgnowany plan B jest tylko złudzeniem bezpieczeństwa, polisą bez pokrycia.

Moja rada jest taka:

  1. Nie twórz i nie uruchamiaj planów B, ponieważ będą one odciągały twoją uwagę oraz zasoby od planu A i już na wstępie podważały twoją wiarę w jego powodzenie.
  2. Starannie przygotuj, a potem odśnieżaj swoją bramę ewakuacyjną, czyli wyjście awaryjne na wypadek niepowodzenia.