Miesiąc: Grudzień 2010

2011

Toast 2011

Zanim szampan zaszumi ci w głowie, zanim wkroczysz z nadzieją w nowy rok, zastanów się nad kilkoma sprawami. Twoje przemyślenia pomogą ci uprawomocnić tę nadzieję i przekuć marzenia w plany, które zrealizujesz.

  • „Wizja bez działania jest tylko snem na jawie, zaś działanie bez wizji – koszmarem” – mówi stare japońskie przysłowie. Połącz wizję z działaniem, a rezultaty przekroczą twoje najśmielsze oczekiwania.
  • Czy bardziej zajmuje cię planowanie ślubu niż planowanie małżeństwa? Czy poświęcasz więcej czasu na planowanie dwutygodniowych wakacji niż na planowanie własnego życia? Plan bez działania na nic się nie zda, ale kierowanie ostrza uwagi w niewłaściwym kierunku jest przyczyną znacznie poważniejszych konsekwencji. Nadaj odpowiednie priorytety swojemu myśleniu.
  • Ludzi nie obchodzi twoja wiedza, dopóki nie dowiedzą się, jak bardzo obchodzą cię ich sprawy. Niezależnie od tego, jaki jest charakter twojej relacji z daną osobą, postaraj się szczerze skupić swoją uwagę na jej problemach i radościach. To zawsze działa.
  • Wielcy ludzie rozmawiają o ideach, przeciętni ludzie rozmawiają o rzeczach, mali ludzie rozmawiają (a właściwie plotkują) o innych ludziach. Sam możesz wybrać, o czym myślisz i rozmawiasz. O Kowalskim, którego być może zdradza żona? O nowym samochodzie, który chciałbyś mieć? Czy o pomyśle na własną firmę, która usprawni lub uczyni przyjemniejszym życie innych ludzi. Decyzja należy do ciebie!

Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl. Dzięki temu zwiększysz prawdopodobieństwo, że Nowy Rok będzie dla ciebie pomyślny! :-)

A tymczasem:

Życzę ci dobrych wyborów i skutecznego działania w 2011 roku!

Łyżeczka

Łyżeczka

Pojawiła się w moim życiu w czasach, których prawie nie pamiętam. Była elementem kompletu składającego się z łyżki, widelca, noża i łyżeczki. Kompletu, który był świadkiem moich pierwszych zmagań w dziedzinie zręcznego operowania narzędziami jedzeniowymi i kulturalnego zachowywania się przy stole.

Łyżkę, widelec i nóż diabeł ogonem nakrył albo schowała w bezpiecznym miejscu moja żona, ale łyżeczki zawsze pilnowałem jak oka w głowie i do dziś jest przy mnie. Na dobre i na złe. To nią codziennie po powrocie z pracy jem trzy kawałki białego sera z dżemem. To nią, w razie potrzeby, odmierzam odpowiednie porcje lekarstw. To nią jem świąteczny „domek Baby Jagi”, stefankę i mój ulubiony sernik.

Czasem wydaje mi się, że jest moją najlepszą przyjaciółką – przecież wspólnie odczuwamy wszystkie słodycze i gorycze mojego życia i razem spędzamy wszystkie poranki i wieczory.

Nie chcę nawet myśleć, co by się stało, gdyby kiedyś mi jej zabrakło…

Pewnie nic, bo wszystko przemija i znika jak poranna mgła nad wrzosowiskiem. Zostają tylko wspomnienia…

Czy dobre?

Tylko od nas zależy, co robimy tu i teraz i co zapamiętujemy…

Strzeż się mówiących ludzkim głosem!

Zgodnie z tradycją w Wigilię Bożego Narodzenia o północy zwierzęta mówią ludzkim głosem. Niektórzy utrzymują, że tradycję tę kultywują tylko niektóre zwierzęta. Świadczy o tym pamiętny cytat z filmu „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?”:

– Czekaj, cholero, jak cię złapię.
– Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?
– Tato, słyszałeś?
– Widzisz synku, w noc świętojańską kwitnie kwiat paproci, który normalnie nie kwitnie, gdyż ma zarodniki. Gadają ludzkim głosem krowy, konie i świnie…
– To chyba tylko w wigilię.
– W wigilię, to te wierzące.

Ale, wracając do zwierząt, uważam, że należy bardzo ostrożnie podchodzić do oświadczeń wygłaszanych przez nie w wigilijną noc. Mówienie ludzkim głosem nie jest ich normalnym zachowaniem. Robiąc to, starają się nam przypodobać, zrobić coś pociesznego, co wprawi nas w znakomity humor i zapewni dobry klimat dla dalszego zgodnego współżycia w domu i w zagrodzie przez kolejny rok. Nie łudźmy się – to jest po prostu rodzaj chwytu marketingowego, który ma im zapewnić przebywanie w okolicach żłoba (albo michy) przez następną, dwunastomiesięczną kadencję. Nic dziwnego więc, że mówią nam wtedy tylko same sympatyczne rzeczy. Czas szczekania i kąsania nadejdzie później. Odgrywając tę komedię po prostu nie są sobą!

Nie inaczej jest w świecie polityki. Zapewne sam możesz podać wiele przykładów, kiedy polityk, którego nie trawisz, nagle zaczynał mówić ludzkim głosem, jego głębokie myśli z lekkością wsączały się do twojego ucha, a ręka sama chciała postawić krzyżyk przy jego nazwisku na karcie wyborczej. A po wyborach, jak zwykle, wszystko wracało do „normalności”.

Dlatego ostrzegam:

Strzeż się mówiących ludzkim głosem!

Szczególnie wtedy, kiedy zjawisko to wydaje się być cudem…

Co? Jak? Dlaczego?

Co robisz?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta, o ile nie działasz w amoku lub nie jesteś w stanie pomroczności jasnej. Czytasz BIZNES BEZ STRESU, piszesz raport, odśnieżasz, plotkujesz, wygłaszasz referat, leżysz na łóżku i gapisz się w sufit, siedzisz przed telewizorem i oglądasz „Kiepskich” i tak dalej, i tak dalej… W każdej chwili możesz precyzyjnie określić, co właśnie robisz.

Jak robisz?

Tu już odpowiedź jest znacznie trudniejsza. Ocena jakości twojej pracy bardzo często jest niejednoznaczna. To, co twoim zdaniem zrobiłeś świetnie, inni mogą uważać za niewypał. Lub wręcz przeciwnie – obcy ludzie gratulują ci efektu, który ty uważasz za nędzną chałturę. Ponadto nawet ty sam bywasz zdezorientowany i nie wiesz, czy robisz coś właściwie, czy nie, czy w tym przypadku niezbędna jest perfekcja, czy też wystarczy być „wystarczająco dobrym”. A jeżeli tak, to jak wystarczająco powinieneś być dobry dziś, a jak jutro?

Dlaczego robisz?

To najtrudniejsze z pytań, jakie możesz sobie zadać, ale uczciwa odpowiedź na nie da ci największe profity. Często robimy różne rzeczy z rozpędu, z przyzwyczajenia, ze strachu lub dla zaspokojenia oczekiwań otoczenia. To nie są dobre motywacje. Tylko działania, co do których potrzeby sam, w głębi serca będziesz przekonany, zapewnią ci prawdziwą satysfakcję i spełnienie. Odpowiedź na pytanie, dlaczego warto coś robić oraz dlaczego czegoś nie warto robić, wprowadza cię na wyższy poziom myślenia o swoich sprawach – na poziom, na który nie jest w stanie wspiąć się twój jaszczurczy mózg.

Wiem, że w okresie przedświątecznym nie masz czasu na takie rozmyślania. To okres działania w trybie kryzysowym (Wigilia, prezenty, koniec roku w pracy, wyjazd w góry itp.) – skądinąd działania bardzo efektywnego. Ale gdy już kurz (śnieżny) opadnie, proponuję ci zastanowienie się, dlaczego robisz to, co robisz. Uczciwa odpowiedź zapewni ci znacznie lepszy start w nowym roku i zbliży cię do realizacji twoich prawdziwych celów.

Nie bój się! Spróbuj!

Musisz zasłużyć

W komentarzu, który zamieściłem pod blogowym wpisem „96% kobiet uważa się za nieatrakcyjne” (jaaleksandrak.blox.pl) napisałem:

Musisz zasłużyć na to, żebym cię nie lubił!

Kierowanie się tą zasadą pomaga mi podchodzić z życzliwością do każdego napotkanego człowieka.

Zdarzają się tacy, którzy nie doceniają otrzymanego ode mnie kredytu zaufania i dokładają wszelkich starań, żebym ich znielubił, ale na szczęście stanowią niewielki margines ludzi, których poznaję w swojej podróży przez czas i przestrzeń.

Natomiast znakomita większość niezwłocznie spłaca ten kredyt wzajemnością, ciepłem i szczerą życzliwością.

Proponuję ci zatem przyjęcie zasady, że ludzie muszą zasłużyć na to, żebyś ich nie lubił.

Jeśli tego nie zrobią, narażają się na znoszenie twoich uśmiechów, miłych słów i troski o ich sprawy.

A propos, lubię cię!

Kombinowanie w pracy

Bill Jensen, znany amerykański upraszczacz życia korporacyjnego, opublikował ostatnio, wspólnie z Joshem Kleinem, nową książkę pod tytułem „Hacking Work. Breaking Stupid Rules For Smart Results” czyli „Kombinowanie w pracy. Łam głupie zasady, aby osiągnąć mądre cele”. Kto by pomyślał, że Amerykanie są aż tak niezaradnym i potulnym społeczeństwem, że potrzebują tego typu podręczników!

Sądzę, że nikt nie podejmie się wydania tej książki w Polsce – kraju ludzi obdarzonych przez naturę genem kombinowania. Toż to byłaby totalna katastrofa wydawnicza!

Nie ma takiego nakazu i zakazu, który nie byłby przez Polaka aktywnie i twórczo kontestowany:

  • Nie można sprzedawać dopalaczy w kraju jako wyrobów kolekcjonerskich? Natychmiast pojawia się oferta wysyłkowa z Czech – tym razem w postaci oryginalnych ozdób choinkowych.
  • Ktoś ograniczył prędkość ruchu w pobliżu przejścia dla pieszych? A to idiota! Przecież w razie czego na pewno zdążę zahamować!
  • Mgła nie pozwala lądować na słabo wyposażonym lotnisku? Niech widzą Ruskie, co potrafią debeściaki!

W naszym kraju przydałby się raczej podręcznik „Bądź mądry przed szkodą. Nie każda zasada jest taka głupia, jak ci się wydaje!”.

Ale, wracając do książki Jensena i Kleina, po jej przeczytaniu mam podstawową wątpliwość. Generalnie przepisy są tworzone po to, żeby ludzie nie zrobili sobie lub innym krzywdy. Chodzi o ochronę dobra wspólnego przed działaniem idiotów. Efektem ubocznym jest oczywiście utrudnianie życia ludziom rozsądnym. Pytanie tylko, co jest ważniejsze: szybsze wykonanie raportu bankowego przez dział informatyki (w wyniku ominięcia procedur dostępu do bazy danych) czy bezpieczeństwo zgromadzonych tam danych i odporność systemu na dywersję (zamierzoną lub wynikającą jedynie z głupoty i lenistwa). Autorzy książki zakładają, że ich apel „kombinujcie mądrze i w dobrej wierze” wystarczy, żeby uchronić firmy przed kombinowaniem głupim lub przestępczym. I tu, moim zdaniem, się mylą. Dlatego nie zgadzam się z wymową tej książki i jej nie polecam. Natomiast polecam do przemyślenia dwa następujące cytaty:

SMRODOMETR: OCEŃ SWOJĄ FIRMĘ!

Punktacja: odpowiadając na pytania, wybierz ocenę z zakresu 0 – 5.

0: Moja firma jest denna w tej dziedzinie.

5: Moja firma jest fantastyczna w tej dziedzinie.

  1. Mój przełożony organizuje i udostępnia informacje tak, że mogę pracować lepiej i szybciej.
  2. Łatwo mogę znaleźć kogoś lub coś, gdy potrzebuję tego do wystarczająco dobrego i szybkiego wykonania swojej pracy.
  3. Łatwo i w odpowiedniej ilości mogę zdobyć wszystko, co jest mi potrzebne do pracy.
  4. Narzędzia, szkolenia i procedury, które muszę stosować, są łatwe w użyciu i bez zbędnej zwłoki zapewniają mi to, czego potrzebuję.
  5. Firma szanuje mój czas i stara się jak najmądrzej i najefektywniej go wykorzystywać.

Interpretacja wyników (sumy ocen).

0 – 5: Czym prędzej uciekaj. Póki możesz.

6 – 10: Kombinuj agresywnie. Skup się na swojej karierze, aby zwiększyć swoje szanse na rynku pracy po odejściu z firmy.

11 – 20: Kombinuj selektywnie. Skup się na wspieraniu swojego zespołu oraz firmy w celu uzyskania jak najwyższej efektywności.

21 – 25: Czy są wolne etaty w twojej firmie?

Bill Jensen, Josh Klein „Hacking Work” (77-78)

Dawno, dawno temu wybierałeś drogę pracy na etacie, żeby zwiększyć swoje bezpieczeństwo w porównaniu z ludźmi prowadzącymi własną działalność gospodarczą. Twój staż pracy, wiedza i zdolności przywódcze miały duże znaczenie. Twoja lojalność miała znaczenie. Twoja wydajność pracy miała znaczenie. Ale czasy się zmieniły. Możesz wykazywać się nadludzkimi wynikami swojego działania, a następnego dnia wylądować na bruku z bezwartościowymi opcjami na akcje i zerowym kontem ubezpieczenia społecznego i zdrowotnego, mimo gwarancji zawartych w umowie o pracę. Dziś zniknęła poduszka bezpieczeństwa pomiędzy tobą – pracownikiem najemnym a siłami wolnego rynku. I w przeciwieństwie do przedsiębiorcy lub udziałowca większościowego nie masz w tym względzie nic do powiedzenia. Nie masz na nic wpływu, lecz ponosisz wszelkie konsekwencje podejmowanych działań.

Bill Jensen, Josh Klein „Hacking Work” (83)

Ile na tym zarobię?

Jeśli pytasz, ile zarobisz na tym, co robisz, to znaczy, że działasz w niewłaściwej branży!

Wyjątek od tej reguły stanowią ludzie, których prawdziwą pasją są finanse i pomnażanie pieniędzy, których rajcują rozważania o EBITDAch, ROIach i innych wskaźnikach finansowych, dla których cała teraźniejszość to zdyskontowana przyszłość i nic więcej. Ale jest ich znacznie mniej niż mogłoby się wydawać. Nawet wśród bankowców spotkasz wielu sfrustrowanych, zestresowanych urzędników, którzy nie chcą, ale wydaje im się, że muszą, ponieważ przyciągnął ich powierzchowny blask świata wielkiej finansjery. A teraz wciskają klientom niepotrzebne karty kredytowe i nakłaniają ich do brania kredytów, których klienci ci nie będą w stanie spłacić.

Większość osób w głębi serca interesuje się innymi sprawami, a myślenie o finansach stało się dla nich koniecznością, ponieważ w życiu zajęli się tym, co ich otoczenie i rodzice uznali za rozsądne. Porzucili swoje pasje, żeby zarabiać pieniądze. I to był ich błąd.

Przypomnij sobie czasy, kiedy byłeś przedszkolakiem. Pamiętasz, z jakim zapałem uganiałeś się za spadającymi liśćmi w parku, lepiłeś bałwana z czerwonym nosem zrobionym z marchewki, którą bezkompromisowo wyegzekwowałeś od mamy, lub rysowałeś projekt najlepszego na świecie bolidu formuły pierwszej? Czy pytałeś wtedy, ile na tym zarobisz?

Jeśli jest coś, o czym myślenie rozjaśnia twoje oblicze, wywołując niekontrolowany uśmiech, i jeśli to coś może przydać się innym ludziom, ułatwić im życie, sprawić radość lub w inny sposób pomóc, nie wahaj się – idź za swoim powołaniem!

Rób to, co uczyni cię szczęśliwym, a pieniądze… pieniądze w większości przypadków pojawią się same, jeśli tylko nie zlekceważysz wartości tego, co robisz. Musisz określić uczciwą cenę udostępniania owoców swojej pasji wszystkim potrzebującym. Pytanie „Ile na tym zarobię?” stanie się wówczas równie nieistotne, jak pytanie „Ile diabłów zmieści się na końcu szpilki?”