Miesiąc: Kwiecień 2010

Wylewanie dziecka z kąpielą

Kindle price

W liceum miałem nauczycielkę geografii, która objawy ignorancji i nieuctwa wśród młodzieży kwitowała zwykle następującą wypowiedzią:

Mówiłam, tłumaczyłem, dyktowałam do brudnopisu i co? I NIC!

Cytat ten niczym błyskawica zajaśniał w mojej głowie, gdy zobaczyłem powyższą ofertę cenową dla książki „Making Ideas Happen”:

  • cena wydania elektronicznego (Kindle) = $18.71
  • cena wydania papierowego (twarde okładki) = $11.69

Na rynku amerykańskim wybór wydaje się jednoznaczny: „Drwale! Wycinajcie drzewa!”. A i z polskiej perspektywy, nawet po doliczeniu kosztów przesyłki przez Atlantyk, wydanie w eleganckiej twardej oprawie nie jest wcale droższe od paczki bitów bezszelestnie pomykającej po internetowych łączach.

Przemysł fonograficzny już to przećwiczył, ale, jak widać, każdy chce się uczyć na własnych błędach, więc wydawcy książek bezczelnie korzystają z zasobności portfeli tych, których stać na zakup czytnika Amazon Kindle. W ten sposób dla doraźnego zysku próbują zawrócić kijem Wisłę, to znaczy podtrzymać sprzedaż książek papierowych. Za wszelką cenę, jak mniemam.

Podobna, oczywista niedorzeczność wystąpiła kiedyś w momencie pojawienia się na rynku płyt CD, które wyparły kasety magnetofonowe (czy ktoś oprócz mnie pamięta jeszcze te czasy?). Otóż przez cały okres współegzystowania tych nośników na rynku ceny kaset w sklepie muzycznym były o połowę niższe od cen płyt CD z tą samą zawartością. Biorąc pod uwagę fakt, że jednostkowy koszt wyprodukowania kasety był wielokrotnie wyższy, widać było jak na dłoni, że ktoś tu kogoś robi w konia. I w dodatku nie wiadomo, po co!

Cóż, jak dotąd w dziedzinie książek elektronicznych firmie Apple nie udało się narzucić agresywnej polityki cenowej (takiej, jak w przypadku muzyki), więc nie jest wykluczone, że po pierwszych zachwytach ludzie powrócą do kupowania zadrukowanych, ściętych drzew.

Tylko, czy o to tak naprawdę wszystkim nam chodzi? Tracą na tym zarówno czytelnicy, jak i, w dłuższej perspektywie, wydawcy i autorzy. Zobaczymy, czy walka konkurencyjna pozwoli na zwycięstwo rozsądku nad doraźną pazernością.

To wystarczy

  • Nie możesz zmienić całego swojego życia – możesz tylko zmienić to, co zrobisz za chwilę.
  • Nie możesz zmienić charakteru swojego związku z ukochaną osobą – możesz tylko zmienić swoje zachowanie podczas najbliższej rozmowy.
  • Nie możesz zmienić swojej pracy – możesz tylko zmienić swoje następne zadanie.
  • Nie możesz zmienić składu swojego ciała – możesz tylko wybrać inny najbliższy posiłek.
  • Nie możesz zmienić swojej kondycji – możesz tylko zacząć się ruszać.
  • Nie możesz usunąć wszystkich zbędnych rzeczy ze swojego życia – możesz tylko pozbyć się jednej z nich, właśnie teraz.
  • Nie możesz od ręki spłacić wszystkich kredytów, które zaciągnąłeś – możesz tylko dokonać wpłaty kolejnej raty lub powstrzymać się od kupienia jeszcze jednej niepotrzebnej rzeczy.
  • Nie możesz zmienić przeszłości lub określić przyszłości – możesz tylko zdecydować, czym zajmiesz się w tej chwili.
  • Nie możesz zmienić wszystkiego – możesz tylko zmienić jedną, małą rzecz.

I to wystarczy…

Na podstawie „the only thing you can change” / mnmlist.

Przeżyć życie bez żalu

Są dwie taktyki, które mogą ci pomóc, jeśli nie jesteś Ellsworthem Kelly:

  1. Zrozum, że istnieje różnica pomiędzy prawidłową odpowiedzią a odpowiedzią, którą da się sprzedać. Zbyt często w organizacjach utrącane są pomysły bliskie herezji. Przepadają jednak nie dlatego, że są błędne, ale dlatego, że osoba, które je propaguje, nie dysponuje odpowiednią pozycją lub reputacją. Twój szef ma też swój światopogląd. Gdy proponujesz coś, co budzi jego opór, czego możesz oczekiwać w zamian?
  2. Skup się na wdrażaniu zmian skierowanych w dół hierarchii, a nie w górę. Interakcje z klientami i pracownikami są zwykle łatwiejsze od wpływania na szefów i inwestorów. Z czasem, gdy stworzysz środowisko, w którym twoje koncepcje i szczodrość dadzą owoce, ludzie nad tobą zauważą ten fakt i otrzymasz więcej swobody i władzy.

Seth Godin „Linchpin: Are You Indispensable?” (Amazon Kindle location 3842)

Nie było moim celem namawianie cię do porzucenia pracy, zostania przedsiębiorcą lub chociażby zmieniania świata.

Za pomocą tej książki chciałem cię namówić tylko do jednego: żebyś był artystą, którym i tak już jesteś. Żebyś pozytywnie zaznaczał swoją obecność. Żebyś za czymś się opowiadał. I żebyś w ten sposób zyskiwał szacunek i bezpieczeństwo, na jakie zasługujesz.

Seth Godin „Linchpin: Are You Indispensable?” (Amazon Kindle location 3860)

Co zatem jest mądre? Przeżyć życie bez żalu.

Seth Godin „Linchpin: Are You Indispensable?” (Amazon Kindle location 3877)

7 lat z GTD

7 lat z GTD

Siedem lat temu pojawiłem się w księgarni sprowadzającej do Polski zagraniczne publikacje i sfinalizowałem zakup zamówionej i niecierpliwie wyczekiwanej pozycji, o której wydaniu dowiedziałem się z internetu. W ten sposób idee opisane w „Getting Things Done” Davida Allena zawitały do mojego życia.

I je zmieniły.

Zdecydowanie na lepsze.

Pierwszą „sztuczką” GTD, która zwielokrotniła moją efektywność, była zasada 2 minut nakazująca niezwłoczne załatwianie drobnych spraw. Ile papierków, dzięki tej zasadzie, bez gadania powędrowało do kosza i ile koszul zawisło grzecznie w szafie, zamiast walać się po pokojach, wiem tylko ja i… moja żona.

Później zrozumiałem, że sednem GTD jest odważne i aktywne podejmowanie wyzwań, które przynosi nam otaczająca rzeczywistość. Nie zamiatanie niewygodnych rzeczy pod dywan, ale systematyczne określanie swojego stosunku do każdej sprawy i w wielu przypadkach uczciwe mówienie: „NIE, nie jestem w stanie teraz się tym zająć, ponieważ mam na tapecie 3 inne projekty, które są dla mnie priorytetowe”.

Kolejnym odkryciem było uświadomienie sobie, jak ważne jest spisanie wszystkich, powtarzam: WSZYSTKICH, spraw, które zabiegają o moją uwagę. Dzięki temu mogę im poświęcać tyle tej uwagi, ile JA chcę, a nie tyle, ile ONE mi wyszarpią w dzień lub podczas bezsennych nocy. Oprócz tego mogę świadomie decydować, czego nie zamierzam w danym tygodniu robić, i czuć się z tym bardzo dobrze. Różnica bowiem między odwlekaczem a praktykiem GTD polega na tym, że odwlekacz stara się bezskutecznie wyprzeć z pamięci to, za co nie może się zabrać (te zmagania są źródłem ogromnego stresu), natomiast praktyk GTD podejmuje decyzję o umieszczeniu wybranych spraw na liście Może Kiedyś i fakt zarejestrowania ich w godnym zaufania miejscu daje mu pewność działania w innych przedsięwzięciach, które postanowił w tym czasie zrealizować.

Oprócz tych zmian w moim postępowaniu obcowanie z GTD przyniosło mi dwie dodatkowe korzyści:

  1. Poznałem osobiście Davida Allena, jego przemiłą żonę i nietuzinkowych pracowników David Allen Company oraz wirtualnie grono entuzjastów GTD kulturalnie dyskutujących na forach prowadzonych przez tę firmę. Poznałem też Michała Śliwińskiego, twórcę Nozbe – popularnej aplikacji obsługującej metodę GTD oraz wydawcę internetowego periodyku Productive! Magazine.
  2. Zmobilizowałem się do zrealizowania jednego ze swoich marzeń: odwiedzenia Wielkiego Kanionu. Dokonałem tego w ramach podróży do Stanów Zjednoczonych związanej z udziałem w ubiegłorocznym Szczycie GTD (GTD Summit) w San Francisco.

To były piękne lata i wierzę, że każdy z Was, Drodzy Czytelnicy BIZNESU BEZ STRESU, może, podobnie jak ja, zrealizować swoje marzenia. Zapraszam do GTD i służę pomocą!

Kanion